Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Spotkanie z aniołem

     W okresie Bożego Narodzenia jakby bliżej z ziemi do nieba. Może więc nawet łatwiej uznać za rzecz prawie zwyczajną, że się spotkało... anioła.

     Wspomnienie tamtego dnia dla Sławka i Tomka pozostaje żywe, choć mija od niego szesnaście lat. Byli wtedy studentami, razem z grupą duszpasterstwa akademickiego wyjechali do Krynicy Górskiej. Nowe przyjaźnie, sporo wspólnej modlitwy i zabawy, wyprawy w góry. Nawet zabawa sylwestrowa odbyła się niezwyczajnie, bo pierwszego stycznia - żeby nie zaburzać miejscowej tradycji pielgrzymki na Jaworzynę w ostatnią noc roku. Właśnie w ów Nowy Rok próbowali w kilka osób wejść na niezbyt odległą Lackową, ale spod samej góry musieli zawrócić, bo dziewczyny spasowały. - Miałem ambicję, by zdobyć ten szczyt, i postanowiłem to zrobić następnego dnia. Wieczorem mieliśmy wracać do Warszawy - wspomina Sławek. Wypuścili się na Lackową we dwóch z Tomkiem. Wychodzili rano, kiedy inni jeszcze odsypiali nocne tańce. Tomek w przelocie złapał kawałek tabliczki czekolady, który został po sylwestrze. Oprócz tego nie wzięli na drogę żadnego prowiantu. - To miała być wyprawa dla twardzieli. Trudno mi dziś uwierzyć w tamtą naszą brawurę - kręci głową Sławek - ale tak się czuliśmy: mocni, świat do nas należał. Nawet nie pomyśleliśmy, że wypadałoby się lepiej przygotować. Przez wciąż popadujący śnieg ruszyli na Tylicz i odbijając od szlaku przez górę Łan szli ku granicy, którą wiedzie zielony szlak na Lackową. Szli śmiejąc się, że lewą nogą wpadają w polskie zaspy, a prawą w słowackie. Ani razu nie widzieli żywego ducha, turyści i górale widać nadal świętowali w swoich domach. Byli tylko oni dwaj, góry, niebo i korony drzew pod ich stopami w śniegu, przez który przecierali drogę, często gęsto zapadając się po pas.

     Lackową od tej strony jest zwodnicza. Podejście ma bardzo ostre. Nawet w przychylniejszej porze roku bywa, że trzeba się wspinać na czworaka, łapiąc się gęsto rosnących drzew. Wydaje się, że to już szczyt, gdy nagle znów wyrasta stroma ściana. Po kolejnej takiej niespodziance nieco upadli na duchu. Czyżby mieli nie dać rady? Akurat nastało południe, więc zatrzymali się, by odmówić Anioł Pański. Chwilę później okazało się, że docierają do szczytu. Schodząc ku Bielicznej, zjedli czekoladę. Czas zaczął teraz płynąć szybciej, natomiast oni zwolnili. Minęli jakby wymarłe Izby i dotarli na bitą drogę przez las w stronę Mochnaczki i Tylicza. Zapadał wczesny zmrok. - Czułem, jak słabnę. Wyraźnie stawaliśmy - opowiada Sławek. - Pomyślałem, że nie zdążymy na pociąg powrotny. Nie przyszło mi jednak do głowy, że możemy w ogóle nie dojść.

     Wtedy na tej pustej, ciemnej drodze przez las, z dala od ludzkich siedzib po raz pierwszy tego dnia zobaczyli przed sobą czyjąś sylwetkę. Przyspieszyli kroku i wkrótce zrównali się z nieznajomym, który szedł w tym samym kierunku, co oni, ale się za nimi oglądał i zwolnił, jakby na nich czekał. Był to dziesięcio-, może dwunastoletni chłopiec. Niósł w ręku reklamówkę. Przywitał się i chętnie nawiązał rozmowę. - To było niezwykłe, ta jego ufność. W ogóle nie wyglądał na przestraszonego - zastanawia się Sławek. - Zapytaliśmy go, czy nie ma czegoś do jedzenia. Chłopiec rozchylił reklamówkę, zapachniało chlebem. W środku leżał świeżo upieczony, domowy bochen. Pałaszowali go, łamiąc na kawałki i popijając wodą z napotkanego źródła.

     - Z każdym kęsem czułem, że odżywam - wspomina Sławek, a Tomek dorzuca: - Pomyślałem wtedy: chleb i woda, takie zwyczajne rzeczy, a ile dają radości. Tyle wystarczy do życia. Przed Mochnaczką rozstali się: chłopiec z resztką bochenka poszedł w prawo, oni w lewo. Z nowymi siłami pędzili teraz na wyścigi do Krynicy. Rozmawiając próbowali oswoić się z tym, co zaszło. I kiedy w niemal ostatniej chwili wpadli na dworzec, oczekujący ich z rosnącą rezygnacją przyjaciele usłyszeli jako wyjaśnienie: - Spotkaliśmy anioła!

     Obaj panowie, dziś ojcowie rodzin przed czterdziestką, nadal twierdzą to samo. - To było dla mnie - mówi Tomek - pierwsze tak namacalne doświadczenie obecności Pana Boga, łaski w zwykłej, ale tak nam wtedy niezbędnej rzeczy. - Wszystkie okoliczności mówiły mi, że na naszej drodze pojawił się posłaniec Opatrzności - dodaje Sławek. - Czy nie tym są dla nas anioły?


Lidia Molak


Tekst pochodzi z Tygodnika

3 stycznia 2010
Kilka myśli o aniołach Kilka myśli o aniołach
Ks. Jan Twardowski
Teksty rozważań - przeplatanych wierszami pełnymi poetyckiej finezji - przypominają, jak często aniołowie pojawiają się na kartach Pisma Świętego, skłaniają do przemyślenia ich znaczenia w naszym życiu - aż po starość... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Pawel: 06.01.2017, 18:42
 Ja tex spotkalem aniola stroza mojego albo mojej corki. Kilka lat temu zaparkowalem samochod pod Wewelem w Krakowie. Potem poszedlem do Galeri Krakowskiej na zakupy. W drodze powrotnej szedlem plantami. Tamtego dnia bylo slonecznie ale wialo. Poniewaz konczyl mi sie bilet za parkowanie ciagolem corke za reke aby zdazyc do samochodu. Na plantach na wysokosci teatru droge zastapila mi usmiechnieta dziewczynka z galazka w reku. Ja zrobilem skret w bok bo chcialem ja obejsc a ona znowu zastapila mi droge. Byla usmiechnieta ale nic nie mowila. Bylem zdziwiony choc mieszkam za granica to wiem ze Polskie dzieci sie tak nie zachowuja w stosunku do obcych. W koncu mine przpuscila a ja dalej kontunuowalem moja droge plantami. Jak bylismy jakies 30 m od mojego volvo v70 to na moich oczach wiatr zerwal konar z drzewa ok 5 m ktory uderzyl w auto w kant przy tylnich drzwiach. Doklednie tam gdzie stalbym aby zapiac corke na tylnim siodelku. Bylem troche w szoku zanim zdalem sobie sprawe co moglo sie stac gdybym podzedlo do auta 10-15 sekund wczesniej tzn gdyby ta dziewczynka minie nie zatrzymala. Mam nawet zdjecia uszkodzonego auta i konaru ktory rozstrzaskal sie na mniejsze kawalki a ktory mogl wyladowac na mojej corce albo na moich plecach. To zdarzenie dalo mi wiele do myslenia i teraz patrze inaczej na swiat.
 Asia: 18.08.2016, 15:33
 Ja też mam mojego Anioła Stróża, który na krok nie odstępuje mnie i jest moim najwierniejszym przyjacielem i obrońcą. Pomógł mi kupić mieszkanie, uchronił od wypadku samochodowego, ale najbardziej niesamowite zdarzenie to kiedy razem z córką (10-letnią) pojechałam do Szwajcarii do znajomych. Miałam do przejechania ok. 1100km i ogromny strach w sercu, że mogę temu nie podołać. Pierwszy raz jechałam sama w taką daleką podróż. Wszystko szło gładko: piękna pogoda, nawigacja prowadziła bezbłędnie, aż do granicy czesko-austriackiej. Tam nawigacja poprowadziła mnie okrężna drogą. Zjechałam z austostrady i po przemierzeniu kilku małych wioseczek zobaczyłam zamkniętą drogę i objazd, z którym moja nawigacja już sobie nie poradziła. Program zawiesił się, a ja zostałam w samochodzie, gdzieś w Austrii w szczerym polu, z niewielką ilością paliwa i z coraz bardziej ogarniającą mnie rozpaczą. Córka zaczęła się niepokoić a ja kompletnie nie wiedziałam co zrobić. Włączyłam sobie płytę Magdy Femme i piosenkę "Rozmowa z Aniołem" i zaczęłam głośno i z całego serca ją śpiewać. Dojechałam do małego miasteczka i zatrzymałam na parkingu , aby ostudzić emocje i pozbierać myśli. Moja córeczka zaczęła się niepokoić bo dzieci wyczuwają zagrożenia lub ja po prostu zbyt słabo się maskowałam. Wtedy zadzwonił telefon. Zadzwoniła moja przyjacółka z pracy z zapytaniem czy u mnie wszystko w porządku, bo odczuła przypływ takiego lęku o mnie i nie mogła powstrzymać się, aby nie zadzwonić. Prawie wybuchnęłam płaczem do telefonu i opowiedziałam co się stało, i że chyba Anioł mi ją zesłał. Przyjaciółka pocieszyła mnie, że przecież wszystko jest w porządku i muszę pozbierać myśli i że na pewno dam sobie radę. Zaraz zapytam kogoś o drogę do autostrady na Insbruck i wszystko będzie dobrze. Podziękowałam jej za wsparcie i poprosiłam, aby się za mnie pomodliła. Ja też zaczęłam się modlić i prosić o pomoc mojego Anioła Stróża. Włączyłam jeszcze raz piosenkę, uśmiechnęłam się do córki zapewniając, że wszystko jest w porządku i ruszyłam przed siebie. Po chwili zobaczyłam stację benzynową. Zatankowałam, a kasjerkę zapytałam o drogę do autostrady. Kasjerka niestety nie znała angielskiego. Już myślałam, że moja dobra passa właśnie zgasła, gdy okazało się, że za mną stoi młoda dziewczyna, która słyszała moją rozmowę z kasjęrką.To, że się zgubiłam, że nawigacja poprowadziła mnie jakąś dziwną drogą, a potem kompletnie nawaliła, że nie wiem gdzie jestem i muszę się dostać do autostrady na Insbruck; że mam do przejechania jeszcze 600 km i że jadę sama z dzieckiem. Dziewczyna powiedziała, że poprowadzi mnie do tej autostrady. Jechałam za Nią ponad 20 km, aż wjechałyśmy na autostradę. Ona zrównała się ze mną podczas jazdy pokazała ręką, że mam jechać prosto po czym pomachała do mnie z uśmiechem i zjechała z autostrady pierwszym zjazdem. Ja szczęśliwie dotarłam do celu. Może dla niektórych nie jest to dziwne - dla mnie było bardzo - cały ten splot wydarzeń i towarzyszące im emocje. Wiem tylko, że moja modlitwa i mój śpiew do Anioła płynęły z głębi mojego serca i były tak prawdziwe i szczere i pełne wiary, aż powodowały uczucie tlącego się żaru w klatce piersiowej. Wiem, że to nie zbieg okoliczności tylko pomoc mojego Anioła. ktoś powie - przypadek - a przecież przypadek to dowód na istnienie Boga.
 A.: 18.01.2014, 00:58
 Cindy, odmów Nowennę Pompejańską http://pompejanska.rosemaria.pl/category/nowenna-pompejanska/ To modlitwa nie do odparcia. Poczytajcie świadectwa! :)
 Beata: 05.11.2013, 05:35
 Ja również często doświadczam obecność Anioła Stróża,miałam to szczęscie,że widziałam go jako dziecko,ale cały czas czuję Jego obecność,nie raz wybawił mnie od kłopotów a kilka razy uratował moje życie.Ktoś napisał wcześniej,że rozmawia ze swoim Aniołem-to prawda,zadajesz pytanie i momentalnie pojawia ci się w głowie odpowiedż,to On,twój Anioł Stróż.Mój ma ogromne poczucie humoru,najwierniejszy,najwspanialszy przyjaciel:)Dziękuję z całego serca,że jest zawsze przy mnie,i wtedy gdy pęknięta szyba leciała z siódmego piętra na moją głowę a drasnęła mnie zaledwie w ucho i wtedy gdy schował mi klucze,które szukałam kilka minut dłużej co uratowało mi życie i w innych przypadkach gdzie pomagał mi i pomaga nadal.Bądź przy mnie zawsze
 Ola: 11.08.2013, 19:40
 Kilka lat temu, wracając ze spowiedzi do domu, poczułam wyraźnie obecność mojego Anioła Stróża. Idąc chodnikiem coś mnie tchnęło i stwierdziłam, że będę iść przy płotach mijanych domów, a nie blisko krawężnika. Po jakimś czasie usłyszałam, że z tyłu nadjeżdża samochód. Szłam spokojnie dalej, bo przecież byłam na chodniku. Nagle, zaledwie kawałek ode mnie, po chodniku przejechał rozpędzony samochód, minął mnie, po czym obrócił się o 90 stopni i prostopadle uderzył w płot kilka metrów przede mną. Byłam tak zszokowana i przestraszona, że uciekłam w pobliską uliczkę i pobiegłam na przystanek inną drogą. Gdybym szła po krawężniku lub środkiem chodnika ten samochód mógłby mnie potrącić. Do dziś pamiętam to dziwne postanowienie, by iść koło płotu. Wiem, że to mój Anioł mnie natchnął i dzięki Niemu nic mi się nie stało.
 kamila: 17.07.2013, 23:14
 Moje doświadczenie było niesamowite. Nie zapomnę go do końca życia.
 Patrycja2: 26.05.2013, 17:58
 Opiekę Anioła Stróża polecam też wszystkim rodzicom- jest niezawodny w chronieniu dzieci. Mój synek był bardzo niespokojnym niemowlakiem- chorował, kiepsko spał, o przełożeniu do łóżeczka po uśpieniu nie było mowy, bo natychmiast się budził, więc musiał w dzień spać na naszym łóżku. Czyli nie było to bezpieczne, pomimo przystawienia krzesłami mógł podpełznąć i spaść. Prosilam więc każdorazowo Anioła Stróża, żeby mi powiedział, jesli będzie potrzeba iść do dziecka, kiedy coś wykombinuje, obudzi się,.... I ZAWSZE to robił. Wiele razy nagle czułam impuls, żeby zostawić pracę w połowie i teraz, zaraz iść do dziecka. Wiele razy okazywało się, że ja wchodziłam w drzwi pokoju, a synek właśnie otwierał oczy i siadał na łóżku. Koleżanka niespodziewanie dla siebie samej poczuła potrzebę nakazania dziecku "otwórz buzię" i znalazłą w niej... pinezkę. Jej bratowa w taki sam sposób znalazła w buzi dziecka szkło.
 Iwona: 13.11.2012, 13:15
 Piękne są te opowieści. Dziękuję osobom, które je napisały. Sama również od dziecka doświadczam obecności mojego Anioła Stróża. Niestety nie zawsze słucham, co skutkuje późniejszymi smutkami. Jako niezwykle ruchliwe dziecko, miał przy mnie pełne ręce roboty. Pierwszy raz o mało nie wpadłam pod TIRa. Pewien staruszek, którego wcześniej nie widziałam w okolicy, zwinnie ściągnął mnie z oblodzonej ulicy z pomocą swej laski. Po paru latach Anioł mojej Mamy uratował mi życie - przed rozwinięciem się mojej choroby ona wiedziała. Przyjechała po mnie na kolonię i tam, na jej oczach rozchorowałam się na ropne zapalenie opon mózgowych. Dopiero po przyjeździe do szpitala okazało się, że mój stan jest beznadziejny. Jedynie dzięki temu, że mama zareagowała od początku choroby, zanim straciłam kontakt - była nikła szansa. Po pierwszej dobie kryzys minął, ale lekarze ostrzegali, że mogę być upośledzona, sparaliżowana, głucha itp. Mama modliła się przez cały czas i Pan Bóg ją wysłuchał. Wyszłam bez szwanku. Przeżyłam porzucenie przez ukochanego. Byłam załamana. Chciałam się mścić i miałam niesamowite pokłady energii, niestety negatywnej. Zagubiona, z nienawiścią w sercu. Przypadkowo w Internecie weszłam na stronę poświęconą aniołom... I tak po nitce do kłębka. Odnalazłam spokój, pogodziłam się z myślą, że to kolejne doświadczenie i po prostu Pan Bóg tak chciał uchronić mnie przed złem. Przeanalizowałam to co było i doszłam do wniosku, że tak naprawdę, to tylko mnie zależało na tym związku i niestety sama długo nie pociągnęłabym tego. Teraz zaczynam być wdzięczna za to odrzucenie zanim było za późno. Szczera modlitwa daje wielką moc, siłę do działania i radość w życiu.
 Ania: 06.10.2012, 16:03
 Jak wyjechalam z kraju w poszukiwaniu pracy, bardzo oddalilam sie od Boga. Jednak czym wiecej pieniedzy mialam na koncie, wiecej ciuchow w szafie, czym wiecej imprez w weekendy tym bardziej czulam sie samotna, ale o dziwo-najwieksza pustke wywolywalo moje wypelnione pieniedzmi konto. Nie rozumialam tego, bo mialam to, czego nie maja inni, a wcale nie czulam sie z tym szczesliwa. I nagle w mojim zyciu nastepuje przewrot. Tak, jakby ktos stal nade mna i kazal mi przypomniec sobie jak brzmi dekalog jaki znalam od dziecka i kazal mi go powtarzac i sprawdzac czy zyje zgodnie z nim, ktos nakazuje mi przypomniec sobie czym jest grzech.Dzis wiem, ze wtedy Bog zeslal mi Aniola ktory mial za zadanie przypomniec mi o tym wszystkim, tutaj zaczelo sie moje nawrocenie, ale odmienila mnie ostatecznie moc Ducha Swietego i moge powiedziec ze jestem dzis inna osoba. Tak wiec Aniol odegral kluczowa role w mojim nawroceniu. A dzis, no coz... dzis juz nie obchodzi mnie ziemskie zycie ktorego czuje sie wiezniem bo wiem ze wiara daje prawdziwa wolnosc i oczekuje spotkania z Bogiem gdy to zycie dobiegnie konca. Dzis odczuwam pustke i rozpacz tych serc, ktore Boga w sercu nie maja, a najbardziej mojego partnera. Czujac jego bol jednoczesnie znosze niejednokrotnie upokarzania z powodu mojej wiary, bo ukochalam to, co on kiedys tak bardzo nienawidzil i czym tak goraco gardzi. Mam nadzieje ze w tym znajdzie sie dla mnie jakis glebszy sens, ale to niesie z soba nieraz ogrom cierpienia.
 Ania: 06.10.2012, 14:23
 Jak wyjechalam z kraju w poszukiwaniu pracy, bardzo oddalilam sie od Boga. Jednak czym wiecej pieniedzy mialam na koncie, wiecej ciuchow w szafie, czym wiecej imprez w weekendy tym bardziej czulam sie samotna, ale o dziwo-najwieksza pustke wywolywalo moje wypelnione pieniedzmi konto. Nie rozumialam tego, bo mialam to, czego nie maja inni, a wcale nie czulam sie z tym szczesliwa. I nagle w mojim zyciu nastepuje przewrot. Tak, jakby ktos stal nade mna i kazal mi przypomniec sobie jak brzmi dekalog jaki znalam od dziecka i kazal mi go powtarzac i sprawdzac czy zyje zgodnie z nim, ktos nakazuje mi przypomniec sobie czym jest grzech.Dzis wiem, ze wtedy Bog zeslal mi Aniola ktory mial za zadanie przypomniec mi o tym wszystkim, tutaj zaczelo sie moje nawrocenie, ale odmienila mnie ostatecznie moc Ducha Swietego i moge powiedziec ze jestem dzis inna osoba. Tak wiec Aniol odegral kluczowa role w mojim nawroceniu. A dzis, no coz... dzis juz nie obchodzi mnie ziemskie zycie ktorego czuje sie wiezniem bo wiem ze wiara daje prawdziwa wolnosc i oczekuje spotkania z Bogiem gdy to zycie dobiegnie konca. Dzis odczuwam pustke i rozpacz tych serc, ktore Boga w sercu nie maja, a najbardziej mojego partnera. Czujac jego bol jednoczesnie znosze niejednokrotnie upokarzania z powodu mojej wiary, bo ukochalam to, co on kiedys tak bardzo nienawidzil i czym tak goraco gardzi. Mam nadzieje ze w tym znajdzie sie dla mnie jakis glebszy sens, ale to niesie z soba nieraz ogrom cierpienia.
 Ania: 06.10.2012, 14:09
 Ja wiem ze istnieja Anioly-poslancy Bozy w konkretnych wyznacznych im do tego celach na ziemie. Sa takie sytuacje gdzie bedzie ich cala ilosc i takie gdzie bedzie tylko jeden, lub dwa, wszystko zalezy od sytuacji do ktorej sa wyznaczeni. Kiedys jak bylam w szkole podstawowej, pamietam jak dzis-mielismy dluga przerwe w szkole, stalam na schodach przed szkola z kolezanka, swiecilo piekne slonce. Nagle poczulam jakby chmara ludzi zaczela do mnie krzyczec (w myslach) bym biegla natychmiast do domu, jaknajszybciej, ten impuls byl tak silny ze widzialam wrecz siebie sama biegnaca droga do domu ile sil mialam w nogach. Stlumilam z wysilkiem w sobie to uczucie, zajelo mi dluzsza chwile zanim wrocilam do siebie. Gdy wrocilam do domu po lekcjach tego dnia, dowiedzialam sie, ze mama jest w szpitalu, ze chciala popelnic samobojstwo. Wtedy zrozumialam dlaczego mialam to niezwykle doswiadczenie w szkole. Od tamtej pory jestem o duzo ostrozniejsza w odpychaniu od siebie i wyrzekaniu sie tego, co odczuwam. To nie jedyne moje doswiadczenie z aniolami o jakim wiem.
 Patrycja2 : 01.04.2012, 15:35
 Działo się to kilkanaście lat temu, kiedy jeszcze byłam studentką. Dla pełnego obrazu sytuacji dodać muszę, że pochodzę z niebogatej rodziny i "zbytki" najczęściej mnie omijały. Otóż modne stały się wówczas takie lakierowane kartonowe teczki z rączką do noszenia w dłoni. Chciałam mieć coś ładnego, modnego, no fajnego wreszcie, inni kupowali sobie różne nowości, a ja ciągle sobie odmawiałam. Taka teczka była mi w rzeczywistości średnio potrzebna, to znaczy by się przydała, ale bez niej też bym sobie znakomicie dała radę. Mieszkałam wtedy z rodzicami pomagając im w utrzymaniu z mojego stypendium i każdy zakup budził we mnie pytanie, czy muszę to mieć? Chodziłam więc do sklepu oglądać tę teczkę i po kilku wizytach postanowiłam, że raz "zaszaleję" i sobie ją kupię. Kupiłam z wyrzutami sumienia, że trwonię pieniądze. Na drugi dzień wzięłam ją na uczelnię (oprócz plecaka z zeszytami) i... zaraz po pierwszych zajęciach zostawiłam pod stolikiem przyzwyczajona, że mam zawsze ze sobą tylko plecak. 2- 3 zajęcia później siedziałyśmy pod salą wf-u i nagle zobaczyłam obok siebie na ławce moją teczkę. Ale... przecież to jest tylko taka sama, bo nagle sobie przypomniałam, że mojej nie wzięłam z pierwszej sali. Zapytałam koleżanek, czy to ich teczka, a one odpowiedziały, że przecież moja, bo sama ją tu kładłam. Pewna, że nie zrobiłam tego pobiegłam szukać mojej teczki do sali, gdzie ja zostawiłam (może jeszcze jej nikt nie ukradł). Zaglądam w tej sali pod ławkę i teczki nie ma. Jakaś dziewczyna siedząca przy tej ławce zapytała mnie, czego szukam. To jej odpowiedziałam, że takiej a takiej teczki, czy jej nie widziała. A ona mi odpowiedziała, że była tu taka, ale jakiś chłopak ją wziął. Kiedy zdziwiona spytałam jak wyglądał, nie umiała mi odpowiedzieć tylko, że młody. Pobiegłam do sali wf-u i tam leżała nadal moja teczka. Moja, bo w środku były moje rzeczy- nic ważnego, tylko pusty, zwyczajny blok rysunkowy (taki kierunek, że troszkę musiałyśmy się rozwijać plastycznie). Kim był ten chłopak? Nie miałam wówczas sympatii, na naszym roku były wyłącznie dziewczyny, a teczka leżała w sali 3 godziny, więc nikt nie mógł wiedzieć, czyja jest i mi jej przynieść. Skoro Anioł Stróż pomógł mi w tak błahej sytuacji, czy nie możemy liczyć na Jego opiekę w ważnych dla nas chwilach? I druga sytuacja, tym razem z życia mojej mamy. Bo mi Anioł pomógł tylko odzyskać teczkę, a mojej mamie uratował zdrowie, a może i życie. W podziemiach naszego kościoła jest salka i biuro parafialne (wejście jest od zewnątrz). Kilkanaście lat temu mama szła tam coś załatwić, a na schodach (w dół) prowadzących do salki trwał remont- kładziono płytki. W celu utrzymania poziomu przy pracy robotnicy przeciągnęli cienki, nylonowy sznurek wzdłuż jednego ze stopni (położonego dość wysoko). Sznurek, jak to nylon, był cieniutki, ale bardzo mocny, czyli w praktyce słabo widoczny. Mama zagadała się z tymi pracownikami (jej znajomymi) i schodząc zawadziła nogą o ten sznurek, a on... pękł w chwili, kiedy dotknęła go czubkiem buta. Oglądali potem ten sznurek w poszukiwaniu śladów przetarcia, nacięcia, bo może to tylko zbieg okoliczności, był osłabiony i po prostu pękł,... Nic z tego, był w świetnym stanie, a próby zerwania go przez dorodnych mężczyzn nie dawały efektów. A przecież pękł po DOTKNIĘCIU butem!!!
 ewa2011: 15.02.2012, 11:03
 ANIELE PRZYBADZ I POMOZ MI NA NOWO ODKRYC LASKE WIARY ZAOPIEOJ SIE MNA NAMI OTACZ I PROWADZ DROGA RADOSCI I SZCZESCIA MILOSCI W DOMU W PRACY W DRODZE WOKOL NAS DAJ MI DOBRY CZYTELNY ZNAK ZE JESTES ZE MNA Z NAMI MBSPEJ
 Kasia: 27.12.2011, 04:28
 nigdy wcześniej nie pomyślała bym w ten sposób, ale teraz już wiem że spotkalam aniola, najpierw się tylko śmialam z tego ale teraz jestem tego pewna to byl anioł. dzień przed wigilią , bylam przygnębiona i w dołku psychicznym , święta wogóle mnie nie cieszyły ..... wlaśnie jechalam do koleżanki by ją zawieść na cmentarz bo nie miała z kim rodzina się na nią wypiela, może to banalne co teraz napisze ale to bylo tak niesamowite uczucie nie potrafie tego opisac .......na skrzyżowaniu stanelo auto obok mojego , niby nic.....coś ściągnelo mój wzrok w prawy bok tylnych drzwi , zobaczyłam mężczyzne patrzącego w moim kierunku ....tak trzy razy upewnialam sięczy jeszcze patrzy.....normalnarzecz powiecie ....nie to co bilo z jego oczu ,twarzy ...patrzyl na mnie jakby dobrze mnie znał, nie uśmiechal się ale jego twarz promieniała ciepłem dobrocią , a oczy byly niesamowite miałam wrażenie jak mnie przenikają wgłąb duszy ,takie ciepłe spojrzenie, serce zaczelo mi walić ,troche mnie to przestraszylo, zapaliło się zielone światło ,auta ruszyły i tyle go widziałam .....ale to nie istotne ....istotne było to jak ja się poczułam ...wrócil duch świąt , poczulam wielkąradość, bylam tak naladowana pozytywną energią że wystarczylojej dla innych , nie moge przestać o tym myśleć .....
 Gosik: 25.11.2011, 23:49
 MOŻECIE MYŚLEĆ,ŻE ZMYŚLAM LECZ MÓWIĘ PRAWDĘ ANIOŁY W MOIM ŻYCIU SPOTKAŁAM WIELE RAZY RATOWAŁY MNIE Z RÓŻNYCH OPRESJI I PODNOSIŁY W CHWILACH ZWĄTPIENIA.PRZYCHODZIŁY DO MNIE WE WCIELENIU W LUDZI SĄ TO DOŚĆ DŁUGIE HISTORIE I TE SPOTKANIA TRUDNO OPISAĆ ZWYKŁYMI SŁOWAMI. DOŁADOWYWAŁY MNIE SWOJĄ ENERGIĄ BEZWARUNKOWEJ MIŁOŚCI, KTÓRA TRYSKAŁA Z ICH JASNOBŁĘKITNYCH OCZU, CZUŁAM SIĘ W KOŃCU POTRZEBNA I KOCHANA I NATYCHMIAST POWRÓCIŁA DO MNIE CHĘĆ ŻYCIA,NIESIENIA POMOCY INNYM I ZMIANY ABY STAĆ SIĘ LEPSZYM CZŁOWIEKIEM.OSTATNIO JEDNAK WYCOFAŁY SIĘ Z MOJEGO ŻYCIA I STRASZNIE MI SMUTNO Z TEGO POWODU A MOŻE UZNAŁY , ŻE NIE POTRZEBUJE TERAZ ICH POMOCY LECZ JA UFAM W TO , ZE SĄ NADAL PRZY MNIE CHOĆ ICH NIE WIDZĘ I ZE ZNOWU MNIE ODWIEDZĄ W LUDZKIEJ POSTACI.TO BYŁO NAJBARDZIEJ FASCYNUJĄCE, ZASKAKUJĄCE,TAJEMNICZE I NIE ZROZUMIALE DLA WIELU LUDZI DOZNANIE JAKIEGO DOŚWIADCZYŁAM OSOBIŚCIE.
 Patrycja:13.11.2011.9:25: 13.11.2011, 09:36
 Bardzo piękna opowieść o obiawieniu się Anioła . Ja nigdy chyba nigdy nie spotkałam się z Aniołem .
 ja: 24.05.2011, 14:19
 też miałam taki kryzys, a co pomogło? traumatyczne przeżycie, coś okropnego wszystko się waliło, załamanie itd., a wiadomo jak trwoga to do Boga, czytałam dużo nie Biblie, tylko fragmenty i dużo się modliłam, codziennie, wcześniej tylko gdy miałam czas lub z powinności, ale w tamtym czasie czyli jakiś rok temu modliłam się bardziej, gorliwiej, więcej rozmawiałam niż się modliłam i otrzymywałam odpowiedzi natychmiastowo, nie wiadomo z kąd w mojej głowie pojawiały się logiczne i proste wytłumaczenia dlaczego tak, lub trochę później jakieś ''znaki'' na te wszystkie pytania i wątpliwości, apropo anioła najpierw chcę zapytać z kąd agata zna imię swojego stróża ? co przyszedł i ci się przedstawił? - hej jestem .... i opiekuje sie tobą chociaż mnie nie widzisz? ... a moja historia 2 lata temu zaczęłam liceum w zupełnie nowym mieście oddalonym od mojego miasteczka jakieś 90 pare km w 1 tyg zawieźli i przyjechali po mnie rodzice a po weekendzie odprowadzili mnie na przystanek odprawili do autobusu tata tylko powiedział kierowcy zeby mi powiedział gdzie mam wysiąsc i wytłumaczył jak dojśc do internatu. gdy byliśmy na miejscu kierowca zaczął mi tłumaczyc jak isc ... i tak nic z tego nie zrozumiałam, miałam w głowie mętlik i byłam w lekkim szoku, wysiadłam na dworcu a za mną jacyś ludzie chyba małżeństwo albo tylko tak wyglądali powiedzieli, ze słyszeli gdzie chce dojśc wyprowadzili mnie z hali dworca i wskazali drogę - okazała sie byc prostym odcinkiem. nie wiem czy to były anioły czy tylko dobrzy ludzie. róznie bywa, ale wiem, że są bo często otrzymuje sie od nich drobne wskazówki, które niektózy nazywają intuicją np z jaką ostatnio się spotkałam głos w głowie ; weź parasol, weź parasol. z drugiej strony zapewnienia taty ; nie będzie padać napewno. posłuchałam ojca i co padało, lało była burza ... a trzeba było posłuchać stróża =D
 agata: 27.04.2011, 05:16
 W moim zyciu tez pojawil sie aniol.a wlasciwie archaniol michal.W lutym tego roku,mialam nawrot nerwciy...za duzo proble,ow,pare spraw w sadzie niedlugo i cholerna choroba wrocila..czuje i wiem,ze leki od lekarzy na mnie nie dzialaja,zle sie czuje,jestem otumaniona po nich,wiec najzwyczajniej w swiecie zxaczelam szukac pomocy...wpierw swieci czy blogosławienia,ale zaden mi jakos nie pasował....wiec zaswitał mi w glowie Michał....znalazłam modlitwe do niego,pozniej jego wizerunek(taki jaki do mnie przemawiał najbardziej)i zaczelam jeczec,plakac,wyc ,prosic o pomoc o wyjscie z choroby,w załatwieniu tych spraw(a zarzuty b.powazne..) -ogolnie o pomoc,jesli na nia zasługuje.z ekranmu monitora patrzył ON na mnie,patrzyl takjak zywy czlowiek,przygladał mi sie jakby mnie sprawdzał...czy dam rade czy wytrzymam to co bedzie sie dziac.piewsza wymieklam,nie moglam zniesc tego jEGO wzroku-zamknełam internet.Izaczeły sie zmiany w moim zyciu,powoli wychodze na prosta,z choroby tez-bo czuje sie coraz lepiej(czasami tylko wspomgam sie homeopatia).odeszli z mego lzycia ludzie,ktorych uwazałam za przyjaciól..ale jest cos za cos...poznaje innych ,wartosciowszych ludzi.. A pomoc dla mnie tez nie jest za darmo...obiecałam Jemu czyli Bogu zmienic swoje zycie-byc człowiekiem ktory nie kłamie ,nie plotkuje,ktory pomaga innym....nigdy nie byłam zlodziejka czy plotkara ,ale widac musze starac ie bardziej..A ja mam woch opiekunów :moj Azala(imie mego anioła stróza) i najlepszy pomocnik moj -Michał,Archanioł Michał.:))Z ich pomoca dam rade ze wszystkim mialam tez kontakt ze Złym...po tej obietnicy:ze bede lepsza ,inna dla ludzi ,dla zwierzaków upadłam (to była zima),i to tak mocno,ze az sie zsikalam....upadłam prosto na tyłek,a za gregosłup ktos szarpnał!dosłownie tak czulam,ze ktos chwycial kregoslup i za niego szarpnał....2 tygodnie dochodzilam do siebie po tym upadku...masaze 5 razdy dziennie robił syn,a ja wylam jak masował plecy...i wiem ze to był dotniecie złego:chcesz byc człowiekiem?chcesz byc dobra?-ok.badz>>.tylko zobacz jak to boli.....no,i zobaczyłam..... Tyle mojej opowiesci ,były i inne spotkania,onich inym razem.
 Kinia: 29.03.2011, 00:14
 Ja chyba nie spotkałam nigdy Anioła w postaci człowieka, albo zwierzęcia.. ani też nie czułam, że Anioł kimś lub czymś steruje. Ale dwukrotnie COŚ kazało mi w ostatniej chwili postąpić tak, żeby uratować swoje zdrowie i życie. Pierwsze takie zdarzenie miało miejsce jakieś 15 lat temu, kiedy wracając do domu musiałam przejść przez ulicę - zwykła mała uliczka w dzielnicy domów jednorodzinnych. Z przeciwnego kierunku jechał samochód. Szybko.. szybciej niż średnio. W ostatniej chwili, blisko mnie, postanowił ominąć jakąś dziurę, kierując się dzięki temu manewrowi prosto na mnie - był jakieś 2-1m ode mnie, dotychczas jadąc torem jakoby dość bezpiecznie oddalonym ode mnie. W ułamku sekundy poczułam, że zaraz mnie potrąci, bo nie zdążyłabym odskoczyć. COŚ mnie zmusiło, żeby lekko skręcić ciało, i, ku mojemu zdziwieniu, auto smyrnęło jedynie moją rękę lusterkiem, ale tak, jak powiew wiatru. Pół cm bliżej mnie i byłby co najmniej wielki siniak, a najpewniej złamanie. Ten skręt ciała dał bezpieczny dystans od mojego korpusiku. Byłam dziwnie spokojna po wszystkim. A druga okazja, też motoryzacyjna - tym razem zaatakował mnie samochód dostawczy zaparkowany na wjeździe z lekkim pochyleniem w stronę bramy, którą poszłam zamknąć, nim wjadę owym autem do garażu. W ostatniej chwili już pod bramą zorientowałam się, że ono na mnie jedzie! i zdążyłam odskoczyć na bok. Sekundy i zostałaby ze mnie kupka mięska, inwalida w najlepszym wypadku, gdyż wjazd ma ładnych parę metrów i samochód zdążył się już niebezpiecznie rozpędzić. Zaznaczę, że auto zostało na sprawnym (dotychczas) ręcznym, tak jak zwykle. Prawdopodobnie przejeżdżający tir rozedrgał pół okolicy, coś się poluzowało i auto zaczęło jechać. Generalnie jestem osobą, która raczej ma szczęście w życiu, więc nie nazwałabym tych zdarzeń szczęśliwymi zbiegami okoliczności, bo takich było sporo i nie robiły aż takiego wrażenia. Chociaż z drugiej strony czuję, że mój Anioł Stróż ma poczucie humoru i nie złościłby się nawet, gdyby tak zbagatelizować Jego opiekuńcze ramię. Czuję Go w życiu, chociaż czasem głośno wołam o pomoc i nic... Widocznie On uznaje, że dam radę sama. Co swoją drogą też jest bardzo sympatyczne z Jego strony :) Mam wrażenie, że Bóg daje nam Anioły, jako przewodników, żeby nasze ludzkie móżdżki właściwiej Go odbierały, pozostając nadal móżdżkami ludzkimi wobec Boskości:)
 Barbara: 22.01.2011, 17:23
 Ja spotkałam na swej drodze anioła co najmniej kilka razy. Ratował mnie z opresji, bo należę do osób łatwowiernych i przez to miewam poważne kłopoty. Ale najbardziej utkwiła mi w pamięci zimowa wycieczka w góry. Zostałam w Zakopanem, bo padał obfity śnieg, ale moja koleżanka wybrała się w góry, choć jej to perswadowałam. Gdy straciła na szlaku orientację i siły z powodu kopnego śniegu, nagle przed nią pojawił się wielki facet, który przecierał jej drogę i zaprowadził do schroniska. Dodam tylko, że przez ten czas żarliwie modliłam się do Boga, prosząc o pomoc dla znajomej...
 
(1) [2]


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej