Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Zapomniana kołyska Jezusa

     Warszawskie zwyczaje związane z Bożym Narodzeniem niewiele się zmieniły. Już w osiemnastym wieku warszawiacy tłumnie odwiedzali kościoły, by podziwiać żłóbki i stajenki.

     Przy ołtarzach tłoczyli się studenci pilnowani przez opiekunów zwanych dyrektorami, matki z piastunkami trzymającymi na rękach małe dzieci i zwykła gawiedź. Także dziś znajdziemy w kościele dzieci wokół stajenki, a w niej żłóbek z figurką Pana Jezusa. Obok wół i osioł "klęczące i puchaniem swoim Dziecinę Jezusa ogrzewające", a z drugiej strony Maryja z Józefem "w postaci nachylonej, afekt natężonego kochania i podziwienia wyrażający", z boku pasterze, nad szopką aniołowie, a po 6 stycznia dotrą też w końcu trzej królowie. I choć nieoceniony Jędrzej Kitowicz pisał też w swoim "Opisie obyczajów", że zwyczaj jasełek zanika, najwyraźniej się pomylił.

     Prawie trzysta lat temu nowością były jasełka ruchome u reformatów, bernardynów i franciszkanów. Największe zainteresowanie wzbudzała jednak szopka u kapucynów przy ulicy Miodowej.

     Nie, nie ta sama, którą znamy dzisiaj. Zupełnie inna. Wystawiano ją w kościele górnym przy ołtarzu. Pomiędzy nieruchomymi dekoracjami tradycyjnej szopki pojawiały się znienacka ruchome figurki, które z Bożym Narodzeniem nie miały nic wspólnego. Jednak nie przesuwały się one spokojnie jedna za drugą po ukrytych szynach, jak to się dzieje dzisiaj. Ku ogólnej uciesze zgromadzonych poruszali nimi schowani pod podestem braciszkowie zakonni, odgrywając scenki z życia wzięte. A to handlarz sprzedaje na ulicy futro, a to żołnierz kradnie mu cenny towar i sam je sprzedaje niczego nieświadomemu mieszczaninowi, a to żołnierza łapią i karzą... Scenki odgrywane za pomocą ruchomych figurek cieszyły się ogromną popularnością. Często jednak dochodziło do awantur. Zaciekawiona gawiedź napierała na dekoracje, wchodziła na ławki, a nawet na ołtarze. Czyniła tyle zamieszania, że kościelny zmuszony był rozpędzać batogiem rozochocone towarzystwo, które uciekało jak popadnie, potrącając i przewracając innych. Niektórych ta interwencja ponoć bardziej śmieszyła niż same jasełka. A skorym do zwady dawała powód do draki. Gdy śmiech i gwar "doszły do ostatniego nieprzyzwoitości stopnia" biskup poznański książę Teodor Czartoryski zakazał odgrywania scenek niezwiązanych z religijnym charakterem Bożego Narodzenia. Pozostały jedynie nieruchome dekoracje i "oficjalne" tematy, które znamy i dziś.

     No, ale miało być o kołysce i do tego zapomnianej. Tak, jest jeden bożonarodzeniowy zwyczaj warszawski, który nie przetrwał próby czasu. Kołyska Jezusa.

     Niezwykła ceremonia odbywała się jedynie raz w roku, dokładnie w dzień Bożego Narodzenia. Wczesnym popołudniem, zaraz po obiedzie, spotykało się u bernardynów - czyli w dzisiejszym kościele św. Anny przy Krakowskim Przedmieściu - małe, ale zacne grono: pobożni zakonnicy i niewielka grupka oddanych klasztorowi przyjaciół. Gromadzili się zazwyczaj w sali przy furcie klasztornej - nigdy w kościele. Zdziwiłby się ten, kto znienacka wszedłby do niewielkiej izby. Ujrzałby, że te ważne osobistości ścisłym kręgiem otaczają... kołyskę, w której spoczywa woskowa figurka przedstawiająca Jezusa, owiniętego w pieluszki z drogocennej tkaniny. A Jezusa do snu kołysze... gwardian. Zaś pobożne panie i panowie śpiewają kołysankę. Wtórują im zacni ojcowie bernardyni. Później jeszcze będzie pokropienie wodą święconą i każdy rozejdzie się do swoich spraw. Wszystkiego jedynie pół godziny, ale przeżycie musiało być niezwykłe.

     Dlaczego zapomniano o tej tradycji? Zapewne przyczyniła się do tego kasata zakonu bernardynów w roku 1864. Może zwyczaj miał zbyt elitarny charakter? A może kołyski za szybko wyszły z mody?

     Ale nic straconego. Gdy będziecie w wigilijną noc tulić do snu swoje dzieci, pomyślcie, że to mały Jezus. Czyż to nie On powiedział, że "kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje"?


Agnieszka Owczarczyk


Tekst pochodzi z Tygodnika
Warszawsko-Praskiego "Idziemy"

27 grudnia 2009


Pierwsze Boże Narodzenie Pierwsze Boże Narodzenie
Sophie Piper, Estelle Corke
Książka zawiera ulubione historie biblijne, opowiedziane w sposób prosty i przystępny. Pogodne i ciepłe ilustracje spodobają się każdemu, nawet najmłodszemu dziecku... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej