Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Pasterka i Boże Narodzenie

     Pomimo zamkniętych drzwi i okiennic przez szpary pomiędzy deskami do środka wdzierał się jaskrawy natrętny blask srebrzystego półksiężyca. Był on nawet mocniejszy od chybotliwego płomyka starej oliwnej lampy, która małym języczkiem żółtego ognia nieśmiało rozświetlała szaro srebrzysty półmrok panujący w szopie. Pan Jezus leżał sobie wygodnie na nie pachnącym już sianku, owinięty w pożółkłe już pieluszki. Jego żłóbek był trochę przykurzony i częściowo osnuty pajęczynami. On jednak spokojnie spał sobie w najlepsze. W ten naturalny i prosty u dzieci sposób skracał sobie czas oczekiwania na to, kiedy wreszcie dorośnie i będzie duży. Zapytacie skąd wiem, że na to czekał, tak przypuszczam. Zresztą przecież każde normalne dziecko marzy przede wszystkim o tym, żeby w końcu być już duże. Przypuszczenia, przypuszczeniami, ale póki, co, boskie oczka miał nadal zamknięte, a gdy już je łaskawie otwierał, to tylko na krótką chwilę, i wtedy na Jego małej buzi widać było jakby smutny grymas, że nikt Go nie budzi, i że dalej jest jeszcze taki malutki. Zasypiał, więc ponownie czekając na przyszłość. A Maryja, jak to matka załamywała ręce i liczyła długie zmarnowane moją obojętnością wieczory.

     Ktoś mógłby pomyśleć, że to jakaś chora bajka, ale nie Bracia i Siostry to nie jest bajka, to fragment autobiografii jednego ze współczesnych pisarzy, który w tych słowach usiłował przelać na papier stan swojej wiary w dniu Bożego Narodzenia, gdy sam miał już 45 lat. Opisał on tak właśnie stan swojej wiary, wiary która ciągle jeszcze przeżywała radosny dzień Bożego Narodzenia, która przeżyła to Boże Narodzenie już tyle razy, ale dotąd jeszcze nigdy nie przeżyła czasu prawdziwej formacji, wzrastania i dlatego nie pozwoliła Jezusowi dorosnąć. Gdy człowiek jest mały i jest na etapie poznawania i szukania Boga w swoim życiu to czasem wszystko wygląda jak w kolorowej bajce. Trochę tak jak podczas naszych rorat w tym kościele. Są kolorowe lampiony, choinka na której dzieci wieszają dobre uczynki i modlitewne intencje, obracane mini koło fortuny, czyli trochę różnych atrakcji, bo dzieci takiej wiary potrzebują. No i najważniejsze jest Babcia, dziadek, albo mama czy tato, którzy to dziecko do kościoła przyprowadzają, przypilnują, aby tu przyszło, zadbają o jego spowiedź o udział w rekolekcjach, pomogą w domu wkleić kolejny obrazek jaki tu dostanie. Kiedy jednak się już z tego wyrośnie, kiedy człowiek przeżyje już tą chwilę wiary, w której pochylił się nad Jezusową kołyską, serdecznie przytuli Jezusa do swojego serca i postanowił zabrać Go w swoje życie, to ta kolorowa wiara powoli się już kończy. I na dorosłe lata życie z Betlejemskiej kolorowej szopki pozostają tylko dziecięce wspomnienia, a w dłoniach z gorącego uścisku Bożej Dzieciny pozostaje czasem krzyż. Bo Betlejem wcale nie jest metą, tak naprawdę tu dopiero wszystko ma swój początek. Tu zaczyna się wzrost i dojrzewanie wiary. Dlaczego jednak czasem upływa tyle lat pozornej pobożności od świąt do świąt, od niedzieli do niedzieli, od chrzcin do pogrzebu, zanim ten mały Jezus narodzony w Betlejem stanie się w czyimś już dorosłym życiu Chrystusem, potem Mistrzem i wreszcie Nauczycielem? Może trochę boimy się, to taki naturalny lęk przed niezrozumieniem woli Boga, przed nie właściwym odczytaniem Bożych planów i zamiarów względem nas, bo one prawie zawsze korygują nasze myślenie i nasze pragnienia. Dla mnie przykładem człowieka, który przeżył takie trudne wzrastanie Chrystusa w swoim życiu jest św. Wincenty a Paulo. Jako 20 letni kapłan miał On swoje wielkie plany. Marzył o bogatej parafii, o świetlanej przyszłości, w której niczego mu nie będzie brakować, ale tak było do czasu, gdy wszedł do Kościoła w swojej pierwszej parafii. Kościoła od lat pustego, którego ściany i boczne ołtarze, jak wspomina, pokryte były warstwą kurzu i pajęczyny. A swoją pracę duszpasterską rozpoczął od mycia podłogi. Jego plany i marzenia w jednej chwili Bóg zamienił w wiadro i szmatę. I zaraz potem przyszedł czas ludzkich wątpliwości. Bo tak bywa, że gdy Bóg chce mieć więcej miejsca w ludzkim sercu to usuwa z niego również to, co dotąd było sensem życia, największą jego wartością, a czasem nawet celem. I trzeba wielkiej wiary i miłości, odwagi i pewności, że choć ja może nie wiem, o co tu chodzi to jednak Chrystus wie. Święty Wincenty i taki etap dorastania Boga w swoim życiu przeżył. Nie umiejąc wypowiedzieć słów wyznania wiary nosił je zapisane na kartce papieru umieszczonej w kieszonce sutanny na sercu i ilekroć przytłaczała go beznadziejność swojego życia, bo jako ksiądz czuł się zapomniany i opuszczony przez Boga, przykładał swoją rękę do serca i tak wyznawał swoją wiarę. Bo nie potrafił, nie umiał inaczej.

     Adwent właściwie już się kończy, a jest on czasem danym na też po to, aby zapytać się gdzie na drodze zawierzenia Bogu my jesteśmy. Jest takie jedno krótkie słowo, które brzmi stanowczo i jednoznacznie, nie powinno się go używać w połączeniu ze słowami:, jeśli, albo, ale, nie powinno, bo zaciera się jego pierwotny sens. To słowo - Tak, od niego rozpoczęła się ludzka historia życia Syna Bożego tu na ziemi. Pierwsza wypowiedziała to słowo Bogu z pośród wszystkich ludzi Maryja. I dlatego w raz z Nią cały Kościół podczas Adwentowych rorat oczekuje na Boże Narodzenie. Ja wiem, że my już wypowiedzieliśmy Bogu to słowo, ale może ktoś powinien je w tegoroczny dzień Bożego Narodzenia powtórzyć. I na nowo uświadomić sobie, co ono oznacza w jego życiu. Może komuś dzisiaj jest bardzo trudno i ciężko pogodzić to wypowiedziane przed laty Panu Bogu TAK i powinien je z całą świadomością tego, co ono powinno w jego życiu oznaczać powtórzyć. Może ktoś przypomina sobie o tym swoim TAK tylko na Boże Narodzenie i Wielkanoc, a więc jest potrzeba, aby powtarzać je każdego dnia pozwalając Chrystusowi za sprawą Ducha Świętego ciągle w nim wzrastać. Trudno jest czasem poukładać sobie własne życie tak, aby nie zranić w nim Bożej miłości, trudno też bywa niekiedy danego słowa dotrzymać. Ale będzie to już zupełnie niemożliwe gdy przestaniemy o nim sobie przypominać i o to się modlić.

     Ile lat ma Pan Jezus w naszym życiu, może ktoś ciągle jeszcze śpiewa mu przy wieczornym pacierzu kolędy i pastorałki obiecując, że jutro na pewno będzie lepiej.

ks. Wieslaw Staszko, C.M.


Bożonarodzeniowa owieczka i inne opowiadania Bożonarodzeniowa owieczka i inne opowiadania
Avril Rowlands
Legenda mówi, że w tamtą noc, w pierwsze Boże Narodzenie, zwierzęta uklękły przed żłóbkiem betlejemskim, ażeby złożyć hołd nowonarodzonemu Królowi. Kto wie, może lepiej nawet rozumiały to, co się wówczas wydarzyło, niż wielu ludzi mieszkających w tych czasach w Betlejem. Posłuchajmy więc ich opowieści o Bożym Narodzeniu... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej