Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
A bliźniego swego, jak siebie samego

     - To są "wariacje na temat żyrafy", a to "ptaszek gwiżdżący". Są oczywiście dzbanki, doniczki i miseczki. Tę zrobił Kubuś przy pomocy swojego asystenta - chwali się terapeutka Ewa, prowadząca warsztaty lepienia z gliny.

     Kubuś ma 27 lat, od urodzenia choruje na czterokończynowe - dziecięce porażenie mózgowe, jeździ na wózku elektrycznym, trochę się ślini i mówi niezrozumiale, nie ma pełnej kontroli nad swoim ciałem, ale tutaj jego życie nabiera sensu. Właśnie skończył swoje ostatnie dzieło, glinianą miseczkę, w której samodzielnie porobił odciski palców. Codziennie od poniedziałku do piątku jest przywożony na Karolkową, aby razem z przyjaciółmi tworzyć prawdziwe dzieła sztuki.

     Warsztat Terapii Zajęciowej przy ulicy Karolkowej w Warszawie jest największą placówką spośród sześciu ośrodków Katolickiego Stowarzyszenia Osób Niepełnosprawnych Archidiecezji Warszawskiej, nie licząc domu stałej opieki w Podkowie Leśnej. W sumie przebywa w nich 250 osób w wieku od 16 lat do "późnej starości". Wszyscy uczestniczą w programie kompleksowej rehabilitacji. W ciągu siedmiu godzin mają tu zajęcia z rehabilitantami, psychologami, zabawy grupowe, ale przede wszystkim - ulubione warsztaty artystyczne.

     - Przygotowujemy się do Bożego Narodzenia, robimy bombki i łańcuchy i... - tłumaczy rzeczowo Rafał. Przerywa mu Marcin: - i przyjdzie do nas Mikołaj i ubierzemy choinkę, a potem będą prezenty!

     Zaraz za ścianą kolejna pracownia: św. Mikołaja. Tu tworzone są kolorowe witraże, aniołki na szkle, filiżanki i butelki, zdobione specjalnymi farbkami. Ania natychmiast zrywa się z miejsca i tłumaczy, co robi, a potem oprowadza po całej pracowni. Pokazuje swoje prace i opowiada, jak są zrobione. - To jest trudne, ale sama wymyśliłam wzór, to jeszcze nie wyschło, a tu na koniec będzie jeszcze kwiatek - mówi. Sprzedamy je na aukcji i znów będziemy robić nowe!

     - Ania to prawdziwa artystka, swoje dzieła robi błyskawicznie, jeszcze kilka tygodni temu była w innej pracowni i szyła, a teraz maluje przepiękne obrazki! - chwali dyr. ośrodka Izabela Kędzierska. Na buzi 18-letniej Ani, na której widać lekkie ślady porażenia mózgowego od razu pojawia się promienny uśmiech.

     Już po chwili do warsztatu wbiega 38-letni Marcin, jego upośledzenie sprawia, że mentalnie nigdy nie przestanie być dzieckiem. - Chodź! - mówi. I już jesteśmy w kolejnym pomieszczeniu. Na stole pełno małych choinek, zrobionych przez warsztat plastyczny. Nad stołem pochyla się sześć zapracowanych osób. - Co roku wymyślam nowe techniki robienia takich drzewek, teraz wykorzystujemy szyszki. Przyklejamy je do gotowych stożków, dekorujemy bombkami i srebrnymi nitkami - mówi Agnieszka, terapeutka. - Czasami pomysły podsuwają mi sami podopieczni. Kiedyś przez przypadek wylał nam się klej i "ozdobił" jedną z prac, teraz stosujemy taką technikę już taśmowo, ale w sposób kontrolowany.

     Pomocnicy św. Mikołaja rozpoczynają swoją pracę już od października, aby zdążyć na grudniowe aukcje. Wtedy ponad 100 takich choinek razem z kilkuset innymi dziełami z siedmiu warsztatów pójdzie na licytację, a "honoraria autorskie" zostaną przeznaczone na materiały do kolejnych dzieł.

     LEKCJA POKORY I SZCZEROŚCI

     - Tego nikt z nas się nie spodziewa. Narodziny dziecka niepełnosprawnego to jest zawsze szok - mówi ks. Stanisław Jurczuk, założyciel KSONAW, a prywatnie "Wodzu", jak nazywają go podopieczni. - Kiedy powoli mija pierwszy bunt i pytania: "dlaczego...?", przychodzi czas na szukanie pomocy. I najczęściej rodzice trafiają do nas. Kiedy spotykają tu osoby w podobnej sytuacji, dostrzegają, że wciąż mogą być szczęśliwi.

     Do sześciu placówek prowadzonych przez Katolickie Stowarzyszenie niepełnosprawnych codziennie dojeżdża 225 osób. Zaś 25 mieszka na stałe w Środowiskowym Domu Samopomocy w Podkowie Leśnej. Jest to alternatywa dla osób niepełnosprawnych, które nie mogą liczyć na pomoc rodziny. W tej chwili wszystkie miejsca są zajęte, niektórzy czekają nawet kilka lat. Zwykle bowiem miejsce zwalnia się dopiero po śmierci jednego z uczestników. Tutaj jednak nigdy nie odmawia się pomocy potrzebującym.

     - Czasami zdarza się, że nagle osoba niepełnosprawna zostaje sama, bez środków do życia. W takim przypadku przygotowujemy dla niej pokój gościnny. Procedury i formalności to wtedy sprawa drugorzędna - mówi ks. Stanisław. - Kiedyś jedna dziewczyna z zespołem Downa została w domu po śmierci matki sama, bez opieki. Skierowano ją więc do domu starców. Po pewnym czasie nastąpił regres choroby. W chorobach umysłowych szybko bowiem następuje naśladownictwo wzorca i młoda dziewczyna w krótkim czasie zaczęła zachowywać się jak staruszka. Trzeba ją było szybko stamtąd zabierać.

     Praca z niepełnosprawnymi to prawdziwa lekcja pokory, szczerości i prostoty.

     - Ich świat jest albo biały, albo czarny, nie ma kolorów pośrednich. Kiedy umawiam się z podopiecznymi na przykład na różaniec na 17.00 i coś mi nagle wypadnie, to nie mam możliwości spóźnienia się albo odwołania nabożeństwa. "Jak to? Była 17.00 i masz być!" - opowiada ks. Stanisław. - W Milanówku, gdzie jestem na co dzień, wielu spośród moich podopiecznych służy do Mszy św. jako ministranci. Któregoś dnia bardzo bolało mnie gardło, ledwie mówiłem. Wtedy podczas Mszy podszedł do mnie jeden z moich ministrantów i powiedział: "ty się już kończysz, ja cię zastąpię!" - śmieje się prezes Stowarzyszenia Niepełnosprawnych.

     RODZINA INTEGRACYJNA

     Wszystko zaczęło się na początku lat 90-tych w parafii św. Józefa na Kole. Niewielka grupa rodzin z dziećmi specjalnej troski poprosiła ówczesnego wikariusza ks. Stanisława Jurczuka o pomoc. - Bariera nieznajomości jest największą przeszkodą we wzajemnym zrozumieniu, a oni chcieli zaistnieć wraz ze swoimi dziećmi w życiu parafii. Chcieli, aby ich dzieci chodziły na katechezę, uczestniczyły w liturgii i przystępowały do sakramentów świętych - opowiada ks. Stanisław.

     Wobec rosnącej liczby korzystających z tej formy duszpasterstwa oraz różnorodnych potrzeb, zawiązano stowarzyszenie, które w 1995 r. otrzymało osobowość prawną. Z czasem objęło całą diecezję, otrzymało wsparcie z samorządu, PFRON-u i od osób indywidualnych. - Obecnie nie mam wielkich wymagań i planów, chciałbym dobrze poprowadzić to, co jest, a z czasem może jeszcze uda się nam stworzyć jakiś ośrodek wakacyjny - dodaje ks. Jurczuk.

     Poza codzienną działalnością KSONAW organizuje także jednorazowe akcje. Corocznym świętem niepełnosprawnych jest Ulica Integracyjna. - Jest to fenomen miejsca, bo w promieniu 500 metrów od kościoła św. Józefa na Deotymy znajdują się liczne placówki udzielające pomocy niepełnosprawnym - mówi ks. Stanisław. W maju przedstawiciele każdej z nich ustawiają swoje stragany wzdłuż ulicy i pokazują osiągnięcia wychowanków. W centrum zaś ustawiona jest estrada, gdzie odbywają się wszystkie zabawy. Wygląda to pięknie, kolorowo, wszędzie pełno przebierańców, dobrej zabawy i dużo uśmiechu.

     W 1992 r. wyruszyła na trasę pierwsza pielgrzymka osób niepełnosprawnych na Jasną Górę. Jej przewodnikiem jest oczywiście ks. Jurczuk. - Na początku byłem największym przeciwnikiem tej inicjatywy. Uważałem, że nie powinno się izolować niepełnosprawnych i powinni oni iść razem ze zdrowymi. Ale to właśnie niepełnosprawni mnie przekonali, aby postąpić inaczej. Wkrótce zrozumiałem się, że mieli rację - opowiada ks. Stanisław. - Należało dostosować trasę do ich możliwości, wybrać tylko asfaltowe drogi bez barier architektonicznych. I tak chodzimy już razem od 17 lat. Na naszą pielgrzymkę przyjeżdżają ludzie z całej Polski, około tysiąca zdrowych i 200 niepełnosprawnych. - Na jednej z nich ktoś wyposażył mój kapelusz pielgrzymkowy w policyjnego koguta i całą trasę przeszedłem na sygnale ku wielkiej radości pątników!

     - Kiedyś mój przyjaciel ks. Piotr Pawlukiewicz zażartował, że jak będzie chciał mnie pozbawić pracy, to się dobrze pomodli i wszyscy niepełnosprawni wyzdrowieją. Byłbym chyba wtedy najszczęśliwszym bezrobotnym na świecie - mówi ks. Stanisław.

     Konto Katolickiego Stowarzyszenia Niepełnosprawnych:

     Invest Bank O/Warszawski:
     2 8 1 6 8 0 1 2 4 8 0 0 0 0 3 0 0 0 0 4 7 1 1 4 2 3


Marta Troszczyńska


Tekst pochodzi z Tygodnika
Warszawsko-Praskiego "Idziemy"

9 listopada 2008


Miłość w ogniu cierpienia. Rozważania na Wielki Post i Triduum Paschalne na podstawie tekstów Jana Pawła II Miłość w ogniu cierpienia. Rozważania na Wielki Post i Triduum Paschalne na podstawie tekstów Jana Pawła II
Jan Paweł II
Książka skomponowana jest w ten sposób, że na każdy dzień Wielkiego Postu i Triduum Paschalnego zaproponowany jest do rozważenia odpowiedni tekst, tak aby "uczestnicy cierpień Chrystusowych mieli przed oczyma paschalną tajemnicę Krzyża i Zmartwychwstania" i aby "odkryli zbawczy sens cierpienia"... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 ardawl: 02.12.2008, 03:45
 Pomoc i jej głębia, jakim wielkim może być zwykły człowiek w swej zwyczajności ludzkiej i sercu prawdziwie ldzkim.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej