Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Podaruj swój czas

     Jaką siłę ma uśmiech? Czym jest pomoc? Jaka jest wartość czasu spędzonego z chorym człowiekiem? Na te pytania wolontariusze hospicyjni nie odpowiadają. Odpowiedzi trzeba szukać w ich działaniu.

     Z Ewą Bodek, koordynatorem wolontariuszy w Hospicjum im. św. Łazarza w Krakowie, rozmawia Jolanta Tęcza-Ćwierz.

     Ci, którzy nie zetknęli się z hospicjum, uznają wolontariat wśród chorych za jedną z najcięższych form niesienia bezinteresownej pomocy. Czy rzeczywiście jest to tak trudne wyzwanie?

     Ja też tak uważam, bo na co dzień mamy do czynienia ze śmiercią.

     Patrząc na tych ludzi, pielęgnując ich, obserwujemy ich lęki, obawy, strach przed umieraniem. I pomimo tego, że gdzieś w nas to tkwi, ważne jest, aby nie zdominowało bycia z podopiecznym. Nie jesteśmy po to, by robić rozliczenie ze swojego życia, ale by pomóc. A pomagać komuś to znaczy bardzo blisko wejść w jego sytuację. Łatwo jest podnieść kogoś, kto się przewrócił, ale jak podnieść i podtrzymać kogoś, kto umiera? Trzeba umierać razem z nim.

     Czy Pani to potrafi?

     Mój anioł stróż sobie radzi, ja zupełnie nie. Obawy są naturalne. Człowiek zawsze będzie się bał cierpienia, śmierci, bólu. Zawsze ma lęk przed umieraniem. Zazwyczaj akceptujemy istnienie śmierci w naszym życiu, ale chcielibyśmy, żeby z umieraniem było ładnie, lekko, szybko i w takim czasie, który nam by odpowiadał. A tak, zawsze jest za wcześnie. Bardzo trudno jest staną"ć w prawdzie przed kimś, kto pyta: Czy ja już umieram? Co ze mną będzie? Gdzie jest Pan Bóg? Dlaczego ja tak cierpię? Za co mnie to spotyka? Co będzie z moimi dziećmi, wnukami, z moim domem, pracą? Dlaczego to takie ciężkie?

     I co Pani wtedy odpowiada?

     Że po to jestem, by było trochę lżej.

     Jestem przekonana, że choroba i cierpienie są złem. Pan Bóg nam tego nie zsyła, nie karze nas w ten sposób, to jest następstwo grzechu pierworodnego. Pan Bóg cierpienia dopuszcza. A dlaczego? To jest Jego tajemnica. A my jesteśmy za mali, aby to zrozumieć. Po ludzku choroba i cierpienie nie mają żadnego sensu. Kiedy jednak popatrzymy na Bożego Syna, który także cierpiał i w wielkich męczarniach umierał, to łatwiej jest przyjąć i zaakceptować swój ból. Ja w to wierzę i mogę o tym mówić. Nie wiem, jak sobie radzą ci, którzy nie wierzą. A są tacy wśród wolontariuszy. I gdy pytają mnie, co mają mówić, jak wytłumaczyć sens bólu, odpowiadam: "Nie wiem, co powiesz. Tylko nie kłam. Powiedz, że nie wiesz, że też się boisz i chcesz, aby ten umierający ci to wytłumaczył".

     Zdarzało mi się prosić niektórych pacjentów, aby pamiętali o mnie, gdy będą już po drugiej stronie, i wiem, że pamiętają. Mój mąż, który rok dłużej jest wolontariuszem w hospicjum, ma już ponad 50 takich orędowników.

     Gdzie są najbliżsi osób terminalnie chorych?

     Często ich nie ma. Wynika to ze strachu, z braku czasu. Dzisiejszy świat lansuje model życia bez bólu, śmierci i cierpienia. Wszyscy są młodzi, zdrowi, szczęśliwi, a rzeczywistość jest łatwa, lekka i przyjemna.

     A wolontariusze się nie boją? Z czego wynika ich chęć pomagania w hospicjum?

     Dorośli wolontariusze zazwyczaj przychodzą z pobudek religijnych. Natomiast młodzież ma w sobie taką zwykłą chęć pomagania, troszczenia się o innych. Przychodzą po lekcjach lub zajęciach na uczelni, mówiąc, że wolą zrobić coś pożytecznego niż marnować czas na ławce w parku. Bywa, niestety i tak, że ktoś popracuje trochę w hospicjum, a potem przychodzi po zaświadczenie o odbytej praktyce. Wyjeżdża do pracy za granicę i potrzebuje takiego dokumentu, by łatwiej znaleźć zatrudnienie. To nie jest do końca uczciwe. Wolontariat zakłada pomoc bezinteresowną, a nie coś za coś.

     Na czym polega praca wolontariusza w hospicjum?

     Wolontariusze przychodzą do podopiecznych, rozmawiają z nimi, trzymają za rękę, czytają gazety, książki, spacerują, czy po prostu się modlą, gdy podopieczny śpi. Zdarza się, że rodziny obserwując wolontariuszy zaczynają myśleć, że zajmowanie się podopiecznymi w hospicjum wcale nie jest takie straszne. Potem odwiedzają bliskich częściej. Podobnie jest w domowej opiece. Trzeba przychodzić do starszych osób, bo nie ma nikogo z bliskich. Potem nagle okazuje się, że jest życzliwa sąsiadka, jakaś ciotka, krewna. I już jest łatwiej.

     Zakres zadań wolontariuszy zależy od posiadanych kwalifikacji ochotników, ich doświadczenia oraz predyspozycji psychicznych. Może dotyczyć najprostszej obsługi higienicznej, jak również, po odpowiednim przeszkoleniu, pomocy przy bezpośredniej opiece medycznej. Opieka wolontariuszy obejmuje także pomoc rodzinie chorego. Wolontariusze pomagają również w pracach biurowych, porządkowych i w kuchni.

     Jakie cechy osobowe powinien mieć wolontariusz?

     Powinien to być porządny człowiek. Reszty można się nauczyć. Niemożliwe jest, aby ktoś nie opiekował się swoją matką, babcią, mężem czy sąsiadem, a jednocześnie szedł w aureoli świętości do hospicjum. To się nazywa hipokryzja.

     Wolontariusze to ludzie o różnych zawodach, cechujący się wrażliwością, uczciwością i zdolnością do wczuwania się w położenie drugiej osoby. Dobrowolnie i bezpłatnie, w zależności od swych możliwości, podejmują się uczestniczenia w opiece nad chorymi. Każdy z nas jest zdolny do pomocy. Tak zostaliśmy stworzeni.

     Jak zostać wolontariuszem?

     Trzeba przyjść do hospicjum. Najpierw odbywa się rozmowa na temat motywacji i sensu wolontaria-tu. Potem jest dwumiesięczny kurs i kolejna rozmowa. Wolontariat to nie jest jednorazowa akcja. Bycie z chorymi zobowiązuje. Nie można powiedzieć, że nie ma się czasu albo ma się tysiąc innych zajęć, że przyjdzie się później. Bo za dwa, trzy dni może już być po pogrzebie. Pacjentów odwiedza się przynajmniej dwa razy w tygodniu od 2 do 4 godzin, jeśli ktoś ma możliwość ten czas może być dłuższy. Jestem przeciwna rzadkim wizytom, na przykład raz w tygodniu. Po tym okresie połowa osób jest już nowych.

     Dla młodzieży gimnazjalnej i licealnej mamy specjalny rodzaj wolontariatu pod nazwą "Z żonkilem w tle". Obecnie grupa tych młodych wolontariuszy liczy około 35 osób. Do ich zadań należy przede wszystkim odwiedzanie starszych, samotnych osób w ich domach. Młodzi ludzie do 18. roku życia muszą przedstawić zaświadczenie od rodziców, że wyrażają oni zgodę na wolontariat swojego dziecka. Bardzo dziękuję za rozmowę.





Tekst pochodzi z
Dwutygodnika Młodzieży Katolickiej
Nasza DROGA nr 5(573) 8-21 III 2009


Ucząc się żyć po utracie ukochanej osoby Ucząc się żyć po utracie ukochanej osoby
Ingrid Trobisch
Napisałam tę książkę dla wdów i wdowców, ale również dla takich osób, które nigdy nie wyszły za mąż, oraz dla takich, które muszą żyć same po rozwodzie. Obie rzeczy, żałoba i proces uzdrowienia, potrzebują czasu. Nie ma drogi na skróty... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej