Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Bądź ze mną!

     Mój kochany mąż zachorował na chorobę nowotworową, o której ze sobą nie rozmawiamy. Mąż wie, że ma raka, ale nie został poinformowany jeszcze, że obecne pogorszenie jego zdrowia to liczne przerzuty. Pewnie domyśla się, ale oboje udajemy, że wszystko jest w porządku. Staram się być dzielna, nie okazywać przygnębienia i nie żyć w atmosferze choroby. Nie wiem jednak, jak to powinno być. Czy mówić o faktycznym stanie choroby? Jak mam się zachować?

     Przed czterdziestu laty regułę stanowiło zatajanie prawdy o zdiagnozowanym, złośliwym nowotworze. Współcześnie zdecydowana większość pacjentów deklaruje, że pragnie znać nawet najtrudniejszą prawdę o swoim stanie zdrowia.

     Z punktu widzenia chrześcijańskiego wyjawienie prawdy o śmiertelnej chorobie jest potrzebne i zalecane. Pozwala choremu przygotować się na przejście do życia wiecznego. Daje szansę, żeby pozałatwiać ważne sprawy rodzinne tu na ziemi. Kościół prosi nawet, żeby używając środków przeciwbólowych zadbać o to, aby chory miał świadomość potrzebną na uporządkowanie duszy i relacji z rodziną. Przyjmuje się także, że rzetelne mówienie prawdy pacjentom w większości przypadków poprawia wyniki leczenia oraz współpracę chorego ze służbą medyczną.

     Oczywiście, prawda o bliskiej śmierci to informacja brutalna, ale sposób jej przekazania powinien być bardzo delikatny. Słyszałem skargi na sposób, w jaki trudne diagnozy były przekazywane.

     Może być tak, że Pani mąż wyraźnie zażyczy sobie, że nie chce deliberować o stanie swojego zdrowia. W każdym innym przypadku prawdę o chorobie należy przekazać i potem o niej rozmawiać. Przegadanie całej sytuacji w szczerej rozmowie z mężem sprawi, że będzie czuł się mniej samotny. Nie mówiąc prawdy może Pani osłabiać męża i siebie. Brak szczerości lub połowiczna szczerość - pomimo szlachetnych pobudek - kosztuje dużo sił. Zabawa w teatr zatytułowany "nic się złego nie dzieje" zabiera energię potrzebną do leczenia czy pięknego przeżycia końcówki życia doczesnego.

     Także Pani powinna mieć prawo do tego, aby nie odgrywać przez cały czas roli bohaterki. Warto powiedzieć mężowi, jak sytuacja wygląda z Pani perspektywy. "Czuje się bezradna, jestem przerażona, ciężko mi" - takie słowa wypowiedziane w życzliwej atmosferze ulżą wam obojgu.

     Dla mężczyzn dużą pomocą jest porozmawianie o swojej chorobie i umieraniu z innymi mężczyznami. Potrafią oni "oswoić" nawet śmiertelną chorobę przez pośmianie się z niej i z siebie.

     Na koniec warto pamiętać, że Jezus jest DROGĄ przez nasze umieranie i ŻYCIEM wiecznym.


ks. Marek Kruszewski


Tekst pochodzi z Tygodnika

27 września 2009


Ucząc się żyć po utracie ukochanej osoby Ucząc się żyć po utracie ukochanej osoby
Ingrid Trobisch
Napisałam tę książkę dla wdów i wdowców, ale również dla takich osób, które nigdy nie wyszły za mąż, oraz dla takich, które muszą żyć same po rozwodzie. Obie rzeczy, żałoba i proces uzdrowienia, potrzebują czasu. Nie ma drogi na skróty... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 ewelina: 01.02.2011, 19:35
 To prawda- dobrze jest wiedzieć w jakim stanie człowiek chory sie znajduje...Jestem młoda mam 27 lat i od 2 lat walcze z chorobą nowotworową...mój stan się nie poprawia i ciągle myślę o tym co w krótce może się wydarzyć. Boję się tego co mnie czeka, ale mocno wierze w miłość Boga do mnie i w to że pomimo wszystko życie nasze nie kończy się tu na ziemi... Uważam, że cierpienie to doświadczenie, które Bóg dopuszcza do nas ponieważ nas kocha i chce nas w ten sposób zbliżyć do siebie! Nic tak jak świadomość tego że koniec może być bliski nie zbliża nas do Stwórcy...
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej