Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna Jarosz, Tomasz Jarosz
Jest tak wiele pytań na temat miłości, które zadajesz sobie codziennie. Czy czasami masz wrażenie, że te pytania są bez odpowiedzi? Mamy dla Ciebie rozwiązanie... » zobacz więcej
Dlaczego warto zachować czystość?

Nie sztuką jest poznać ciało i reakcje drugiego człowieka, sztuką jest poznać jego duszę.

     Dlaczego warto zachować czystość?

     Na ten temat napisano setki książek i artykułów. Nie zamierzam się powtarzać i przytaczać wszelkich kościelnych i pozakościelnych, psychologicznych i moralnych argumentów. Ponieważ jednak średnio co dziesiąte pytanie na temat miłości zahacza o ten temat napiszę kilka słów - z naszej, małżeńskiej już perspektywy. Zasadniczym argumentem, który pojawia się w Waszych listach "za" współżyciem jest ten, że przecież dwoje ludzi się bardzo kocha, jest to miłość szczera i autentyczna, a zatem mogłaby być tak wspaniale dopełniona fizycznym zjednoczeniem. Padło nawet stwierdzenie: "jeśli ludzie się kochają to można powiedzieć, że ich ciała są dla nich święte. Jeśli są dla siebie pierwszymi partnerami seksualnymi to jakie powody ma Kościół, żeby twierdzić, że to musi być koniecznie po ślubie?"

     Po pierwsze: czystość warto zachowywać właśnie dlatego, że ich ciała są dla nich święte. A jak coś jest dla nas święte to do głowy nam nie przyjdzie, żeby to zbezcześcić. Prosty przykład: widzimy piękno dzieła sztuki w muzeum lub niezwykłego kwiatu w ogrodzie. Zachwycamy się, podziwiamy. Ale do głowy nam nie przychodzi, by po nie sięgnąć, by zerwać ten kwiat dla siebie. Tak bardzo go cenimy. A jednak kwiat czy piękny obraz to (przepraszam wszystkich artystów) tylko rzecz. A skoro do rzeczy mamy taki szacunek i jest to naturalne, to tym bardziej naturalny powinien być szacunek do człowieka.

     Współżycie zaś przed małżeństwem jest grzechem, ponieważ Bóg tak stwierdził, dając szóste i dziewiąte przykazanie. Bóg, który jest największą mądrością wie co jest dla nas dobre, dlatego skoro zakazał współżycia przed małżeństwem tzn. że coś nam chciał przez to powiedzieć, przed czymś uchronić.

     Po drugie: póki ślubu nie zawrzesz to nie masz pewności że ten człowiek, z którym współżyjesz Twoim mężem zostanie. Są przecież różne wypadki - nikomu źle nie życząc. I wtedy co? Zostajesz sama i nie masz już co ofiarować (pod tym względem) swojemu mężowi - temu przyszłemu, którego poznasz. Nie będzie już tym pierwszym, nie dostanie tego wyjątkowego daru, który można dać tylko raz.

     Po trzecie: nie można bawić się w małżeństwo jak się nim nie jest. Tak naprawdę różnica miedzy seksem dzień po ślubie a dzień przed ślubem jest taka jakby Wam sakrament małżeństwa błogosławił ksiądz po święceniach i kleryk przed święceniami. Ten drugi ślub byłby przecież nieważny, prawda? Bo ten jeszcze nie-ksiądz uzurpowałby sobie prawa do czynności, do których nie ma uprawnień. Tak samo narzeczeni współżyjąc przed ślubem uzurpują sobie prawa do tego co mogą małżonkowie.

     Po czwarte: istnieje też coś takiego jak prawo pierwszych połączeń. To silna więź psychiczna, która wytwarza się pomiędzy ludźmi współżyjącymi po raz pierwszy. Ta więź powoduje, że patrzymy na naszego wybranka trochę (a może nawet całkiem) przez różowe okulary. Nie dostrzegamy w należytym stopniu wad, tolerujemy zachowania, które nam nie do końca odpowiadają. Co najważniejsze - nie skupiamy się na poznaniu drugiej osoby tylko na emocjach, które towarzyszą związkowi. Dzieje się tak dlatego, że "zachłyśnięci" cielesnością, czułością nie zwracamy uwagi na rzeczy nieraz bardzo istotne, rzutujące na przyszłe życie. Jesteśmy po prostu niemal bezkrytyczni. Towarzyszące uczuciu zakochania lub nawet miłości oddanie się sobie w wymiarze fizycznym powoduje, że czujemy pewną przynależność do tego drugiego człowieka. Czujemy z nim taką wspólnotę, jakiej nie czuliśmy jeszcze z nikim. To naturalne - oddajemy się przecież cali. Łączy nas niezwykle silne przywiązanie, tajemnica, polegająca na powierzeniu siebie drugiemu człowiekowi, któremu pozwoliliśmy wobec siebie już na wszystko. Który widział nasze ciało i nasze reakcje w najbardziej intymnym geście człowieczeństwa - w akcie seksualnym. Dlatego później rozstania osób, które współżyły ze sobą są tak dramatyczne i pozostaje poczucie wykorzystania, ofiarowania wszystkiego co najlepsze, żalu, gniewu. Rozstania pomiędzy ludźmi nie współżyjącymi też są bolesne, ale nie aż tak pełne żalu.

     Oczywiście pomiędzy ludźmi współżyjącymi po raz pierwszy w małżeństwie również ta więź się wytwarza. To dotyczy każdego. Dlatego małżonkowie w miesiącu miodowym są tak rozanieleni, tak wpatrzeni w siebie, że wydaje się, że unoszą się nad ziemią. Ale to jest sytuacja zdecydowanie inna niż przed ślubem, bo oni już okres poznawania mają za sobą, oni już wybrali i teraz ich zadaniem jest pogłębianie wzajemnej miłości. No i o rozstaniu nie ma już mowy.

     No dobrze, ale przecież przed ślubem trzeba się sprawdzić we wszystkich dziedzinach, a co będzie jeśli się okaże, że pod względem seksualnym do siebie nie pasujemy?

     Zawsze śmieszy mnie to "sprawdzanie". Czy chcielibyście żeby np. Wasza narzeczona powiedziała, że musi Was seksualnie przetestować? Chyba byście się oburzyli. Przecież człowiek to nie kuchenka czy inny sprzęt AGD, którego działanie się sprawdza, a w razie gdy nie spełnia naszych oczekiwań - reklamuje. Poza tym tak naprawdę tego się nie da sprawdzić, bo współżycia to się trzeba przez lata uczyć. To nie jest tak, że sprawdzamy czy kluczyk pasuje do dziurki. Bo każdy mężczyzna "pasuje" do każdej kobiety. A seks to coś więcej niż owo "pasowanie". To wspólne uczenie się czułości, delikatności, odgadywania pragnień, reakcji, to coraz lepsze rozumienie się i współgranie. Tego nie da się po prostu jednorazowo sprawdzić tak jak nie da się sprawdzić małżeństwa, dopóki nie zostanie ono zawarte.

     No dobrze, ale co zrobić by dziewczynę czy chłopaka (częściej!) do tej czystości jednak przekonać? Co zrobić, gdy chłopak nalega, twierdząc, że chce przez to dziewczynie dać szczęście i dowód miłości? Tak naprawdę pewnie każdy chłopak chciałby "spróbować". Tylko teraz: jeżeli ma zasady to nie pozwoli sobie na pewne zachowania, będzie się starał popęd seksualny spożytkować w inny sposób, zajmie się sportem, nauką, pracą, rozwijaniem hobby. I tu nie chodzi tylko o czystość. Zajmując się konkretnymi rzeczami, doskonaląc siebie, swój charakter, wytrwałość daje dowód swojej męskości. To po prostu wyzwanie i sprawdzian dla chłopaka. On przez to dojrzewa. Bo bycie mężczyzną to nie umiejętność "podrywania" dziewczyn i "sprawdzanie się" w seksie tylko umiejętność rozwiązywania problemów, branie odpowiedzialności za swoje decyzje i dawanie oparcia kobiecie. To cierpliwość, opanowanie i przezwyciężanie własnego egoizmu. Tego wszystkiego trzeba nauczyć się przed ślubem, by wspólne życie nie zmieniło się w koszmar. W małżeństwo trzeba wkroczyć jako mężczyzna, a nie niedojrzały, niepanujący nad sobą chłopak. Jeśli zatem chłopak szanuje dziewczynę to nigdy nie zaproponuje jej współżycia. Za bardzo ją szanuje, także jej ciało, żeby śmiał po nie sięgać kiedy nie ma do tego prawa. Jeżeli facet mówi, że jak nie będzie seksu to koniec związku to chyba nastąpiła tu wielka pomyłka. Mówienie, że to w imię szczęścia kobiety też chyba świadczy o wielkim nieporozumieniu. Chciałabym zapytać chłopaków jakie to szczęście miałby ich dziewczynom dać przedmałżeński seks. Jeśli chłopakowi się zdaje, że pierwsze przeżycia seksualne to dla kobiety jedna wielka rozkosz to się grubo myli. Pierwsze doświadczenia dla kobiety to ból, trudności z defloracją (która bardzo rzadko całkowicie udaje się od razu, przeważnie to kwestia kilku razy, nawet do kilku miesięcy), czasem krwawienia. W małżeństwie te wszystkie nieprzyjemne przeżycia też są, tylko łagodzone są miłością męża, a przed ślubem do tego dochodzi: wyrzut sumienia, że łamie się przykazania, ogromny smutek z powodu utraty dziewictwa + niepokój, że nie tej właściwej osobie się ten dar z siebie ofiarowało, strach przed ciążą, obawa, że chłopak chciał się tylko zabawić i zaraz zostawi, strach, że rodzice nakryją itp. Takie oto "szczęście" chcą ofiarować chłopcy swoim dziewczynom. Oczywiście im byłoby przyjemnie, a zatem widać jak na dłoni, że propozycja współżycia skierowana jest nie z miłości ale dla ich przyjemności. A to już miłość nie jest.

     Nie zrozumcie mnie źle: ja nie chcę Wam "obrzydzić" seksu, bo on jest piękny, ale żeby rzeczywiście był piękny to muszą być pewne okoliczności spełnione. Jest chyba różnica pomiędzy delektowaniem się deserem w kawiarni a jedzeniem pączka kupionego w osiedlowym sklepie. Wprawdzie i jeden i drugi ma smak ale... chyba zgodzicie się, że różnica jest. Chyba przyjemniej rozkoszować się ulubionym ciastkiem siedząc wygodnie w fotelu, nie spiesząc się nigdzie niż jeść tego zwykłego pączka z reguły na stojąco i w pośpiechu, na dodatek szukając po kieszeniach chusteczki bo lukier obkleja nam usta i ręce. Tak samo jest ze współżyciem. Musi być małżeństwo: mąż zapewniający opiekę i poczucie bezpieczeństwa, który oszaleje z radości jeśli pocznie się dziecko a nie chłopak, który przerażony i wściekły z powodu "wpadki" często odchodzi i zostawia z problemem. Musi być gwarancja nierozerwalności związku a nie jego tymczasowość. Musi być miłość dojrzała, nie żądająca dla siebie tylko ofiarowująca. Muszą być także odpowiednie warunki zewnętrzne. Chyba przyjemniej współżyć we własnym domu we własnym łóżku z nastrojowymi świecami wokół z gwarancją, że nikt nie wejdzie niż ukradkiem na kanapie gdy rodziców nie ma. Chyba lepiej cieszyć się seksem bez wyrzutów sumienia z poczuciem, że jest to wyraz mojej miłości do małżonka niż przeżywać chwilową przyjemność a potem zastanawiać się czy on mnie naprawdę kocha czy tylko pożąda i bać się przedświątecznej spowiedzi. Jeśli się kocha to chce się dobra dla drugiej osoby. Czy może być w związku dwojga piękniejsze uczucie niż czysta miłość? Aby móc sobie i Jezusowi spojrzeć w oczy? Aby mieć co ofiarować w dzień ślubu swojemu mężowi z gwarancją, że to ta właściwa osoba?

     Skoro chłopak twierdzi, że Cię kocha to niech da temu dowód poprzez szacunek do Twego ciała. To nie Ty masz mu dawać "dowód miłości" ale on Tobie poprzez uszanowanie Twych zasad i wartości Twojej czystości, nienaruszalności.

     Chłopak ma tak traktować dziewczynę jakby chciał, by ktoś traktował jego przyszłą żonę. Jaką chce mieć żonę tak niech traktuje swoją dziewczynę. Skomplikowane?

     Chłopaku: jaką chciałbyś mieć żonę? Czy chciałbyś, żeby była dziewicą? Czy żeby spała z każdym chłopakiem z jakim chodziła? Jestem pewna, że wybierzesz pierwszą możliwość. A zatem traktuj każdą dziewczynę jak czyjąś przyszłą żonę, żebyś mógł spojrzeć w oczy jej przyszłemu mężowi. Jeśli tak się zdarzy, że jednak nie będziecie razem pomyśl, że gdzieś jest Twoja przyszła żona i też ma jakiegoś chłopaka. Czy ucieszyłbyś się gdyby tamten chłopak Twojej przyszłej żonie proponował to co Ty swojej obecnej dziewczynie? Na pewno nie.

     No więc wszystko jasne. Dowodem miłości chłopaka jest powstrzymywanie się od "dowodów miłości" wobec swojej dziewczyny, szanowanie jej.

     Mało tego - gdyby nawet ona tego chciała on, jako przewodnik związku ma się temu opierać i na to nie pozwolić.

     Kiedyś przeczytałam, że w Izraelu po zaręczynach oddawano kobietę pod opiekę narzeczonego aby - uwaga panowie! - tym bardziej strzegł jej czystości. Czy możemy to sobie wyobrazić? Jak by to wyglądało w naszych czasach? Czy nie byłaby to idealna "okazja"? A jednak. Tamci mężczyźni strzegli, strzegli swojej kobiety i to nie tylko przed kimś obcym, ale i...przed samym sobą. A o ile większa była pokusa! Coś niesamowitego musiało być w ich charakterze, w ich silnej, ćwiczonej woli. Nieprzypadkowo zatem Bóg chce by to mężczyzna być takim stróżem czystości w związku. Tak, właśnie mężczyzna a nie kobieta. Gdyby było inaczej to w Izraelu kobiecie by powierzano rolę tej, która ma pilnować swojego narzeczonego. Absurd? No, a co funkcjonuje w naszej mentalności? Ano, właśnie jakieś dziwne przekonanie, że mężczyzna to "musi" i kobieta ma pilnować, żeby nie przekroczyć jakiejś bariery. To przekonanie o odpowiedzialności kobiety idzie potem coraz dalej, zahaczając i o odpowiedzialność za dom, dzieci, itp.

     Dowodem na to, że takie myślenie faktycznie u nas funkcjonuje jest chociażby to, że (paradoksalnie?!) więcej piszących do mnie chłopców nie może się pogodzić z tym, że ich dziewczyna nie jest już dziewicą. Dziewczyny jeśli piszą to zmieszane, z poczuciem winy, że nie dochowały czystości i boją się odrzucenia. To świadczy jednoznacznie o tym, że nasze społeczeństwo wciąż winą za utratę dziewictwa bardziej obciąża kobietę, jednocześnie usprawiedliwiając chłopaka. No chyba coś nam się pomieszało. Z drugiej strony - i to może jest optymistyczne - współcześni chłopcy wciąż jeszcze przywiązują do dziewictwa znaczenie. To dobrze.

     Ale wracając do tematu: czasem jeszcze jest tak, że chłopak nawet specjalnie nie dąży do cielesności (nieraz wręcz źle się czuje z tym), ale... zgadza się na pewne zachowania lub je toleruje, bo wydaje mu się, że dziewczyna właśnie tego chce. Nie twierdzę, że tak nie jest. Rzeczywiście, tak bywa. Piszą do mnie czasem chłopcy zdziwieni, rozczarowani, zrozpaczeni, że ich związek tak świetnie prosperował a tu dziewczyna nagle odeszła. No owszem, czystości nie zachowywali, ale on nigdy jej do niczego nie namawiał, nie zmuszał, to ona tego chciała. Drodzy chłopcy! Są dziewczyny, które faktycznie dobrowolnie dążą do kontaktów fizycznych. Przeważnie są to dziewczyny, które w domu miały jakieś problemy emocjonalne, które są świadkami rozpadu lub bardzo marnego funkcjonowania małżeństwa swoich rodziców, które - w 90 % - nie mają dobrych relacji z ojcem. Którym brakuje czułości, przytulenia, zrozumienia i wysłuchania w domu. Na pewno znacie lub sami doświadczyliście sytuacji, kiedy dziewczyna poraniona w domu dosłownie rzuca się w ramiona chłopaka, nieraz starszego mężczyzny. Dlaczego tak robi? Bo ona jest spragniona uczuć, których nie otrzymała w rodzinie. I wydaje jej się, że chłopak te jej potrzeby zaspokoi. Początkowo nawet jest jej dobrze. Współżycie, pieszczoty w jakiś sposób ten głód zaspakajają. Ale potem coś niepokoi, coś przeszkadza. Seks nie wystarcza. Rodzi się nerwowość, rozdrażnienie, frustracja. Ona odkrywa, że tak naprawdę współżycie nie załatwia problemu uczuć. I zaczyna obwiniać swojego chłopaka. Ma do niego żal, czuje się wykorzystana. On nie wie o co jej chodzi. Zaczynają się kłótnie. Ona odchodzi. Dlaczego tak się stało? Dlatego, że chłopak pozwolił dziewczynie decydować o kierunku związku. Zostawił jej decyzję o czystości, mimo, iż jemu to nie odpowiadało. Ona oczekiwała, że będzie silny i przerwie kontakty cielesne. Że znajdzie logiczne argumenty przeciw takiemu zachowaniu. Nawet jeśliby początkowo temu zaprzeczała - kobiety są czasem takie przekorne: chcą się przekonać czy facet naprawdę wierzy w to co mówi.

     Oczekiwała, że chłopak obroni związek przed pokusami, że będzie wystarczająco silny. Skoro on ma być przewodnikiem w związku (pisałam o tym wcześniej) to owo przewodzenie dotyczy również tej sfery. A że to duże wyzwanie? No tak, ale bycie mężczyzną (prawdziwym mężczyzną) samo w sobie jest dużym wyzwaniem. Chyba Drogi Chłopaku czujesz się na tyle silny, by się przed nim nie cofnąć, prawda?

     Hmm, jeszcze nie jesteście przekonani?

     No to pomyślcie teraz o Waszej nocy poślubnej. Ona jest jedyna i wyjątkowa i wcale nie mam na myśli tego o czym 95 % czytających teraz myśli. Nie, nie, wcale nie o współżycie mi chodzi. Chodzi mi właśnie o ów zapakowany przez Boga prezent - o odsłonięcie przed małżonkiem piękna swego ciała. Tego ciała, które do nikogo nigdy nie należało. Ofiarowanie mu tego jak daru, prezentu. Taki prezent dany wcześniej, a raczej - podpatrywany wcześniej, poprzez robienie dziurki w opakowaniu i ciekawskie wsadzanie tam nosa już nie jest niespodzianką. Już wiemy co tam jest i czego możemy się spodziewać. Przypomnijmy sobie jak byliśmy mali i byliśmy ciekawi co jest pod choinką. Gdy nie mieliśmy pojęcia - radość i zaskoczenie było czymś niesamowitym. A gdy nudziliśmy mamie, żeby powiedziała co dostaniemy na urodziny - to owszem, cieszyliśmy się ale niespodzianki przecież już nie było, prawda? I jeszcze moja osobista refleksja: noc poślubna była dla nas niezwykła dlatego, że oboje z mężem mogliśmy przeżywać radość wzajemnego odkrywania się, poznawania swoich ciał, taka prawdziwa noc po-ślubna. To, że przeżyliśmy narzeczeństwo w czystości spowodowało, że przed ślubem nie byliśmy "zaślepieni" tym prawem pierwszych połączeń, które powoduje tak duże przywiązanie, że nie pozwala obiektywnie patrzeć na drugiego. Mogliśmy "trzeźwo" oceniać swoje postępowanie, dostrzegaliśmy swoje wady, potrafiliśmy szczerze rozmawiać o błędach i tym co się nam w drugim nie podoba. Na spotkaniach poznawaliśmy swoje poglądy, poznawaliśmy swoje dusze a nie ciała. Chodziliśmy na wycieczki, do kina, do znajomych a nie szukaliśmy okazji na ukradkowe współżycie. Myśleliśmy jak sobie sprawić przyjemność, np. co zrobić na kolację, jakie kwiaty przynieść a nie w co się ubrać na wieczór, by było bardziej podniecająco i jak się zabezpieczyć. Chodziliśmy razem do kościoła i do komunii mogąc spojrzeć w oczy Jezusowi.

     Nasze narzeczeństwo było narzeczeństwem a nie zabawą w małżeństwo.

     A w dzień ślubu ofiarowaliśmy sobie prócz dusz także ciała i to była dla nas prawdziwa radość. Radość czystej miłości.

     Jak odzyskać czystość?

     Oczywiście, nie jesteśmy aniołami i - nie czarujmy się - jednak statystycznie większość par jakieś problemy z czystością przed ślubem jednak ma. Jak rozpoznać, że poszliśmy za daleko? Niepokój ducha - oczywiście w prawidłowo uformowanym sumieniu, bo niektórzy przecież żadnych wyrzutów nie mają a ich zachowanie jest bardzo dalekie od postawy czystości - jest znakiem, że przekroczyliśmy pewne granice. Często otrzymuję listy od dziewczyn, które chcą wrócić do czystości ale... boją się, że zrobią chłopakowi przykrość, że ich zostawi. One czują doskonale, że w ich związku źle się dzieje, że robią coś wbrew sobie, wbrew swoim zasadom. Czują wyrzuty sumienia, żal, ale wciąż godzą się (lub pokornie znoszą) petting, pieszczoty, zbyt namiętne pocałunki. Ja przepraszam, że znów piszę o dziewczynach... ale takie są statystyki: zdecydowanie więcej dziewczyn zwraca się z takim problemem. Jak z tego wyjść?

     Nie wstydzić się, nie bać, nie znosić pokornie tylko jak najszybciej porozmawiać z chłopakiem i powiedzieć, że przekroczyliście granice, zdradziliście ideały i że takie zachowanie Was niszczy. Że rozbudzenie Waszych ciał spowoduje, że będziecie chcieli pójść dalej. Że takie zachowanie jest grzechem i powoduje wyrzuty sumienia. Że przecież ustaliliście, że współżycie będzie po ślubie i że bardzo chcesz, żebyście zachowali czystość. Że jeśli Cię kocha to niech uszanuje Twoje ciało. Jeśli nawet Twój chłopak jest niewierzący to jeśli Cię kocha to w imię tej miłości uszanuje Twoją prośbę. Niech pomyśli jak chciałby, żeby ktoś inny traktował jego przyszłą żonę i sam niech się tak zachowuje.

     A jak zacząć rozmowę? Możesz powiedzieć, że zauważyłaś, że Wasze kontakty ostatnio bardzo się zacieśniły, że staliście się sobie bardzo bliscy, że ...(tu za coś go pochwal koniecznie!) a później powiedz, że niepokoi Cię tylko jedna rzecz: że zaczynacie łamać swoje postanowienia i że Ty nie chcesz aby nadal tak było. Należy to powiedzieć spokojnie, ale stanowczo, dając do zrozumienia, że naprawdę na tym nam bardzo zależy. A potem nie łamać się, nie pozwalać na pewne gesty, nie ulegać dla świętego spokoju, nie iść na ustępstwa.

     Czystość da się zachować i nawet jeśli się upadło w tej dziedzinie to trzeba powstać i walczyć dalej a nie płakać i biadolić, że wszystko stracone. Nie trzeba też stawiać sprawy na ostrzu noża i zaraz grozić odejściem. Po prostu: nie prowokować się nawzajem ale i nie demonizować tej sfery, nie żyć w ciągłej panice, że coś się może przytrafić. Może się Wam przytrafić upadek, najważniejsze by po prostu walczyć o czystość, podnosić się i iść dalej. Nie zwlekać ze spowiedzią, tylko przystąpić do niej jak najszybciej, by jak najszybciej zdjąć z siebie ciężar winy i próbować na nowo, z czystym sumieniem.

     A randki zapełniać pasjonującymi zajęciami: ciekawa wycieczka, film, wspólna praca np. w wolontariacie - będziecie mieli i więcej satysfakcji i mniej okazji do grzechu. Ten czas wstrzemięźliwości przed ślubem na pewno przyniesie błogosławione owoce. Z czysto praktycznych chociażby:

     - nauczycie się czekać na siebie (bo przecież nawet w małżeństwie nie zawsze można współżyć, jest przecież miesiączka, czas płodny - gdy nie planuje się dziecka, czas po porodzie, choroba itp.)
     - nie będziecie się bali niespodziewanej ciąży,
     - nie będziecie bali się spowiedzi przedślubnej.

     A za każdym razem gdy przychodzi pokusa modlić się np. aktem strzelistym: "Jezu cichy i pokornego serca uczyń serce moje według serca Twego".

     Czasem jednak sprawy przybierają bardzo poważny obrót. Dochodzi do współżycia, do utraty dziewictwa. Czy w takim przypadku jest sens zaprzestania kontaktów fizycznych? Przecież dziewictwa nie da się odzyskać.

     Wyjaśnijmy sobie na początek dwie rzeczy: czym jest dziewictwo i czym jest czystość. Dziewictwo jest stanem polegającym na tym, że się nigdy z nikim nie współżyło. Potwierdza to fakt posiadania przez kobiety błony dziewiczej (choć podobno bywają przypadki wrodzonego braku tej błony). Natomiast czystość jest dużo szerszym pojęciem. Jest postawą polegającą na powstrzymywaniu się od współżycia przedmałżeńskiego oraz wszelkich innych gestów i myśli pobudzających sferę cielesną, bez względu na to czy jest się dziewicą (piszę "dziewicą" ale dotyczy to też chłopaków) czy już nie. To ciągły wybór i określone zachowanie. I dotyczy nie tylko okresu przed ślubem, ale także małżeństwa - choć już w nieco innym wymiarze.

     Utrata dziewictwa to nie tylko utrata błony dziewiczej. To także pokazanie się mężczyźnie, to wpuszczenie go w granice swojego ciała, to odsłonięcie swojej intymności, przełamanie barier i wstydu. Tym dla mnie jest utrata dziewictwa.

     Można nie być dziewicą a być bardzo czystym, a można mieć błonę dziewiczą a grzeszyć nieczystością, uprawiać petting i pilnować się byle tylko nie doszło do współżycia. Można być dziewicą, a chodzić z pępkiem na wierzchu, dekoltem "do pasa" i nie widzieć problemu. Można nie chcieć wiedzieć, że taki ubiór podnieca chłopaków a nie budzi podziwu, jednoznacznie szufladkuje dziewczynę w ich oczach jako "łatwą", a nie wzbudza szacunku. Oczywiście, że nie chodzi o to, by chodzić w szarym worku, bo kobieta powinna ubierać się ładnie, ale ładnie a nie wyzywająco. Nie można swoim zachowaniem prowokować grzechu - po prostu. Można zaś dziewicą nie być a być skromnym w myślach, eleganckim w ubiorze i mieć klasę w zachowaniu. Która z tych postaw jest czystością? Czystość duchową zawsze można odzyskać, choćby nie wiem jaką miało się przeszłość (por. Maria Magdalena, św. Augustyn). Fizycznego dziewictwa już nie, ale z relacji par, które po współżyciu zdecydowały się zachować czystość do ślubu wynika, że ten czas był dla nich czasem, kiedy nauczyli się czułości nie tylko seksualnej, nauczyli się dostrzegać wiele rzeczy, których przedtem nie widzieli, a później noc poślubna była prawdziwym świętem.

     Wcześniejsze współżycie zaś ich trochę "zaślepiało", wytwarzało ową mocną nić przywiązania, polegającą na tym, że nie widzi się wielu wad drugiej osoby, ciężko było im obiektywnie ocenić czy ten człowiek nadaje się na współmałżonka. Często dochodziło tu też mieszkanie razem a zatem po prostu proza życia codziennego i "prawie małżeńskie" problemy powodowały, że myślało się już innymi kategoriami, a czasu narzeczeństwa praktycznie nie było! No bo wtedy nie ma randek, spotkań wyczekiwanych i tej całej romantycznej i trochę tajemniczej otoczki, tego czekania na siebie, na moment, kiedy będziemy już razem. Tego po prostu nie ma. A najbardziej żałosny musi być moment kiedy oboje budzą się razem w dniu ślubu, biorą ślub i po weselu wracają do tego samego domu, tego samego łóżka. I co tu się zmieniło? Gdzie ta radość? To odkrywanie siebie, swoich ciał? Postanowienie zachowania czystości przywraca - oczywiście w okrojonym kształcie, ale przywraca - radość czekania i cieszenia się perspektywą bycia razem. Uwalnia od wyrzutów sumienia, uczy dostrzegania innych wartości niż fizyczność drugiej osoby, pozwala spojrzeć obiektywnie. A zatem naprawdę WARTO CZEKAĆ!!!!


Kasia i Tomek


Redakcja portalu



Dobra nowina o seksie i małżeństwie Dobra nowina o seksie i małżeństwie
Christopher West
Autor, specjalista z waszyngtońskiego Instytutu Jana Pawła II, w formie często kontrowersyjnych pytań i szczerych odpowiedzi, przedstawia argumenty przemawiające za słusznością nauki Kościoła w sprawach ludzkiej płciowości i małżeństwa... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 Janek: 25.07.2009, 09:51
 Czystości przeszkadzają dziś kompromisy z współczesną kulturą, której części uznajemy li tylko za kwestię gustu i postępu. CZęści te są jednak nierzadko źródłem niemoralności i przeszkodą na drodze do świętości. Jedną z nich jest moda. Kobieta przez wieki nosiła suknie podobnie jak jej doskonały wzór- Maryja. Kultura wykształciła ową formę ubioru w obronie przed męską pożądliwością, pobudzaną przez widok cześci ciała, głównie części nóg ponad kolanami i resztą ciała, aż do szyi bez przedramion. Tam gdzie kultura uboga jest w tąż formę istnieją bardzo często problemy na tle seksualno-etycznym związane m.in. z poligamią. Dzisiejsza moda, zwana w wielu kręgach neopogańską wprowadzana była etapami począwszy od dwudziestolecia międzywojennego aż do dzisiaj. Owa etapowość pozwoliła na zacieranie norm moralnych nawet wśród społeczności chrześcijańsakiej, w sposób przez laików niezauważany.Tak więc niemoralny strój, który wprowadzony jako nowy oburzał wiernych, przestawał ich powoli oburzać, kiedy wprowadzano ubiory jeszcze bardziej pożadliwe... Proces powyższy doprowadził do noszenia nawet przez kobiety kościoła katolickiego spódniczek mini, krótkich bluzek bez rękawów i z dekoltami, które odsłaniają cześci ciała pobudzające mężczyzn do grzesznych myśli. Podobnie przyjęły się spodnie które nawet luźne dają mężczyźnie wyraźne wyobrażenie kształtu nóg kobiety, będące naturalnym powodem pożądania i m.in. rozproszenia w czasie Eucharystii. Powszechność przedstawianego tu zjawiska doprowadziła do dwóch skrajnych zjawisk, które często się przenikają. Są nimi: spowszednienie misterium kobiety-zabijanie naturalnej wrażliwości cielesnej, prowadzące m.in. do rozczarowań małżeńskich, oraz rozbestwienie i wynaturzenie seksualne w wielu płaszczyznach o równie zgubnych skutkach. O. Pio miał racje, żądając od kobiet noszenia w kościele sukien 20 cm poniżej kolan, pończoch, ubrań zasłaniających również ramiona i bez dekoltu, oraz chustek na głowę. Na polecenia papieży wydawano po I wojnie światowej instrukcje ubioru odpowiadające opisywanym tu przyzwoitym normom w obowiązujące w sytuacjach życia codziennego. Choć dzisiaj wydają się one śmieszne w oczach społeczeństwa nie zostały nigdy zniesione, ale trwają w prawie naturalnym powydzieranym z naszych serc już w dzieciństwie przez inspirowaną szatańskim planem cywilizację śmierci. Jej przeciwstawieniem jest Miłość Boża, której Matką jest Maryja Panna- zawsze w sukni.
 Gosia20: 16.07.2009, 19:16
 Dzięki temu artykułowi zobaczyłam ilu ludzi ma podobne do mnie poglądy a jest ich jak widać sporo. Od jakiegoś czasu mam wątpliwości co do tego czy uda mi się zachować czystość do ślubu. Wszyscy chłopacy z którymi rozmawiałam na te tematy uważa że miłość bez seksu nie może istnieć; że seks w związku to jest ta "wisienka"na torcie i że taki związek nie ma przyszłości. Smuci mnie to bardzo bowiem jestem wierząca osoba ,chodząca na pielgrzymki i wierzyłam że zachowanie czystości ma sens a tu 99% ludzi w moim wieku uwarza inaczej.Obawiam sie najbardziej tego że ocknę się w wieku 25 lat jako samotna dziewica ,której nikt nie pokocha. Pomóżcie
 dagmara: 28.05.2009, 16:52
 mysle ze w dzisiejszym swiecie nie ma już CZYSTYCH chłopaków.bardziej i wiecej jest dziewic ale juz to upada,świat schodzi na psy:(
 martyna: 23.05.2009, 09:25
 chcialabym poprosic o pomoc, razem z chlopakiem zachowujemy czystosc, ale czesto wydaje mi sie ze przekraczamy granice w trakcie pieszczot, chodzi mi tutaj konkretnie o pieszczoty piersi, moje sumienie nie potrafii tego jasno ocenic, wiec bardzo bym prosila o pomoc w ocenie moralnej tego rodzaju zachowania
 nie-chrześcijanka: 22.05.2009, 21:41
 "Myśę, ze przekonałby także nie-katolików, gdyby tylko chcieli go przeczytać w całości, że warto wyrzec się pewnych "przyjemności" aby zyskać coś piękniejszego w przyszłości." - obawiam się, że się mylisz. Jestem w stanie zrozumieć, ze ktoś decyduje się zachować 'czystość' (wybaczcie cudzysłów, ale z tego co wiem to nawet KK unika używania tego słowa w tym kontekście) z racji zakazu religijnego - ok, wierzy, stara się przestrzegać zasad swojej religii, ok. Dla tych osób powyższy artykuł coś zapewne znaczy - jest utwierdzeniem w podjętym postanowieniu. Szkoda tylko, że niektóre z użytych argumentów są wzięte 'z kosmosu' (za dużo czasu na wymienianie wszystkich - wspomnę tylko o 'straszliwym przeżyciu 'utraty dziewictwa', zrównaniu dążenia do kontaktów fizycznych dziewczyny z jej delikatnie mówiąc problemami emocjonalnymi, sugerowanie, że oznaka szacunku do dziewczyny jest oczekiwanie od niej dziewictwa). Artykuł jest zdecydowanie napisany dla ludzi wierzących i silnie związanych z Kościołem, pozostałych nie przekona, a co najwyżej wprawi w osłupienie. Jeśli ktoś chce na ten temat podyskutować - gg 6623066
 Ola: 03.05.2009, 23:04
 Uważam artykuł za genialny i nie stworzony wcale dla ludzi wierzących. Myśę, ze przekonałby także nie-katolików, gdyby tylko chcieli go przeczytać w całości, że warto wyrzec się pewnych "przyjemności" aby zyskać coś piękniejszego w przyszłości. Myślę, że utwierdzić nas powinny też komentarze osób, np. polish boyfrienda, bo ukazują sytuację odwrotną, tzn co może się stać kiedy my tę czystośc porzucamy. Wiadomo, kiedy pisze to ktoś kto zaczekał z seksem do ślubu, to myslimy "a bo nie wiedzą, że byłoby tak samo przed śłubem". Ale widzimy że nie jest. Różne rzeczy spotykają nas w życiu i na wszystko trzeba być gotowym. Kiedy na prawde kogoś pragniemy(nawet fizycznie) to chcemy, żeby był nasz i tylko nasz, nie na chwilę, chcemy czuć, że pozostanie z nami, na zawsze. Takiej pewności chyba nie ma nigdy, ale przysięga małżeńska zmniejsza ryzyko poranienia się o stokroć. Może łatwo mi mówić, bo w tej chwili jestem samotna. Ale myślę, że przez czystość nic nie tracę, a przez jej odrzucenie mogę stracić bardzo wiele. :)
 Majka: 30.04.2009, 22:39
 Podoba mi sie ten artkuł, 1wsza klasa:] pokazalam go mojemu chlopakowi i mysle ze wreszcie zrozuimal cos>... tzn ze musi jeszcze poczekac... DO ŚLUBU...
 Kasia: 18.04.2009, 11:01
 Mam 18 lat...miałam dwoch chłopakow.oni rowniez probowali mnie namowic..ale ja nie chciałam..wiem ze chce poczekac z tym do slubu...i znalezdz chłopak aktory bedzie miał taki poglady jak ja...bo zachowanie czystosci..do dl amnei cos..pieknego..w zwiazku oboje uczymy sie cierpliwosci i wytrwałosci....czekania na druga osoba...to jest prawdziwa miłosc..zdolna do poswiecen...dla mnei dowodem miłosc nie jest szybki sex...lecz czekanie,,,,bo to bo\ardzo trudne w dziseijszych czasach...czytajac ten artykuł czuje,,,,sie dumna...ze nadal jestem dziewica....
 magda: 15.03.2009, 15:48
 Artykuł bdb.Wiele tłumaczy.Popieram chociaz jest meega ciezko czasami.
 ona taka: 04.03.2009, 22:04
 dlaczego mam wrażenie że ten artykuł jest skierowany wyłącznie do dziewczyn? tak jakby temat seksu przedmałżeńskiego facetów w ogóle nie dotyczył... a może seks przedmałżeński w przypadku mężczyzn jest po prostu mniejszym złem?
 Asia: 07.02.2009, 21:07
 No tak ja się zgadzam choć jestem jeszcze bardzo młoda ale mam wrażenie, że ten temat mnie nie dotyczy bo ja chcę się oddać Panu ale warto poczytać o takich rzeczach
 Łukasz: 31.01.2009, 13:10
 Wszystko zależy od powołującego,nas.Osoby które zachowują czystość ciała i ducha,osoby konsekrowane dobrowolnie wybrały taką drogę.Natomiast ci którzy wstępują w związek są czyści bo Bóg ich związał. Pozornie ci pierwsi nie zachowują Bożego przykazania bo Bóg nakazał się mnożyć, ale jak to Chrystus powiedział nie zewnętrzne pozory są ważne i Ci którzy poszli za nim zyskują więcej dzieci,braci,sióstr,matek niż sobie mogą wyobrazić. Życie nie jest łatwe ale słowo Boże ma nad nim piecze.
 Łukasz: 22.01.2009, 19:47
 Rewelacyjny artykuł.Choć to nie łatwe powinni wziąć sobie do serca Ci wszyscy,którzy na prawdę chcieli by być kiedyś już na zawsze razem.Kolejny dowód na to,że idąc drogą Boga chodź nie jest ona najłatwiejsza ma się gwarancję,że zawsze się wygrywa:))
 333333: 16.01.2009, 22:47
 Podoba mi się styl tego artykułu i wartość tej wypowiedzi. Wiarygodność tego wszystkiego i sam pomysł uświadomienia wielu młodych ludzi.. Oczywiście ja swoje zdanie miałam ale po przeczytaniu tego artykułu jestem jeszcze bardziej utwierdzona.. warto. To wszystko co opisane to prawda.. Jest ciężko, sami tego doświadczamy w związkach ale cel godny poświecenia. Żałować nie będziemy. Nie tylko patrząc ze strony religijnej, po prostu moralnej dla dobra swego i chłopaka, dla 'obojga' dla swojej przyszłości i przyszłości chłopaka być może dla 'przyszłości wspólnej'. Dlatego myślę ze poważny związek powinien opierać sie na przede wszystkim na podobym podejsciu do różnych życiowych spraw, także współżycia bo to sprawa bardzo intymna. Nie warto marnować czegoś pięknego zabawiając się w 'małżeństwo' przekraczać granice, oddawać się w coś co dla jednej osoby jest tylko przyjemnością a dla drugiej czymś na co zasługuje ten jedyny, ten na którego każda czeka, i się martwi ze go nie znajdzie, a jak znajdzie to kochajacy i wyrozumiały chłopak to skarb nalezy mu się coś pięknego ten fantastyczny dzień kiedy to on pierwszy da kobiecie ta rozkosz dla ciała i duszy.I odwrotnie. Bardzo podoba mi sie to zdrowe i racjonalne podejście do życia do spraw tak intymnych boje się ze przez wiele czynników nie dam rady, ale bede sie starała moze przyszły chłopak zrozumie? Może.... Być w związku to także mieć świadomośc tego związku, jeżeli zakładamy ze ta osoba to ta które jest odzwierciedleniem naszej duszy, lekarstwem na wszelkie choroby i rany, pocieszeniem w każdej sytułacji osobą którą poprostu kochamy i zrobimy wszystko zeby to ona była z nami na zawsze bo jest nam razem wspaniale, to powinniśmy ustrzec związek przed rozpadem przez coś co jeszcze nie dojrzało i na co jeszcze nie przyszła pora-przed za wczesnym sexem. Póki co marzy mi się piękny jedyny w swoim rodzaju dzień z MĘŻEM a nie chłopakiem który może zostawić mnie 'po 2 latach, 1,5 roku czy nawet po paru miesiącach...a ja bedę załamana ze wszystko prysło i nei było warte oddania się mimo ze zapowiadało się pięknie. nie każdy mówiąc 'kocham 'przez ten czas wie że to słowo znaczy, tyle co- 'nie mogę zyć bez Ciebie dlatego bede żył z Tobą dokońca mojego życia...' Wiec chłopcze nie mów dziewczynie KOCHAM jak zostawisz ją dla innej lub jak ci się znudzi za pare miesięcy czy lat, a ty dziewczyno nie mów to chłopakowi jak polecisz za chwile na jakies 'ciacho' z wyżeźbioną klatą...
 Kamil: 27.12.2008, 22:32
 Ja mam właśnie taki problem, że moja dziewczyna nie umie bez tego wytrzymać. Jeszcze nie wsółżyjemy, ale od 3 miesięcy ograniczyłem się tylko do pocałunków zwykłych i ona po prostu nie wytrzymuje, głownie psychicznie. Ma 17 lat i mnie rozumie, jest bardzo mądra i odpowiedzialna ale nie umie temu sprostać.
 troche podlamana: 17.12.2008, 13:53
 wlasnie znalazlam sie w sytuacji analogicznej co polish boyfriend - zawsze bylam dumna ze swojego dziewictwa, a teraz moj chlopak, za ktorego zamierzam wyjsc, dobry chrzescijanin, opowiedzial mi o swojej przeszlosci... nie potrafie dojsc z tym do ladu, ja mu na dzien slubu taki prezent, a on? mam wrazenie ze bedzie mnie porownywal i tak dalej... o rety rety:(
 polish boyfriend: 09.10.2008, 21:21
 zakochalem sie w dziewczynie ktora jest odnowioną dziewicą. Spala z wieloma facetami a teraz nie chce uprawiać już sexu przed ślubem. Myslalem z poczatku ze skoro ma takie przekonania to jest nadal dziewica ale ostatnio wszystko mi opowiedziala. Ja jestem prawiczkiem i sytuacja mnie przerasta. Czuje wstręt. Czekać do ślubu żeby zjeść ciastko ktore kazdy kto chciał już konsumował?
 Wyjątkowa: 01.09.2008, 17:25
 Grzegorzu! Czekaj cierpliwie. Jeżeli żadna z dziewcząt, które spotkałeś, nie doceniła Twojego skarbu, nadal go nie oddawaj nikomu. Jesteś wyjątkowy, naprawdę. Jak perełka na pustynii i któraś kiedyś Cię dostrzeże, podniesie i doceni, że jesteś czysty. Oczywiście, że to rzadkość, 25-letni prawiczek. Ale ja nie wyobrażam sobie innego mężczyzny. Chyba wygadywałabym mojemu mężowi przez całe życie, że był z inną. Jestem z pewnym chłopakiem, intuicja podopowiada mi, że jest czysty, 100%pewności jeszcze nie mam, ale chcę, żeby ten temat wypłynął sam i on mi powiedział. Nie chcę na siłę pytać, ale jestem dobrej myśli. Grzegorzu, czekaj zatem cierpliwie. I nie szukaj okazji do utraty Twojego skarbu, jest bezcenny. Oszczędź sobie niepotrzebnego cierpienia "po". Życzę wiele wytrwałości i trafienia na odpowiednią osobę, która Cię doceni i nie wykorzysta. Pamiętaj, jesteś wyjątkowy!
 Justyna: 22.08.2008, 22:46
 Dominiko, na Twoim miejscu spróbowałabym porozmawiać z nim o spowiedzi. Czy oczyścił już swoje serce z tego grzechu? Czy wogóle tego żałuje? I może jednak przydałoby się poważnie porozmawiać na temat seksu? Powiedz mu, że dla Ciebie najważniejszy jest Bóg i chcesz być Jemu wierna. Może Twój przykład przyciągnie chłopaka do Boga. To dobrze, że zauważa nawet niereligijne powody do zachowania czystości, bo są słuszne, ale Bóg powinien być ponad wszystkim. Może nie przekonuj go o tym usilnie, ale daj mu świadectwo swoim życiem i módl się za niego. Pozdrawiam!
 Claudia: 19.08.2008, 04:17
 Ja nie daję rady żyć w czystości :(
 
[1] [2] [3] [4] [5] [6] (7)


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
Porozmawiajmy spokojnie o... tych sprawach Porozmawiajmy spokojnie o... tych sprawach
Ks. Piotr Pawlukiewicz
Pewnego razu zapytał mnie ktoś: "O jakie sprawy tu chodzi?" O te! Tak, tak! Właśnie o te, o których myślisz. Którymi ludzie interesują się od dzieciństwa do późnej starości. Gdy w żeńskiej szkole średniej zaproponowałem dziewczętom, by anonimowo, na kartkach zadawały pytania na dowolne tematy, to trzy czwarte poruszanych zagadnień dotyczyło właśnie seksu... » zobacz więcej
Zrozumieć czystość Zrozumieć czystość
Ks. Józef Pierzchalski SAC
Autor podejmuje w swej książce bogatą refleksję nad różnymi aspektami życia w czystości, nie unika tematów kontrowersyjnych, trudnych czy wręcz bolesnych, ale koniecznych, by dobrze zrozumieć, czym jest czystość i jak powinno się ją przeżywać... » zobacz więcej
 Partnerzy medialni:

ABC | Modlitwy | Psalmy | Perełki | Miłość | Czystość | RCS | Szczęście | Opowiadania | Zamyślenia | Anioły | Ludzie | Jezus | Aforyzmy | Jan Paweł II | Sakramenty |
Dewocjonalia | Ciekawe | Cuda | Maryja | Miłosierdzie | Mp3 | Czytelnia | Poezja | miłość czy Miłość? | Rozważania | Świadectwa | Pro-Life | Niepłodność | Małżeństwo |
Powołanie | Wieczność | Zagrożenia | Czytania | Skrzynka Intencji | Download | Relaks | Gry on-line | Galeria | Rodzina | Muzyka | Turystyka | Narzeczeństwo | Linki |

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2015 Pomoc Duchowa