Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Góra

     Spotkanie na szczycie...

     Zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie. /Flp 3, 13-14/

     Moje spotkanie... To nie była Góra Tabor, nie było tam ze mną Piotra i Jana... były inne siostry zakonne, i byłam ja. Moja Górą to Luboń Wielki, położony 1022 m n. p. , nie wysoka ta góra... ale. Odkąd przyjechałam do Tenczyna to wciąż ciekawił mnie jeden widok.... Góra, a na jej szczycie coś w postaci wieży, myślałam, że to wieżyczka kościoła. Odkąd ją zobaczyłam zapragnęłam ją zobaczyć, zdobyć. Na oko wydawała mi się niedostępna, taka odległa.... Ale do pewnego momentu. W czasie mych rekolekcji był dzień tzw. Pustynia. Uczestnicy rekolekcji mieli wyjść poza Dom Rekolekcyjny i ten dzień spędzić sam na sam z Bogiem. Dostaliśmy suchy prowiant w fajne plecaczki franciszkańskie i w drogę. Moja grupa postanowiła zdobyć tę górę, tym bardziej, że jeden z braci podwiózł nas pod szlak wiodący do niej... to Szlak Papieski ;). Moje serce rwało się na przód... bo przecież to moje pragnienie... nie wiedziałam, jak to będzie dla mnie trudne. Rano przed wyjściem była Konferencja Rozesłania... brat Marek mówił nam o naszej Pustyni, o naszym zmaganiu się... i wtedy zrozumiałam, że jeżeli zmagam się z mym trudem wejścia na tę górę, to pokonam swe trudności życia, już nic nie będzie dla mnie niemożliwe, że to wyjście... będzie dla mnie sprawdzeniem samej siebie. Wtedy to tak ładnie brzmiało, tak delikatnie, gdy się siedziało w ciepłej kaplicy i na ławce. Ale... czas było wyruszyć. Pogoda była piękna, tak jakby Bóg zapraszał nas na tę Pustynie... łaskotał nas promykiem słońca... delikatnie muskał wiosennym powietrzem. Zachęcał nas... do próby.

     Kochani, teraz powiem wam jak wyglądało moje spotkanie na Górze... napisałam to tamtego dnia wieczorem, po powrocie z Pustyni....

     "...wróciłam... zdobyłam. Zdobyłam to dla Ciebie, dla Twej Miłości Boże we mnie. Zostawiłam tam swój ślad 1022 metrów od ziemi, tak blisko Nieba. Zostawiłam tam zawierzenie swego życia, swego serca Tobie. I mam nadzieję, że kiedykolwiek tam wrócę, to przypieczętuję to jeszcze raz, bo jesteś tego wart, Boże.

     Boże, dziękuję Ci za ten szczyt. Zmagałam się tam, ciężko było, ale poradziłam sobie, podałeś mi Swą dłoń gdy wpadałam po kolana w śnieg, to było piękne, doświadczyłam bardzo Twej miłości. Teraz wiem, że nie straszne dla mnie trudności, przeszkody w życiu, bo mam Ciebie. Dałam z siebie wszystko na tej drodze, mój pot, moje łzy. Było ciężko Boże.... Bardzo ciężko. Na początku była radość... bo droga wiodła prosto, były piękne widoki, słońce pieściło twarz, ale kiedy szlak wiódł na szczyt, kiedy ścieżka zrobiła się pod górę ...było ciężko, nogi zapadały się w śnieg, było ślizgo, bo z drzew padał deszcz - rozpuszczony śnieg... kapał na nas deszcz, było bardzo gorąco, przeszkadzała kurtka, było ciężko. Radość przeplatała się ze smutkiem, zmęczeniem... mokrymi nogami. I na mej drodze pokazał się pień ... wyrósł na samym środku szlaku... siostra idąca przede mną ominęła go. A ja nie dałam rady już iść. Weszłam pod górkę na kolanach... usiadłam na niego i koniec. Pojawiła się myśl mego powrotu na dół. Nie dałam rady iść dalej. Patrząc w górę widziałam tylko stromy szlak, wciąż i wciąż pod górę... zabrakło mi tchu, dusił mnie kaszel, ciężko było złapać oddech, z oczu płynęły łzy... rozrywało mi płuca, serce dudniło jak oszalałe... siadłam na ten pieniek, wsparłam się o kijek podarowany mi przez br. Marka... i zapłakałam. Zapłakałam z bezsilności i złości, że nie dam rady dalej iść, że mój organizm odmawia mi posłuszeństwa... że złamałam daną obietnicę... nie dam rady już tak dalej iść... płakałam ...bo chciałam już zawrócić, stchórzyłam... I wciąż słyszałam w sobie te słowa wypowiedziane rano... że ta droga to nasze, moje zmaganie się z życiem... zmaganie się... Boże, dlaczego to takie trudne? Dlaczego to tak boli? Płakałam... dusił mnie kaszel... siedziałam na pieńku i patrzyłam się w dół to w górę na szlak.... "To wciąż tak wysoko, to wciąż tak bardzo daleko... Panie... nie dam rady, pomóż mi..." myśli kłębiły mi się w głowie... Pomóż mi... tylko te słowa przebijały mi się w głowie, moje serce wołało po pomoc... Minęła chwila... czas jakby stanął w miejscu... słońce przebijało się przez ośnieżone drzewa, gdzieś tam nucił swą pieśń ptak... była taka cisza... skuliłam się na pieńku, zamknęłam oczy i zobaczyłam swe życie... klatka po klatce... swe upadki, swój ból, widziałam ludzi, którzy mnie skrzywdzili, widziałam łzy swych dzieci, widziałam uśmiech córki, widziałam osoby podające mi dłoń ku pomocy... widziałam osoby, których zraniłam... całe me życie... zobaczyłam siebie jak zawracam, jak wciąż uciekam, ilekroć pojawił się problem, zawracałam z obranej drogi, jestem tchórzem, nie potrafię stanąć w prawdzie przed Bogiem, wciąż tam coś bokiem, coś zawsze pomijam... boję się wstydu, nie potrafię nazwać po imieniu swego grzechu... klatka po klatce przewijało się me życie... a w nim brak odwagi przebaczenia. Tak, nie potrafiłam jeszcze wtedy przebaczyć tym, którzy mi skrzywdzili, ani prosić o wybaczenie tych, których sama skrzywdziłam... Siedziałam taka skulona z zamkniętymi oczami... płuca moje wypełniał bolący każdy oddech, tak jakby to górskie powietrze mnie paliło od środka... wzięłam głęboki oddech, zabolało bardzo... wyjęłam wodę z plecaka, piłam, choć każdy łyk sprawiał mi ból... jakże to życie jest bolesne... wsparłam się jeszcze raz na kijku i powiedziałam: "Boże, skoro tu mnie przywiodłeś, to błagam daj mi siły aby iść dalej, aby stawić czoła życiu... proszę pomóż mi Jezu, chcę iść dla Ciebie." Wstałam... wstałam, i ruszyłam dalej. Nie mogłam zawrócić, nie mogłam... chciałam z tym skończyć, z tymi ucieczkami, nie mogłam stchórzyć, uciec przed problemami, bo nadal bym uciekała. Przyjechałam tu, aby pomóc sobie, aby dać pomóc... wygrać walkę o swe serce...

     Poszłam... na kolanach, upadając w śnieg... brnęłam dalej... pod górę, bo tam... KTOŚ na mnie czekał... czułam, że tam się coś wydarzy...

     Pod samym szczytem narysowałam na śniegu wielkie serce a w nim wpisałam "Bóg" , to moje nowe serce, to moje serce przemienione... Pokonałam sama siebie, weszłam na szczyt, a tam w schronisku, przy gorącej herbacie napisałam małą karteczkę. Zawierzyłam tam swe życie, oddałam swe serce w posiadanie Bogu, narysowałam serce i napisałam "Kocham Ciebie, Boże". Przyczepiłam tę karteczkę na ścianie obok innych. Słowa jakże proste do napisania... a ile zadały mi bólu na szlaku...

     Ja tam byłam! Zdobyłam! I zwyciężyłam! I On mi w tym pomógł! Zawsze był przy mnie... wtedy obok mego pieńka też... czekał cierpliwie aż podam mu swa dłoń i złożę ją w Jego Ciepłej Dłoni, wstanę i pójdę z Nim dalej.

     ..a w drodze powrotnej do Domu Rekolekcyjnego spotkała mnie miła i słodka niespodzianka. Siostry idące przodem ulepiły bałwana i powtykały w niego cukierki. Dostałam cukierka od Pana Boga... i te piękne widoki na góry... cieszyły me serce, to wynagrodzenie za mój trud, za moją walkę o swe serce. Wróciłam cała mokra, zmęczona, głodna... ale szczęśliwa, że pokonałam siebie, że On mnie zwyciężył ... że ja żyję. (...) "

     To koniec mej wędrówki na Górę, resztę zachowam dla siebie. Ale jedno Wam powiem... odzyskałam siebie.

     ...kiedy Piotr i Jan powiedzieli, że "Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy..." ja też mogę teraz powiedzieć, że dobrze się stało, że tam byłam wtedy na tej górze, że tam przemieniło się me serce na szlaku. Wróciłam inna.

     To była moja kolejna Góra, jedną Górę, gdzie dokonało się me przemienienie miałam w szpitalu przy ciężko chorej córce... zamieściłam rozważanie o tym, to "Przemienienie...", można je znaleźć na Forum.

     Ale... każdy z nas, każdego dnia ma taką swoją Górę Tabor, która go przemienia, która go doświadcza, przyobleka w nową szatę, kiedy choć na chwilę zatrzymujemy się w pędzie swego życia aby popatrzeć na siebie, wejść choć trochę w swoją głębię człowieczeństwa. Mogą to być drobne gesty, chociażby uśmiech do drugiego człowieka, czy nawet otwarcie komuś drzwi, ustąpienie miejsca w autobusie... drobne niby rzeczy ale często wymagają od nas trudu, nadludzkiego wysiłku. Często, jest to czas zmagania się ze sobą... I życzę nam wszystkim aby to zmaganie wygrała czysta miłość, wygrała miłość do drugiego człowieka. Pewna osoba na mym Forum ma piękny podpis "Zawsze Bądź Człowiekiem, Dla Drugiego Człowieka...." Życzmy tego sobie nawzajem. Amen.


Renata


Słownik hermeneutyki biblijnej Słownik hermeneutyki biblijnej
R. J. Coggins, J. L. Houlden
Dzieło to jest pod każdym względem przemyślane, spójne i obfitujące w informacje trudno dostępne, bo rozproszone w wielu miejscach i źródłach. Czytelnik poznaje lepiej księgi biblijne, a także środowisko, w jakim one powstały oraz długie i burzliwe dzieje ich interpretacji, najwybitniejsze nazwiska i dokonania oraz najczęściej i najsilniej powracające problemy interpretacyjne, z których wiele pozostaje nadal aktualnych... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 ~marysia: 28.08.2009, 16:57
  Bogu niech będą dzięki ! Gratulacje a Tenczyn też mi chodzi po głowie , pozdrawiam .
 
(1)


Autor

Treść

Przepisz cyfry 4553                         



[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej