Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Miasto Efez jest strażnikiem świątyni Wielkiej Artemidy i posągu, który spadt z nieba (Dz 19,35)

     Zamieszanie wywołane przez Demetriusza i efeskich jubilerów przeobraziło się w rozruchy, które ogarnęły całe miasto. Na niewielkiej powierzchni mieszkało w nim około milion ludzi, a więc wiadomości rozchodziły się szybko i nawet jeśli tylko niewielki odsetek wykazał zainteresowanie jakąś sprawą, to i tak były to tysiące, których zachowanie udzielało się innym.

     Gniew tłumu obrócił się przeciw dwom towarzyszom Pawła, których znajdowali się w pobliżu. Obaj byli Macedończykami; jeden miał na imię Gajus, a drugi Arystarch. Byli to Grecy bądź zhellenizowani Żydzi, którzy pod wpływem Pawła przyjęli wiarę w Chrystusa. Łukasz nadmienia: "Gdy zaś Paweł chciał wmieszać się w tłum, uczniowie go powstrzymali. Również niektórzy azjarchowie, będąc mu życzliwi, posłali do niego z prośbą, by nie udawał się do teatru" (w. 30-31). Azjarchowie sprawowali władzę administracyjną w prowincji, przewodniczyli też obrzędom religijnym i organizowali igrzyska ku czci cezarów i bogini Romy. Znamienne, że nie tylko znali Pawła, lecz postrzegali go życzliwie, co może się odnosić także do jego działalności w mieście. Wprowadzała ona ferment wśród jego żydowskich mieszkańców, co azjarchowie traktowali jako sposób na opanowanie nastrojów ze strony wspólnoty, która izolując się, niemal zawsze nastręczała kłopotów. Wiele też znaczył dla nich fakt, że Paweł był obywatelem rzymskim i nie chcieli dopuścić do jakiegokolwiek naruszenia jego godności i praw. Swoją "przyjaźń" rozumieli jako obowiązek udzielenia mu wsparcia i ochrony. Tak czy inaczej relacja Łukasza nie zostawia wątpliwości, że chrześcijanie i chrześcijaństwo były już znane przedstawicielom wyższych warstw społeczeństwa rzymskiego.

     Sytuacja stawała się coraz bardziej dramatyczna, a zgromadzenie zmieniało charakter, gdyż "większość nie wiedziała, po co się zebrali" (w. 32). W atmosferze krzyków i zamieszania Żydzi wysunęli z tłumu niejakiego Aleksandra. Jego imię wskazuje, że pochodził z silnie zhellenizowanej rodziny żydowskiej. Cel był oczywisty: efescy Żydzi chcieli głośno i wyraźnie odciąć się od Pawła i pozostałych chrześcijan, ogłaszając, że nie mają z nimi nic wspólnego i przymnażając argumentów za tym, by się z nimi rozprawić. Mamy zatem do czynienia z kolejnym przejawem zdecydowanego odcinania się tych wyznawców judaizmu, którzy nie uwierzyli w Chrystusa, od ich żydowskich pobratymców, którzy stali się chrześcijanami. Ale ta strategia się nie powiodła, a nawet sprawiła odwrotne skutki. Do wygłoszenia "usprawiedliwienia" nie doszło, bo gdy Aleksander, dawszy znak ręką, chciał przemawiać, "rozpoznali w nim Żyda, podniósł jest jeden krzyk wszystkich i prawie dwie godziny wołali: »Wielka Artemida Efeska«" (w. 34). Widok Aleksandra mógł rychło wywołać zamieszki antyżydowskie, bo uczestnicy zgromadzenia obrócili swą niechęć przeciw obecności i oddziaływaniu Żydów. Oskarżenie pod adresem wyznawców Chrystusa zeszło na plan dalszy, a jego miejsce zajęła głośna proklamacja wierności Artemidzie i jej kultowi.

     Interwencja sekretarza (gr. grammateus), najwyższego rangą urzędnika cywilnego, który przygotowywał obrady lokalnej rady związkowej i w jej imieniu wydawał dekrety, przywróciła porządek. Przypomniał, że cześć oddawana Artemidzie w Efezie jest powszechnie znana. Według wierzeń czcicieli bogini jej posąg spadł z nieba, zaś mieszkańcy Efezu "strzegli" świątyni, w której go umieszczono. Sekretarz podkreślił, że Gajus i Arystarch "nie są ani świętokradcami, ani bluźniercami naszej bogini" (w. 37). Mianem świętokradztwa określano rabowanie lub plądrowanie świątyń, uznawane za przestępstwo, które musiało być karane śmiercią. A przecież do niczego takiego nie doszło, stąd oskarżenia o charakterze religijnym nie mają racji bytu. Konkluzja brzmiała: "A jeżeli Demetriusz i jego rzemieślnicy mają sprawę przeciw komukolwiek, to na agorze odbywają się sądy, są też prokonsulowie, niech tam jedni drugich oskarżają" (w. 38). Świadczy to o wielkim szacunku dla prawa i prawodawstwa, dalekim od spontaniczności wyroków wydawanych wtedy w świecie semickim. Spory ekonomiczne powinny być rozstrzygane poprzez legalnie działające sądy, a nie na doraźnych zebraniach sprowokowanych przez tych, którzy dbałość o własny dobrobyt zasłaniają motywacją religijną.

     Oskarżenie orozruchy mogło trafić do Rzymu, czemu sekretarz miał obowiązek zapobiec. Po tym wyjaśnieniu rozwiązał zebranie i groźny incydent dobiegł końca.

     Paweł zachował żywą pamięć o dramatycznych wydarzeniach w Efezie. Z jednej strony uświadomiły mu narastającą wrogość żydowskich rodaków, którzy wykorzystywali każdą okoliczność, by przeciwstawić się nowej wierze oraz sprowokować prześladowania jej wyznawców. Z drugiej pokazał, jak bardzo zagrożone jest życie i los chrześcijan w społecznościach pogańskich dlatego, że wiara w Chrystusa sprawia również określone konsekwencje społeczne i ekonomiczne.


ks. Waldemar Chrostowski


Tekst pochodzi z Tygodnika

9 maja 2010


Kochać Kościół. Medytacje nad listem do Efezjan Kochać Kościół. Medytacje nad listem do Efezjan
Raniero Cantalamessa
"Chrystus umiłował Kościół. A Ty?" Jest to stwierdzenie, a zarazem pytanie, które stanowi przewodni motyw medytacji wygłoszonych w Domu Papieskim i tutaj zebranych w formie książki. Analizując metodą lectio divina List do Efezjan, o. Cantalamessa wprowadza nas w tajemnicę Kościoła, świętego i grzesznego zarazem. I uczy nas go kochać... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść

Przepisz cyfry 4553                         



[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej