Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Kto jeszcze kradnie?

     Kradzież to nie tylko indywidualna nieuczciwość. W dzisiejszych społeczeństwach większe znaczenie ma zorganizowane, legalne czy półlegalne bogacenie się jednych kosztem drugich. Ma w tym czynny udział państwo.

     W artykule "Kto kradnie?" [ zobacz ] z numeru 12 "Idziemy" autor Radek Molenda zwrócił uwagę na częstość kradzieży. Bywają to występki drobniejsze, których sprawcy za kradzież nie uważają. Rehabilitantka skraca zajęcia, taksówkarz jedzie okrężną trasą, lekarz mnoży zbędne płatne badania, uczeń przepisuje z Internetu, żebrak naciąga miłosiernych, wandal niszczy zieleń. Trudno się przed tym obronić.

     Chociaż na takie nadużycia zwraca się często zbyt małą uwagę, sprawa jest na swój sposób oczywista. Kradzież nie sprowadza się do potajemnego zabrania cudzej rzeczy, do wyciągania portfela z cudzej kieszeni.

     Istnieją jednak formy kradzieży, których prawo tak nie nazywa. Parę lat temu spotkałem taką sytuację: kamieniczka w Pruszkowie, sześć mieszkań, żaden lokator nie ptaci czynszu właścicielce. Ale nadzór budowlany czepia się starszej pani o remonty, straż miejska o sprzątanie chodnika.

     A tymczasem media nieraz oburzają się na właścicieli, którzy przez lata komunizmu pozbawieni własności usiłują po odzyskaniu domów mieć z nich jakiś pożytek. Kiedy indziej spotykamy ubolewania nad zawyżonymi czynszami. Mało kto mówi, że sztucznie ograniczane czynsze to urzędowe okradanie właścicieli domów i mieszkań.

     I niewiele da się zrobić. Nie pozwala na to "ochrona lokatorów": tu dzieci, tam starsi, ówdzie bezrobotni. Kroki sądowe są uciążliwe i kosztowne, wyniki niepewne, część mieszkańców się odgraża. Wszyscy są przekonani, że przecież się im należy. Wielu chodzi do kościoła. Nie sądzę jednak, by się z kradzieży spowiadali, ani by duszpasterze im ją wypominali.

     WŁADZA POZWALA KRAŚĆ

     Takich ludzi nadal są w Polsce miliony, gdyż socjalizm wpoił lokatorom przekonanie, że 'mieszkanie się należy, czy na nie zapracują, czy nie. Władza kradła i pozwalała ludziom kraść. Właścicieli jakiegoś majątku, którzy przecież dorabiali się go pracą i pomysłowością przez pokolenia, przedstawiano jako chciwych wyzyskiwaczy. Dalszym ciągiem tej metody jest fundowanie niektórym lokali socjalnych za pieniądze wszystkich.

     Weźmy inne przykłady. Zasiłki dla bezrobotnych masowo biorą pracujący na czarno. Pewien rolnik powiedział mi, że w jego wsi połowa otrzymuje renty zdrowotne - ale w pole chodzą bez trudności, tak samo jak on. Też nie sądzę, by proboszcz na kazaniu coś o tym wspominał.

     W tych przypadkach świadczenia uzyskano w sposób nieuczciwy, ale nie jest to konieczne. Weźmy emerytury. Kobieta harowała czterdzieści lat, dostaje niewiele - czasem przez to, że dokumenty z jej dawnej pracy gdzieś zaginęły. Mężczyzna umiera w wieku 65 lat i nic za swoje składki nie otrzyma. Ale inni mieli prawo do sporej emerytury po niewielu latach. Dość długo dla zamaskowania bezrobocia dawano wcześniejsze emerytury chętnie.

     Biorący świadczenia nie widzą w tym nic złego - przecież im się należy. Zresztą pieniędzy nikomu nie kradną, lecz dostają od państwa. Ale ono skąd je bierze? Z podatków, czyli z tego, co zabierze uczciwie pracującym. A władza bez wahania decyduje się na takie praktyki, gdyż obdarowani będą wdzięczni, a oskubanym można obiecać, że i oni cudzym kosztem coś dostaną. Rzekomo za darmo.

     Nie chodzi więc tylko o to, że zbiurokratyzowany system świadczeń ułatwia rozmaite nadużycia. Zła jest jego zasada, jaką jest zabieranie przez system podatkowy jednym, by dać drugim. W ten sposób wpaja się biedniejszym przekonanie, że jeśli potrzebują, mogą innym zabrać. Jest to forma kradzieży. Ma też ona ten sam co kradzież skutek społeczny, gdyż zniechęca do pracy i do prawdziwej, dobrowolnej ofiarności. Inne jeszcze nadużycie to wymuszanie wsparcia budżetowego przez niektóre zakłady i gałęzie gospodarki. W ten sposób górnik czy energetyk ma się bez powodu znacznie lepiej niż pielęgniarka. Bo jeśli do jednych się dopłaca, innym trzeba ująć.

     Duży sektor publiczny to duże wydatki i okazja do korupcji, zwłaszcza gdy prawo nie jest przejrzyste. Wokół zamówień publicznych gromadzą się lewi biznesmeni uzyskujący korzystne kontrakty i decyzje. Państwo zbiera od wszystkich, a wypłaca niektórym.

     Biorąc pod uwagę wysokie podatki, korupcję i słabość wymiaru sprawiedliwości, stwierdzamy, że przykazanie "nie kradnij" jest słabo przestrzegane w polskiej gospodarce. Tym samym jest ona : nieuczciwa, i nie dość efektywna.

     Z JEDNEJ KIESZENI DO DRUGIEJ

     Wszystkie te wypaczenia są skutkiem działania państwa. To ono ma rozdęty budżet, to ono wprowadziło zasadę, że każdy z nas trzyma rękę w cudzej kieszeni, pobierając od kołyski po grób świadczenia finansowane przez ogół: zdrowie, szkolę, zasiłki, emerytury. Pomagać innym trzeba, ale tutaj potrzebujący są stroną silniejszą, która dzięki działaniom władzy wymusza na innych znaczną część środków utrzymania, czyli ich po prostu okrada. Jest to oczywiście nie tylko nieuczciwe, ale i nieskuteczne, gdyż centralne dzielenie środków drogo kosztuje, rodząc wydatki administracyjne, marnotrawstwo i korupcję. Biurokracja musi swoją marżę dostać.

     A zatem kolejna grupa uwikłana w kradzież to rozmaici urzędnicy. Państwo zatrudnia wprost lub pośrednio miliony ludzi, z których większość albo niewiele robi, albo wykonuje zadania zbędne, wynikłe z niepotrzebnych lub zbyt skomplikowanych przepisów. A mnożą się oni jak króliki. Tak w instytucjach centralnych, jak w samorządach liczba pracowników wzrosła przez kilkanaście lat trzykrotnie. Oczywiście nie mają oni świadomości, że wyzyskują pracujących pożytecznie. Kościół też im tego nie wypomina.

     Do tych nadużyć dobudowano piękne uzasadnienia. Oto państwo, rozdając hojnie świadczenia, opiekuje się obywatelami. Potrzebuje do tego odpowiednich kadr. A o obywatelach zubożonych przez wyzysk podatkowy się milczy.

     Niestety, ten sposób myślenia przejęła część chrześcijan. Zamiast potwierdzenia, że prawo własności jest święte, jakie można znaleźć choćby w encyklice Renim nwarum (1891) papieża Leona XIII, pojawia się dziś źle rozumiane "społeczne przeznaczenie własności". Pierwotnie pojęcie to dotyczyło świata jako całości, danego ludzkości przez Boga. Dziś rozumiane ono jest często tak, że własność jest teoretycznie prywatna, zaś korzyści z niej może przejąć ogół (rękoma urzędników). Znowu chodzi o upudrowaną kradzież.

     Błąd polega tu na przekonaniu, że wydobycie z własności użyteczności społecznej to zadanie państwa, zaś politycy i urzędnicy będą sprawniejsi, hojniejsi i uczciwsi od indywidualnych właścicieli. Ta lewicowa idea jest zarazem śmieszna, głupia i nieuczciwa, gdyż pomoc z cudzej kieszeni jest niemoralna. Natomiast z chrześcijańskiej koncepcji człowieka wynika jasno, że za użyteczność społeczną własności odpowiada konkretna osoba, właściciel. Ta użyteczność to nie sama działalność charytatywna, lecz bardziej przedsięwzięcia gospodarcze społecznie pożyteczne: produkcja i zatrudnienie.

     WŁADZA SAMA KRADNIE

     Obecne państwo polskie jest spadkobiercą komunistycznego. Dobrze to widać po sprawie reprywatyzacji. Po wojnie komuniści zaczęli zabierać przedsiębiorstwa, domy, ziemię, cenniejsze ruchomości. I jeszcze dochody z pracy. Obok państwa kradli jego przedstawiciele, którzy negując własność innych, o swoją zabiegali. Ciągiem dalszym jest tu korupcja wtadzy obecnej.

     To, co ukradziono, w małym stopniu zostało po 1989 r. oddane. Jak komuniści kolaborujący z Sowietami byli wprost rabusiami, tak państwo obecne ma charakter pasera. Uczestniczą też w tym paserstwie krajowi i zagraniczni nabywcy mienia rzekomo państwowego. Przyczyną tego stanu rzeczy nie był sam opór postkomunistów. Politycy i urzędnicy różnego szczebla też byli i są niechętni zwrotowi pozostającej w ich rękach cudzej własności.

     Projekt ustawy o reprywatyzacji w naturze, podobnej do czeskiej i niemieckiej, został niegdyś w Sejmie odrzucony. Prawie nie korzysta się z możliwości zwrotu w postaci mienia zastępczego (nikt nie był gotów za zabrane po wojnie gospodarstwa powyżej 50 ha oddać ziemi po pustoszejących pegeerach). Co najwyżej proponuje się ułamkowe odszkodowanie. To oznacza kolejną kradzież. Właściciele i ich spadkobiercy definitywnie stracą większość majątku, a my wszyscy jako podatnicy będziemy się musieli zrzucić na odszkodowanie. Zwrot w naturze zmniejszyłby majątek pozostający w rękach władzy, a ta woli go zachować.

     Podstawowa forma kradzieży jest jednak inna. Jest nią zbyt wysokie opodatkowanie. W Polsce sektor publiczny wydaje około połowy rocznego dochodu kraju. Tyle więc przeciętnie oddajemy, ale ponieważ część ludzi jest obciążona mniej, zwykły człowiek żyjący z pensji oddaje poprzez różnego rodzaju podatki nawet trzy czwarte tego, co wypracował! W zamian za to ma pewne świadczenia, ale kiepskiej jakości, bo niesprawne służby państwowe muszą dużo zmarnować.

     Dostajemy też w zamian obietnicę emerytury. Wiadomo, że niskiej, gdyż w tej chwili na młodą Polkę przypada 1,3 dziecka, co oznacza, że emerytów nie będzie miał kto utrzymywać (władza tymczasem kombinuje, jak ustawowo utrudnić rodzicom wychowanie dzieci). System emerytalny to zapewne największa kradzież obecnej epoki. Przypomina on piramidę finansową. Bierze się pieniądze dziś, a oddaje potem z pieniędzy wziętych od następnych naiwnych. Działa to tak długo, póki starcza chętnych. W przypadku emerytur - tak długo, póki rodzą się dzieci i ludzi przybywa. Niestety, wyzysk podatkowy zniechęca do posiadania dzieci, więc upadek tego systemu jest pewny.


Michał Wojciechowski

Autor jest świeckim profesorem teologii na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim
w Olsztynie. Opublikował m.in. książki
"Moralna wyższość wolnej gospodarki",
"Biblia o państwie" i "Etyka Biblii".
Tekst pochodzi z Tygodnika

23 maja 2010


Dekalog - podwaliny wolności Dekalog - podwaliny wolności
Christoph Becker
Od tysięcy lat istnieje prawodawstwo będące podstawą godnego człowieka ładu społecznego, z którego wywodzi się wiele dzisiejszych praw. Sam Bóg dał ten kodeks Mojżeszowi: to dziesięć przykazań! Do dnia dzisiejszego nie utraciły one swej ponadczasowej wartości... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej