Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
AAAAAteistę zatrudnię

     Zgodnie z polskim prawem pracodawca nie może dyskryminować pracownika m.in. ze względu na wiarę, którą wyznaje. Dlaczego więc coraz więcej osób skarży się na złe traktowanie w miejscu pracy właśnie z tego powodu, że są praktykującymi katolikami?

     Niestety, takie przypadki coraz częściej mają miejsce w Polsce - kraju, w którym religia katolicka od zawsze była nieodłącznym elementem życia i jedną z najważniejszych wartości. Z taką sytuacją niejednokrotnie muszą zmierzyć się ludzie młodzi. Dla absolwentów, którzy mają nie tylko dużą wiedzę na temat wykonywanego zawodu, ale i wiele ideałów oraz chęci do pracy, nietolerancja jest zwykle bardzo bolesnym doświadczeniem.

     Ewa ma 26 lat, trzy lata temu ukończyła z wyróżnieniem administrację na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Po obronie pracy magisterskiej tak jak tysiące polskich studentów myślała, że świat stoi przed nią otworem. - Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że sytuacja na rynku pracy nie jest łatwa, ale w moim przypadku problemem nie okazał się brak doświadczenia ani znajomości - mówi.

     - Mimo że odebrałam staranne wykształcenie, często podważano jego wartość tylko dlatego, że ukończyłam "uczelnię katolicką" - a określenie to nabierało w ustach rekrutujących zabarwienia pejoratywnego. Kiedy aplikowałam do dużej międzynarodowej korporacji, moja koleżanka, która pracowała tam już od jakiegoś czasu, poradziła mi, żebym pod żadnym pozorem nie przyznawała się do swojej religijności, ponieważ "chodzenie do kościoła nie jest w dzisiejszych czasach trendy" i będę od początku na przegranej pozycji. Najgorsze jednak było stwierdzenie pewnego "przedsiębiorcy", że on katoliczki nie zatrudni, "bo zaraz będzie taka chciała wyjść za mąż, a takie to wiadomo - żadnej antykoncepcji nie stosują i dzieci tylko rodzą, i kto będzie pracował?".

     Po tej rozmowie Ewa przepłakała kilka godzin. - Nie rozumiałam - wyznaje - jak można w tak prymitywny sposób okazać drugiej osobie brak szacunku, naruszyć czyjąś intymność. Na kilka tygodni dałam sobie spokój z szukaniem pracy, ale przecież nie mogłam umrzeć z głodu tylko dlatego, że ktoś mnie źle potraktował. Pomogła mi modlitwa i rozmowy na spotkaniach oazowych z osobami, które miały podobne doświadczenia. Na szczęście wkrótce znalazłam pracę, gdzie moja religijność nikomu nie przeszkadza ani nie powoduje ironicznych uśmiechów, wręcz przeciwnie, jest powodem do dumy.

     MAŁY ZŁOTY POWÓD

     Ewelina, 32-letnia księgowa, nie miała problemów z otrzymaniem dobrej posady w poznańskim oddziale dużej międzynarodowej firmy. Pracowała w niej już rok i wszystko układało się świetnie aż do chwili, gdy po wizycie francuskich przedstawicieli firmy-matki prezes wezwał ją na rozmowę. - Oba wiałam się, czy nie popełniłam jakiegoś błędu, ale szef zapewnił mnie, że zarówno on, jak i delegaci byli bardzo zadowoleni z mojej pracy. Powód tej rozmowy był zupełnie inny: mały, złoty i bardzo dla mnie ważny.

     Chodziło o krzyżyk, który od chwili przyjęcia Pierwszej Komunii Świętej Ewelina nosiła zawsze na szyi. Wzbudził w zagranicznych gościach taką dezaprobatę, że postanowili się poskarżyć szefowi Eweliny. - Prezes stwierdził, że nasza firma nie może być miejscem jakichkolwiek "demonstracji religijnych" i nakazał mi kategorycznie zdejmowanie "tego typu biżuterii" przed przyjściem do pracy. Myślałam, że się przesłyszałam. Próbowałam wytłumaczyć, że jest to drogi mi symbol mojej wiary, ale pracodawca był głuchy na moje słowa. Oczywiście, odmówiłam wykonania polecania - już zbyt wiele krzyży ostatnio znieważono w naszym kraju.

     Przez kolejny miesiąc na pozór wszystko przebiegało normalnie, choć atmosfera w pracy była nieprzyjemna. Aż pewnego dnia Ewelina otrzymała wypowiedzenie umowy o pracę, rzekomo z powodu pomyłek w ważnym raporcie, które naraziły firmę na duże straty. - Na nic zdały się tłumaczenia, że raport musiał zostać sfałszowany, ponieważ nigdy nie popełniłabym tak podstawowych błędów. Szef nie był jednak zainteresowany wyjaśnieniem sytuacji. Teraz wiem,' że prawdziwym powodem zwolnienia był mój opór, to, że chciałam żyć w zgodzie z moim sumieniem i wiarą. Nie można mnie było zwolnić za ło zgodnie z prawem, więc wymyślono inny podtekst. Zastanawiam się, czy gdzieś tego nie zgłosić - nigdy nie wróciłabym to firmy, gdzie nie szanuje się podstawowych wartości, ale może dzięki temu innym pracodawcom nie byłoby tak łatwo stosować tego typu krzywdzących nacisków.

     DZIEŃ ŚWIĘTY

     Paweł ma 21 lat, do Wrocławia przyjechał z małego miasteczka, by studiować zaocznie prawo. Jego marzeniem jest praca protokolanta w sądzie lub sekretarza w kancelarii prawniczej, aby zdobyć doświadczenie w zawodzie jeszcze przed ukończeniem nauki. Na razie jednak, aby zarobić na utrzymanie, musiał zadowolić się pracą w charakterze dostawcy pizzy, kasjera w supermarkecie czy sprzedawcy w osiedlowym sklepie. - Ogólnie nie narzekałbym, gdyby nie to, że na wszystkich tych stanowiskach pracowałem góra dwa miesiące i zawsze musiałem zwalniać się z tego samego powodu - twierdzi. - Pochodzę z bardzo religijnej rodziny, dla której Bóg, Kościół i wspólna modlitwa to najważniejsze życiowe wartości. Zgodnie z trzecim przykazaniem "Pamiętaj, abyś dzień święty święcił" - całą rodziną co niedzielę chodziliśmy do kościoła. Msza Święta, a później wspólny obiad, były prawdziwym świętem.

     Kiedy Paweł zaczął pracę, nie mógł chodzić do kościoła tygodniami. Prosił pracodawców o możliwość niepracowania w niedziele i najważniejsze święta kościelne, ale bezskutecznie. - Kierownicy patrzyli na mnie jak na dziwoląga i tłumaczyli się ekonomią i brakiem rąk do pracy. W ogóle nie rozumieli moich próśb, choć sami uważali się za praktykujących katolików! Tłumączyłem, że w zamian za wolne niedziele mogę pracować przez wszystkie pozostałe dni i brać nadgodziny. Najgorsze, że często słyszałem odmowę, mimo że byli chętni, by za mnie objąć niedzielne dyżury. Dlatego kilka razy nie wytrzymałem i rzucałem pracę. Choć nieraz nie miałem grosza przy duszy, udało mi się ocalić godność i to, co dla mnie najważniejsze. Paweł wciąż czeka, aż rząd wprowadzi w życie zakaz handlu w niedzielę. - Nie rozumiem, dlaczego musimy tak długo na to czekać - mówi. - Skoro wiara i tradycja nie przemawiają do pracodawców, może przemówi do nich prawo?

     CZEGO SZUKA PRACODAWCA

     Podobnych historii jest wiele i nie dotyczą one jedynie młodych pracowników. Co prawda w Polsce nie grożą prześladowania na tle religijnym - nikt za wyznawanie wiary w Boga nie trafia do więzienia ani nie ryzykuje życiem. Jednak nie znaczy to, że jest dobrze - o czym świadczą nie tylko przytoczone opowieści, ale także wiadomości, które codziennie docierają do nas z prasy, telewizji i internę tu. Niektóre media zresztą nie są w tym względzie bez winy - w niektórych przypadkach mamy do czynienia wręcz z nagonką na Kościół i osoby wierzące. Wierni przedstawiani są w nich jako osoby zniewolone, biedne, o ciasnym umyśle, stojące na przeciwnym biegunie niż wykreowany przez nich współczesny człowiek sukcesu.

     Dla firm ważne jest tempo rozwoju. Pracownik ma być dyspozycyjny przez 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Idealnym kandydatem jest więc osoba, która nie ma osobistych zobowiązań. Pracodawcy niechętnie udzielają dnia urlopu matce chorego dziecka, a stwierdzenie, że ktoś chce uczestniczyć we Mszy Świętej lub ważnej dla niego uroczystości, bywa niezrozumiałą fanaberią. Dzieje się tak często dlatego, że właściciele i szefowie firmy pochodzą z krajów, gdzie wiarę wypiera ateizm. Powstaje również coraz więcej oddziałów firm pochodzących odmiennych kulturowo krajów azjatyckich.

     Nie zawsze postępowanie pracodawców jest wynikiem złej woli, często po prostu wynika z niezrozumienia dla wartości wyznawanych przez wierzącego pracownika. Jednak w wielu przypadkach od kandydatów na dane stanowisko (oczywiście nie jest to powiedziane wprost) wymaga się takich cech, jak umiejętność okłamywania klienta, manipulowania odbiorcą czy szpiegowania, słowem - szuka się ludzi, którzy wyznają zasadę, że cel uświęca środki i są w stanie posłużyć się każdą metodą, by zwiększyć zyski firmy lub przeforsować swoje racje. Jeśli ktoś przyznaje się do wiary w Boga i przynależności do Kościoła katolickiego, już na starcie jest to dla pracodawcy informacja, że na podobne zachowania nie może liczyć, a więc pociecha z takiego pracownika będzie niewielka.

     W takich sytuacjach warto pozostać wiernym wyznawanym wartościom. Wielu pracodawców rozumie, iż moralność osób wierzących jest ich wielką zaletą jako pracowników. Z pomocą przychodzi także polskie prawo, a wszelkie nadużycia warto zgłaszać odpowiednim instytucjom, aby przeciwstawiać się tendencjom do dyskryminacji w pracy.


Anna Paczuska


Tekst pochodzi z Tygodnika

21 listopada 2010


Jak zostałem milionerem Jak zostałem milionerem
Jan M. Fijor
Książka odpowiada na pytanie: dlaczego jedni mają, a drudzy nie mogą związać końca z końcem... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej