Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Czy Grecja padnie?

     Skąd bierze się beztroska Greków w zadłużaniu własnego państwa i nie mniejsza od niej determinacja Zachodu, aby nie uznać ich niewypłacalności?

     Zadłużenie Grecji, mimo zapowiedzi cięć w budżecie, ciągle rośnie. Rząd zadeklarował wprawdzie ograniczenie deficytu budżetowego w kasie państwa z ponad 36 mld euro w roku 2009 do 24 mld w roku ubiegłym. Ale w praktyce oznacza to, że w roku 2010 grecki dług powiększył się o kolejne 30 mld euro. W samych tylko trzech pierwszych miesiącach tego roku wzrósł aż o 15 mld. Do końca roku dług publiczny Grecji może przekroczyć nawet 400 mld euro.

     Ekonomiści nie wierzą, aby cokolwiek zmieniła w tej kwestii kolejna tran-sza kredytu w wysokości 12 mld euro, które właśnie przepływają przez konta greckiego rządu. W całości pójdą one bowiem na sfinansowanie greckich obligacji, których termin wykupu właśnie mija, a w które zainwestowały przed laty głównie francuskie i niemieckie banki. Szacuje się, że instytucje finansowe tych dwóch państw w różnej formie pożyczyły Grecji w minionych latach od 150 do 200 mld euro. Teraz chcą je odebrać z zyskiem. A zrzucą się na to głównie kraje Unii Europejskiej. Także premier Donald Tusk zadeklarował miliard złotych jako polskie gwarancje kredytowe dla Grecji. Teoretycznie chodzi tylko o kolejny kredyt, ale znowu chyba nikt tak naprawdę nie wierzy, że Grecy kiedykolwiek będą w stanie go zwrócić.

     CO MY NA TO?

     Z perspektywy Polski uzasadnione jest zatem pytanie o sens wspomagania bogatych przez biednych. Bo nawet po ostatnich cięciach dochód narodowy na jednego obywatela w Grecji jest około dwukrotnie wyższy niż w Polsce. Podobnie średnia płaca netto za cały rok 2010 wyniosła w Grecji 14 tys. 231 euro, podczas gdy w Polsce było to zaledwie 7 tys. 113. Tłumaczenia o potrzebie europejskiej solidarności wydają się w tym przypadku bałamutne, skoro udziału w spłacie greckich długów odmówiła nie tylko mająca więcej do powiedzenia w Europie i o wiele bogatsza od Polski Wielka Brytania, ale nawet używająca wspólnej unijnej waluty Słowacja.

     Na zatwierdzenie pomocy finansowej dla Grecji najmocniej - prócz Niemiec i Francji - naciskały USA. W tym przypadku chodziło jednak nie o zaangażowanie finansowe, ale o strategiczne interesy w ramach NATO, którego Grecja jest członkiem. Prawie wszystkie wyspy we wschodniej części Morza Śródziemnego należą bowiem go Grecji. Nawet te, które znajdują się kilkadziesiąt kilometrów od wybrzeża Turcji. Stąd żartuje się, że gdyby Grecy wyznaczyli wokół każdej z nich strefę wód terytorialnych, to żaden okręt z tureckich portów nie wyszedłby w morze. Z greckich wysp można nie tylko kontrolować ruch statków przez cieśninę Bosfor, ale i szachować cały Bliski Wschód. I dlatego USA nie mogą pozwolić sobie na ryzyko wpadnięcia Grecji pod wpływy Rosji, bo to zmieniałoby układ sił w Europie i w Azji Mniejszej. A pogłębiający się kryzys w Grecji mógłby do tego doprowadzić, ponieważ Grecy i bez tego są największymi rusofilami w Europie.

     Rusofilia Greków ma związek z religią i z całą ich zawiłą historią. Grecy, jako prawosławni, od kilkuset lat przyzwyczaili się spoglądać z nadzieją i sympatią w kierunku najpotężniejszego państwa prawosławnego, jakim była Rosja. Carowie rosyjscy przez całe stulecia utrzymywali przecież najważniejsze chrześcijańskie sanktuaria w Ziemi Świętej i w samej Grecji - choćby na górze Atos. A prócz tego pozostający od 1453 roku pod jarzmem tureckim Grecy właśnie w Rosji prowadzącej ciągłe wojny z Turcją widzieli szansą na własną niepodległość. Carska Rosja była dla Greków taką samą jutrzenką swobody, jak dla Polaków napoleońska Francja.

     W ostatnich dziesięcioleciach rusofilia Greków miała także związek z siłą tamtejszych ugrupowań komunistycznych i lewackich. Do dziś w Grecji działa lewackie ugrupowanie Czarny Październik, które w 2001 roku przeprowadziło zamach bombowy w greckim parlamencie. Do zakorzenienia się sympatii komunistycznych w ojczyźnie Homera przyczyniło się przesiedlenie siłą około półtora miliona Greków z Turcji po roku 1924. Jako bezdomni i bezrobotni w największych miastach Hellady zasilili oni szeregi podatnego na moskiewską propagandę proletariatu. Tłumaczy to wielką roszczeniowość dzisiejszych postaw, zwłaszcza wśród mieszkańców największych greckich miast.

     Okupacją turecką tłumaczy się również szeroko rozpowszechnione wśród Greków postawy antyspołeczne i antypaństwowe, które w ich mentalności nie kolidują z głębokim patriotyzmem. Jest to zjawisko, które na mniejszą skalę można zaobserwować również w Polsce. Jeśli u nas niechęć do płacenia podatków, skłonność do kombinatorstwa i omijania prawa składamy na karb ponad 120 lat zaborów i 45 lat komunizmu, to trzeba pamiętać, że Grecja była pod otomańskim butem przez prawie 400 lat! Była to niewola chyba bardziej bolesna od tej, której doświadczali Polacy. Greków i Turków różniło znacznie więcej niż to, co dzieliło nas od Rosjan, Austriaków czy Niemców. To dlatego nielojalność wobec muzułmańskich okupantów była nie tylko wyrazem patriotyzmu, ale i wierności prawosławiu. Coś z tego zostało Grekom do dziś. Za swoją ojczyznę gotowi są umierać jak Spar-tanie pod Termopilami. Wysoko cenią sobie rodzinę, przyjaciół i Cerkiew prawosławną. To wszystko, co pozwoliło im przetrwać .wieki niewoli. Ale rzetelna praca i płacenie podatków zdają się wymaganiem ponad ich możliwości. Skala tzw. szarej strefy trudna jest choćby do oszacowania. Nawet w obleganych wakacyjnych kurortach, nie na bazarach, ale w witrynach butików na głównych ulicach miasta oferowane są podróbki markowych perfum i ciuchów. Nikt tego nie ściga. Paragonami z kas fiskalnych mało kto się przejmuje. Unijne standardy w tawernach są fikcją. Greckie autostrady w wielu fragmentach istnieją tylko na mapach. Apartamenty bez podatku wynajmują na wakacje nawet pracownicy greckiej skarbówki. Kto byt kiedykolwiek w Grecji, ten wie, co znaczy "udawać Greka". Nawet grecki rząd przez lata okłamywał instytucje Unii Europejskiej w raportach dotyczących finansów państwa. Jeszcze przed dwoma laty premier Tusk z dumą porównywał Polskę do innych "zielonych wysp", których rzekomo nie dotyka recesja, w tym właśnie do Irlandii i... Grecji.

     PRAWDA JEST NIEMIŁA

     Społeczeństwo greckie też nie chciało znać prawdy o stanie państwa. Wolało żyć złudzeniami, ponad stan, bo tak było wygodniej. Od wielu lat Grecy w wyborach głosowali na ugrupowania lewicowe, które systematycznie zwiększały zatrudnienie w administracji publicznej, obiecywały wysokie świadczenia socjalne i chroniły nierentowne państwowe firmy. Bez złośliwości trzeba więc stwierdzić, że Grecy sami są temu winni, a ich bunt przeciwko urealnieniu wydatków do dochodów jest infantylny. Pokazuje to również innym demokratycznym społeczeństwom, do czego prowadzi myślenie w kategoriach "liczy się wyłącznie tu i teraz" i uleganie tym, którzy mamią obietnicami gruszek na wierzbie. Ale czy nauczy to czegoś Greków? Wątpię. Nie pierwszy to przecież raz, kiedy ich ojczyzna stoi na skraju bankructwa. W tym znowu jesteśmy do nich podobni.

     Greckie podejście do życia to mieszanka głębokiej filozofii, beztroski i utra-cjuszostwa. Mężczyźni trzymający się za ramiona i tańczący w portowej tawernie wokół tlącego się papierosa mówią, że życie jest krótkie jak papieros i trzeba się nim maksymalnie cieszyć. Kryzys nie może im w tym przeszkodzić. Właściciel malej wypożyczalni samochodów w okolicach Katerini, zapytany o zamieszki na ulicach Aten, odpowiada, że nie ogląda telewizji, bo zamiast się ekscytować cudzym życiem, woli żyć swoim. Woli się bawić z przyjaciółmi, niż oglądać w brazylijskich serialach, jak bawią się inni. Młody kierowca autobusu jadącego na Halkidiki, eksponując długi paznokieć na małym palcu ręki, mówi, że to symbol jego godności i wolności. Świadczy, że właściciel takiego paznokcia pracuje tylko dlatego, że chce i kiedy chce, a nie dlatego, że musi. I rzeczywiście, potrafi się zatrzymać na środku ronda, blokując ruch, bo właśnie tam postanowił uciąć sobie pogawędkę z przyjacielem, którego zauważył na chodniku. Nawet greckie banki przez połowę tygodnia czynne są tylko do południa, a greckie hipermarkety już na pół godziny przed zamknięciem nie wpuszczają klientów do środka. Włosi czy Hiszpanie ze swoją sjestą byliby tu tytanami pracy.

     Grecja, co podkreśla dzisiaj większość niezależnych komentatorów, nigdy nie spełniała i nie spełnia reguł przynależności do strefy euro. Ba, nie spełniała i nie spełnia wielu bardziej podstawowych standardów członkostwa w Unii Europejskiej. Szczególne miejsce w Europie zawdzięcza swojej historii, filozofii i kulturze, która jest jednym z fundamentów naszej cywilizacji. Miejsce w NATO zaś - głównie strategicznemu położeniu. Już to powoduje, że Zachód, wbrew racjom ekonomicznym, angażuje się w spłatę greckiego zadłużenia, próbując bankructwo tego kraju przynajmniej odsunąć w czasie. Na jak długo? Przynajmniej na tyle, dopóki instytucje finansowe mocarstw zachodnich nie wycofają sobie chociaż części pożyczonych Grecji pieniędzy. Albo nie uznają, że więcej już odzyskać się nie da.


ks. Henryk Zieliński


Tekst pochodzi z Tygodnika

17 lipca 2011


Biznesowy savoir - vivre. Wszystko, co szanujący się biznesmen o etykiecie wiedzieć powinien Biznesowy savoir - vivre. Wszystko, co szanujący się biznesmen o etykiecie wiedzieć powinien
Barbara Pachter
Jak Cię widzą, tak o Tobie plotkują w biurze. W zwariowanym tempie, w jakim dziś toczy się nasze życie, zaczynamy lekceważyć to, jak jesteśmy postrzegani przez innych. Przestajemy przywiązywać wagę do tak drobnych rzeczy jak sposób powitania, prowadzenia rozmowy towarzyskiej, umiejętność słuchania i nawiązywania nowych znajomości. A przecież drobiazgi mają ogromne znaczenie. Czyż całe życie nie składa się właśnie ze szczegółów?... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej