Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
GMO dzieli polskich rolników

     W Sejmie, w cieniu komisji śledczych, na których koncentruje się uwaga mediów i opinii publicznej, toczy się gorąca debata o przyszłości organizmów genetycznie modyfikowanych w Polsce. Wywołał ją rządowy projekt ustawy, który jest krytykowany zarówno przez przeciwników, jak i zwolenników dopuszczenia upraw transgenicznych. Rzecz dotyczy czystości środowiska w rolnictwie, jakości żywności i jej wpływu na nasze zdrowie. A rozwiązania, które ostatecznie zostaną przyjęte, będą miały konsekwencje gospodarcze.

     Co to jest GMO?

     Genetycznie modyfikowane organizmy, w skrócie GMO, są to nowe gatunki roślin i zwierząt powstałe w drodze krzyżowania. Czasami zwierzęcia z bakterią, a czasami rośliny ze zwierzęciem. Na skutek takich zabiegów naukowcy osiągają okazy o lepszych cechach z punktu widzenia potrzeb uprawy czy hodowli. Nowe gatunki np. pomidorów są bardziej odporne na choroby, mają lepszy kolor i są bardziej okazałe. Podobnie z innymi gatunkami.

     Tego typu "wynalazki" w wielu krajach świata zostały już wprowadzone do masowej uprawy. Na czele znajdują się Stany Zjednoczone, które stosując ziarno genetycznie zmodyfikowanej kukurydzy lub pszenicy, poprawiają wydajność i obniżają koszty żywności dla masowego konsumenta. Na terenie Unii Europejskiej rośliny GMO mogą być uprawiane pod warunkiem dopuszczenia na rynek przez unijną komisję naukową. Takie dopuszczenie ma np. kukurydza o kryptonimie MON810. Na podstawie danych od zagranicznych sprzedawców tych nasion szacuje się, że w Polsce uprawia się już genetycznie zmodyfikowaną kukurydzę na ok. 3 tys. hektarów.

     Z przeprowadzonych badań naukowych nie wynika jednoznacznie, jakie skutki dla człowieka może mieć spożywanie żywności powstałej na bazie genetycznie przekształconych roślin. Nie ma dowodów, że GMO szkodzi, ale też nie wiadomo, jakie konsekwencje będzie miała obecność tych organizmów w dłuższej perspektywie.

     UE chce GMO

     Przewodniczący nowej Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso jako jeden z priorytetów na nową kadencję postawił szersze otwarcie unijnego rynku na GMO. Polski rząd przygotował więc projekt ustawy, która ma z jednej strony, zgodnie z prawem UE, umożliwić uprawianie roślin transgenicznych, a z drugiej tak ograniczyć ten proces, aby był on pod pełną kontrolą państwa.

     Dyrektywa unijna daje grupom rolników możliwość złożenia dobrowolnych deklaracji, że ich pola będą "terenami wolnymi od GMO". Rząd chce z tego skorzystać i dać prawo polskim rolnikom, aby tą drogą blokowali wprowadzanie tych upraw. Natomiast ci, którzy będą chcieli obsiać swoje pola GMO, będą musieli poddać się bardzo kłopotliwym procedurom. Najpierw będą musieli zgłaszać to do odpowiednich instytucji. Potem będą musieli ewidencjonować i raportować, co się im urodziło, co zebrali i co dalej z tymi produktami zrobili. I przez pięć lat będą musieli przechowywać całą dokumentację. Za naruszenie tych reguł będą kary. Za brak dokumentacji - grzywna do 25 tys. zł, a za każdy hektar nielegalnej uprawy dodatkowo 5 tys. zł.

     Plony z tych upraw będą musiały być tak przechowywane, aby nie mieszały się z tradycyjnymi produktami. Punkty skupu będą musiały wszystko dokładnie czyścić, a na opakowaniach będzie musiał być napis co najmniej takiej samej wielkości co nazwa produktu, że jest w tym GMO.

     Dodatkowo pola z GMO będą musiały być oddzielone od pozostałych terenem o szerokości minimum 500 metrów. Minister rolnictwa zachowa też prawo do wycofania zgody na uprawę GMO, jeśli pojawią się nowe informacje z badań naukowych wskazujące na to, że uprawy te mogą być groźne dla zdrowia.

     Rolnicze konflikty interesów

     Rozwiązania te nikogo jednak nie zadowalają. Przeciwnicy GMO wskazują, że nie chroni to przed rozprzestrzenianiem się tego typu upraw. Zwolennicy mówią o utrudnieniach jako faktycznej blokadzie. W spór o GMO zaangażowane są organizacje zajmujące się ochroną środowiska, ale sprawa ta dzieli też polskich rolników.

     W ostatnim czasie w Polsce zaczęło dynamicznie rozwijać się rolnictwo ekologiczne. Bez środków chemicznych produkujące zdrową żywność. Jest ona z reguły nieco droższa, gdyż jej produkcja w takich warunkach jest bardziej pracochłonna. Mimo to w zamożnych krajach UE wraz z podnoszeniem świadomości o znaczeniu naturalnego odżywiania dla zdrowia takie produkty zyskują coraz większą popularność. Polscy rolnicy zaczęli wykorzystywać to, że nasze rolnictwo w UE ma opinię zacofanego. Oznacza to bowiem, że produkuje bez nawozów sztucznych i środków chemicznych. Coraz więcej producentów decyduje się na przekształcanie swoich gospodarstw na ekologiczne. Uzyskują stosowne certyfikaty i pomoc finansową z różnych programów unijnych. Dla nich wejście upraw GMO to poważne zagrożenie. Trudno bowiem w takim sąsiedztwie utrzymać ekologiczny charakter. A uderzenie w wizerunek naturalnego polskiego rolnictwa też zagrozi popytowi. Rolnictwo ekologiczne to dobry pomysł dla małych gospodarstw.

     Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w przypadku dużych gospodarstw nastawionych na produkcję towarową. GMO dla nich oznacza zwiększenie wydajności i wymierne korzyści ekonomiczne. Wprowadzenie rozwiązań prawnych, które obwarowałyby uprawianie roślin transgenicznych skomplikowanymi procedurami, wiąże się z dodatkowymi kosztami i obniży konkurencyjność naszego farmerskiego rolnictwa w stosunku do innych krajów UE.

     Dlatego z ich strony odpowiedzią jest żądanie dodatkowych rekompensat, które obciążyłyby i tak ledwo dyszący budżet państwa.

     W tej sytuacji nie ma dobrego kompromisu. Rząd będzie musiał podjąć strategiczną decyzję odnośnie do wizji polskiego rolnictwa na przyszłość. Nie bez znaczenia będzie też siła poszczególnych grup nacisku. Przeciwnicy GMO są bardzo aktywni i mają po swojej stronie większość opinii publicznej. Jednak ci, którzy chcą produkować modyfikowane rośliny, mają dużą siłę finansową i przychylność UE. Prace w parlamencie zajmą jeszcze wiele tygodni, ale jakaś regulacja musi powstać. Brak jakiegokolwiek prawa polskiego w tym zakresie oznaczać będzie wchodzenie GMO tylnymi drzwiami.


Bogusław Kowalski


Tekst pochodzi z Tygodnika Katolickiego

10/2010


Od pomysłu do sukcesu Od pomysłu do sukcesu
Denis Waitley, Robert B. Tucker
Pragnienie osiągnięcia sukcesu jest niezmienne - zmienia się jedynie droga prowadząca na szczyt: strategie, umiejętności i reguły, które stosują zwycięzcy, by sięgnąć po najwyższe laury... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej