Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Kto kogo chce okraść?

     O reformie emerytalnej jest ostatnio bardzo głośno. W zeszłym roku, gdy dla kobiet rozpoczęły się pierwsze wypłaty z Otwartych Funduszy Emerytalnych, okazały się dla niektórych sumą 19 złotych z groszami i budżet państwa musi do świadczeń dopłacać. Reforma emerytalna to zatem problem wszystkich podatników.

     Nastąpił moment konfrontacji obietnic z rzeczywistością. Przestano czarować bajkami o wczasach w ciepłych krajach, choć takie perspektywy akwizytorzy OFE roztaczali przed przyszłymi emerytami, chcąc złowić do funduszy ludzi urodzonych w latach 1949-68, którzy mogli wybierać między emeryturą starego systemu a nową, z kapitałową częścią II filaru. Kto dał się uwieść, zżerały go nerwy, gdy podczas kryzysu fundusze emerytalne zaczęły dramatycznie tracić na wartości.

     Gwarantem pozostaje państwo

     Około 2 tys. kobiet należących do OFE osiągnęło w roku ubiegłym wiek emerytalny. Jak powiedział rzecznik ZUS Przemysław Przybylski, parlament w 2007 r. stworzył możliwość, by podczas składania wniosków o emeryturę ludzie mogli prosić o przekazanie zgromadzonych w OFE środków do budżetu państwa i przejść pod skrzydła ZUS. Ustawa emerytalna jest bowiem tak skonstruowana, że choćby wszystkie OFE splajtowały, gwarantem wypłaty emerytury do wysokości najniższego świadczenia jest budżet państwa.

     Można się tylko dziwić, że dopiero po ostrym kryzysie finansowym (który - o czym można przeczytać w klasycznych podręcznikach ekonomii kapitalizmu - jest zjawiskiem cyklicznym, wpisanym w koniunkturę gospodarki kapitalistycznej) specjalistom od emerytur przyszło do głowy, by OFE były zobowiązane do oferowania starszej grupie członków funduszy bezpiecznych, tzw. funduszy "B". A przecież - jak podkreśla Zbigniew Kruszyński, szef Działu Polityki Społecznej "S" - Solidarność domagała się tego na Komisji Trójstronnej od dawna i chciała, aby decyzję o mniej lub bardziej agresywnym inwestowaniu ich środków pozostawiono samym ubezpieczonym.

     Dziś pukamy się w czoło, dlaczego dotąd OFE nie musiały tego robić, a pomysł o bezpiecznych funduszach rzuciła dopiero minister pracy i polityki społecznej Jolanta Fedak, narażając się na ostracyzm. Tym bardziej że przeforsowała, by od stycznia tego roku obciąć o połowę prowizje pobierane przez OFE z puli przekazywanych składek - z 7 proc. do maksymalnie 3,5. Trzeba przypomnieć, że na początku reformy prowizja wynosiła maksimum 3,5 proc., ale za czasów koalicji SLD-PSL przedstawiciele funduszy wylobbowali w Sejmie podwojenie stawki za obsługę prowadzenia kont i inwestowania, co uszczupliło dochody przyszłych seniorów. Niektóre OFE kasowały nawet 10 proc. prowizji!

     Duet - Jolanta Fedak i minister finansów Jan Vincent-Rostowski forsowali również rozwiązanie, by do OFE nie trafiało aż 7,3 proc. emerytalnej składki, tylko 3 proc., a reszta z tej puli wpływałaby dodatkowo na konto ZUS. To było powodem medialnej histerii. "Nie kryzys gospodarczy, tylko politycy psują OFE" - krzyczał nagłówek artykułu jednej z gazet.

     Zabawa w policjantów i złodziei

     Przeciętny czytelnik jest zagubiony w bitwie na argumenty ekonomistów. Dociera do niego tylko sygnał, że ktoś chce go okraść: OFE czy politycy - nie ma pojęcia. Tym bardziej że obie strony oskarżają siebie o ten zamiar. Skąd może wiedzieć, że owi "niezależni" eksperci są stroną w tym sporze. Okazuje się bowiem, że wielu z nich zasiada w zarządach lub pobiera wynagrodzenia za doradztwo w OFE, a ich zarobki są utajnione, nie mamy pewności, czy nie są rodzajem korupcji za medialną aktywność.

     Tymczasem na rynku pracy jest coraz trudniej. Część załóg pracowniczych, by utrzymać zatrudnienie i ratować firmę, godzi się na poważne cięcia płac. W dodatku eksperci od rynku pracy przewidują, że tak wysokie bezrobocie utrzyma się w Polsce jeszcze przez najbliższe dwa lata.

     Tylko nieliczni ekonomiści skłonni są do krytyki. Reszta nie chce ryzykować wypadnięciem z łask salonów. Takim ryzykantem, który od początku niezmiennie krytykuje zasady, według których funkcjonują na polskim rynku fundusze emerytalne, jest Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha, były przewodniczący Rady Nadzorczej ZUS. Jego opinie, choć czasem określane jako "księżycowe", nie wszystkie są pozbawione sensu. Trudno oskarżać go o głupotę, gdy mówi, że wysokość prowizji pobieranej przez OFE powinna zależeć od wypracowanych przez fundusze zysków. A OFE miały nadzwyczajną sytuację, bo nawet gdy przynosiły straty, przyszły emeryt musiał im płacić do 7 proc. za obsługę, z mocy ustawy.

     Ich działalność nie wymaga łamania sobie głowy. - 70 proc. składki OFE przeznaczają na zakup obligacji skarbowych, które zwykły obywatel może bez prowizji kupić w banku i które wypuszcza państwo, czyli te pieniądze natychmiast wracają do budżetu państwa, co tworzy zamknięte koło - dowodzi Gwiazdowski. 30 proc. inwestują na giełdzie. Nie tylko Gwiazdowski mówi, że przyszła emerytura to jedna wielka niewiadoma, bo część kapitałowa poddana grze giełdowej będzie zależała od notowań na parkiecie. Jest zwolennikiem państwowej emerytury minimalnej i zwolnienia pracownika z obowiązkowej przynależności do OFE. Uważa, że człowiek sam powinien odpowiadać za zabezpieczenie własnej starości. Z tym ostatnim argumentem zgadza się prezydent RP Lech Kaczyński, ale zauważa: - Dobrze by było, gdyby ludzie dobrowolnie ubezpieczali się na starość. Problem jednak w tym, że tego nie robią.

     Puszczą nas z torbami?

     Nowy system emerytalny miał być kołem ratunkowym dla emerytur, w sytuacji gdy społeczeństwo polskie szybko się starzeje. Chodziło o mniejsze obciążenie budżetu państwa, który nie będzie mógł udźwignąć ciężaru przyszłych emerytur. Dziś na jednego emeryta przypada czterech pracujących, ale za 20 lat będzie - dwóch. Coraz odważniej mówi się o konieczności wydłużenia w Polsce wieku emerytalnego, tak jak zrobiono to w Niemczech i Skandynawii, na co związki zawodowe nie chcą się zgodzić. Z szacunków jednak wynika, że 30-letnie dziś Polki muszą się liczyć z tym, że ich emerytura będzie wynosiła zaledwie jedną trzecią obecnej pensji. - Solidarność chciałaby, aby każdy z pracowników sam decydował o wieku, w którym chciałby przejść na emeryturę. To powinna być indywidualna decyzja, zależna od zdrowia i zabezpieczenia materialnego - mówi Zbigniew Kruszyński.

     Ale w dobie bezrobocia pracodawcy nie chcą trzymać w pracy nawet już ludzi po pięćdziesiątce. I wisi nad nami pytanie: Co z młodymi, skoro starsi nie będą musieli ustępować im miejsc pracy? Bez pracy pozostaje 13 proc. Polaków w wieku produkcyjnym. Nie ma jej 40 proc. absolwentów. - Musimy mieć więcej ludzi na rynku pracy - mówi w dyskusji na temat systemu emerytalnego prof. Ewa Kotowska. - W końcu za niskie emerytury lub ich brak z powodu bezrobocia zapłacimy wszyscy. Wyższymi podatkami na pomoc społeczną, ochronę zdrowia, ubóstwo i wykluczonych.

     - Na razie nie będzie rozmowy o przesunięciu składek z OFE do ZUS, wbrew planom ministrów finansów i pracy - zapewnia Donald Tusk, który trudne tematy omija szerokim łukiem. Było do przewidzenia, że nie będzie się narażał finansjerze, a hałas wokół zmiany proporcji składki był puszczaniem oka do określonych grup. Dryfują również prace nad reformowaniem KRUS, by nie rozpadła się koalicja PO-PSL.

     Warto postawić uszy, gdy słyszymy krzyk konstruktora reformy emerytalnej prof. Marka Góry ze Szkoły Głównej Handlowej, że rząd obniżając z 7,3 proc. do 3 proc. wkład składki do OFE, "chce przejąć nasze pieniądze". Bo już prof. Leokadia Oręziak z tej samej SGH rzuca hasło: "Zlikwidować OFE!". Twierdzi, że "większość państw rozwiniętych nie zdecydowała się na stworzenie obowiązkowych funduszy emerytalnych, nie chcąc dopuścić do ubytku gigantycznej kwoty z sektora finansów publicznych oraz narażania emerytów na ewentualność strat w wyniku kryzysów finansowych i inflacji".

     Żaden z krajów starej Unii Europejskich nie skonstruował tak ryzykownego i poddanego fluktuacji koniunktury rynku systemu dla seniorów. Szwecja, która reformę emerytalną rozpoczynała wraz z nami, powierzyła funduszom kapitałowym tylko 3,5 proc. emerytalnej składki. My dwa razy więcej. Dotąd system oparty na OFE skutkuje u nas nieustannym narastaniem zadłużania publicznego, rzędu 2 proc. PKB rocznie. Nad reformą powinniśmy się poważnie zastanowić. Tym bardziej że w Trybunale w Strasburgu na rozpatrzenie czeka skarga OFE na ograniczenie narzucone obowiązującą ustawą, że tylko 5 proc. mogą lokować w zagraniczne udziały. Chciałyby same decydować i chciałyby więcej. - Gdyby OFE miały taką możliwość przed kryzysem, to by dopiero było! - mówi Paweł Pelc - b. członek Komisji Nadzoru OFE. - Straty na emeryckich kontach byłyby jeszcze większe.


Alicja Dołowska


Tekst pochodzi z Tygodnika Katolickiego

10/2010


Zwycięzcy nie oszukują Zwycięzcy nie oszukują
Jon M. Huntsman
Nie znajdziesz tu pustosłowia ani utartych frazesów. Każda rada, jaką daje Ci autor, jest poparta jego czynem. Jon Huntsman jako jeden z nielicznych ludzi prezydenta Nixona nie został oskarżony w sprawie Watergate - wycofał się z Białego Domu, widząc panujące tam zepsucie. Kiedy natomiast tajlandzcy urzędnicy zażądali łapówki, wycofał się z wielomilionowej inwestycji... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Roman: 16.01.2014, 16:27
 Złodzieje oszusci ta cała PO
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej