Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Sprawiedliwość, ale z miłością

     Z prof. Wiesławem Chrzanowskim, byłym marszałkiem Sejmu RP rozmawia Radek Molenda

     Wspominamy 70. rocznicę mordu katyńskiego, a w tle jest Święto Miłosierdzia Bożego. Jest w tym pewna symbolika. Od lat, nieco zagubieni, balansujemy między "grubą kreską" a pamięcią dawnych krzywd, oskarżaną przez "oświecone elity" o rewizjonizm. Wciąż walczymy ze sobą o naszą historię?

     Osobiście jestem jak najdalej od polityki "grubej kreski". Problem w tym, że często ludźmi, którzy najgłośniej wołają o pamięć tych krzywd, kierują kalkulacje polityczne. Ze względu na nie rozpamiętuje się jedne wydarzenia, a o innych - ze względów koniunkturalnych - się nie pamięta. Tak było i jest w przypadku naprawdę wielu mało podkreślanych i przyzywanych rocznic.

     Ma Pan Profesor na myśli przemilczanie - w imię dobrosąsiedzkich stosunków z Ukrainą - mordu bestialsko dokonanego na ponad 100 tys. Polaków na Wołyniu?

     Tak. Podobnie jest, choć w innej skali, z naszą przyjaźnią z Litwą, kiedy równocześnie tamtejsze mniejszości polskie są bardzo szykanowane. A przecież można, podkreślając gotowość politycznego współdziałania, wymóc to, co w końcu zawarte jest w normach europejskich. Ale to są takie okoliczności, że tu mamy przyjaźń, tu nie mamy, itd. To jest polityczne żonglowanie uczuciami.

     Czy spojrzenie w duchu miłosierdzia na sprawców mordów wołyńskich, katyńskich, na nierozliczony u nas komunizm jest możliwe i właściwe?

     Moim zdaniem jak najbardziej można tak patrzeć. Jeżeli postulaty polityczne nie mają tego drugiego dna, to są szalenie powierzchowne. Zamieniają się w tanią rozgrywkę, która szerszych, społecznych następstw mieć nie może. Najwyżej takie, że podjudzą, pobudzą, ale do nienawiści.

     Czym więc jest miłosierdzie w odniesieniu do spraw życia publicznego, do naszej trudnej historii?

     Jeśli miałbym je definiować, to jako powiązanie sprawiedliwości z miłością. Czyli że trzeba dbać o sprawiedliwość, ale w taki sposób, by drugiej strony ponad miarę nie poniżać czy upokarzać. Bo wtedy wywołuje się nie refleksję i poczucie odpowiedzialności za wyrządzoną krzywdę, ale przeciwnie, nawet poczucie krzywdy wyrządzonej "katowi" przez "ofiarę". Za przykład ilustrujący takie miłosierdzie weźmy spowiedź. Jest osądzenie grzechu, któremu winny nie przeczy, ale równocześnie jest ochrona osądzonego - w tym wypadku tajemnica spowiedzi. Z czasów spowiedzi szkolnych pamiętam, że w kolejce do konfesjonału ustawialiśmy się nie tam, gdzie ksiądz na małego grzesznika krzyknie, pogrozi piekłem, ale gdzie spowiednik starał się wskazywać nam w jaki sposób moglibyśmy się z tego czy innego złego uczynku i jego konsekwencji wywikłać. Wydaje mi się. że miłosierdzie to szukanie sprawiedliwości, ale przy wzięciu pod uwagę tych wszystkich okoliczności, w których kiedyś żyliśmy i przy jakiejś nadziei, że to może pomóc również temu, któremu się przebaczy - pomóc mu w zmianie.

     Trudno jednak oczekiwać, że premier Putin przyjedzie do Katynia jak do Canossy?

     Na pewno będzie ostrożny w słowach. Stare tłumaczenie Rosjan, że Katyń to tylko jeden z faktów zbrodniczego systemu, który obejmował ich przede wszystkim, wciąż się utrzymuje. Ale to prawda. Rosjanie to nie tylko krwawi komuniści, ale i miliony rozstrzelanych w okresie stalinowskim. Tam wciąż toczą się procesy rehabilitacyjne. Ofiarom komunistycznego terroru lub ich rodzinom wypłaca się - prawda, że symboliczne - odszkodowania. Gdyby nimi objęto również rodziny ofiar Katynia, oczywiście byłoby lepiej. Jednak, nie zmieniając stosunku do samego faktu zbrodni, powinniśmy doceniać gest obecności Putina w Katyniu. Przecież obok są wielkie cmentarze rosyjskich ofiar komunizmu. Tak jak w Katyniu polskich oficerów, wyrzynano również rosyjską inteligencję. Jeśli Putin przyjeżdża, to znaczy, że przyjmuje prawdę o Katyniu. Jeśli zdobędzie się jeszcze na coś więcej, to będzie to w naszych stosunkach bardzo wartościowe. Powinniśmy pozytywnie reagować na jakiekolwiek objawy wychodzenia naprzeciw z "tamtej strony". Mamy projekcje filmu "Katyń" w Rosji, mamy, choć nie do końca, zezwolenie na prace poszukiwawcze grobów pomordowanych Polaków, na wybudowanie imponujących trzech nekropolii i ich utrzymywanie. Możemy tam jeździć. Trzeba te małe kroki i gesty doceniać.

     To i tak więcej, niż w przypadku mordów , na Wołyniu?

     Dopowiedzmy, że gdy chodzi o Katyń, to nawet jeśli mówi się, że to nie była zbrodnia wojenna, to nikt nie twierdzi, że to nie była zbrodnia. W Rosji działa Stowarzyszenie Memoriał. Strasznie tłamszone, ale jest! Oczywiście jest problem świadomości Rosjan. Do nich dopiero teraz z wolna dochodzą pewne fakty. Czy sądzi pan, że w rosyjskich szkołach uczą o Katyniu? Przecież nawet dla państw zachodnich Katyń jest tylko fragmentem tragicznej historii Polski.

    Co do Ukrainy - myśmy się w juszczenkowską rewolucję zaangażowali niesamowicie jednostronnie. Jednak - jak wskazują na to wszelkie analizy, które czytam - z tamtej strony nie ma żadnych gestów czy prób doceniania naszych starań. Wykorzystują to Rosjanie, żeby na naszych dawnych wschodnich terenach pobudzać niechęć do Polski.

     Zajrzyjmy na nasze podwórko. Skutki "grubej kreski" przypominają mi rozmowę Pana Młodego z Gospodarzem w "Weselu": mego dziadka pilą rżnęli, myśmy wszystko zapomnieli; [...] o tych mękach, nędzach, brudzie; stroimy się w pawie pióra, (scena 30, akt 1)

     Przebaczenie to nie zapomnienie. Musimy pamiętać i przypominać, ale nie by się mścić. Mamy w Polsce wielu młodych historyków, którzy wykonują bardzo pożyteczną pracę w IPN, ale niektórych rzeczy nie rozumieją. Nie rozumieją na przykład, że okres polskiego komunizmu to był szereg różnych etapów. W latach 80. aresztowani opozycjoniści czuli, że mają społeczne zaplecze. Wiedzieli, że ktoś o nich myśli, ktoś wie i docenia. Ale już w czasach tzw. "małej stabilizacji" (władza Gomułki - przyp. RM) mówiono, że jak ktoś chce być Don Kichotem, niech sam ponosi tego konsekwencje. Że czasów, kiedy prawda zwycięży, nie doczekamy. Były różne bohaterstwa, różne skale odporności. Ci, którym było lżej, łatwiej zapominają. I stroją się w pawie pióra.

     I wychodzi na to, że - jak pisał jeden z czołowych działaczy PZPR - za naszą tęsknotą za rozliczeniem się z PRL kryje się nieuświadomione pragnienie sięgnięcia po bolszewickie lub co najmniej robespierrowskie metody rozprawiania się z przeciwnikiem.

     Są różne sposoby rozliczeń za różne sposoby działań. Ja byłem zwolennikiem tego, co dokonało się w Niemczech - pewne służby całościowo uznano za przestępcze. Co za tym idzie? To nie pokrzywdzeni przez te służby musieli dowieść swojej krzywdy, ale ich funkcjonariusze - że są niewinni. Dziś każdą sprawę próbuje się rozpatrywać indywidualnie i to po pół wieku! Tymczasem wyroki w sprawie indywidualnych, wielkich zbrodni sądowych z tamtego okresu można policzyć na palcach. Na przykład Tadeusz Łabędzki, wuj Stefana Niesiołowskiego i mój szef konspiracyjny, został zamordowany w czasie śledztwa w 1946 r., w czasach Humera i Różańskiego. Była sprawa, ale Humer twierdził, że to morderstwo Różańskiego, a ten w czasie ich procesu już nie żył. I tak to się skończyło. Hasła państwa prawa dały - że tak powiem - podstawę do tego, by zrezygnować z egzekwowania prawa.

     W rezultacie - jak z kolei kiedyś powiedział Jarosław Gowin - z "grubej kreski" wyszło to, że "komuniści są takimi samymi łobuzami, jakimi byli, tyle że odzyskali wpływy i zdobyli demokratyczną legitymację".

     "Gruba kreska" to była wersja miłosierdzia - sprawiedliwości i miłości - ale bez tego pierwszego. Tymczasem sprawiedliwości wyłączyć nie można. Ta natomiast powinna łączyć się z odpowiedzialnością za krzywdę. Sprawiedliwość w stosunkach międzynarodowych nieraz wymaga potępienia jakiegoś czynu. Zastąpienie kary bezrefleksyjną miłością może być dla drugiej strony wręcz niekorzystne, bo zwalniają z refleksji, z pamięci o wyrządzonej krzywdzie.

     Jak więc mądrze, z miłosierdziem, pamiętać i domagać się pamięci?

     W ramach sesji naukowych, przez uświadamianie, świętowanie, kultywowanie pamięci, ale nie w celach koniunkturalnych i nie w taki sposób, że istnieją rowy, których się nie da przekroczyć. Nie chodzi o to, by inni wciąż posypywali głowę popiołem, ale też żeby nie negowali wyrządzonych krzywd, nie zacierali rzeczywistości. Po tych wszystkich latach to jest minimum. A w końcu trzeba też pamiętać, że w życiu politycznym i społecznym nie żyjemy tylko historią.

     Wiesław Marian Chrzanowski (1923), warszawiak, profesor nauk prawnych, polityk, adwokat. Żotnierz Armii Krajowej, powstaniec warszawski. W latach 1948-1954 więziony przez wtadze komunistyczne. Współpracował z prymasem kard. Stefanem Wyszyńskim. Wykładowca prawa i profesor KUL (1982-1999). W 1980 r. został doradcą NSZZ "Solidarność"; współautor statutu związku. Jeden z założycieli w 1989 r. ZChN, do 1994 r. prezes tej partii. Minister sprawiedliwości i prokurator generalny w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego. Marszałek Sejmu RP I kadencji (XI1991-X 1994 r.), senator IV kadencji (1997-2001). W 2001 r. wycofał się z polityki.

     W 1992 r. znalazł się na tzw. liście Macierewicza; w 2000 r. Sąd Lustracyjny uznał, że nie byt agentem SB. Odznaczony Orderem Orła Białego (2005), członek kapituły tego orderu. Honorowy obywatel Warszawy.


Tekst pochodzi z Tygodnika

11 kwietnia 2010


Zapiski wojenne z Iraku Zapiski wojenne z Iraku
Ks. Zdzisław J. Peszkowski
Jest to pamiętnik pisany w 1943 roku na pustyni w Iraku. Jego autorem jest ks. Zdzisław J. Peszkowski, kapelan pomordowanych na Wschodzie. Wtedy, gdy go pisał, był młodym oficerem Armii Polskiej pod dowództwem gen. Władysława Andersa. W swym pamiętniku ukazał codzienne życie polskich żołnierzy na pustyni, z daleka od domu rodzinnego i ojczyzny... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej