Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Powrót zwycięzcy

     Nie tak to wszystko miało wyglądać. Nie tak tragicznie. I nie tak podniośle. Nikt chyba nie spodziewał się takiego powitania Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wracającego do Ojczyzny od grobów polskich oficerów w Katyniu, jakie mu w minioną niedzielę zgotowała Warszawa i Polska. I chyba nikt w najczarniejszych myślach nie przypuszczał, że będzie to powrót w żałobnym kondukcie.

     Pierwsze wiadomości o katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem przyjmowaliśmy z niedowierzaniem. Jak kiepski żart. Zwłaszcza, że do kiepskich żartów i niesmacznych ataków na Lecha Kaczyńskiego przyzwyczaiły nas niektóre media i środowiska polityczne. Stąd pierwsza myśl, że ktoś znowu rozsiewa plotki, aby podkreślić różnicę między rzekomo światowym wymiarem wizyty w Katyniu premiera a "prowincjonalnym, separatystycznym i nieprzygotowanym" charakterem wyjazdu Prezydenta. Tak pewnie by u nas mówiono, gdyby Prezydent na uroczystości do Katynia się spóźnił z powodu lądowania w odległym o kilka godzin jazdy Mińsku czy w Moskwie. I w ogóle gdyby powrócił żywy.

     Kolejne minuty przynosiły jednak potwierdzenie najbardziej dramatycznych informacji. W obliczu skali narodowej i ludzkiej tragedii narastała refleksja i powaga. Stacje telewizyjne i portale internetowe nie wiadomo skąd powyciągały zdjęcia, których nie dane nam było oglądać chyba ani razu przez ostatnich kilka lat. Na czarno-białych obrazach zaczęto pokazywać wreszcie Lecha Kaczyńskiego w całej jego powadze głowy państwa, a jednocześnie jako człowieka ciepłego, uśmiechniętego, życzliwego dla ludzi. Okazało się nagle się, że wcale nie było problemem znaleźć zdjęcie Prezydenta z małżonką, na którym wyglądają godnie i sympatycznie. Były takie w każdym redakcyjnym archiwum. Niestety, dotąd tylko w archiwum.

     W Lechu Kaczyńskim zaczęto nagle odkrywać naszego Prezydenta, męża stanu w najlepszym wydaniu. Jakby nie był nim przed tragiczną śmiercią! A przecież okoliczności śmierci Prezydenta Kaczyńskiego nie do końca były dziełem przypadku. Ma rację Edyta Geppert, śpiewając: "Jakie życie, taka śmierć". Tragiczna śmierć Prezydenta była w jakimś sensie wypadkową całego jego życia. Wiązała się realizacją jego pojmowania patriotyzmu, prawdy i sprawiedliwości. Nie chodzi tu o węszenie jakiegokolwiek spisku, ale o podkreślenie prawdy, że śmierć zastała Prezydenta tam, gdzie go w ogóle mogła zastać. Bo to, co stanowi o naszej narodowej tożsamości i pamięci, zawsze było mu bliskie. Próżno zaś byłoby go szukać w tym, co plugawe, niecne i wyuzdane, choćby było jak najbardziej europejskie i politycznie poprawne. Choćby nazywano go za to awanturnikiem i homofobem.

     Powrót Prezydenta Kaczyńskiego z Katynia, choć w trumnie, był triumfalnym powrotem zwycięzcy. Tysiące ludzi na trasie przejazdu konduktu z ciałem Prezydenta, choć przez łzy, biły Prezydentowi brawa, sypały pod koła karawanu kwiaty. Takie poruszenie serc pamiętam tylko z pogrzebu Prymasa Tysiąclecia i z pierwszej wizyty Jana Pawła II w Ojczyźnie. Od tamtych chwil zaczął się szczególny powiew Ducha Świętego nad Polską, odnowa sumień i początek "Solidarności". Analogii z Janem Pawłem II, bez którego nie byłoby prezydenta Kaczyńskiego, jest oczywiście więcej. Wielu podkreśla wspólnotę ich śmierci w wigilię Święta Bożego Miłosierdzia. Ale nie mniej ważne jest to, że podobnie jak sposób odchodzenia Jana Pawła II do Domu Ojca stał się jego ostatnim i najmocniejszym kazaniem, choć wypowiedzianym bez słów, tak okoliczności śmierci Prezydenta Lecha Kaczyńskiego są jego najmocniejszym wołaniem do świata i do Polaków o prawdę, sprawiedliwość i etos w relacjach międzynarodowych i wewnętrznych. Wreszcie o poszanowanie tożsamości narodu i jego tradycji. Obok tego wołania, potwierdzonego ofiarą życia, nikt dzisiaj nie potrafi przejść obojętnie. I oby tak już nam pozostało na zawsze.


Ks. Henryk Zieliński


Tekst pochodzi z Tygodnika

18 kwietnia 2010


Czerwone karty Kościoła Czerwone karty Kościoła
Grzegorz Kucharczyk
Czerwone karty Kościoła to wydarzenia historyczne (reformacja, rewolucja francuska, XIX-wieczny liberalizm, narodowy socjalizm, faszyzm, komunizm), których krwawy ślad pozostawiany w historii próbuje się teraz przemilczeć... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej