Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Mój trzeci maja

     Witaj Majowa Jutrzenko! Tyle majowych jutrzenek w mym życiu już byto, ale tak naprawdę jedno z tych świąt wspominam najbardziej.

     Ale zacznę od początku, czyli od czasów na długo jeszcze przed wojną. Wcześnie zapadające wieczory przedłużającej się zimy zachęcały nas - dwie dziewięcioletnie przyjaciółki - do zagłębiania się w lekturze ulubionych książek. Nasze zainteresowania historią ojczystą przekraczały chyba granice szkoły podstawowej. Wśród powieści Walerego Przyborowskiego, Wacława Gąsiorowskiego, Ignacego Kraszewskiego znalazły się dwie bardziej współczesne: "Bohaterski miś" (o walkach 1920 r.) i "Dzieci Lwowa" (o lwowskich Orlętach). Te najbardziej przypadły nam do serca. Przepełnione opisem wspaniałych czynów ich bohaterów, patriotycznym uniesieniem i rozbujała dziecięcą fantazją - postanowiłyśmy... uciec do Belwederu! Do Kochanego "Dziadka" Piłsudskiego, Marszałka Polski. Chciałyśmy mu zaoferować swe usługi, przedstawić propozycję naszej pomocy.

     Przyznam szczerze, że zupełnie nie potrafię uzmysłowić sobie, jak tę pomoc sobie wyobrażałyśmy. Akcja jednak się nie powiodła. Złapane przez naszą bonę na stacji kolejki dojazdowej w Konstancinie, gdzie przebywałyśmy razem na letnisku - zostałyśmy doprowadzone przed surowe rodzicielskie oblicza. Co było dalej - kroniki rodzinne milczą. "Dziadek" zaś zapewne nigdy się o tym nie dowiedział.

     Kilka lat temu, podczas jakiegoś kombatanckiego spotkania, zetknęłam się z panią Jadwigą Jaraczewską, córką Marszałka. I wtedy zdecydowałam się opowiedzieć jej tę historię. A potem, przy herbacie, wspominałyśmy jak za naszych gimnazjalnych czasów uroczyście obchodzono w szkołach wszelkie narodowe rocznice, angażując w nie wielu uczniów łącznie ze szkolnym chórem. Taki był program edukacyjny polskich szkół.

     W późniejszych latach mego życia, będąc harcerką, uczestniczyłam w 3-majowym święcie, biorąc udział w defiladzie, a może raczej w paradzie wiosennej: woj sko wraz z organizacj ami społecznymi, harcerstwem i młodzieżą z kół Przysposobienia Wojskowego defilowało w Alejach Ujazdowskich. Ludzie tłoczyli się na chodnikach, odświętnie ubrani, rozradowani, spoglądając z zachwytem na naszych dzielnych wojaków, zwłaszcza tych w pelerynach z Brygady Podhalańskiej.

     Aż oczy się śmiały do kolorowych ułanów na koniach, na czele których, na samym przedzie, jechał ten jeden, niepowtarzalny - dobosz: tanecznym krokiem idący koń, tanecznym ruchem przeginający się w siodle jeździec, tanecznym gestem wywijający pałeczkami. Radość! Brawura! Fantazja! To właśnie wtedy, tuż przy gmachu GISZ (Główny Inspektorat Sił Zbrojnych) zobaczyłam Marszałka. Pamiętam siebie w szarym mundurku i moich kolegów harcerzy, jak maszerujemy z wielką powagą, wypinając dumnie pierś do przodu, niezmiernie przejęci - wszak to dla nas zaszczyt niebywały. A na krawężniku chodnika stoi nasz bohater narodowy - Marszałek Józef Piłsudski. Stoi ot tak zwyczajnie - chyba bez żadnej obstawy - tylko w towarzystwie kilku wyższych szarż oficerskich. I słyszę głos "Dziadka": "Harcerki, harcereczki, co tak poważnie, weselej, weselej, uśmiechnijcie się". A choć krzaczaste brwi wyglądają groźnie, to oczy mu się wyraźnie śmieją.

     Wówczas to w swoim pamiętniku, na pierwszej stronie narysowałam - niezbyt udanie - Pałac Belwederski, umieszczając poniżej złote myśli Marszałka: - "Bić się i zwyciężać można w najtrudniejszych warunkach, wyjść udaje się z najcięższego położenia, lecz trzeba tego mocno pożądać i jasno patrzeć w najczarniejszą prawdę, nie upiększając jej żadną fikcją i fantazją.

     Zwyciężyć i spocząć na laurach - to klęska.

     Być zwyciężonym a nie ulec - to zwycięstwo".

     I tym słowom starałam się być wierna. A kiedy w roku 1939 wybuchła wojna, mogłam spełnić swoje dziecięce pragnienia pomocy Ojczyźnie.

     Dziś, gdy nadchodzi dzień 3 Maja, idę na godzinę 12.00 - w samo południe - w Aleje Ujazdowskie, do Ogrodu Botanicznego UW, który w tym dniu rozpoczyna swój sezon.

     Tam - bez wielkich tłumów, fanfar i przemówień - wysłucham krótkich rozważań któregoś z historyków, złożę parę kwiatów w murach rozpoczętej przed wiekami Swiątyńki Opatrzności i w nielicznej, acz solidarnej grupie sympatyków tych spotkań odśpiewam wspólnie "Witaj majowa jutrzenko, świeć w całej polskiej krainie...".


Halina Cieszkowska


Tekst pochodzi z Tygodnika

2 maja 2010


Narodziny Europy. Korzenie gospodarki europejskiej Narodziny Europy. Korzenie gospodarki europejskiej
Michael McCormick
Praca wybitnego historyka amerykańskiego jest syntezą prezentującą narodziny nowej Europy w jej związkach ze światem bizantyńskim, arabskim i barbarzyńskim (spoza dawnych granic cesarstwa rzymskiego)... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej