Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
W kolejce do Prezydenta

     Ludzie, od pomnika Mickiewicza do Pałacu jest dziki tłum. Nie ma sensu stać - rzucił przechodzący przed frontonem Domu Polonii chłopak. - To nie tłum, to naród - odrzucił mu ktoś z kolejki.

     Po Krakowskim Przedmieściu rozeszły się brawa, a nad głowami załopotały biało-czerwone flagi. Polska pielgrzymka pamięci trwa. Kiedy do Pałacu Prezydenckiego przewieziono ciało Lecha Kaczyńskiego wiadomo już było, że to, co dzieje się na Krakowskim Przedmieściu, nie jest tylko manifestacją zszokowanych ogromem tragedii w Smoleńsku warszawiaków. Korespondenci zagranicznych mediów, nie mogąc znaleźć adekwatnego porównania, mówili o pożegnaniu Pary Prezydenckiej godnym księżnej Diany. Kilkudniowe narodowe czuwanie jest czymś nieporównanie głębszym i istotniejszym. Epopeją zwykłych ludzi na tle niebywałej w historii naszej ojczyzny tragedii.

     JAKBY UMARŁ KRÓL

     Piękne czwartkowe przedpołudnie. Godzina 9.00. - Jacy oni piękni - mówi pochlipując ze wzruszenia Pani Helena, ponad 90-letnia już nauczycielka z Anina. Nie ma siły stać w kolejce do Pana Prezydenta, ale przyjechała popatrzeć na Polskę, do jakiej - jak mówi - tak bardzo tęskni. To nasza kolejka jest dla niej piękna.

     Pani Helena umacnia moją decyzję - choć jako dziennikarz mógłbym w ciągu 10 minut znaleźć się w Sali Kolumnowej Pałacu - będę stał. W intencji Ojczyzny.

     Media donoszą, że czas stania to osiem godzin. Po minucie stoi już za mną kilkanaście osób. Kolejka, tworząc literę "W", ciągnie się od Pałacu, okrąża kolumnę Zygmunta III Wazy, wraca do ul. Bednarskiej, z powrotem do kolumny, gdzie zawraca i kończy się już przy Miodowej.

     - Wczoraj był deszcz i była dłuższa - pocieszamy się. Wspólna dola błyskawicznie zbliża ludzi. Jesteśmy przed Domem Polonii, więc pan Karol, który przyjechał z rodziną z Żyrardowa, proponuje, by odmówić dziesiątkę różańca w intencji marszałka Macieja Płażyńskiego. Skąd jesteśmy: Ostrów Mazowiecka, Łowicz, Radom, Poznań, Kraków, Legnica. - Dlaczego tu jesteś? - pytam córeczkę pana Karola. - To był mój prezydent. To tak, jakby umarł polski król - odpowiada nieco speszona. - Wie pan, nie ceniłam naszego prezydenta i teraz mi głupio. Jestem tu, ponieważ oddając mu cześć, oddaję hołd wszystkim tym, którzy w tym samolocie byli - przekonuje pani Grażyna. Mieszka w Holandii, ale została w Polsce na dłużej po świętach. Kiedy wraca? Na razie o tym nie myśli.

     INICJATYWA ODDOLNA

     Mija druga godzina stania - nie wiadomo kiedy. Harcerze rozdają wodę i częstują czekoladą. Szum rozmów, w których powraca wciąż troska o przyszłe losy Polski i losy rodzin tych, którzy zginęli, przeplata się z głośną, litanijną modlitwą. Raz po raz przed kościołem św. Anny ktoś intonuje "Barkę", "Boże, coś Polskę" lub inną pieśń. Powiewa morze flag, wśród nich wiele "solidarnościowych". Stoją starzy i młodzi, zwykli ludzie, klerycy i księża, żołnierze, zakonnice. Stoją całe szkoły. Nie daje się nie zauważyć przeszło 80-osobowej grupy alumnów z Łomży. Przyjechało całe seminarium. Od razu zaczęli animować modlitwę, w którą włączali się pozostali. - Jesteśmy tu, by modlitwą i wyrażeniem czci prezydentowi okazać swą więź, solidarność ze wszystkimi, których ta tragedia dotknęła. To była inicjatywa oddolna. Cale roczniki prosiły mnie o możliwość przyjechania tutaj - mówi z dumą rektor, ks. prał. dr Wojciech Nowacki. Na kawę wymyka się z kolejki pani Maria i wraca po dwóch godzinach.

     - Bardzo przepraszani, ale tylu tu ludzi. Nie mogłam was odnaleźć - mówi. Mijamy baner ze zdjęciem Pary Prezydenckiej. - Jaki to był dobry człowiek - płacze pani z naręczem czerwonych tulipanów - i jak oni się kochali. Byłam rano na Mszy św. w intencji mojej córki, o takiego męża - wyznaje.

     PRZEPRASZAM, PANIE PREZYDENCIE

     Idę porozmawiać z czekającymi. Przy Małej Kordegardzie widzę niewielki, odręcznie napisany transparent: "Przepraszam, Panie Prezydencie, że nie miałem odwagi Pana bronić". - Przychodzę tu od poniedziałku. To moje confiteor wobec Pana Prezydenta i wobec Polski. Mam nadzieję, że nasz naród zmądrzeje - mówi mężczyzna. - Przyszłam tu, bo tak strasznie mi żal pani Marty, że straciła w jednej chwili rodziców - mówi także Marta, mała dziewczynka, którą tata trzyma na barana. - Mam nadzieję, że ten obrazek Marta zapamięta i że coś się w tej naszej Polsce zmieni, kiedy już wszystkie znicze zgasną i wrócimy do swoich zajęć - wyraża swoje pragnienie jej tata. Pod Pałacem Prezydenckim spotykam znajomego. U prezydenta był już dziś w nocy. - Czekałem 8 godzin, ale niczego nie żałuję. Naprawdę nie czuje się tego dystansu nocnego, a odczuwa się głęboką radość. Jeśli chcemy poczuć jak oddycha prawdziwa Polska, to każdemu polecam. Poza tym nie ma lepszej lekcji historii, ani lekcji wychowania, ani lekcji patriptyzmu - zachęca.

     Trudno ogarnąć wszystkie grupy, które czekają na choćby 20 sekund w Sali Kolumnowej. - Wystarczy, żeby przystanąć, przeżegnać się i uklęknąć na moment, popatrzeć na trumny i zdjęcie Państwa Kaczyńskich, westchnąć i pomyśleć: Boże, ochraniaj Polskę - relacjonują ci, którzy z Pałacu Prezydenckiego wychodzą.

     Tatiana Bójko, dyrektor Domu Kultury Polskiej miasta Stryja na Ukrainie, na to, by tu być, poświęciła dwie noce. Chciała się pokłonić Prezydentowi, udało jej się uczestniczyć we Mszy św. za prezesa Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" Macieja Płażyńskiego. Wraca z naręczem fotografii na "wystawę katyńską".

     OSTATNIA PROSTA

     Chociaż z każdą godziną posuwamy się wolniej, odnosimy mały sukces - po pięciu godzinach stania mijamy kolumnę Zygmunta i wychodzimy na ostatnią prostą do Pałacu. Czas kupić znicze i kwiaty. Jednak przed kościołem św. Anny stajemy na dobre. Najnowsze, przekazywane pocztą kolejkową wieści, mówią o 18 godzinach stania. - Byliśmy tu już w nocy z wtorku na środę. Do pałacu nie dostaliśmy się, bo nie starczyło nam już czasu. Robota jest robotą. Dziś jesteśmy lepiej przygotowani. Ale nawet wtedy był to czas naszego hołdu dla naszej Wielkiej Pary - pocieszają współstojących Władek i Sylwia. Dwóch przechodzących obok młodych ludzi woła do stojących: idźcie do domu PiSiaki, nie róbcie obciachu. - No, nie - denerwuje się Pani Grażyna - ja głosowałam na PO! Przecież to podłe, co oni mówią. To był prezydent przecięż wybrany w wolnych wyborach przez nas samych. - A ja tam jestem przeciw chowaniu prezydenta na Wawelu - włącza się do rozmowy cicha dotąd pani. Nawiązuje się dyskusja - polska specjalność. Po chwili jednak stojąca po sąsiedzku część kolejki intonuje "Zbawienie przyszło przez krzyż" i wszyscy się włączają. - Ach te stare, dobre, oazowe czasy - wzdycha Pani Grażyna. Stoimy.

     Droga od św. Anny do Bednarskiej zajmuje nam kolejne pięć godzin. Niektórzy się wykruszyli, ale nikt nie narzeka. - Przecież nie o samo pokłonienie się chodzi, ale o to, by poczuć się - jako naród - jednością, zamanifestować swoją troskę o ojczyznę i wdzięczność Prezydentowi. Stoimy tu, bo o tej katastrofie, o Lechu Kaczyńskim i naszym staniu w kolejce do niego będą się uczyły w szkołach nasze wnuki. Oby tak było - pocieszamy się nawzajem.

     Około godziny 19.30 przejechała Krakowskim Przedmieściem do Pałacu kolumna z ciałami pracowników prezydenckiej Kancelarii. Kolejki stojących na ulicy zepchnięto na nas i z "W" zrobiło się "U". Na ostatniej prostej przed nami znalazły się tłumy stojących dotąd w kierunku "do kolumny", którzy dotąd stali za nami. Pani Maria płacze, pan Karol nie wytrzymuje i pomstuje na kompletny brak służb porządkowych. Na brak toalet i na kartki w okolicznych kawiarniach "herbata 5 złotych".

     Może jednak uda się wejść. Zbliża się północ. Jesteśmy na wysokości ul. Bednarskiej. Nic to - stoimy w intencji ojczyzny. A ten tłum przed nami, to naród - my sami. Polska w kolejce do swojego prezydenta.

     POST SCRIPTUM

     Niestety, za wspaniałą postawą narodu nie poszły działania służb stolicy, które kompletnie zaniedbały utrzymanie porządku w narodowej kolejce do Pałacu Prezydenckiego. Do Sali Kolumnowej po 15 godzinach spędzonych w tej jedynej w swoim rodzaju kolejce nie doszli ani alumni łomżyńskiego seminarium, ani pani Maria, ani piszący te słowa.

     - Władze miasta Warszawy postanowiły ukarać i poniżyć ludzi za to, że przyszli oddać cześć Panu Prezydentowi. Nieobecność przez cały dzień jakichkolwiek służb porządkowych na obszarze Krakowskiego Przedmieścia aż do kolumny Zygmunta to wyraz lekceważenia i pogardy okazanej tym ludziom, którzy tak licznie napłynęli z całego kraju - mówi z żalem w imieniu swoich podopiecznych ks. rektor Nowacki. Dodaje jednak: postawa Polaków była wspaniała. Umiemy być solidarni. Choćby dlatego warto było tu przyjechać i zachować te dni w pamięci.


Radek Molenda


Tekst pochodzi z Tygodnika

25 kwietnia 2010


Niemcy - narodziny państwa. Celtowie, Rzymianie, Germanie Niemcy - narodziny państwa. Celtowie, Rzymianie, Germanie
Friedrich Prinz
Pierwsza na polskim rynku synteza najwcześniejszego okresu dziejów ziem niemieckich, na tle historii Europy Środkowej od późnego antyku aż po wczesne średniowiecze... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej