Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Szansa na pojednanie

     Prawie od tygodnia Polska i Polacy, okryci bólem i żałobą, żegnają swojego Prezydenta pana Lecha Kaczyńskiego wraz Małżonką Marią, byłego Prezydenta na uchodźstwie Pana Ryszarda Kaczorowskie-go wraz z wysokimi przedstawicielami życia publicznego, którzy zginęli w tragicznej katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem.

     Dziś stołeczne miasto Warszawa oddaje hołd Parze Prezydenckiej wraz z wszystkimi pozostałymi ofiarami, których śmierć w tragicznej katastrofie połączyła na zawsze,, na wieki. Miałem honor odprawić pierwszą Mszę świętą w intencji Pary Prezydenckiej w obecności najbliższej Rodziny w Pałacu Prezydenckim. Obecnie tu, w katedrze św. Jana, gdzie po raz ostatni stają obydwie trumny na warszawskiej ziemi, pragnę wypowiedzieć słowo liturgicznego pożegnania w imieniu Kościoła, mieszkańców Stolicy i wszystkich Polaków.

     Wszyscy znaliśmy Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego jako oddanego syna naszej Ojczyzny, wielkiego Polaka i gorącego patriotę. Dopiero jednak Jego tragiczna śmierć ukazała przed światem cały wymiar jego wielkości człowieka i męża stanu.

     Dziś przed Nim chylą czoło koronowane i niekoronowane głowy państw, prezydenci, mężowie stanu Europy i innych części świata, Wschodu i Zachodu. Przy Jego trumnie, jak słyszymy, spotkają się wybitni politycy, którzy dotąd być może nigdy nie stanęli obok siebie. Świadczy to wymownie o tym, jaki szacunek zdobył sobie Pan Prezydent w oczach ludzi, odpowiedzialnych za polityczne oblicze świata, nawet u tych, którzy za życia nie zawsze podzielali Jego poglądy.

     Poznaliśmy także Parę Prezydencką Lecha i Marię Kaczyńskich jako kochających i przykładnych małżonków. Dopiero jednak śmierć - w dużym stopniu dzięki mediom - ukazała nam, jak serdeczne i pełne szacunku, miłości i oddania były więzy, które łączyły Ich za życia. Nie krępowali się publicznie okazywać sobie wyrazów czułości, miłości i przywiązania. Zjednoczeni więzami sakramentu małżeństwa przeszło 30 lat temu ślubowali sobie wierność aż do śmierci. Tragiczny los połączył Ich na całą wieczność. Obydwie trumny spoczną w sposób symboliczny na zawsze, nawet w jednym sarkofagu, w krypcie zasłużonych na Wawelu jako znak i przypomnienie dla przyszłych pokoleń.

     W czasie ostatniego pobytu w Gnieźnie, dnia 12 marca bieżącego roku, z okazji VIII Zjazdu Gnieźnieńskiego, który podejmował temat rodziny jako nadziei Europy, Pan Prezydent powiedział między innymi: ..Małżeństwo jako związek jednej kobiety z jednym mężczyzną jest podstawą cywilizacji chrześcijańskiej - najbardziej przyjaznej dla ludzi cywilizacji stworzonej na ziemi. Wspólnota mężczyzny i. kobiety nazywa się małżeństwem i nic innego małżeństwem nazywać się nie może. Chociaż oczywiście ludzie o określonych preferencjach byli, są i będą, należy im się prawo, tolerancja i chrześcijański stosunek. Ale raz jeszcze powtarzam: małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny zawieranym na całe życie, od chwili jego zawarcia aż do śmierci. To jest zasada, którą nie zawsze udaje się zrealizować, ale ta zasada musi pozostać." Gdyby wszyscy politycy, którzy wyznają tę samą wiarę w Jezusa Chrystusa, a zatem i tę samą prawdę o istocie małżeństwa, mieli odwagę dać tak jednoznaczne świadectwo o tej prawdzie i potwierdzić ją swoim życiem, zapewne inaczej wyglądałby stan polskich małżeństw i oblicze polskiej rodziny.

     W tym kontekście rangę symbolu niesłychanie wymownego zyskuje fakt, że to właśnie ślubne obrączki po tragicznej katastrofie pozwoliły potwierdzić osobową tożsamość Pani Prezydentowej, a pośrednio potwierdziły także trwałość Ich związku, który przetrwał nie tylko życie, ale także przetrwa całą wieczność. Mieszkańcy Warszawy i Polacy umieli docenić ten fakt. Z bólem, a niekiedy wręcz ze łzami w oczach, żegnali i żegnają Prezydencką Parę, i składali Jej hołd szacunku i wdzięczności za wierność i przykład małżeńskiego życia.

     Pan Prezydent Lech Kaczyński, urodzony w Warszawie, całe swoje życie, poza krótkim okresem młodości, związał właśnie z Warszawą: Czuł się z nią związany szczególnymi więzami. Świadczą o tym wymownie Jego własne słowa: "Warszawa to moje rodzinne miasto. Praca dla Warszawy dawała mi bardzo dużo radości i satysfakcji (...) Tylko dwa razy w życiu bardzo mocno przeżywałem fakt, że odchodzę z jakiegoś stanowiska. Raz, kiedy kończyłem swoją misję w «Solidarności», która była najważniejszym osiągnięciem mojego pokolenia. Drugi raz, kiedy zrezygnowałem z funkcji Prezydenta Warszawy po to, by niecałe 24 godziny później zostać zaprzysiężonym na Prezydenta Rzeczypospolitej".

     Nie miejsce i czas, by mówić o wszystkich zasługach Prezydenta dla Warszawy. Trudno jednak nie wspomnieć przynajmniej najważniejszych, jak: budowa Muzeum Powstania Warszawskiego - w imię prawdy historycznej, dla ocalenia tej prawdy, całej prawdy, organizacja obchodów 60. rocznicy wybuchu Powstania, powołanie zespołu, który obliczył rozmiar zniszczenia i strat wojennych stolicy. Podjęte wysiłki na rzecz naszej stolicy dziś doceniają nie tylko mieszkańcy Warszawy, ale wszyscy Polacy. Mogę zaświadczyć, że cenił także bardzo Gniezno jako kolebkę naszych ojczystych dziejów. Niespełna miesiąc temu, w czasie swojej obecności w Gnieźnie, powiedział przed pomnikiem Bolesława Chrobrego: "Gniezno w naszej historii ma znaczenie szczególne. To miasto ma znaczenie absolutne i nadzwyczajne! Do czasów Kazimierza Wielkiego mieściło się tu centrum naszego państwa. Było tak przez pierwszych 70 lat, ale zawsze mają one znaczenie olbrzymie i przyczyniły się też do powstania struktur Kościoła." Mieszkańcy Gniezna - Pierwszej Stolicy Polski i Miasta św. Wojciecha pozostaną wdzięczni Panu Prezydentowi za Jego obecność i wypowiedziane w naszym mieście słowa.

     Tragicznie zmarły Prezydent Polski był człowiekiem głębokiej i autentycznej wiary, gorącym patriotą, wielkim Polakiem i niestrudzonym budowniczym solidarnej i wolnej Polski. Obok innych legendarnych postaci jak Lech Wałęsa, Tadeusz Mazowiecki, Anna Walentynowicz, walczył z ogromną determinacją o ideały "Solidarności". Wierzył w zwycięstwo ideałów "Solidarności" pomimo trudności i stanu wojennego. W przemówieniu inauguracyjnym swojej prezydentury podkreślił z naciskiem: "Całe moje doświadczenie mówi, że dobra praca, uczciwe wykonywanie zadań, sprawiedliwe traktowanie ludzi jednoczy osoby różnych światopoglądów i życiorysów."

     Inne doświadczenia, te sprzed dwudziestu i trzydziestu lat, pokazały, że historię tworzą ci, którzy mają odwagę działać. Na moich oczach - mówił Pan Prezydent - niewielkie grupy opozycjonistów, kilkudziesięcioosobowy wolny związek zawodowy przekształciły się w wielki ruch narodowy "Solidarność" i mimo zadanych ciosów zwyciężyły. Dziś, gdy zabrakło Pana Prezydenta wśród żyjących, słowa te brzmią jak Jego testament i zobowiązanie dla nas wszystkich, zwłaszcza zaś dla tych, którzy szczycą się wspólnym solidarnościowym rodowodem.

     Był świadomy, że nawet największe zaangażowanie i walka o prawdę - bez harmonijnego współdziałania i wzajemnego zaufania, szacunku i miłości - nie wystarczają. Przeciwnie, mogą być źródłem bolesnych podziałów i jałowej dyskusji.

     Tych ideałów bronił na wszystkich etapach swojego życia i pracy. Żył nimi, służył im i w sposób nieoczekiwany przypieczętował tę posługę swoim własnym życiem. Zginął na posterunku, udając się wraz z wysokimi przedstawicielami życia publicznego, by oddać hołd pomordowanym przez stalinowskich oprawców polskim oficerom i ofiarom mordu katyńskiego.

     W Jego przesłaniu, które miał zamiar wygłosić w dniu katastrofy na polskim cmentarzu w Katyniu, czytamy: "Ukrywanie prawdy o Katyniu - efekt decyzji tych, którzy do zbrodni prowadzili - stało się jednym z fundamentów polityki komunistów w powojennej Polsce: założycielskim kłamstwem PRL. Był to czas, kiedy za pamięć i prawdę o Katyniu płaciło się wysoką cenę. Jednak bliscy pomordowanych i inni odważni ludzie trwali wiernie przy tej pamięci, bronili jej i przekazywali kolejnym pokoleniom Polaków."

     Śp. Pan Prezydent nie mógł przypuszczać, że za obronę tej prawdy przyjdzie Mu zapłacić własnym życiem. Stąd dziś pragniemy Tobie, Szanowny Panie Prezydencie, a także Prezydentowi na uchodźstwie Panu Ryszardowi Kaczorowskiemu, więźniowi gułagu i weteranowi II wojny światowej, wyrazić naszą najgłębszą wdzięczność. Dziękujemy Warn za Waszą wierność prawdzie i miłość do Ojczyzny. Służąc Polsce, na zawsze połączyliście się z naszymi wielkimi bohaterami narodowymi, którzy przelali swoją krew i spoczywają na obcej ziemi. Dziękujemy wszystkim, którzy towarzyszyli prezydentowi i również zapłacili najwyższą cenę, nie zapominamy o nich i ich bliskich.

     Prawda o bestialskim mordzie w Katyniu była zakłamywana przez dziesiątki lat i systemowo skazana na niepamięć. Dziś o niej mówi dosłownie cały świat. Słyszą o niej ci, którzy ją przez wiele lat negowali i pragnęli na zakłamaniu i obłudzie budować "lepszy świat" bez Boga. Jest to wielkie zwycięstwo sprawy, której służyli obydwaj prezydenci oraz wielu tych, którzy podzieli ich los w tragicznej katastrofie pod Smoleńskiem.

     Wewnętrznie, rozdarci pytamy: czy trzeba było aż tak wielkiej ofiary? Doświadczenie uczy, że wszystko to, co wielkie i ważne w życiu, buduje się poświęceniem, ofiarą, niekiedy nawet za cenę własnego życia. Tak było w przypadku św. Wojciecha i sług Bożych Jana Pawła II i ks. Jerzego Popiełuszki. Ziarno musi wpaść w ziemię, aby mogło wydać owoc.

     Przypomniał nam o tym nie kto inny, a sam Jezus Chrystus, który oddał swoje życie dobrowolnie, z miłości: zginął niesprawiedliwą i gwałtowną śmiercią skazańca, mocą wyroku podwójnego trybunału; ale także zmartwychwstał. Poprzez wspólnotę życia i losu z Jezusem Chrystusem, ludzkie ofiary i cierpienia nabierają też całkowicie nowego znaczenia: jeśli bowiem wierzymy, że Jezus istotnie umarł i zmartwychwstał, to również tych, którzy odeszli w Jezusie, Bóg wyprowadzi wraz z Nim. Te słowa przywołał ku naszej pamięci apostoł Paweł w dzisiejszej liturgii, abyście się nie smucili, jak ci, którzy nie mają nadziei. W Jezusie Chrystusie śmierć staje się bramą.

     Ziarno prawdy - jak mówi nasz poeta - pada cicho, leży długo i wschodzi powoli. Niekiedy trzeba czekać przez lata, a nawet całe wieki, by doczekać się dobrych owoców. Prawda ta weryfikuje się także za naszych dni. Dziesiątki tysięcy ofiar przemocy i wojny złożyło się na to, że dzisiaj żyjemy w wolnym i niepodległym kraju. A zatem ich trud nie poszedł na marne, nie był daremny. Ich gwałtowna śmierć zaowocowała wolną Ojczyzną, która jest dla nas wielkim zobowiązaniem i zadaniem.

     Jednak właśnie od nas samych zależy w głównej mierze, jaki użytek uczynimy z niewinnej krwi naszych braci oraz z odzyskanej wolności. Dziś, modląc się za ofiary tragicznej katastrofy, prosimy, by ta przedziwna solidarność w cierpieniu i narodowej żałobie - widoczna na każdym kroku - zamieniła się w solidarny wysiłek wszystkich, niezależnie od różnic, które nas dzielą.

     "Nasz kraj potrzebuje rozliczenia z przeszłością - mówił Pan Prezydent Kaczyński w przemówieniu inauguracyjnym - bo bez tego nie może być porządku moralnego. Potrzebuje też zgody, jedności w sprawach najważniejszych. Jestem przekonany, że możemy to osiągnąć."

     Trumny ludzi różnych opcji politycznych, które stanęły obok siebie, przypominają, że wyrażenia - lewica czy prawica, władza i zwyczajni ludzie - w obliczu śmierci relatywizują się, czy wręcz tracą swoje znaczenie. W perspektywie wieczności liczy sig jedynie dobro, które owocuje i przetrwa życie i wieczność.

     Wieczność rozstrzyga się w gruncie rzeczy już dziś, w zależności od tego, ile dobra udało nam się zrealizować: "Kto wierzy w Tego, który mnie posłał, ma życie wieczne i (...) przeszedł ze śmierci do życia" - zapewnił nas Chrystus w usłyszanej przed chwilą Ewangelii.

     W obliczu tragedii o tak wielkich rozmiarach liczy się jedynie modlitwa i pamięć. Wspólna modlitwa łączy ludzi, niesie ukojenie w bólu, a nawet zdolna jest smutek zamienić w radość. Pamięć natomiast pozwala wobec potomnych zachować pełną prawdę historyczną jedyny fundament, na którym można budować przyszłość.

     Dramat, który rozegrał się na rosyjskiej ziemi - jak nigdy dotąd - połączył Polaków i Rosjan. Zbrodnia na polskich oficerach, dokonana w 1940 r. przez stalinowskich-oprawców, przemilczana i systemowo zakłamywana, dzieliła i dzieli Polaków i Rosjan przez dziesiątki lat. Obecnie, w tragicznych dniach doświadczamy, że przelana krew po 70 latach potrafi łączyć zarówno polityków, jak i zwykłych szarych ludzi. Przyjmujemy z wdzięcznością wszystkie oznaki szczerego współczucia i międzyludzkiej solidarności. Odczytujemy je jako znak nadziei po latach rozdzielenia, i szansę na zbliżenie i pojednanie naszych narodów, dla dobra Polski, Rosji, Europy i świata.

     Znany współczesny historyk Norman Davies sugeruje, że Katyń może stanowić swoiste katharsis - oczyszczenie, nie tylko dla Polaków, ale także dla Rosjan. Według Daviesa - wydarzenia, których jesteśmy świadkami, mogą spełnić podobną rolę, jak niegdyś "Solidarność" w Polsce i otworzyć Rosjan "na ich własne koszmary z przeszłości".

     Powszechnie ceniony wielki polityk i mąż stanu Zbigniew Brzeziński w tragicznych wydarzeniach dostrzega nawet nową szansę pojednania naszych narodów na wzór tego, które kiedyś dokonało się pomiędzy Niemcami i Polakami lub Niemcami i Francuzami. Obyśmy nie zaprzepaścili tej wyjątkowej szansy!

     Z perspektywy 70 lat widać wyraźniej niż kiedykolwiek, że niewinnie przelana krew ofiar tego samego, nieludzkiego systemu, która wsiąkła w tę samą ziemię i dzieliła nas przez pokolenia, nie musi koniecznie dzielić, a może także łączyć. Pozostaje nam tylko modlić się, aby nie zabrakło nam woli i determinacji, by podjąć wyzwania przed którymi stajemy i które stają przed nami. Zobowiązuje nas do tego zarówno ofiara naszych ojców, dziadów i braci sprzed 70 lat, jak i ta najnowsza ofiara tych, którzy zginęli w pielgrzymce pamięci i prawdy, solidarności i pojednania.

    Polecając Bożemu Miłosierdziu żywych i umarłych, prosimy o umocnienie i pociechę dla żyjących, a wieczny pokój dla zmarłych. Amen.


abp Henryk Muszyński

Homilia wygłoszona
w katedrze warszawskiej
17 kwietnia 2010 r.


Tekst pochodzi z Tygodnika

25 kwietnia 2010


Rzeczpospolita Obojga Narodów. Calamitatis regnum Rzeczpospolita Obojga Narodów. Calamitatis regnum
Paweł Jasienica
II część trylogii Rzeczpospolita Obojga Narodów, opowiada o burzliwych latach 1648–1696. Zakończone abdykacją panowanie syna Zygmunta III Wazy, Jana II Kazimierza (1648–1668), który toczył wojny z Kozakami, z Rosją i Szwecją, przyniosło wyniszczenie kraju, chaos w życiu politycznym, sobiepaństwo i anarchię, utratę terytoriów i osłabienie znaczenia Rzeczypospolitej... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej