Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Powstanie Warszawskie widziane z Moskwy

     ZBRODNIA WARSZAWSKA czyli jak Stalin pozwolił wykrwawić się Warszawie

     Z Mikołajem Iwanowem, rosyjskim historykiem mieszkającym w Polsce, autorem "Powstania Warszawskiego widzianego z Moskwy", rozmawia Marek Krukowski

     Dlaczego Rosjanin napisał książkę o Powstaniu Warszawskim?

     W Rosji Powstanie Warszawskie jest właściwie nieznane. Jeżeli tragedia katyńska po tym, co się stało pod Smoleńskiem, przebiła się do szerszych kręgów społeczeństwa rosyjskiego, to o Powstaniu nie wie prawie nikt. Moja książka jest więc próbą przerwania milczenia ze strony Rosjan na ten temat. Cały świat jest winien Polakom prawdę o Powstaniu. I Brytyjczycy, i Amerykanie, i - przede wszystkim - Rosjanie.

     Pan pisze o Powstaniu jako o "drugim Katyniu". Dlaczego?

     W czasie Powstania w pewien sposób odżył pakt Ribbentrop-Mołotow. Armia Czerwona, nie pomagając powstańcom, pozwalając na zniszczenie Warszawy i zabicie ponad 200 tysięcy osób, współpracowała z Hitlerem. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Stalin po prostu postanowi! zniszczyć niemieckimi rękami elitę intelektualną narodu polskiego, zniszczyć tych, którzy stali na przeszkodzie jego planom skomunizowania Polski.

     Dlatego określa Pan postawę Stalina wobec sierpniowego zrywu mianem "zbrodni wojennej"?

     Dowództwo Armii Czerwonej, a pamiętajmy, że Stalin był jej wodzem naczelnym, miało dwa plany zajęcia Warszawy: jeszcze w sierpniu oraz we wrześniu 1944 roku. To, że Stalin z nich zrezygnował, nie udzielając tym samym pomocy walczącej Warszawie, było wykalkulowaną decyzją polityczną, nie mającą żadnego uzasadnienia z wojskowego punktu widzenia. Co więcej, Stalin wstrzymał ofensywę wbrew logice wojennej. Decyzja ta pogorszyła położenie strategiczne Armii Czerwonej. Przedłużyła o kilka miesięcy II wojnę światową, a przez to spowodowała dużo większe straty wśród wojska i ludności cywilnej.

     To, że Sowieci czekali, aż Warszawa się wykrwawi, nie jest tezą nową. Problem, podobnie jak w sprawie katyńskiej, polega na udowodnieniu tego na podstawie radzieckich dokumentów. Czy to się Panu udało?

     Kiedy w 1943 roku Niemcy ujawnili zbrodnię katyńską, Stalin zrozumiał, że popełnił ogromny błąd. Polegał on według niego, oczywiście, nie na samym wydaniu rozkazu o likwidacji polskich jeńców, tylko na tym, że nie została ona przeprowadzona w głębi ZSRR. Stalin wcześniej nie przypuszczał, że wojna z Niemcami przyniesie początkowo tak wielkie klęski Armii Czerwonej, że hitlerowcy dojdą pod Leningrad, Moskwę, Stalingrad czy do Kaukazu. Dlatego swoją zbrodnię na Warszawie postanowił ukryć o wiele głębiej...

     Czyli takich jednoznacznych dokumentów, jak w sprawie katyńskiej, nie ma?

     Nie udało mi się znaleźć dokumentów zawierających wyraźny rozkaz wstrzymania ofensywy na Warszawę. Dotarłem natomiast do innych rozkazów, wydawanych na szczeblu pułku, dywizji czy nawet armii, z których wynika, że taka decyzja musiała zapaść. Jestem przekonany, że wcześniej czy później jednoznaczny dowód się znajdzie, bo dokumenty nie giną. Może nie będzie to rozkaz Stalina, ale na przykład protokoły posiedzeń biura politycznego partii bolszewickiej czy najwyższego dowództwa Armii Czerwonej, podczas których dyskutowano kwestię Powstania Warszawskiego, a Stalin formułował swoje stanowisko.

     Mógłby Pan podać przykład takiego pośredniego dowodu?

     Takich świadectw jest wiele. Jednym z najbardziej wymownych jest zbiór dokumentów 16 Armii Lotniczej operującej w rejonie Warszawy. Jej dowódca wydal zakaz lotów nad miastem, a więc także i zakaz wspierania walczących powstańców. Obowiązywał on do 10 września. Do tego czasu startujące z Okęcia czy Bielan sztukasy mogły bezkarnie bombardować miasto.

     Czy w Rosji uzyskał Pan dostęp do wszystkich archiwów i dokumentów, do których chciał Pan dotrzeć?

     Niestety, mimo starań, to mi się nie udało. Pod tym względem od czasów sowieckich niewiele się zmieniło. Owszem, był okres otwarcia za prezydentury Jelcyna, ale teraz wiele dokumentów wówczas udostępnianych, a nawet opublikowanych, znów jest niedostępnych. Niemniej uważam, że w rezultacie tragedii smoleńskiej to się zmieni. Powoli archiwa będą otwierane.

     Stosuje Pan jeszcze inne "katyńskie" odniesienia. Pisze Pan o "kłamstwie warszawskim". Było ono złożone i funkcjonowało na kilku poziomach.

     Na początku Stalin ignorował Powstanie i zaprzeczał, że ono wybuchło. Był przekonany, że w związku z przytłaczającą przewagą niemiecką zostanie w parę dni stłumione. Kiedy zaś pod wpływem nalegań sojuszników zdecydował się udzielić Warszawie pomocy, a uczynił to półtora miesiąca po wybuchu Powstania, zrobił to w tak ograniczony sposób, by miasta nie zdobyć.

     Jak należy zatem interpretować pomoc, której Stalin udzielał walczącej Warszawie?

     Stalin chciał po prostu przedłużyć agonię Powstania. Żołnierze Berlinga zostali wysłani na drugą stronę rzeki praktycznie na akcję samobójczą. Kiedy oni ginęli, Armia Czerwona stała obok i przypatrywała się zagładzie miasta. Stalin prowadził wojnę totalną, nie liczył się z życiem żołnierzy. O marszałku Żukowie ci ostatni mówili "generał-śmierć". Gdyby było trzeba, rzuciłby wszystkie swoje siły nawet do ataku czołowego na Warszawę. Dlatego nieprawdziwy jest pojawiający się argument, że skuteczna pomoc Powstaniu była niemożliwa ze względu na ogromne potencjalne straty.

     Pozostańmy jeszcze przy kłamstwie. Stalin ukuł tezę, że Armia Czerwona nie mogła zdobyć Warszawy i przyjść z pomocą 1 Powstaniu. Powtarzali ją potem historycy sowieccy i rosyjscy, a za tymi pierwszymi polscy historycy - funkcjonariusze frontu ideologicznego.

     Jest to całkowitą nieprawdą. O planach zdobycia miasta już wspomniałem. Wszystkie dokumenty, jakie znalazłem i przytoczyłem w książce dowodzą, że Armia Czerwona miała niczym nieograniczone możliwości, by pomóc Powstaniu. Jej przewaga była miażdżąca. Niemcy mieli zdezorganizowane linie obrony. Nie obsadzili na przykład całej linii Wisły poniżej Warszawy. Ich położenie było, ogólnie rzecz biorąc, beznadziejne.

     Kłamstwem jest także twierdzenie, iż Armia Czerwona miała nazbyt rozciągnięte linie komunikacyjne i problemy z dostawami amunicji czy paliwa. Zbadałem dokumenty Wydziału Zaopatrzenia I Frontu Białoruskiego, który szedł na Warszawę. Wynika z nich niezbicie, że o brakach w zaopatrzeniu nie mogło być mowy. Na dodatek Rosjanie bardzo szybko odbudowywali linie kolejowe, które w zajętej przez nich części Polski nie były aż tak bardzo zniszczone. Krótko mówiąc: wojskowe możliwości udzielenia pomocy powstaniu istniały, nie było tylko woli politycznej. Inna teza głosi, że kontratak niemiecki na przedpolach Warszawy uniemożliwił zajęcie Pragi na przełomie lipca i sierpnia.

     To także jest pogląd fałszywy. W wyniku ograniczonego niemieckiego kontrnatarcia sowiecka 2 Armia Pancerna wcale nie utraciła swoich możliwości zaczepnych. Przemawia za tym bardzo dużo argumentów. Zaś sama teza o sukcesie niemieckiej kontrofensywy była pierwotnie wymysłem propagandy III Rzeszy, z którego Stalin skwapliwie skorzystał.

     Czy zgadza się Pan z tezą Wiktora Suworowa, że atak niemiecki na ZSRR wyprzedził sowieckie uderzenie na III Rzeszę?

     Według mnie Stalin szykował się do wojny z III Rzeszą. Przyjmował, że jest ona nieunikniona. Z tym, że początkowo, wierzył w trwałość paktu Ribbentrop-Mołotow. Uważał też, że Niemcy nie zdobędą się na wojnę na dwa fronty, że muszą najpierw zwyciężyć na Zachodzie. Sądził, że wojna z Francją będzie wieloletnią wojną pozycyjną; taką, jaką była podczas I wojny światowej. Po klęsce Francji zrewidował swoje stanowisko, ale wciąż wierzył, że jeszcze ma czas. Dlatego informacje o przygotowaniach wojennych, a znał nawet dokładną datę ataku Niemiec na ZSRR, uważał za prowokacje.

     Czy Powstanie Warszawskie wymusiło na Stalinie zmianę planów wobec Polski?

     Nie ulega dla mnie wątpliwości, że powstanie przekonało Stalina do wprowadzeniaw Polsce łagodniejszego niż sowiecki systemu komunistycznego.

     Podziela Pan pogląd, że tragedia smoleńska otworzy nowy rozdział w stosunkach między Rosjanami i Polakami. Czy Pana książka ma się do tego przyczynić?

     Chciałbym. Zobaczymy, jaka będzie reakcja na nią w Rosji. Mam też nadzieję, że w przyszłym roku ukaże się ona na rynku rosyjskim. Myślę, że krew przelana pod Smoleńskiem nie pójdzie na marne. Choć "polakożercy" są głośni, to większość Rosjan nie jest antypolska i lubi Polaków. Trudno znaleźć w elitach intelektualnych kogoś, kto nie miałby polskiej krwi bądź nie miał styczności z Polską i jej kulturą. Zresztą, moja babcia była Polką. Z kolei niechęć do Rosjan nie jest cechą większości Polaków. Dlatego widzę na tym polu ogromne obiektywne możliwości.

     Czy mówi Pan to na podstawie swoich osobistych doświadczeń?

      Kiedy przyjechałem do Polski ponad 30 lat temu, byłem w Polakach zakochany. Polska była dla mnie jak oddech świeżego powietrza. Tuż po przyjeździe codziennie chodziłem do kina, co wywoływało protesty mojej polskiej żony. To było zachłyśnięcie się wolnością. Ale potem bywało różnie. Miewałem trudności, musiałem wysłuchiwać, że "ten ruski" to czy tamto. Teraz na wszystko patrzę normalnie. Mam nadzieję, że kiedyś napiszę o tym książkę. Mam nawet dla niej tytuł: "Polska - moja miłość", ale ze znakiem zapytania.

     Mikołaj Iwanow (1948), urodzony w Brześciu, studiował w Mińsku, zainicjował odezwę do I Zjazdu Solidarności w 1980 r. Od 1984 r. mieszka w Polsce, żonaty z działaczką NSZZ "Solidarność". Współpracował z Solidarnością Walczącą, pracował w sekcjach białoruskiej i kaukaskiej Radia Wolna Europa. Prof. dr hab., pracuje w Zakładzie Historii Najnowszej Uniwersytetu Opolskiego oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. W1991 r. opublikował "Pierwszy naród ukarany: Polacy w Związku Radzieckim w latach 1921-1939". Ma dwóch synów.

Tekst pochodzi z Tygodnika

7 sierpnia 2010


Cień zwycięstwa Cień zwycięstwa
Wiktor Suworow
"Cień zwycięstwa" to doskonała książka poświęcona najnowszej historii Rosji. Suworow - atakowany przez historyków za nadmierną rzekomo swobodę doboru faktów i ich interpretacji - rozprawia się w niej z Gieorgijem Żukowem, sztandarową postacią Wielkiej Wojny Ojczyźnianej... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Zbigniew Lisiecki: 24.05.2014, 03:40
 Książka Nikołaja Iwanowa jest źródłem informacji i nowym spojrzeniem otwierającym oczy na ogrom zbrodni nawet Polakom, którzy tu żyją i jakoś zdają sobie z niej sprawę. Dostarczone przez Iwanowa materiały potwierdzają najczarniejszy scenariusz - przeprowadzony wspólnie przez hitlerowców i stalinistów mord. Zdaniem Iwanowa prowadzona w Polsce jeszcze za komunistycznej dyktatury dyskusja o tym, czy należało przeprowadzać powstanie, czy nie tendencyjnie rozmija się z realną sytuacją, przybliżając wersję według której zbrodni najbardziej winna jest oczywiście ofiara, bo dała się zabić. Miasto było zdaniem Iwanowa skazane na zagładę już po opuszczeniu Rosji przez armię Andersa. Wybór pozostawał tylko czy zginąć w walce z hitlerowcami, czy zaszczutym przez stalinowską bezpiekę, choć niewielu zdawało sobie z tego wyboru sprawę. Przypomnijmy - stalinowcy masowo zrzucali ulotki namawiające do powstania, a w czasie jego trwania informacje objęte były całkowitym zakazem rozpowszechniania - nawet lotnikom nie wolno było latać na drugą stroną Wisły, aby nikt nie wiedział co tam się po drugiej stronie Wisły na prawdę dzieje i skąd pochodzą te dymy ! Taki był też stan wiedzy kadry dowódczej w stalinowskim wojsku - prawie żaden, aby nikt nie wpadł na pomysł pomocy.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej