Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Po co pomniki?

     Stawiane i burzone, aresztowane i kontestowane. Mówią o historii, zmieniających się czasach i o nas samych. Czy potrzeba nam kolejnych pomników?

     "Pomniki to słupy graniczne, w których ludzie wyrażają symbole swych ideałów, swoich celów i swojego postępowania" - pisał w swojej książce "Architektura a społeczeństwo" słynny szwajcarski historyk sztuki i krytyk architektury Sigfried Giedion. Początek listopada przywodzi na myśl tych, którzy - czy w chwale, czy w niesławie - odeszli. A więc i tych, którzy zginęli 10 kwietnia, i całą atmosferę tamtych dni. Dumny byłem z naszej policji, kiedy na antenach przejeżdżających radiowozów po okresie żałoby wciąż furkotały na wietrze czarne wstążki. A słysząc dookoła utyskiwania: "Ileż można z tą żałobą?", recytowałem sobie Czesława Miłosza: "Nie zapomina się tak łatwo życia ani odwraca wzroku od mogił i krzyżów. Czy czujesz jeszcze zapach płonącego getta ty, który alejami przechodzisz Paryża". Żyjemy, ale nie odwracamy wzroku. Nie zapominamy.

     NON OMNIS MORIAR

     Pomniki od najdawniejszych czasów były jedną z najprostszych postaci upamiętniania historycznego. Były i do dziś są przeznaczone do tego - czytamy u Sigfrieda Giediona - by przetrwać epokę, w której powstały i zostawić spadek dla przyszłych pokoleń.

     W Polsce stawianie "słupów granicznych, w których ludzie wyrażają symbole swych ideałów i celów oraz swojego postępowania" nie ma - w porównaniu z Cesarstwem Rzymskim - wielkiej tradycji. Ale i my mieliśmy już w średniowieczu swoich Horacych, którzy jak ten poeta wołali: "Nie wszystek umrę". Bo przecież pomnikiem pamięci, "trwalszym niż ze spiżu, strzelającym nad ogrom królewskich piramid" nie musi być tylko monument, rzeźba, obelisk, ale także właśnie literatura, podtrzymywana w narodzie tradycja, klechda domowa, a współcześnie film, książka historyczna czy choćby grupa rekonstrukcyjna odtwarzająca tę czy inną bitwę.

     Wiedział o tym Andrzej Przewoźnik, przez ostatnich 18 lat sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, który zginął 10 kwietnia w katastrofie smoleńskiej.

     - Dla niego polska polityka historyczna to było na pierwszym miejscu upamiętnienie miejsc zagłady - hitlerowskich i sowieckich - co jest misją Rady. Jednak na drugim miejscu nie było u niego dążenie do stawiania monumentalnych pomników - mówi Jolanta Przewoźnik, wdowa po Andrzeju, która już od czasów, kiedy razem studiowali na Uniwersytecie Jagiellońskim historię, wspierała go w jego misji przywracania pamięci. - Chciał, byśmy poznawali, poprzez bezpośrednie zetknięcie się ze świadkami historii i badania historyczne, jednostkowe losy dowódców, członków rządu, emisariuszy, kurierów itd. Sam też szukał ich po puszczach, bagnach, zbierał informacje od ludzi i potrafił je przekuć w konkretne działanie: odnalezienie grobu gdzieś w Puszczy Nalibockiej lub ukrytego w zaroślach małego cmentarza z mogiłą Emilii Plater czy żołnierzy 1920 r. Każde z tych miejsc uważał za ważne - podkreśla Joanna Przewoźnik. - Stawianie pomników naszym bohaterom na kresach często nie było możliwe, dlatego Andrzej - patrząc na najlepsze wzory zachodnie - starał się zagwarantować tym osobom choćby godne miejsce pochówku. Stawianym w imieniu narodu pomnikiem był odnowiony nagrobek, na którym pali się świeczka czy leży wieniec.

     Przewoźnik szukał różnych form upamiętnienia, m.in. przez dofinansowanie publikacji czy konkursów historycznych dla młodzieży, wsparcie dla wydarzeń lokalnych i różnych form przekazu historycznego, z komiksem włącznie. Chciał upamiętnić wszystkie ofiary wojny - żołnierzy, dzieci wywożone z rodzinami na Syberię, Polaków na emigracji... - Opowiadali nieraz wspaniałe, wzruszające historie, i Andrzej starał się, by zostały zapisane, żeby przetrwały. Wiedział, że historię poznaje się przede wszystkim przez kontakt z żywymi relacjami, według zasady, że to, co oddziałuje na emocje - zostaje.

     Czy te często niematerialne "pomniki" są trwałe? - Można się o tym przekonać widząc malutkie cmentarze przy wiejskich kościółkach, gdzie mogiły żołnierzy AK czy Batalionów Chłopskich są odwiedzane, gdzie w Dzień Zaduszny zawsze palą się świece, kładzione są kwiaty, i gdzie zawsze jest młodzież - ocenia Jolanta Przewoźnik.

     WARSZAWSKIE POMNIKI

Warszawskie pomniki sprzed XX w.:

- Kolumna Zygmunta III Wazy (1644)
- Jana III Sobieskiego (1788)
- Pamięci Zmarłych w Szpitalu Dzieciątka Jezus (1797)
- Pomniki w Parku Wilanowskim (1810-1854)
- Budowy Szosy Brzeskiej, zwany też Pomnikiem Traktu Brzeskiego, Pomnikiem Pracy lub Obeliskiem Grochowskim (1825)
- Mikołaja Kopernika (1830)
- Syreny (1855)
- Ks. Jakuba Falkowskiego (1875)
- Chrystiana Urlycha (1876)
- Adama Mickiewicza (1898)
     Miejsca pamięci nie muszą od razu być pomnikami. Świadkami historii są budynki, w których ścianach do dziś widać ślady po strzałach z broni palnej, ulice, wzdłuż których rozciągał się mur getta czy stara grusza na rogu ulic Powsińskiej i Bonifacego, do niedawna z kapliczką, na której poszukujący się po wojnie mieszkańcy Czerniakowa wieszali kartki z informacją o rodzinie. Do rangi pomnika urasta też np. odlew słynnego wiązu, który stal przed ruinami Pawiaka.

     W przestrzeni publicznej stolicy stoi dziś około 160 pomników. Ale co jest przestrzenią publiczną? Pomnikami nie są więc tablice pamiątkowe, figury świętych, włącznie ze słynnym Chrystusem "Sursum corda" sprzed kościoła Świętego Krzyża, rzeźby w Parku Skaryszewskim czy w Ogrodzie Saskim. - Nie ma pomników poza przestrzenią publiczną - mówią kompetentni przedstawiciele miasta. Czy więc jest nim odsłonięty przed miesiącem na terenie Muzeum Powstania Warszawskiego pomnik ku czci cywilnych ofiar zrywu sprzed 66 lat?

     Pomniki mają wielką rolę do spełnienia. Pobudzają do refleksji, nawet jeśli mijamy je codziennie. Każdy ma własną historię, pomaga rozumieć społeczeństwo i zmieniające się czasy. Popatrzmy pod tym kątem na pomniki warszawskie.

     Pierwszy - Kolumna Zygmunta III Wazy - pochodzi dopiero z 1644 r. To była pierwsza świecka kolumna w nowożytnej Europie. Miała rolę dynastyczną: Władysław IV postawił ją ojcu. Jednak już wszystkie kolejne pomniki - jak pomnik Jana III Sobieskiego, odsłonięty w 1788 r. przez Stanisława Augusta Poniatowskiego - były odwołaniem się do konkretnego dziedzictwa: ludzi i wydarzeń, a w XX w. szczególnie do upamiętnienia martyrologii narodu i ludowej władzy.

     Tylko dziesięć z obecnie stojących w stolicy pomników zostało odsłoniętych przed początkiem XX w. (patrz: ramka). Za najbardziej pechowy uchodzi pomnik księcia Józefa Poniatowskiego. Rozpoczęto go odlewać w brązie 8 sierpnia 1830 r., ale wybuch powstania listopadowego sprawił, że odlew ukończono w sierpniu 1832 r. Wtedy rozkazem cara Mikołaja I, który przed powstaniem wyznaczy} nawet dla monumentu miejsce na dziedzińcu Pałacu Namiestnikowskiego, pomnik zaaresztowano w twierdzy Modlin, gdzie stał się... św. Jerzym - patronem twierdzy. W 1842 r., podarowany feldmarszałkowi Paskiewiczowi, został wywieziony do Homla, a do Polski wrócił dopiero na mocy traktatu ryskiego w 1922 r. Został odsłonięty na pl. Saskim 3 maja 1923 r. Ale zanim znalazł się przed Pałacem Prezydenckim, gdzie stoi obecnie, został wysadzony w powietrze przez Niemców w grudniu 1944 r. i zmieniał miejsce jeszcze trzy razy.

     CZERWONA FARBA

     Od początku XX w. do wybuchu II wojny światowej powstało w Warszawie 28 pomników. Wszystkie - z wyjątkiem pomnika Syreny - upamiętniały bohaterów walk z zaborcami lub wybitnych przedstawicieli kultury i nauki. Kolejny przewrót nastąpił po wojnie.

     Nową politykę historyczną Polski Ludowej zapowiedziały dwa pierwsze pomniki: odsłonięty w listopadzie 1945 r., kiedy jeszcze większa część stolicy leżała w gruzach, Pomnik Polsko-Radzieckiego Braterstwa Broni, zwany również Pomnikiem Bohaterów Armii Czerwonej przy ul. Targowej oraz Pomnik Poległych Żołnierzy Armii Czerwonej, znany też jako Pomnik Wdzięczności w Parku Skaryszew-skim przy Rondzie Waszyngtona. Warszawiacy szybko zaczęli ten pierwszy nazywać pomnikiem Czterech Smutnych lub Czterech Śpiących, a z drugiego do dziś nie można usunąć czerwonej farby, której lud warszawski mu nie szczędził. Zapewne pamiętając, że cokół, na którym stoi pomnik Czterech Śpiących, przed wojną był przeznaczony pod pomnik ks. Ignacego Skorupki.

     Pierwsze dziesięciolecia powojenne to w pomnikach supremacja względów politycznych i estetycznych nad historycznymi. Lata 60. przyniosły rozkwit pomnikowej rzeźby socrealistycznej, natomiast lata 70. obfitowały w pomniki monumentalne.

     - Trzeba też powiedzieć, że lata polskiego socjalizmu przyniosły pomniki, które się nie przyjęły lub wręcz budziły nienawiść - zauważa Robert Kostro, dyrektor Muzeum Historii Polski. - Postawiony w 1951 r. pomnik Feliksa Dzierżyńskiego wkrótce po odsłonięciu został oblany czerwoną farbą i musiał być długo remontowany. Później ataki na "dumę polskiego ruchu rewolucyjnego" podejmowano jeszcze nieraz. Postawiony w początku lat 50. pomnik Lenina w Nowej Hucie też nie był akceptowany. "A to w nocy ktoś położył pod pomnikiem rower i kartkę z napisem: »Masz tu rower, stare buty i... z Nowej Huty!«, a to oblewano rzeźbę walerianą przyciągającą koty i na drugi dzień Lenin na kilometr cuchnął kocim moczem. Jedni planowali nielegalnie kupić działo przeciwlotnicze i odstrzelić Leninowi głowę, drudzy zamawiali w ťStylowejŤ kotlet i kazali kelnerowi zanieść go na cokół z motywacją: »Niech się nażre i zjeżdża«" - wspomina w "Dziejach Nowej Huty" Maciej Miedzian. Nowohuckiego Lenina próbowano także wysadzać. "18 kwietnia 1979 r. Aleją Róż wstrząsnęły dwie eksplozje. Pierwsza rozerwała Leninowi goleń cofniętej nogi. Drugi ładunek spadł z cokołu i rozerwał się pod pomnikiem. Potężny podmuch wybił szyby w 200 oknach, ale Lenin ocalał. Stał się tylko... »Włodkiem Urwipiętą«" - wspomina Miedzian.

     OBALANIE UBELISKÓW

     Ważna wydaje się dyktowana nową sytuacją polityczną cezura 1989 r., w którym - niemal symbolicznie - 1 sierpnia odsło-nięto w Warszawie pomnik Bohaterów Powstania Warszawskiego, a 16 listopada rozleciał się na oczach rozentuzjazmowanych mieszkańców stolicy zdejmowany z cokołu Dzierżyński.

     Do 2003 r. rozebrano 11 stołecznych pomników, związanych bez wyjątku z czasami PRL-u: m.in. Marcina Kasprzaka, Juliana Marchlewskiego, Marcelego Nowotki (dwa), Karola Świerczewskiego (trzy), Władysława Gomułki i Pomnik Poległym w Służbie i Obronie PRL nazwany przez warszawiaków "ubeliskiem". I dobrze, bo nie zasługiwały na to, by "przetrwać epokę i zostawić po sobie spadek dla przyszłych pokoleń". Co ciekawe, ostatnie dwa - rzutem na taśmę - odsłonięto w połowie lat 80., "ubelisk" - mówili ludzie - jako zemstę władz za NSZZ Solidarność. Z kolei pomnik Ludwika Waryńskiego, który zniknął w związku z budowaniem na jego miejscu osiedla, będzie odtworzony na Woli. W tym samym czasie, przez 15 lat od 1989 do 2003 r., powstało aż 60 nowych pomników! - Liczbę tę może tłumaczyć fakt, że w społeczeństw:, była potrzeba pokazywania śladów tworzących naszą historię postaci czy istotnych wydarzeń, o których wcześniej nic wolno było pamiętać - mówi Tomasz Gamdzyk, naczelnik Wydziału Estetyki Przestrzeni Publicznej Biura Architektury i Planowania Przestrzennego Urzędu m.st. Warszawy. Reakcją Polaków na pomniki niechciane- były masowo wznoszone pomniki Jana Pawła II i Józefa Piłsudskiego.

     Do lokalizacji lub wartości artystycznej nowych pomników można mieć zastrzeżenia. - Bardzo piękny Pomnik Bitwy pod Monte Cassino ma niewykończone, źle wybrane otoczenie. Przez to znajduje się w krzakach na tyłach Arsenału. Z kolei Pomnik Jazdy Polskiej oglądany jest najczęściej - wbrew intencji twórcy - nie z terenu parku Pola Mokotowskiego, lecz z ronda. W rezultacie widzi się zady końskie, w dodatku pod światło - ubolewa Gamdzyk.

     - Muszę ze smutkiem stwierdzić, że ilości nie towarzyszy jakość artystyczna. Mamy problem z estetyką - ocenia Robert Kostro. - Nie oznacza to, rzecz jasna, że osoby i wydarzenia, które te pomniki upamiętniają, są mniej ważne, ale nie od razu musi być pomnik. Niekiedy wystarczyłaby tablica. Wielu pomnikom brakuje formy, która utrwalałaby się w pamięci. Tak więc jeśli stawiać nowe pomniki, to najlepiej byłoby ogłaszać na nie konkursy. Nie jest to metoda idealna, ale daje gwarancję jakości artystycznej, a przez to funkcjonowania, a nie tylko bycia w przestrzeni publicznej - tłumaczy Kostro.

     - Czasem zastanawiam się nad sensem stawiania pomnika, skoro proponowana przez jego pomysłodawców forma nie jest w ogóle dobitna. Na przykład pomnik ludności Woli pomordowanej w czasie Powstania Warszawskiego, który* ma upamiętniać straszliwą tragedię, pozostawia widza obojętnym. Nie przekazuje współczesnemu widzowi emocji związanych z tym, co się wtedy działo - tłumaczy Gamdzyk.

     Od 2003 r. do dziś odsłonięto kolejnych siedem pomników: Pamięci Ludności Woli, gen. Charlesa de Gaulle'a, gen. Stefana "Grota" Roweckiego, ks. Ignacego Skorupki, Janusza Korczaka, Romana Dmowskiego i Krzyż Papieski na pl. Piłsudskiego. Obecnie w realizacji są dwa ostatnie: Tadeusza Kościuszki (replika pomnika A. Popielą z 1910 r. z Waszyngtonu) oraz - w ekspresowym tempie - ofiar katastrofy smoleńskiej na Powązkach. Tak dawne, jak i najnowsze pomniki łączy to, że największe problemy ich budowniczowie mają z lokalizacją, a potem z funduszami na ich realizację. Dlatego większość stoi w dość przypadkowych miejscach. Pomnik Ofiar Stalinizmu przez brak pieniędzy czekał na realizację osiem lat, a w tym czasie byli więźniowie "Toledo", jak nazywano powstałe na potrzeby NKWD więzienie karno-śledcze przy ul. Namy-słowskiej, odchodzili do domu Pana. I to także wiele mówi o naszym stosunku do polskiej historii.

     SŁUP POD SMOLEŃSKIEM

     Zdecydowana większość pomników najlepiej odgrywa swą rolę w konkretnych momentach historycznych. Pomnik Adama Mickiewicza z 1898 r. stanął w momencie, kiedy władze carskie po raz pierwszy pozwoliły Polakom na ujawnienie uczuć narodowych. Jego odsłonięcie okazało się jednym z najważniejszych wydarzeń między powstaniem styczniowym a I wojną światową. Podobnie było z odsłonięciem w 1910 r. Pomnika Grunwaldzkiego w Krakowie. W takich momentach pomniki żyją.

     - W ostatnich 20 latach w ten sposób "żywe" były i nadal są w stolicy szczególnie Pomnik Powstania Warszawskiego i Pomnik Pomordowanym na Wschodzie. Ludzie o nich pamiętają nie tylko w rocznice, przychodzą pod nie, robią sobie z nimi zdjęcia - mówi Robert Kostro.

     Czy dziś jest moment na kolejny "żywy" pomnik? - Z pewnością takim pomnikiem powinno się upamiętnić katastrofę smoleńską. Ale mamy nietypową sytuację. Większość pomników, o których mówimy w kontekście ich "żywotności", powstawała w sytuacji, kiedy byty dwie strony historii: zaborca i naród pod zaborem, totalitarna władza i obywatele. Pomniki te pełniły funkcję integrującą społeczeństwo. Tymczasem po raz pierwszy mamy sytuację kontrowersji w samym społeczeństwie. Pozostaje trudny spór o to, gdzie i w jakiej formie, jednak moim zdaniem pomnik ofiar tej katastrofy jest potrzebny i musi stanąć - stwierdza Kostro.

     Trwa wojna na argumenty. Podnoszą się głosy, że skoro pierwszy prezydent II Rzeczypospolitej Gabriel Narutowicz został zastrzelony po pięciu dniach od zaprzysiężenia, 16 grudnia 1922 r., i doczekał się pomnika, to tym bardziej powinno się uczcić pomnikiem Lecha Ka-czyńskiego. Trzeba jednak pamiętać, że wprawdzie sam pl. Narutowicza wytyczono już w 1923 r., ale dopiero w 1984 r. powołano społeczny komitet budowy popiersia Narutowicza, do odsłonięcia zaś doszło - z braku pieniędzy - dopiero 9 grudnia 2002 r. Nie bez wpływu był też fakt, że to jedyna w historii Polski osoba będąca głową państwa zabita przez rodaka. Mówiono, że pomnik ten powstał z naszego polskiego poczucia wstydu.

     - Pomnik na Powązkach będzie stać w kwaterze smoleńskiej, gdzie została pochowana część ofiar. Myślę, że jest w tym miejscu niezbędny. Urząd Miasta był poproszony przez stronę rządową o pomoc w przygotowaniu koncepcji architektoniczno-rzeźbiarskiej.

     Zamówiliśmy cztery koncepcje u znanych artystów rzeźbiarzy, a potem powołaliśmy zespół ekspertów którzy wybrali najlepszy projekt, Marka Moderaua. Decyzję zatwierdzającą tę rekomendację podjął minister Michał Boni - mówi Tomasz Gamdzyk. Jednak - przyznaje - upamiętnienie kogoś na cmentarzu to nie to samo, co pomnik w przestrzeni publicznej, który wymaga uchwały Rady Warszawy. Odnośnie pomnika na Powązkach takiej uchwały nie ma, a upamiętnienie katastrofy smoleńskiej, jednej z najtragiczniejszych w dziejach Polski, powinno znaleźć swój wyraz w przestrzeni publicznej. I może znajdzie, skoro Prezydent Warszawy rozważa referendum w tej sprawie. - Ostatecznie wybudowanie pomnika na Cmentarzu Powązkowskim nie wyklucza budowy innego pomnika w przestrzeni publicznej - konkluduje Gamdzyk.

     Żaden pomnik, choćby najwspanialszy, nie zbuduje sam w sobie naszej świadomości historycznej. Owszem, ma być taki, by dobrze opowiadał o swoim bohaterze, oddziaływał na emocje i został zapamiętany. Jednak pomnikowi z kamienia musi towarzyszyć inny "pomnik" - informacja w podręczniku, dobra książka, film, akcja. Dlatego najważniejszym pomnikiem, który jest prawdziwym strażnikiem naszej pamięci, jesteśmy ostatecznie my sami.


Radek Molenda

Tekst pochodzi z Tygodnika

7 listopada 2010


Historia inkwizycji Historia inkwizycji
Franco Cardini, Marina Montesano
Już od pierwszych lat chrześcijaństwa ścierały się różne poglądy na temat prawd wiary. Począwszy od edyktu Teodozjusza w 381 r., chrześcijaństwo stało się religią państwową, a odmienne od niego kulty zaczęły podlegać serii ograniczeń... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej