Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Polskie listopady

     Mamy już szare, przeważnie chłodne i słotne listopadowe dni. I tylko na krótko przerywa tę szarość i monotonię biel i czerwień zawieszonych na budynkach chorągwi. I uroczystości na placu Marszałka Piłsudskiego, składanie wieńców przed Grobem Nieznanego Żołnierza i barwna parada grup rekonstrukcyjnych i honorowej kawalerii. I trochę ciepła i wdzięczności w naszych sercach - dla tych, dzięki którym mamy dziś wolność.

     A oto, co donosił na temat tego dnia "Kurier Poranny" z 10 listopada 1933 roku: "Jutro, dnia 11 listopada w godzinach rannych odbędzie się uroczyste nabożeństwo, na które przybędzie pan Prezydent Rzeczypospolitej, rząd, Korpus Dyplomatyczny, przedstawiciele Sejmu, Senatu, generalicja i przedstawiciele władz rządowych i miejskich. O godzinie 10.30 na Polu Mokotowskim rozpocznie się przegląd wojsk i organizacji P.W.".

     Pięć lat później, 11 listopada 1938 roku, "Kurier Poranny" tak opisuje przebieg uroczystości: "Stolica w XX rocznicę niepodległości. Godzina 18-ta Plac Piłsudskiego. Liczne organizacje społeczne ze sztandarami wśród gorejących pochodni. Dalej członkowie Związku Legionistów, POW i sfederowanych związków kombatanckich. W potrójnym szeregu, obok pomnika księcia Józefa Poniatowskie-go, stanęła kompania honorowa Związku Strzeleckiego. O godz. 18.35 na placu zapłonął symboliczny stos. Nastąpił uroczysty moment składania wieńców. Pierwszy złożył wieniec prezydent miasta Stefan Starzyński. O godzinie 19-tej zebrane tłumy wysłuchały przemówienia Prezydenta Rzeczypospolitej prof. Ignacego Mości-ckiego. Przemówienie to było transmitowane przez wszystkie rozgłośnie Polskiego Radia. Po zakończeniu przemówienia orkiestry ustawione na placu odegrały hymn narodowy. Na trybunę wstąpił prezydent miasta Stefan Starzyński, który kończąc swe przemówienie wzniósł okrzyk na cześć Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, pana prezydenta i naczelnego wodza. Po zakończeniu uroczystości na placu uformował się wielki pochód, który udał się do Belwederu, by uczcić pamięć wskrzesiciela Ojczyzny, Wodza Narodu Polskiego, Marszałka Józefa Piłsudskiego".

     Nie przypuszczał wówczas prezydent Stefan Starzyński, jaki los przypadnie jemu i jego ukochanej Warszawie w niedalekiej przyszłości.

     Ale mamy w listopadzie jeszcze inne wydarzenie.

     Jeśli można wierzyć dawnym kalendarzom, powstanie 1831 roku zaczęło się 29 listopada o ósmej wieczorem. Choć ciche spiskowe rozmowy odbywały się już dużo, dużo wcześniej, nie tylko w bogatych salonach, ale głównie w zadymionych kawiarniach na szlaku Krakowskiego Przedmieścia, w koszarach wojskowych i wszędzie tam, gdzie przebywali studenci. A sama rewolta - no cóż - też wcale nie zaczęła się o ósmej. Tym razem sceną wyjściową tych wydarzeń stał się królewski Park Łazienkowski. Płonący browar na Solcu, podpalony wieczorem o pół do szóstej, miał być sygnałem rozpoczęcia powstania. Niestety, szybko ugaszony - nie został zauważony przez spiskowców.

     W szarej mgle zapadającego zmierzchu tylko żółte liście kasztanowców wirujące nad królewskimi stawami przydawały nieco kolorów tej scenerii. Z tła wyłaniała się szara bryła pomnika Jana Sobieskiego. To stamtąd wyruszył na Belweder oddział podchorążych, z Zygmuntem Nabielakiem na czele. Tymczasem drugi oddział, prowadzony przez Piotra Wysockiego, wspinał się ze Szkoły Podchorążych wzdłuż Agrykoli do koszar carskich na Pięknej. Wrażliwe ucho przypadkowego świadka mogło być może słyszeć miarowe kroki żołnierskiego oddziału i szepty rozkazów komendy - jak i późniejsze rozlegające się z daleka od placu Trzech Krzyży okrzyki: "Do broni! Do broni, Polacy!".

     Wyostrzony wzrok niejednego mieszkańca Warszawy mógłby zapewne dostrzec owych młodych zapaleńców w wojskowych mundurach. Przypomina o tym piosenka, mocno z tym wydarzeniem związana, którą napisał poeta ówczesnego pokolenia Seweryn Goszczyński - uczestnik ataku na Belweder:

     Sadźmy, przyjacielu róże!
     Długo jeszcze, długo światu
     Szałeć będą śnieżne burze,
     Sadźmy je przyszłemu latu.
     My, odbici z niw rodzinnych
     Może już nie ujrzym kwiatu,
     Ale sadźmy je dla innych,
     Szczęśliwemu sadźmy światu!

     Było to jednak tak dawno, że dla dzisiejszego pokolenia Polaków jest niemalże czymś w rodzaju mitów greckich, legend. Było to dawno, ale jednak było. I warto o tym pamiętać, choćby po to, aby się dowiedzieć, kim się jest. Choćby dlatego, że jest to przecież cząstka nas samych.


Halina Cieszkowska

Tekst pochodzi z Tygodnika

14 listopada 2010


M W M W
Waldemar Łysiak
Kanwa historyczna jest dla autora tylko pretekstem do błyskotliwych opowieści o wędrówkach w przeszłość i pożytecznym oparciem dla projekcji jego rozpędzonej wyobraźni.'... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej