Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Niedokończone historie

     Koszula ze śladem po kuli, list do rodziców, wiersze. Niewiele rzeczy pozostało po młodych ludziach zamordowanych podczas strajków czy stanu wojennego. Wcześniej o ich śmierci głośno nie mówiono. Czy dzisiaj - choć nazywamy ich bohaterami - są znani?

     Na jednym z ostatnich zdjęć klasy szóstej podstawówki nr 40 na poznańskich Garbarach można zobaczyć szczupłego, starannie uczesanego blondynka o delikatnej buzi. To Romek Strzałkowski. Był jedynym i długo wyczekiwanym dzieckiem. Warszawiakiem - urodził się w 1943 r., mama Anna była łączniczką, tata Jan porucznikiem AK, brał udział w powstaniu warszawskim. Po wojnie zamieszkali w Poznaniu, przy ulicy Kościuszki. Jego koleżanki i koledzy ze szkoły wspominają, że był zdolnym, ambitnym uczniem, ale też ciągał dziewczyny za warkocze. Czasami nauczyciele kazali mu za to stać w kącie lub siedzieć w oślej ławce. Romuś chodził też do szkoły muzycznej, podczas akademii grał na fortepianie.

     Wszystko skończyło się 28 czerwca 1956 r. Mama leżała w łóżku po zawale. Około 9 rano posłała syna do sklepu. Po drodze chłopiec zobaczył robotników z Zakładów im. Stalina. Nieśli transparenty: "Chcemy jeść!", "My chcemy chleba!", "Żądamy religii w szkole!" i śpiewali "Boże coś Polskę", hymn, "Rotę". Romek wraz z nimi udał się na teren Międzynarodowych Targów Poznańskich, potem na ulicę Dąbrowskiego. Jedna z tramwajrek trzymała biało-czerwoną flagę. Ranna w nogę, upadła na bruk. Legenda mówi, że dó kobiety podbiegł może trzynastoletni chłopiec i wziął jej flagę. Kiedy biegł pod budynek UB, został trafiony kulą. Historycy nie potwierdzają, że Romek zginął w takich okolicznościach. Prawdopodobnie został zamordowany trzy godziny później, w tajemniczych i do tej pory niewyjaśnionych okolicznościach w garażach UB. Martwego, siedzącego na krześle chłopca znalazły pielęgniarki. Zostały przyprowadzone przez Teresę S., funkcjonariuszkę UB.

     Romka w Poznaniu znają wszyscy - jest symbolem miasta, uczczono go tablicą, patronuje jednej z ulic.

     - W muzeum Poznańskiego Czerwca 1956 jedna z sal jest poświęcona Romkowi. Znajdują się w niej rzeczy, które należały do chłopca: torba szkolna, warcaby, oraz listy Anny Strzaikowskiej. W zbiorach muzeum są też spodenki, sandałki, światełka na choinkę, nuty. Do 2006 r. była u nas w depozycie koszula, ze śladami po kuli, teraz jest w Licheniu w Muzeum im. ks. Józefa Jarzębowskiego - wyjaśnia kierownik muzeum Krzysztof Głyda.

     Zwiedzający nie tylko oglądają pamiątki, ale często pytają, jak zginął chłopiec.

     - Wiele osób, zwłaszcza młodych, prowadzi rozmowy, czy Romek to bohater, czy też jego śmierć była zupełnie przypadkowa - mówi Krzysztof Głyda.

     JANEK WIŚNIEWSKI PADŁ

     Przez wiele lat i autor ballady był anonimowy, i jej bohater. Teraz wiemy, że piosenkę napisał solidarnościowiec Krzysztof Dowgiałło, zabity zaś 17 grudnia 1970 r. w Gdyni chłopiec niesiony przez stoczniowców na marach - wyrwanych drzwiach - nazywał się Zbyszek Godlewski.

     Urodził się w 1952 r. w Zielonej Górze. W latach 50. rodzina często zmieniała miejsce zamieszkania, gdyż ojciec Zbyszka był wojskowym i przerzucano go do różnych miast od Żagania po Elbląg. W 1970 r. w czerwcu Zbyszek Godlewski skończył szkołę zawodową, zaraz potem 18 lat i postanowił, że chce poznać świat i poczuć swoją dorosłość. Znalazł pracę w Zarządzie Portu w Gdyni, przy przeładunku statków, zamieszkał na stancji. Nadszedł grudzień. W połowie miesiąca, po ogłoszeniu drastycznych podwyżek cen, stoczniowcy w Gdańsku wyszli na ulicę, chcieli rozmawiać z władzą, która odpowiedziała atakiem wojska i milicji. Pojawiły się ofiary i ranni. W kolejnych dniach robotnicy zastrajkowah w Szczecinie, Elblągu i Gdyni.

     - Grudzień '70, który widziałem z bliska, wywarł wpływ na całe moje życie, chociaż miałem wtedy 15 lat. Już wiedziałem, ze nie istnieje socjalizm z ludzką twarzą, bo to przecież ten zbrodniczy system spowodował, że zginęli moi rówieśnicy - wspomina Janusz Śniadek, do niedawna przewodniczący Solidarności. Przez całe życie stara się o upamiętnienie tamtych ofiar.

     Zbyszek Godlewski pojechał 16 grudnia do Gdańska. Zrozumiał, że jest to protest ludzi takich samych jak on, a nie "obcych", jak twierdziła propaganda. Wiedział, że następnego dnia weźmie udział w manifestacji. Jego najbliższy przyjaciel Kazik przestrzegał, że może to być zbyt niebezpieczne, ale Godlewski nie chciał zmienić zdania. Wieczorem napisał krótki list do rodziców: "Kochani Rodzice, byłem dzisiaj w Gdańsku. Wszystko widziałem. Nie martwcie się... Zbyszek".

     Następnego dnia chłopak dołączył do strajkujących w Gdyni. O godzinie 9.40 został zastrzelony z karabinu maszynowego - pierwsza kula utkwiła w klatce piersiowej, druga w brzuchu, trzecia powyżej ucha. Zakrwawione zwłoki robotnicy położyli na drzwiach i wyruszyli spod stoczni do centrum ulicą Świętojańską. Po drodze zatrzymali się przy kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa. Od księdza dostali krzyż i kwiaty, które położyli na ciele ofiary. Dzień później Godlewscy dostali telegram "Zbyszek nie żyje. Kazik". Następnego dnia rodzice pojechali do Gdyni, szukali syna w szpitalu. Prokurator nie wyraził zgody na oddanie zwłok. Zrozpaczeni rodzice wrócili do domu. Wieczorem 20 grudnia przyszło do nich dwóch mężczyzn, poinformowali, że zabierają ich na pogrzeb. Późnym wieczorem, praktycznie po nocy, bo dochodziła dziesiąta, na cmentarzu w Gdańsku Oliwie rodzice, brat Wiesław oraz sąsiedzi pożegnali młodego bohatera Wybrzeża. Eugeniusz Godlewski zdobył potem zakrwawione ubrania syna. Kiedy je obejrzał, nie miał wątpliwości, że do bezbronnego syna strzelano na wprost... Patrzył na rzeczy przez kilka godzin, potem wrzucił je do pieca.

     W 2008 r. prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył Zbyszka Godlewskiego Złotym Krzyżem Zasługi za działalność na rzecz przemian demokratycznych w Polsce. Godlewski jest patronem jednej z ulic w Zielonej Górze, w której nie tylko się urodził, ale też spędził ostatnie wakacje, u swojej babci. W Gdańsku natomiast jest ulica imienia Janka Wiśniewskiego.

     O JUTRO MNIE NIE PYTAJ

     W filmie "Popiełuszko. Wolność jest w nas" pojawia się młody, rozczochrany chłopak, który często gra na gitarze i do swojej mamy mówi czasami po imieniu: Baśka. To Grzegorz Przemyk.

     - Antek Królikowski fenomenalnie zagrał tę postać. I choć nie jest fizycznie podobny do Grześka, to ma w sobie coś z niego - podkreśla Małgorzata Grabowska-Kozera, plastyczka zaprzyjaźniona kiedyś z mamą Grzegorza.

     Jaki był Grzesiek? - Otwarty, dojrzały, wyrozumiały, życzliwy z natury - odpowiada Igor Bieliński, przyjaciel Przemyka. - Był niezależny, nie poruszał się w żadnych konwenansach - dodaje Małgorzata Grabowska-Kozera.

     Urodził się w 1964 r., był ukochanym dzieckiem Barbary Sadowskiej - opozycjonistki i poetki, i Leopolda Przemyka. Choć rodzice rozwiedli się, Grześ z ojcem spędzał wiele czasu, wyjeżdżali razem na wakacje. Mieszkał z matką, w samym centrum Warszawy, przy ulicy Hibnera (dzisiaj Zgoda), na 11. piętrze. Ich dom byl otwarty dla wszystkich - nawet dla obcych, który przychodzili z prośbą o pomoc.

     - Grzesiek wychowywał się w specyficznych warunkach, wśród warszawskiej bohemy, poetów, pisarzy, muzyków, malarzy. Byl z nimi na "ty" - wspomina Bieliński. - Poezja była jego pasją, czytał z ogromnym namaszczeniem "poetów przeklętych" - Bursę, Verlaine'a, Rimbauda etc. Przewyższał rówieśników znajomością literatury. Był nad wiek rozwinięty intelektualnie.

     - Porównywaliśmy go do Wojaczka. Był do niego podobny. Oprócz wierszy kochał muzykę. Do tej pory mam w domu kasetę z jego nagraniami - zdradza Małgorzata Grabowska-Kozera. Najczęściej słuchał Beatlesów, Joplin, Pink Floyd, Brela i Wysockiego.

     Miał 16 lat, gdy z kolegami wziął udział w kwietniu 1980 r. w uroczystościach na Powązkach upamiętniających mord w Katyniu. Z Bielińskim składali wieniec KPN. Uczestniczył w manifestacjach 1 i 3 maja, w rocznicach 11 listopada. - Byliśmy opozycją przedsierpniową, przyświecała nam idea niepodległości - mówi Bieliński.

     W stanie wojennym Grzesiek angażował się w działalność "ulotkową" i nigdy się nie bał konsekwencji. Jego przyjaciele podkreślają, że czasami za mało było w nim strachu. Może odziedziczył to po matce, która czuła naturalną potrzebę pomagania innym, była aktywna w KOR-ze i Komitecie Prymasowskim. W 1983 r. Grzesiek zdał maturę, potem miał iść na studia, pewnie wybrałby polonistykę. ,P>      GRUDZIEŃ '70

     Koniec nastąpił 12 maja 1983 r. Wraz z kolegami Przemyk świętował zdane egzaminy maturalne. Na Placu Zamkowym zatrzymała ich milicja. Funkcjonariusze legitymowali chłopaków, Grzegorz powiedział, że stan wojenny jest zawieszony i nie ma obowiązku noszenia dowodu. Zabrano ich na komisariat, na Jezuicką. Tam Przemyk został bestialsko pobity.

     - Następnego dnia byłam u Basi w domu. Grzesiu leżał w pokoju, matka trzy razy wzywała pogotowie. Dwa razy jej odmówiono, dopiero za trzecim zabrano go do szpitala. Następnego dnia, mimo operacji, Grzesiu zmarł - wspomina Małgorzata Grabowska-Kozera. - Parę godzin po śmierci Grzegorz przyśnił mi się bardzo realistycznie i pożegnał się ze mną - mówi Igor Bieliński.

     Pogrzeb Przemyka, który poprowadził ks. Jerzy Popiełuszko, zgromadził ponad 20 tys. osób. Grzegorza pochowano na Powązkach z plecakiem należącym niegdyś do Edwarda Stachury. Spoczywa tam wraz z matką.

     W rocznicę Grudnia '70 i wprowadzenia stanu wojennego jest czas, żeby ich wspomnieć. Winni ich śmierci nigdy nie zostali odnalezieni i nie ponieśli żadnej kary.


Ewelina Steczkowska

Tekst pochodzi z Tygodnika

12 grudnia 2010


Historia zakonu krzyżackiego Historia zakonu krzyżackiego
Klaus Militzer
Autor, profesor mediewista na uniwersytecie w Bochum, przedstawia w swojej książce dzieje zakonu krzyżackiego od momentu jego powstania z Ziemi Świętej w r. 1190 jako wspólnoty powołanej do opieki nad chorymi, kalekami, pielgrzymami, aż do momentu pierwszej wojnie światowej, kiedy to przekształcił się w zakon duchowny, istniejący po dziś dzień... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej