Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Ojczyzna "Omega"

     Mieli jasny cel: zachowanie polskości na ziemiach włączonych do Rzeszy i ustalenie granic Polski na Odrze i Nysie. Organizacja Ziem Zachodnich "Ojczyzna" była jedną z pierwszych grup konspiracyjnych w okupowanej Polsce.

     - W tym rzędzie pierwszy od lewej to Jan Jacek Nikisch, ostatni szef "Ojczyzny" - objaśnia wykonane przed wieloma laty zdjęcie dr Halina Koziołowa, członkini tej formacji. Fotografia jest pamiątką ze spotkań, które członkowie "Ojczyzny" odbywają od czasów okupacji. Spotykają się regularnie dwa razy w roku po Mszy Świętej w kaplicy Matki Bożej w kościele Świętego Krzyża w Warszawie.

     - I jak dawniej kaplica jest pełna, ale nas z "Ojczyzny" jesj już tylko kilkoro. Pozostali to kolejne pokolenia: nasze dzieci i wnuki - opowiada sędziwa pani.

     BY USŁYSZAŁ ŚWIAT

     "Ojczyzna" z ukrytym kryptonimem "Omega" powstała w Poznaniu w końcu września 1939 roku, w kręgu Stronnictwa Narodowego, z inspiracji wybitnych działaczy wielkopolskich ks. infułata Józefa Prądzyńskiego i hr. Adolfa Bnińskiego, przy mówi Halina Koziołowa. Według szacunków, "Ojczyzna" mogła liczyć 400-500 osób, głównie uczonych, dziennikarzy, prawników, księży, intelektualistów. Już 11 listopada 1939 roku pierwsza kurierka "Ojczyzny" Anna Świeżawska ruszyła z zagraniczną misją i 5 grudnia złożyła ustny raport ministrowi Marianowi Seydzie.

     Na ziemiach polskich wcielonych do Rzeszy ludność polska była w strasznej sytuacji: trwały masowe wysiedlenia i aresztowania ziemiaństwa, znanego w tym regionie z wieloletniej tradycji patriotycznej. Ziemie konfiskowano także chłopom, w miastach Niemcy przejmowali polskie przedsiębiorstwa. Wszystkie większe sklepy oraz te znajdujące się przy głównych ulicach Poznania otrzymały nalepki "Deutsches Geschaft". Takie firmy jak Drukarnia i Księgarnia św. Wojciecha, "Kurier Poznański" i "Dziennik Poznański" skonfiskowano jako deutschfeindlich - "wrogie niemieckości". W Księgarni św. Wojciecha zwolniono z miejsca dyrekcję i prokurentów, odbierając im prawo wstępu do gmachu, a majątek redakcyjny zrabowano, krzyże i obrazy rzucono na podłogę - mówił przygotowany dla rządu raport. Wszystkie fabryki zostały odebrane właścicielom. Do Fabryki Hipolita Cegielskiego przeniesiono ewakuowaną z Karlsruhe fabrykę broni i amunicji. Niemcy przeprowadzali w domach rewizje, zabierano nie tylko biżuterię, zegarki, ale i rzeczy codziennego użytku: koce, pościel, radia, a nawet dziecięce szkolne mundurki. Z oszczędności złożonych w bankach właścicielom oddano tylko 15 proc. Posiadający większą ilość gotówki musieli złożyć ją w banku; każdemu wypłacano tylko po 100 zł tygodniowo.

     W grudniu 1939 roku "Ojczyzna" rozszerzyła działalność na Warszawę, Śląsk i Pomorze. Zaczęto prowadzić działalność wydawniczą, wychodził podziemny "Biuletyn Zachodni". Po fali aresztowań - kiedy to w roku 1941 zginęli z niemieckich rąk hr. Bniński i ks. Prądzyński - kierownictwo "Ojczyzny" przeniesiono do Warszawy. Z inicjatywy "Ojczyzny" powstały takie konspiracyjne instytucje, jak Uniwersytet Ziem Zachodnich, Instytut Zachodni i Zachodnia Agencja Prasowa. Zorganizowano prace badawcze nad zagadnieniami demograficznymi i gospodarczymi Kresów Zachodnich. Ponieważ okupant zlikwidował szkolnictwo polskie na wszystkich szczeblach, zaczęto myśleć o zorganizowaniu tajnego nauczania, a pierwszym etapem miało być przygotowanie odpowiednich kadr. Tak powstało Pedagogium Ziem Zachodnich.

     PRZYSZŁE KADRY

     - Do "Ojczyzny" weszłam za sprawą Elżbiety Zawackiej ("Zo", niedawno zmarłej wybitnej konspiratorki w stopniu generała, jedynej kobiety wśród cichociemnych - przyp. red.). To ona skontaktowała mnie ze Stefanią Mazurkówną, jedną z inicjatorek Pedagogium Ziem Zachodnich. Mieszkałam wtedy u ciotki w Warszawie, gdzie "Ojczyzna" już działała - opowiada Halina Koziołowa. Została potem łączniczką o pseudonimie "Ola", a znajomi zmienili jej pseudonim na "Ola Billewiczówna".

     - Pedagogium miało nas przygotować do powrotu na Ziemie Zachodnie. Miałyśmy tam być organizatorkami życia, uczyć języka polskiego. Na tajnych kompletach spotykaliśmy się w różnych punktach Warszawy. Pamiętaliśmy o zasadzie: lepiej przyjść za późno niż za wcześnie. Dzwoniliśmy w umówiony sposób, rozglądając się uważnie, czy na przykład gdzieś po drodze nie uchyliły się drzwi. Na spotkanie przychodziło 5-7 osób. Nie mogliśmy mieć ze sobą nic do notowania, trzeba było zapamiętać wykład. Dopiero po powrocie do domu robiłam skrótowe notatki, żeby nie zapomnieć. Mieliśmy kolokwia, egzaminy. Pamiętam egzamin z literatury kaszubskiej. Zacytowałam fragment wiersza, ale zupełnie zapomniałam nazwiska twórcy. Już wychodząc z egzaminu, przy drzwiach, przypomniałam sobie, odwróciłam się i powiedziałam: "Derdowski". Cała komisja wybuchnęła śmiechem - wspomina Halina Koziołowa.

     Kurs był humanistyczny, z zajęciami z języka polskiego, historii, pedagogiki, psychologii. Półtoraroczne zajęcia prowadzili wykładowcy akademiccy. Jedno spotkanie trwało 45 minut. Przed rozpoczęciem jedna z osób miała zreferować temat z poprzednich zajęć. - Nie umawialiśmy się na kolejne spotkanie, ale czekaliśmy na sygnał podawany przez łączników.

     - Komplety odbywały się w niedziele, nieregularnie, bo życie było wtedy nieregularne. Każda z nas pracowała. Ja - w ośrodku zdrowia i opieki społecznej na Mokotowie przy ul. Puławskiej. Jedna z koleżanek miała cukiernię, u niej była skrzynka kontaktowa. Komplety odbywały się w kilku miejscach w mieście. Do wsypy nigdy nie doszło, ale raz znaleźliśmy się w poważnym zagrożeniu. Przy ul. Śniadeckich gwałtownie paliliśmy pocztę w żelaznym piecu. Niemcy zauważyli dym. Rozbiegliśmy się szybko w budynku. Wpadłam do mieszkania, gdzie był gabinet dentystyczny i siadłam na krzesełku. Kiedy zajrzeli tam Niemcy, sekretarka powiedziała do mnie: "Pani doktor prosi panią na fotel" - i dentystka pracowała nad zdrowym zębem - wspomina Halina Koziołowa. Czasem spotkania organizacyjne maskować miały taneczne wieczorki ze swingiem.

     W GŁĘBOKIEJ KONSPIRACJI

     - My właściwie byliśmy zespołem anonimowym. Za wyjątkiem 3-4 najbliższych współpracowników, z którymi się kontaktowaliśmy, nie wiedzieliśmy, kto do "Ojczyzny" należy - mówiła w czasie jednej z dyskusji na temat organizacji jej członkini Maria Kiełczewska-Zalewska.

     - Kiedyś poinformowano mnie, że czekają na mnie trzy dziewczyny. Wychodzę i widzę, że obok łączniczki "Ojczyzny" jest moja rodzona siostra Basia. Potem siostra zginęła w powstaniu warszawskim - opowiada Halina Koziołowa.

     - Moja mama Janina Pakulska do organizacji "Ojczyzna" trafiła jako 15-latka - wspomina Izabela Pakulska, autorka porad lekarskich w "Idziemy". - Uczęszczała wtedy na kursy dla sanitariuszek. Została zaprzysiężona przez Jana Nikischa "Sławka", ale bardzo musiała nalegać. "Szef miał wątpliwości, że jestem za młoda, ale miałam jeden argument, że muszę walczyć za Ojca - napisała Janina Pakulska w pamiętnikach. Jako łączniczka obsługiwała około 10 miejsc kontaktowych. Dostarczała pocztę pisaną na bibułkach, referaty i instrukcje pisane na maszynie. Dwa razy w tygodniu zabierała korespondencję i często duże kwoty pieniędzy.

     - Wspaniale dawała sobie radę z poważnymi, niebezpiecz-vnymi obowiązkami - opowiada dziś jej córka. - Do aresztowania doszło przypadkiem w maju 1944 roku. Niemcy znaleźli jej kontakt u kolegi z kompletów gimnazjalnych, który był w tajnej podchorążówce. Po wątłą 17-latkę gestapo przyjechało z ogromną eskortą. Niemcy myśleli chyba, że w mieszkaniu zastaną całą podchorążówkę. Pisana na bibułkach poczta konspiracyjna i referaty na temat Ziem Zachodnich byty wystarczającymi dowodami. W czasie tortur na Pawiaku nie zdradziła nikogo. Trafiła z transportem do Ravensbriick.

     - Czekaliśmy, kiedy skończy się wojna i pojedziemy do szkół, gdzie będziemy organizowali życie społeczno-kulturalne. Tylko niektóre koleżanki zdążyły pojechać na Śląsk, na Pomorze i w Poznańskie - wspomina Halina Koziołowa.

     W powstaniu warszawskim członkowie "Ojczyzny" włączyli się do walki. Po jego upadku organizacja próbowała kontynuować działalność. Jednak wejście Armii Czerwonej, a potem aresztowanie szesnastu przywódców Polskiego Państwa Podziemnego spowodowało ogromne zamieszanie w strukturach konspiracyjnych. Na wielką skalę straszliwą działalność prowadziły NKWD i UB. Dlatego "Ojczyzna" 29 czerwca 1945 roku zakończyła działalność. Jednak kierownictwo zostało mimo to aresztowane i osądzone w sierpniu 1950 roku przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie.


Irena Świerdzewska

Tekst pochodzi z Tygodnika

13 listopada 2011


Czarna propopaganda. Polska, Niemcy, Wielka Brytania. Tajemnice największych oszustw II wojny światowej Czarna propopaganda. Polska, Niemcy, Wielka Brytania. Tajemnice największych oszustw II wojny światowej
Stanley Newcourt-Nowodworski
Stanley Newcourt-Nowodworski – członek AK i uczestnik Akcji "N" – w swojej książce pokazuje, że II wojna światowa to nie tylko wielkie bitwy i krwawe kampanie, ale też wojna psychologiczna. Jednym z jej narzędzi jest czarna propaganda czyli taka, która "ukrywa swe pochodzenie, posługując się sfałszowanym podpisem i zazwyczaj podając się za produkt tajnych organizacji z kraju wroga"... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej