Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Ostatnia grodzieńska zbiórka

    Byli harcerzami, mieli kilkanaście lat. Po 17 wrześniu 1939 r. spontanicznie stanęli do obrony swego miasta. Przeciwko sowieckim czołgom mieli jedynie butelki z benzyną... Leżące nad Niemnem Grodno liczyło przed wybuchem wojny prawie 60 tys. mieszkańców. Było ważnym ośrodkiem kulturalnym, oświatowym, siedzibą dużego garnizonu wojskowego i dowództwa Okręgu Korpusu. Po ogłoszeniu mobilizacji, gdy grodzieńskie pułki znalazły się nad zachodnią granicą Polski, w mieście pozostało zaledwie kilkuset żołnierzy. 1 września 1939 r. zbudziły ich niemieckie bomby.

     W następnych dniach zaczęto przygotowywać się do obrony. Uczniowie i harcerze zorganizowali doskonale działające służby sanitarne, łączności, obserwacyjne. W połowie września w Grodnie było już prawie 1,5 tys. żołnierzy oraz ochotników uzbrojonych w karabiny i dwa przeciwlotnicze działka. Zarekwirowano butelki miejscowej fabryki wódek i napełniano je benzyną. Tak wyposażeni grodnianie czekali na oddziały Wehrmachtu.

     Pierwsze strzały w mieście padły jednak nie ze strony Niemców. 17 września, na wieść o przekroczeniu polskiej granicy przez armię sowiecką, sympatyzujący z komunistami Żydzi przywdziali czerwone opaski i z balkonów na ulicy Brygidzkiej (dzisiaj Karola Marksa) zaczęli strzelać do ludzi.

     - Byłem łącznikiem w obronie przeciwlotniczej. Na rękawach nosiliśmy zielono-pomarańczowe opaski. Przechodząc przez dzielnicę żydowską, usłyszałem świst kul. Na szczęście żadna mnie nie trafiła - wspomina Bohdan Horbaczewski. Miał wtedy 15 lat, był harcerzem, uczniem II klasy gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza, Polskiej Macierzy Szkolnej w Grodnie.

     Czerwona dywersja

     Miejscowi komuniści, wywodzący się głównie z ludności żydowskiej, opanowali nawet główny plac Stefana Batorego (Sowiecki). Uzbrojeni w karabiny okopali się w rowach przeciwlotniczych. Żołnierze przywrócili porządek w mieście i powstrzymali działalność V kolumny. Po stłumieniu komunistycznej dywersji zaczęto przygotowywać się do odparcia zbliżającej się Armii Czerwonej. Na czele obrońców stanęli: wiceprezydent miasta Roman Sawicki i komendant grodzieńskiej Rejonowej Komendy Uzupełnień mjr Benedykt Serafin.

     - Chcieliśmy bronić swego miasta. Zapał wśród ludności był ogromny. Dodawało to otuchy żołnierzom, którzy wycofując się przed Niemcami przybyli do Grodna. Wielu z nich doznało już goryczy porażki w starciu z wrogiem. - dodaje Horbaczewski.

     Wytyczono linie obrony, obsadzono je oddziałami wojska, policji, ochotników. Spodziewano się, że wróg nadejdzie ze wschodu, drogą ze Skidla.

     Rozkaz zdobycia miasta otrzymał gen. Andriej Jeremienko dowodzący 6. Kozackim Korpusem Kawalerii. Wcześniej zajął już Nowogródek, Wołkowysk. Pod Grodnem jego marsz powstrzymali kawalerzyści 110. Rezerwowego Pułku Ułanów, walczył w nim mjr Henryk Dobrzański, późniejszy "Hubal" oraz ułani rotmistrza Wiszo-watego. Gdy główne siły sowieckie walczyły z polskimi szwadronami, miasto okrążył pancerny oddział zwiadowczy Jeremienki.

     W oblężonym mieście

     Był ranek 20 września 1939 r. i nikt nie spodziewał się czołgów z czerwoną gwiazdą posuwających się od strony Białegostoku. Wjechały na most na Niemnie i rozbiły stojące tam przeszkody. Dopiero po chwili przywitał je ogień działka przeciwlotniczego. Do dzisiaj w stalowej konstrukcji mostu nad ulicą lipową (Gornowych) pozostało kilka wyrw o średnicy 30 - 40 centymetrów, będących śladem po wystrzelonych polskich pociskach.

     Zaskoczeni artylerzyści zdążyli trafić w jeden z czołgów. Prawie dziesięć wjechało do miasta. - Każdy z nich miał przewodnika dobrze znającego Grodno. Byli nimi Żydzi, którzy opuścili miasto tuż przed wojną. Rozpoznawaliśmy ich później w spalonych czołgach - mówi Horbaczewski. Opowiada, jak w garażu obok jego mieszkania z kolegami nalewał benzynę do butelek rzucanych później z dachów. Pokazuje miejsca, gdzie stały płonące wraki: ulica Mostowa, Pocztowa, Hoovera, Orzeszkowej...

     W mieście rozbito całą grupę zwiadowczą 6. Kozackiego Korpusu Kawalerii, ale straty obrońców były też duże. Pozostało im tylko jedno działko przeciwlotnicze. Wieczorem, po wielogodzinnych walkach z polską kawalerią, do Grodna dotarły główne siły sowieckie. Pierścień oblężenia zacisnął się wokół miasta. Nieprzyjacielska artyleria trafiała dokładnie w polskie punkty oporu. Parametry celów podawali telefonicznie grodzieńscy komuniści. Poległo i zostało rannych wielu obrońców, starcia trwały całą noc.

     "Chcę mamy!"

     21 września, po godzinnym ostrzale artylerii, Sowieci rozpoczęli ranne natarcie przy użyciu dwóch korpusów. Wdzierające się do miasta czołgi obrzucono butelkami z benzyną. Po południu walczono już w centrum. Wtedy do jednej z maszyn czerwo-noarmiści przywiązali pojmanego chłopca. Ciężko rannego uwolniły grodzieńskie nauczycielki: Danuta Bukowińska i Grażyna Iipińska.

     "Na tym dalekim czołgu plama. (...) Nagła straszna pewność - odtworzenie przeszłości: Głogów! (...) Chłopczyk ma pięć ran od kul karabinowych (wiem - to polskie kule siekają po wrogich czołgach) i silny upływ krwi, ale jest przytomny. W szpitalu otaczają go siostry, doktorzy, chorzy. - Chcę mamy - prosi dziecko. Nazywa się Tadeusz Jasiński, ma 13 lat, jedyne dziecko Zofii Jasińskiej, służącej, nie ma ojca, wychowanek Zakładu Dobroczynności. Poszedł na bój, rzucił butelkę z benzyną na czołg, ale nie zapalił, nie umiał... Wyskoczyli z czołgu, bili, chcieli zabić, a potem skrępowali na czołgu. Danka sprowadza matkę. Nie pomaga transfuzja krwi. Chłopiec coraz słabszy, zaczyna konać. Ale kona w objęciach matki i na skrawku wolnej Polski, bo szpital wojskowy jest ciągle w naszych rękach. Matka umierającego chłopca zrozpaczona i jednocześnie pobudzona czynem synka, szepce mu: - Tadzik, ciesz się! Polska armia wraca! Śpiewają..." - napisała Grażyna Lipińska w swej książce Jeśli zapomnę o nich...".

     Wieczorem Polacy stawiali opór już tylko w pojedynczych punktach: starym zamku królewskim, koszarach 81. Pułku Strzelców Grodzieńskich, zespole szkół zawodowych. 22 września o świcie ostatni obrońcy opuszczali miasto, przebijając się ku litewskiej granicy, inni przebierali się w cywilne ubrania - Udało mi się wyjść z Grodna i ukryć u rodziny na wsi. Dzięki temu przeżyłem - stwierdza Horbaczewski.

     Duch twój czysty na błękitach progu

     Rannych opatrywano i kwaterowano w mieszkaniach, aby nie dostali się w ręce wroga. Szybko grzebano poległych, wśród nich wielu najmłodszych obrońców miasta: uczniów i harcerzy - grodzieńskie orlęta. Nie zachował się grób Jasińskiego, przetrwała jednak o nim pamięć. Przed kilku laty, wykorzystując chwilę wolności, na ścianie cmentarnej kaplicy, grodzieńscy Polacy wmurowali skromną tablicę. "Tadkowi Jasińskiemu - zginął w obronie Grodna we wrześniu 1939 r., mając lat 13". Kilkanaście metrów dalej, pomiędzy starymi, zarośniętymi i opuszczonymi mogiłami, na jednym z grobów świeże kwiaty. Na czarnym krzyżu biało-czerwona wstążeczka i poniżej wyryte litery "Śp. Janusz Budzanowski uczeń Państwowego Liceum Handlowego poległ w kwiecie młodości dn. 20 września 1939 r." Po odsunięciu zeschłych liści można jeszcze przeczytać niewyraźny już napis: "W kwiecie życia duch twój czysty na błękitach progu. Kwiaty cierpienia składa swemu Bogu Twoja Matka". To jedyny zachowany grób poległego obrońcy miasta.

     Miejsce spoczynku wielu z nich pozostanie już na zawsze nieznane. Większość zginęła nie w walce, ale podczas egzekucji. Wziętych do niewoli rozstrzeliwano już w pierwszych godzinach walk. Po zdobyciu miasta Sowieci zamordowali kilkaset osób: żołnierzy, podchorążych, oficerów, harcerzy, policjantów, cywilnych ochotników.

     Po fali rozstrzeliwań do akcji przystąpiło NKWD. Rozpoczęły się aresztowania polskiej inteligencji, działaczy politycznych, urzędników. Dzięki informacjom miejscowych komunistów Sowieci szybko sporządzili dokładne listy służących "pańskiej Polsce".

     Tata pożegnał się z nami...

     - Ojca aresztowali 5 października 1939 r. Przeprowadzili rewizję, nawet nie krzyczeli. Tata pożegnał się z nami i wtedy widziałem go po raz ostatni. Razem z nim uwięziono senatora Terlikowskiego i dyrektorkę żeńskiego gimnazjum im. E. Plater, Janinę Niedźwiedzką - wspomina inż. Zbigniew Myślicki. Jego ojciec Wacław, ochotnik z 1920 r., był dyrektorem grodzieńskiego gimnazjum im. H. Sienkiewicza, Polskiej Macierzy Szkolnej. Szkoły, której patriotycznie wychowana młodzież stanęła w obronie Grodna.

     Grażyna Lipińska spotkała dyrektora Myślickiego w grodzieńskim więzieniu. "liczny konwój wojsk NKWD z wycelowanymi do środka karabinami otacza aresztowanych kilkunastu mężczyzn. Pomiędzy nimi poznaję posła na Sejm, Martynowskiego, dyrektora gimnazjum Wacława Myślickiego, doktorów Karwowskiego i Zenona Grzegorzew-skiego, kierownika szkoły Boguckiego. U wszystkich ta sam trupia bladość. Myślicki ma wysoko podniesioną głowę, patrzy wzwyż. Inni odwracają oczy ode mnie, tak szybo nauczyli się nie poznawać znajomych. Wzrok więźnia, zwrócony na kogokolwiek, razi groźbą aresztu. Konwój prowadzi ich ulicą w stronę gmachu więziennego. Żaden z aresztowanych nie powrócił. Ich życie wyssały śledztwa i łagry" -napisała po latach w swej książce.

     - Później dowiedzieliśmy się, że 1 czerwca 1940 r. wysłano ojca do Mińska. Nigdy tam jednak nie dotarł. Ja z rodziną byłem już wtedy w Kazachstanie, wywieziony w drugiej deportacji w kwietniu 1940 r. - dodaje inż. Myślicki. W1946 r. wrócił do Polski i zamieszkał w Milanówku. Do dzisiaj szuka ojca. Na cmentarzu w Grodnie postawił symboliczną mogiłę. Cztery lata temu na bramie grodzieńskiego więzienia zatknął bukiet róż.


Jarosław Smrek


Męczennicy komunizmu Męczennicy komunizmu
Tomasz Terlikowski
Bogactwem wszystkich chrześcijan, którym było dane doświadczać życia w antyreligijnym systemie komunistycznym, pozostaje męczeństwo. To męczennicy godzący się na własną śmierć, ale także na zniszczenie doczesnych kultur kościelnych, pozostawili świadectwo prawdziwego chrześcijaństwa. ... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 STRATEG: 07.04.2015, 23:53
 A to tylko Sowieci mordowali ludność w Grodnie? Tylko Sowietów oskarża się o ludobójstwo? A Niemcy nie mordowali? Grzeczni byli? A wcześniej nie było innych morderców? Np. Tatarów z czasów najazdów mongolskich, grabieżczych Jaćwingów, złych Wandalów... itd.
 roman: 30.05.2013, 07:46
 ładnie napisałeś fantazje fobie antyrosyjskie.Moja mama wraz z rodziną ma prawo mieć fobie antyrosyjską.Twoje słowo "fantazja: stało się Faktami.Piszesz bzdury i obrażasz ludzi którzy polegli i byli deportowani.Może Twoja rodzina mieszkała w ameryce i dlatego tak piszesz.
 Teresa BUdzanowska: 13.03.2013, 18:52
 Janusz Budzanowski był synem Teofila i Korduli Budzanowskich, moich Dziadków. Mieli trzech synów: Andrzeja/ur.1918, Janusza ur,w czerwcu 1920, Tadeusza ur.1922 - mojego Ojca oraz ojca Bogdana i Wojciecha. Także córkę Marię ur, 16,04.1939 w Grodnie. Janusz poległ w obronie Grodna 20.09.1939. Miał 19 lat. Grób wybudował Matka. Jest też błąd w cytowanym wierszu z nagrobka, ....
 Wacław: 06.03.2012, 13:52
 Przekonany jestem,że komentarze sa cenzurowane.Boicie się prawdy.
 wacław: 06.03.2012, 13:41
 komentarze są cenzurowane?
 wacław: 06.03.2012, 13:37
 Mało jest ludzi na tym świecie,którzy pamiętają wojnę .Pamiętam jako uczeń 4 klasy rewoltę zydokomuny w Grodnie,Jako chłopiec przewoziłem żołnierzy Polaków przez Niemen,których ścigali bolszwicy.To żydzi wskazywali rosjanom ,gdzie ukrywali się zoł nierze .
 Ikke sant: 01.01.2011, 17:23
 wiele faktów o których tu czytam są prawdą , ale wiele to produkty fantazji opartej o antyrosyjskie fobie np: ilość osób wymordowanych po zajęciu Grodna przez Sowietów.."Po zdobyciu miasta Sowieci zamordowali kilkaset osób'' Mój ojciec żyjący do dzisiaj a będący świadkiem tamtych wydarzeń (mieszkaniec Grodna do 1945r zaprzecza by ilość tych ofiar była aż tak wielka . Gdyby była to prawda to miasto było by usiane grobami. Drugi fakt to T Jasinski i legenda o żywej tarczy (stworzona przez P. Lipnicką). Tego faktu nie było i w czasie walk i zaraz po nich ,ani podczas niemieckiej okupacji Grodna nie istniał taki fakt ani medialnie, ani w opowieściach ludzi. Niemcy z pewnością by go wykorzystali propagandowo i maglowali by ten temat przez całą wojne tak jak to zrobili z Katyniem. Nie potwierdza też tych faktów inni członkowie rodziny mojego ojca.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej