Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Syberyjskie świadectwo

     Wydawałoby się, że po trzech tygodniach jazdy w bydlęcych wagonach już gorzej być nie może. Ale każdy zesłaniec pamięta, że kiedy już stanął na syberyjskiej ziemi, miał tylko jedno uczucie: przerażenie.

     - Miałem wtedy 13 lat. Z pośpiechu nie włożyłem nawet żadnego ciepłego ubrania, jedynie granatowy mundurek ze szkoły i letnie buty. A zima 1940 r. była naprawdę surowa - wspomina Kazimierz Russel. - Kiedy wepchnięto nas do wagonów, jeszcze do nas nie docierało, co nas czeka. Podróż to była pierwsza naturalna selekcja. W metalowych wagonach było tak zimno, że szron, który osadzał się na metalowych elementach służył nam jako woda, której zawsze brakowało. Raz dziennie mogliśmy liczyć na trochę tzw. zupy.

     Rodzina Russellów znalazła się w pierwszym transporcie na Syberię, 10 lutego 1940 r. W pierwszej kolejności sowieckie deportacje objęły rodziny wojskowych, służbę leśną, urzędników państwowych, samorządowych oraz kupców, w sumie ponad 200 tysięcy ludzi.

     - Szybko przekonaliśmy się co to znaczy "minus 55". Miejscowi mówili, że zima trwa tu tylko 9 miesięcy, reszta to lato. Ale wiosna, która przyszła, przyniosła tylko nowe problemy. Mieszkańcy tajgi nauczyli nas, co można jeść. Dowiedziałem się wtedy, że zjadliwe jest prawie wszystko, co wychodzi spod śniegu, jeśli tylko zaspokaja na cńwilę głód.

     - Wywieźli nas całą rodziną: mamę, tatę, siostrę i ponad 80-letnią babcię. Trafiliśmy do kraju Ałtajskiego, w rejon Krajuszkino, prosto w półtorametrowe zwały śniegu. Było tam osiedle dla pracowników tartaku, gdzie wytwarzano podkłady kolejowe. Wrzucono nas do dwóch baraków, gdzie chyba najmniejszym problemem była ciasnota - wspomina Russel.

     "Odwilż" rozpoczęła się dopiero po amnestii w 1941 r., po porozumieniu Sikorski-Majski. Pozwolono na zamieszkanie w lepszych warunkach, dzieci mogły pójść do szkół, jeśli takowe istniały.

     - Rodzice zdecydowali, że powinienem skorzystać z okazji i codziennie chodziłem do szkoły, oddalonej o 7 km, za wyjątkiem dni, kiedy temperatura przekraczała - 55st., bo wtedy szkoły były zamykane. Kiedy po powrocie do Polski chciałem kontynuować naukę, okazało się, że mogę przeskoczyć o kilka klas. Moimi nauczycielami byli bowiem wybitni wykładowcy wyższych uczelni zesłani na Sybir. Potem wielokrotnie dziękowałem im za wszystkie lekcje udzielone mi w syberyjskiej tajdze, również wtedy, kiedy skończyłem Politechnikę Warszawską i dostałem tytuł inżyniera.

     Człowiek może się przyzwyczaić do wszystkiego, ale nie pamiętam, żeby słychać tam było śmiech dzieci, bo tam ich po prostu,nie było. Każdy, kto przyjechał, dojrzewał w oka mgnieniu. Dziesięciolatki pracowały razem z dorosłymi, zajmowały się domem i wychowywaniem młodszego rodzeństwa i nikt się temu nie dziwił. Największą potrzebą była chęć przetrwania.

     "Tak, słyszałem, jakie były losy Sybiraków" - wiele razy ludzie tak mi mówią. Ale ja twierdzę, że nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie tamtego życia, szczególnie, że dola każdego zesłańca była inna. Każda ma swoją nieporównywalną historię. Kiedy co roku przychodzi ta rocznica, za każdym razem łapię się na tym, że wbrew wszystkim zmysłom wracam myślami na Syberię do naszej ziemianki, kiedy byliśmy wszyscy razem. Może nawet chciałbym tam na chwilę pojechać. Podobno to już jest inny kraj. Na miejscu naszych chatek jest szeroka dwupasmowa droga, a ludzie żyją w cywilizowany sposób. Ale tamte wspomnienia bolą. Tylu ludzi tam zostało, tyle tysięcy zmarło z głodu, przepracowania i wycieńczenia. Nieustannie nękali nas żołnierze, którzy robili nam pranie mózgu, mówiąc, żebyśmy zapomnieli o Polsce, bo ona nie istnieje, a nawet jeśli, to my i tak nigdy tam nie wrócimy. Kazali przyjąć rosyjskie paszporty i żyć jak Rosjanie - wielu im uwierzyło.

     - Kiedy po sześciu latach pojawiła się szansa powrotu, trzeba się było wykazać, że do 1939 posiadało się polskie obywatelstwo. Mnie uratowało świadectwo ze szkoły podstawowej - opowiada Kazimierz Russel - innych nawet rachunki ze sklepu spożywczego.

     Tamtego koszmaru nie da się opowiedzieć, a już na pewno zrozumieć. Trzeba o nim pamiętać.


Marta Troszczyńska


Tekst pochodzi z Tygodnika

8 lutego 2009


Księża wobec bezpieki [twarda opr.] Księża wobec bezpieki [twarda opr.]
ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Książka ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego to efekt prowadzonych przez autora w archiwach IPN badań dotyczących inwigilacji krakowskiego Kościoła przez UB i SB. ... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 KAsia: 29.04.2009, 09:03
 Musimy się nauczyć bardzie doceniać to co mamy: ciepłę jedzenie , ciepły dom, i nasza polskość
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej