Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Dlaczego powstanie musiało wybuchnąć?

     Z Olgierdem Budrewiczem ps. Konrad, powstańcem warszawskim, rozmawia Kamila Szymańczyk

     Mija 65 lat od wybuchu powstania warszawskiego. Jak co roku wraca pytanie: czy było warto, skoro powstanie pochłonęło tyle ofiar, tylu świetnych ludzi zginęło, a miasto zostało zamienione w pustynię?

     Bardzo trudno na to pytanie odpowiedzieć. Moim zdaniem to nie jest kwestia: warto czy nie. Powstanie było wydarzeniem historycznym, które musiało nastąpić. Polacy wielokrotnie stawiali opór najeźdźcy. Jesteśmy narodem bojowym, gotowym do ofiar. Podobno Stalin powiedział kiedyś, że Polaków zachęcić - tylko zachęcić - do tego, by służyli w Armii Czerwonej jest tak trudno, jak osiodłać krowę. Jeśli to prawda, to jest to dla nas duży komplement. My po prostu jesteśmy wolnym narodem i podkreślamy to przy każdej okazji. Nasze powstanie było skierowane przeciw Niemcom, ale również przeciw Rosji bolszewickiej. Sowieckie oddziały zatrzymały się, jak wiadomo, na Pradze po to, by obserwować, jak dokonuje się mordu na ludności Warszawy, jak robią to Niemcy. Było to obrzydliwe, bo mogli bardzo łatwo całą sprawę zakończyć. Ale oni chcieli, żeby Polacy się wykrwawili.

     Alianci także nie spieszyli się z pomocą. Porównując zrzuty broni i amunicji w Polsce i innych krajach, można stwierdzić, że pomoc dla walczącej Warszawy była wręcz żałosna.

     Mieliśmy dużo pretensji do naszych przyjaciół na Zachodzie, także Amerykanów. Powiem wręcz - w Warszawie wielu tragedii można było uniknąć, gdybyśmy dostali pomoc, jakiej potrzebowaliśmy. Przecież nie wiedzieliśmy, że nad naszymi głowami rozgrywane są wielkie interesy wielkich mocarstw...

     Czy mimo upływu tylu lat istnieją jeszcze jakieś białe plamy związane z powstaniem?

     Białych plam dziś już nie ma, a jeśli są, to małe plamki w porównaniu z tym, co było przed laty. Przez blisko pół wieku żyliśmy z kneblem na ustach. Przyznawanie się do jakichkolwiek powiązań z Armią Krajową było po prostu niebezpieczne. Pamiętam, jak w każdą rocznicę 1 Sierpnia chodziłem uliczkami Żoliborza w mundurze powstańczym. Wszyscy mnie tu znają, bo mieszkam w tej dzielnicy od dziecka, ale nikt mnie nigdy nie zadenuncjował. Niektórzy młodzi ludzie patrząc na mnie, nie wiedzieli, o co chodzi. W sprawie powstania albo przemilczano fakty, albo je fałszowano. W szkołach o powstaniu nie uczono. W tej chwili każdy może mówić to, co myśli. Jeśli czegoś mi czasami brakuje, to pełnej dokumentacji. Większość uczestników powstania nie żyje. Ukazują się jednak bardzo cenne publikacje. Muzeum Powstania Warszawskiego wydało właśnie album "(Roz)poznaj Warszawę" o bohaterach codzienności. Nie żołnierzach, ale zwykłych ludziach, którzy chcieli przeżyć.

     Właśnie. Jak ludność cywilna, zwykli warszawiacy, traktowali was - powstańców?

     Z tym było różnie. Mieliśmy duże powszechne poparcie, ale zdarzało się, że do piwnic schodzili starsi ludzie, niektórzy bardzo rozgoryczeni. Nie mogli zdobyć żywności, bo byli często niedołężni. Pojawiały się więc tu i ówdzie nastroje negatywne. My to odczuwaliśmy i trudno było na nie przymykać oczy. Większość warszawiaków myślała jednak o rodzinach, o tym, jak zdobyć coś do jedzenia. Na Żoliborzu zawsze można było dostać kaszę czy mleko dla dzieci. Byliśmy w trochę lepszej sytuacji od innych dzielnic. Tu było zawsze dużo zieleni, więc w przydomowych ogródkach hodowano kozy, a na Marymoncie krowy. Napisałem kiedyś w jakimś felietonie, że może postawilibyśmy w centrum miasta pomnik kozy. Wzbudziło to wątpliwości, czy się nie posuwam za daleko. Nie! Dzięki kozie mnóstwo niemowląt przeżyło okupację.

     Termin wybuchu powstania ustalono kilka dni przed 1 sierpnia, jednak do ostatniej chwili rozważano, czy to dobra data. Ostatecznie decyzję przyspieszyła informacja o uznaniu w Moskwie polskiego rządu emigracyjnego za bezprawny. Co by się jednak stało, gdyby nie ogłoszono "Godziny W"?

     Gdyby odwołano albo przesunięto wybuch powstania, to my i tak byśmy wyszli na ulice. To już była dla nas sprawa absolutnie zafiksowana. Musieliśmy sięgnąć po broń po tym wszystkim, co robili Niemcy, po ich zbrodniach. Emocjonalnie byliśmy tak straszliwie napięci, że nie mogliśmy się wycofać. Kiedy do tego doszła błędna informacja, że czołgi sowieckie są już na Pradze, byliśmy gotowi osiodłać konie. Nie ukrywam, że po klęsce miewałem wahania, czy dobrze zrobiliśmy. Często miałem takie myśli, np. kiedy szedłem na pogrzeb któregoś z przyjaciół czy kolegów. Odchodzili schorowani, często z powodu ran odniesionych przed laty, w powstaniu. Czasem sam ze sobą dyskutowałem, czy warto było stracić tak olbrzymią liczbę ludzi. Wspaniałych. I zawsze odpowiadałem, że trzeba było tak zrobić. Gdyby powstanie nie wybuchło, to bolszewicy zatrzymaliby się na przedmieściach Paryża. Dla nich powstanie na pewno było zaskoczeniem. Po 1 sierpnia zatrzymali swój marsz na zachód. Są historycy, którzy uważają, że była to powtórka z 1920 r., że Polacy po raz kolejny okazali się barykadą nie do pokonania. My jesteśmy narodem między dwiema potęgami, narodem, który dawno powinien być zdławiony. Ale nie jest.

     W powojennej Polsce miejscami pamięci, ku którym zwracano się 1 sierpnia, były kościoły, gdzie odprawiano uroczyste Msze św., cmentarze, gdzie pochowano powstańców, nieliczne tablice pamiątkowe. Pomników nie było. Pod koniec lat 70. władza zaczęła zezwalać na obchody, ale od tego czasu zaczął się utrwalać w świadomości społecznej podział uroczystości rocznicowych na oficjalne i nieoficjalne. Teraz od 20 lat mamy demokratycznie wybieraną władzę, ale niektóre środowska uważają, że grozi nam jakaś manipulacja z jej strony, chęć zawłaszczenia rocznicy...

     Politycy zawsze mają swoje cele, czasem jawne, a czasem ukryte. Chcę jednak powiedzieć, że Lech Kaczyński - choć prywatnie nie jestem zwolennikiem jego orientacji politycznej - jako prezydent miasta doprowadził do otwarcia Muzeum Powstania i do dziś mu patronuje. To muzeum jest dobrze prowadzone, nowoczesne. Jest aktywne, ma bogate propozycje wydawnicze i artystyczne. Naprawdę żyje: ciągle odbywają się imprezy, koncerty, przyjeżdżają na nie dzieci i wnuki powstańców.

     Dlaczego tegoroczne obchody są tak uroczyste? Nie jest to przecież okrągła rocznica.

     Bo następnej okrągłej, siedemdziesiątej, wielu z nas może już nie doczekać - stąd to przyspieszenie. Poza tym musimy wciąż przypominać, że powstanie było wydarzeniem wagi politycznej, międzynarodowej. Nie było lokalną rozróbą. Polska miała najliczniejszą i najsilniejszą armię podziemną w krajach okupowanych. Miałem przed laty zabawne zdarzenie. Jeździłem bardzo dużo po świecie i kiedyś jakiś człowiek w Peru - związany z tamtejszą partyzantką "tupamaros" - zagadnął mnie: "Podobno pan brał udział w jakichś rozruchach czy rewolucji w Warszawie". Miał na myśli powstanie. "Czy pan mógłby nam coś powiedzieć o technice walk w mieście?". Odpowiedziałem, że niewiele o nich wiem, bo byłem praktykiem. Swoją drogą świadczy to o tym, że wiedzą o nas na świecie. Wiedzą, że Polacy dokonali kolejnego powstania, wszak poprzednie też wybuchały w Warszawie. Wiedzą, że cierpienia Polski były nie do opisania. Warszawa była w 1944 r. ponadmilionowym miastem, które nagle przestało istnieć. O tym się na świecie coraz więcej wie, ale o naszej historii wciąż musimy przypominać.

     Czego pan, powstaniec, żołnierz Armii Krajowej, oczekuje po tegorocznych obchodach wybuchu powstania warszawskiego?

    Cieszę się bardzo, że podczas najbliższych uroczystości spotkam ludzi, którzy po wojnie nie mogli przyjeżdżać do Polski. Niektórzy będą tu po raz pierwszy od tamtej pory - warszawscy powstańcy! Spotykałem ich, jeżdżąc po świecie, ale tu zobaczymy się po raz pierwszy. To będzie wielki zjazd. Jeżeli uda się nie zrobić z obchodów imprezy politycznej, będzie to wielki sukces. Jeśli natomiast będzie powtórzona ubiegłoroczna kpina z demokracji, kiedy niektórych polityków pod pomnikiem Gloria Victis witały gwizdy z tłumu, to odepchnie mnie to od tej wielkiej idei rocznicowego spotkania. Czekam więc na obchody z lękiem. Po prostu z lękiem.
     Olgierd Budrewicz (1923) ps. Konrad - żołnierz Armii Krajowej, uczestnik powstania warszawskiego na Żoliborzu. Odznaczony Krzyżem Powstańczym i Krzyżem Armii Krajowej. Dziennikarz, pisarz, podróżnik, varsavianista. Napisał dziesiątki książek, w tym "Sagi warszawskie" i "Podróż do czterech rogów świata". Za miesiąc ukaże się wznowienie słynnego "Bedekera Warszawskiego".




Tekst pochodzi z Tygodnika

2 sierpnia 2009


Historia Biblii Historia Biblii
Stephen M. Miller, Robert V. Huber
Historia Biblii zajmuje się dziejami począwszy od czasu powstawania ksiąg Starego i Nowego Testamentu, przez ustalenie kanonu, upowszechnianie Biblii w czasach rękopisów, wpływy reformacji, aż do epoki współczesnej. Bogate ilustracje pozwalają poznać kształt zewnętrzny ksiąg biblijnych na różnych etapach historii... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 p: 27.03.2015, 18:36
 powstanie było błędem
 STRATEG: 04.01.2015, 02:41
 Żal ofiar, żal zniszczonych obiektów, żal straconych na zawsze dzieł sztuki, żal narodu, żal płaczących matek i dzieci, żal wszystkiego, co można było ocalić... Żal miasta, tego miasta... Czy powstanie musiało wybuchnąć? Czy musiało wybuchnąć właśnie wtedy, gdy pod Warszawą stały najbardziej doborowe jednostki Wehrmachtu i SS oraz wprawione w bojach wojska sojuszniczych Niemcom Ukraińców i innych profaszystowskich nacji? Czy w takich okolicznościach powstanie mogło się udać? Bez wsparcia? Bez sojusznika? Bez prowiantu i dostatecznego uzbrojenia? Po co to było? Komu i na co? Aliantom? Alianci pozostawili powstańców na pożarcie!!! A co? Może Stalin miał im pomagać? Niby po co? W imię jakich ideałów? Przecież dla Stalina powstańcy i AK-owcy to wrogowie. To gdzie byli dowódcy powstania warszawskiego? Gdzie była ich inteligencja? Co? Nie widzieli tego, co się wokół nich dzieje? Nie rozumieli rzeczywistości? Nie oceniali zagrożeń? Ślepo i z entuzjazmem rwali się z motyką na Księżyc? Przecież zupełnie nie mieli szans w starciu z niemiecką machiną wojenną, a tym bardziej nie mieli szans wobec Stalina. I ostatnie pytanie: Czy nie było lepszego momentu na wybuch powstania? Choćby wówczas, gdy front był daleko, gdy nie było pod Warszawą licznych hord najeźdźców?
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej