Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Ich ostatnia Wigilia

     Choć wszyscy wiedzieli, że te święta będą inne, jak co roku szykowali się do nich z wielką nadzieją, również w Wawrze. - Problemy z zaopatrzeniem czy opatem jakoś się zatatwi - mówili - będzie skromniej i smutniej, ale to nic. Przecież będziemy razem.

     Zima przyszła wtedy dość szybko i trzymała długo. Przed choinką, tak jak i w latach wcześniejszych, w kilku punktach Warszawy przygotowano ślizgawki. W licznych magazynach i składach wyrobów żelaznych ukazały się łyżwy, sanki i narty. Z oferty korzystali przede wszystkim mieszkańcy stolicy i kilku innych, wówczas podwarszawskich, a dziś leżących w jej granicach, miejscowości. Około 20 grudnia w gazetach zaczęły się pojawiać ogłoszenia: "Zapraszamy na tradycyjną rybkę: Gastronomia - restauracja - bar...", "Płyty nowe zloty pięćdziesiąt, świąteczne używane 40 groszy...". Nastrój przedświąteczny, zwłaszcza ten dostrzegalny w ludziach: "życzliwość, życzenia, etc", próbował naśladować ten sprzed wojny.

     PIERWSZA GWIAZDKA W NIEWOLI

     Na Boże Narodzenie rodzina Lucyny planowała wybrać się do kuzynostwa, do Wawra. W Warszawie chcieli zostać do pasterki, a ta, z powodu policyjnej godziny, odprawiona była w pierwszy dzień świąt.

     Opłatki dla rodziny i dla znajomych, z którymi mieli się spotkać w drugi dzień świąt w pobliskim Aninie, nabyli w kościelnej zakrystii. Wcześniej służba kościelna sprzedawała je po mieszkaniach. Już wcześniej kupili pieczywo. - Mieliśmy - opowiadała jeszcze niedawno p. Lucyna - znajomego piekarza, który sprzedał nam więcej, niż było wolno: 500 g chleba można było kupić za ok. 60 gr, ale tylko za okazaniem odpowiedniego kuponu...

     Do Wawra nie dojechali. Gdzieś od drugiego tygodnia grudnia rozpoczęły się egzekucje. - Część pomordowanych spoczęła w lesie (w Palmirach). Dotarły też do nas informacje o egzekucjach w Lubelskiem. Dzień przed Wigilią zaczęto zaś mówić o wywiezieniu z Pawiaka Stefana Starzyńskiego - wspominała p. Lucyna. Mimo że trzy miesiące wcześniej podano oficjalny komunikat o zakończeniu działań wojennych, represje coraz częściej dotykały cywili. - Moja koleżanka ze szkoły powszechnej została skierowana do pracy w Niemczech. Miała być tam kucharką lub służącą. Nigdy więcej jej nie spotkałam - opowiadała p. Lucyna. W związku z tymi wszystkimi nieszczęściami jej ojciec postanowił, że zostaną w domu. - Po tamtych świętach, po niewypowiedzianych do bliskich życzeniach, zostały krzyże.

     PORANEK 27 GRUDNIA

     "Nadeszła noc z 26 na 27 grudnia 1939 roku - zanotowała dekadę temu Krystyna Skrzyńska w książce "Sześćdziesiąta rocznica zbrodni wawelskiej". - Było pięknie. Na niebie lśniły gwiazdy i wielki srebrny księżyc. Ziemię pokrywał zamrożony, gruby śnieg. Pogasły światła w domach. Ludzie udali się na spoczynek. Zapanowała cisza. W naszym domu było spokojnie, tylko kaszel dziadka mącił ciszę. W pokoju gościnnym ulożyl się do snu nasz przyjaciel, Czesław, który spóźnił się na ostatnią kolejkę do Warszawy. Obie z Mamą i przygarniętą przez nas poznanianką robiłyśmy porządki. Nagle rozległo się walenie do drzwi...".

     Drugi dzień świąt Bożego Narodzenia spokojnie i z satysfakcją spędziła również rodzina Stefana Sawickiego. Do Wawra od znajomych z Warszawy wrócili późnym wieczorem. Urok prysł około północy, gdy zbudziło ich łomotanie do drzwi. Byli to żandarmi niemieccy z pistoletami maszynowymi w rękach. Weszli i kazali mężczyznom ubierać się.

     Parę godzin wcześniej, w niezbyt odległym Aninie, harcerze kończyli opłatkowe spotkanie. "Ok. 21.00 ktoś pierwszy zdecydował się nas opuścić, lecz za chwilę wrócił... - zanotował w 1999 r. Sylwester Rak-Rakowski. Ten, kto wrócił, przyniósł informację: w Wawrze postrzelono dwóch Niemców. Zapowiedziano, że będą aresztowania".

     W środowy poranek mieszkańców Wawra obudziły strzały. Było też słychać śpiew "Jeszcze Polska nie zginęła...". Niektórzy marzyli, że to odrodzone Wojsko Polskie, ale to nie byli polscy żołnierze. Ginęli sąsiedzi, znajomi, bliscy, którzy przyjechali tu na święta. - Stu siedmiu "Poległych - Niepokonanych". Pozbawiono ich życia za życie dwóch Niemców. - Zamordowali ich zbrodniarze z Ordnungspolizei - rozległo się po okolicy.

     NIEWINNI? ODPOWIEDZIEĆ MUSZĄ!

     Jeszcze w drugi dzień świąt nic nie zapowiadało tragedii. Boże Narodzenie i przenikliwy ziąb sprawiały, że w Wawrze ruch był nieduży. Bo, choć młodzież i dzieci korzystały z uroków aury, dorośli szybko, zaraz po porannych Mszach św., wracali do domów.

     Według relacji świadków i badaczy tamtych wydarzeń, wszystko zaczęło się wczesnym popołudniem. Jak opisuje historyk Jan Tyszkiewicz, właśnie wówczas do zamkniętego w czasie świąt baru Antoniego Bartosza, byłego poznańskiego urzędnika skarbowego, niespodziewanie wtargnęło dwóch mężczyzn - podaje "Egzekucja ludności cywilnej w Wawrze 27 grudnia 1939" z 2004. Pomimo protestów Antoniego i Zofii Bartoszkowej nie chcieli wyjść. Gospodarze powiadomili o najściu posterunek polskiej policji w Wawrze. Po doniesieniu zjawił się policjant Rozwadowski. W natrętach rozpoznał dwóch "zawodowych" kryminalistów: Mariana Prasułę i Stanisława Dąbka.

     Choć na przestępcach ciążyło podejrzenie zabójstwa, posterunkowy nie mógł ich aresztować. Nie miał szans z uzbrojonymi bandytami - polska policja została bowiem pozbawiona przez niemieckie władze okupacyjne broni palnej. Mając to na uwadze, powiadomił o sytuacji oficera Wehrmachtu z dowództwa, stacjonującego w Aninie, 538. batalionu budowlanego. Do sprawdzenia meldunku wysłano funkcjonariuszy batalionu. Po ich przybyciu na ul. Widoczną, Prasuła i Dąbek nie poddali się. Rozpętała się strzelanina. W jej wyniku zabitych zostało dwóch niemieckich żołnierzy. Ucierpiała także żona Bartoszka, którą postrzelono.

     Bandyci uciekli. Domniemując jednak, że nadal przebywają w Wawrze, zarządzono obławę i rewizje w okolicznych domach. Późnym wieczorem komendant placu Anin-Wawer otrzyma! wiadomość, że na miejsce skierowano specjalny oddział, który przeprowadzi karną akcję pacyfikacyjną. "Wobec nieobecności dowódcy 31. pułku policji porządkowej w Warszawie płk. Brennera - zanotował Jan Tyszkiewicz - jego obowiązki pełnił ppłk Max Daume. Kiedy dowiedział się o zabiciu 2. feldfebli w Wawrze, rozkazał 1. i 3. kompanii VI batalionu podjąć działania przewidziane zarządzeniami wydanymi przez gubernatora Generalnego Gubernatorstwa, Hansa Franka (z dn. 12 IX, 21 IX i 31 X 1939), naginając dodatkowo ich interpretację". Sprawę zabójstwa żołnierzy Wehrmachtu powierzono zbadaniu przez sąd doraźny. Nie stosowano w nim żadnych podstawowych procedur sądzenia, traktując je w istocie jako element terroru i uzasadnienie represji. Dla porównania: w sądzie wojskowym główne czynności sądowe, m.in. ustalenie przebiegu wypadków i osobowej odpowiedzialności za przestępstwo, mogłyby zostać zachowane. Tu zastosowano zaś, wbrew prawu międzynarodowemu, zasadę odpowiedzialności zbiorowej.

     Około stu dwudziestu aresztowanych mężczyzn, wyznawców chrześcijaństwa i judaizmu - obywateli polskich i dwóch obywateli Stanów Zjednoczonych, torturowano niemal całą noc z wtorku na środę. Większość, wśród nich prawdopodobnie jednego z prawdziwych sprawców tragedii, skazano na śmierć - wyrok wydali: ppłk Max Daume i mjr Wilhelm Wenzl.

     Tuż przed rozpoczęciem egzekucji na osobisty rozkaz i w obecności ppłk. M. Dauma powieszono też Antoniego Bartoszka. Idący na rozstrzelanie widzieli jego wiszące ciało. Po egzekucji pochowano go razem ze stu siedmioma rozstrzelanymi w mogile, na której miejscu znajduje się dziś symboliczny cmentarz. Niedługo później, na rozkaz z Warszawy, wykopano jednak ciało Bartoszka. Przez dwa dni wisiało ono znowu nad drzwiami do baru.

     ***

     Pierwsza zbrodnia ludobójstwa w okolicach Warszawy, w kraju pozostającym pod administracją okupacyjną, rozwiała do reszty złudzenia, jeśli ktoś jeszcze je żywił. Stało się niemal oczywiste, że terror hitlerowski może dotknąć ludzi w każdym momencie, pod byle pretekstem i bez rozróżnienia na "winnych" i "niewinnych".

     Oprawcy za zbrodnię odpowiedzieli po wojnie. Wyrokiem polskiego Najwyższego Trybunału Narodowego ppłk. Maxa Dauma skazano na karę śmierci przez powieszenie. Zbrodniarz wawerski, późniejszy dowódca regimentu SS, do końca nie przyznawał się do winy. Podobnie zeznawał, także skazany na śmierć, mjr Wilhelm Wenzl.


Zuzanna Smoleńska


Tekst pochodzi z Tygodnika

27 grudnia 2009


Oprawcy z Katynia Oprawcy z Katynia
Władimir Abarinow
Kto w Katyniu strzelał do polskich oficerów i policjantów? Kto ich pilnował, wiózł na miejsce kaźni? Kto zacierał ślady i ukrywał prawdę? Autor książki ukazał ogrom i perfidię fałszerstw dotyczących zbrodni na polskich jeńcach. Spisał wiele relacji nieżyjących już świadków i sprawców mordu... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej