Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
O bacy

- Baco macie takiego małego pieska i wieszacie na furtce napis "UWAGA PIES"? 
- A bo mi go już 3 razy zdeptali...

*     *     *
 
W górach pada deszcz. Przechodzący turysta mówi do bacy: 
- Baco, dach wam przecieka. 
- Wim. 
- To czemu nie naprawicie? 
- Ni mogę, bo pado. 
- A dlaczego nie naprawicie, kiedy nie pada? 
- Bo wtedy nie cieknie...

*     *     *
 
- Baco, słyszałem, że wczoraj pobili cię w lesie... 
- Phi, też mi las, ledwie parę drzew.

*     *     *
 
Baca zatrudnił się w kopalni. Już pierwszego dnia miał pecha, bo wpadł do starego, 
zapomnianego szybu. Zbiegli się koledzy i mówią: 
- Franek, jysteś tam? 
- Jo. 
- Nic ci się nie stało? 
- Ni. 
- To wyłaź stamtąd. 
- Kaj ni moga, bo jesce leca...

*     *     *
 
Siedzi baca na gałęzi i jednocześnie piłuje ją zawzięcie. 
Przechodzący obok turysta ostrzega: 
- Oj, baco, baco! Źle się to skończy, spadniecie! 
Baca na to: 
- Co ty tam wiesz, ceprze jeden! Nie spadnę! 
Turysta wzruszył ramionami i poszedł. Baca piłował, piłował i oczywiście zleciał. 
Podnosi się z ziemi, masuje potłuczony tyłek i mruczy do siebie: 
- Prorok jaki czy co?

*     *     *
 
Baca oprowadza turystów po górach i opowiada: 
- Wiecie, ze nasze Tatry majom juz 10000 lat i dwa miesiące. 
- Ale baco, skąd znacie taki dokładny wiek? - pyta jeden z turystów. 
- Bo był tu u nos taki jeden profesor i mówił, ze nasze Tatry majom 10000 lat. 
A był on u nos dokładnie 2 miesiące temu.

*     *     *
 
Idzie sobie turysta i w pewnym momencie zauważa Bacę i pyta: 
- Baco, co robicie? 
- A nic takiego, piore tylko kota. 
- Kota? Przecież kota się nie pierze. 
Na to Baca: 
- A co wy tam turysto wicie, kota się pierze. 
Za parę godzin turysta wraca z powrotem. Patrzy a kot leży nieżywy. I zwraca się do Bacy: 
- A nie mówiłem, że kota się nie pierze?! 
A Baca na to: 
- Pierze się, pierze, ale sie nie wykręco.

*     *     *
 
Lezy baca na łące i pasą się barany. Idą turysci i pytaja: 
- Baco a która to godzina? 
Baca podniósł głowę wyciagnął rękę, coś pomacał po jajach barana i mówi: 
- A 12 za 15. 
Turyści poszli, ale myślą: jak on poznal po tych jajach baranich, która godzina? 
Wracją, i znów pytają: 
- Baco, a która to godzina? 
Baca znów sięgnął w stronę jaj baranich i mówi: 
- A bedzie 15. 
Zaciekawieni pytają: 
- A co Ty w tych jajach baranich tam robisz że wiesz, która godzina? 
- A nic nie widzę, tylko je odsuwam na bok, bo mi zegar na wieży kościelnej zasłaniają. 

*     *     *
 
Zbliżała się zima, więc baca zapobiegliwie postanowił kupić sobie kalesony. 
Jednak w sklepie wszystkie kalesony już sprzedane. Sprzedawczyni doradziła bacy, 
aby w tej sytuacji kupił sobie rajtuzki, że niby ciepłe i wygodne a na dodatek nie 
trzeba skarpet nosić. Minęła zima, śniegi stopniały, baca wybrał się do sklepu. 
Sprzedawczyni pyta go, jak tam rajtuzki się spisały. Baca na to: 
- Bardzo dobrze, bardzo dobrze, ino jak se pierdłem, to mi kierpce spadały.

*     *     *
 
Baca został skazany na krzesło elektryczne. Sędzia mówi: 
- No baco, macie przed śmiercią jakieś życzenie? 
A Baca na to: 
- Ja wysoki sędzio tobych tak chcioł, żeby pan sędzia mnie chycił za ręke.

*     *     *
 
Rozmawia dwóch górali: 
- Baco, a jak ja bym się przespał z waszą żoną, to jak by my wtedy byli? Kumy? Szwagry? 
- Wtedy to by my byli kwita.

*     *     *
 
Wchodzi facet do karczmy i czyta: Zwykłe piwo - 4 zł, Piwo śliwkowe - 3 zł. 
Pyta się bacy, czemu 3 zł i czemu śliwkowe? Baca mu tłumaczy: 
- Po prostu - jak zostaje w kuflach to je śliwamy.

*     *     *
 
Idzie turysta drogą spotyka Bacę i pyta się: 
- Baco, mogę przejść przez waszą łąkę bo chcę zdążył na pociąg o 10.40. 
- A idźcie, a jak spotkacie mojego byka to i na ten o 9.15 zdążycie.
 
*     *     *

Dwóch juhasów złapało jeża i spierają się o nazwę tego zwierzęcia: 
- To je śpilok - mówi pierwszy. 
- Ni, to je iglok! - odpowiada drugi. 
Proszą o werdykt starego bacę, śpilok to czy iglok ? 
- To je ani śpilok, ani iglok. To je kolcok ! - odpowiada baca.
 
*     *     *
 
Pytają bacę: 
- Zawód? 
- Mechooptyk. 
- Co? 
- Mechooptyk. 
- A co pan robi? 
- Optykam chałupy mchem.

*     *     *
 
Policja podejrzewała bacę o pędzenie bimbru. Baca oczywiście się nie przyznawał, 
lecz policja przeszukała jego chatę i na strychu znalezła sprzęt do pędzenia bimbru. 
- I co baco teraz też się nie przyznajecie? 
- To może posądzicie mnie też o gwałt? Sprzęt do tego też mam.

*     *     *
 
Wraca gazda pociągiem z targu i pyta siedzącą z nim w przedziale kobietę: 
- Proszę pana, czy w Zimnej Wodzie staje. 
- Staje, ale chyba pingwinowi.

*     *     *
 
Idzie baca i niesie zdechłego psa. Spotykają go turyści: 
- Baco? Coście zrobili z tym psem? 
- No dyć zabiłek go! 
- To musiał być wściekły....? 
- No zachwycony to on nie był!

*     *     *

Siedzi baca na przyzbie, podchodzi turysta: 
- Co robicie baco? 
- A tak sobie siedze i myśle. 
- A to wy zawsze tak ? 
- Nie, ino jak mam cas. 
- A jak nie macie czasu ? 
- To sobie ino siedze.

*     *     *
 
Siedzi baca i kolega Japończyk i sobie piją. W pewnym momencie Japończyk mówi do bacy: 
- Potrafię tak cię trzepnąć, że się nie pozbierasz. 
- Nie wierzę - mówi baca. No to Japończyk go walnął tak, że baca spadł z ławy. 
Po pięciu minutach baca doszedł do siebie i pyta, co to było? Japończyk odpowiada: 
- Słuchaj dobrze, to było: KA-RA-TE. 
Na to baca mówi: 
- Jo tyz potrafie tak cie tzepnoć. 
No i tak go walnął, że Japończyk leżał tydzień w szpitalu. Po wyjściu pyta się bacy: 
- Co to było? 
- Słuchoj dobze, to była: CIU-PA-GA - informuje go baca. 
 
*     *     *
  
Nad Morskim Okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają: 
- Co tu robicie? 
- Łowię pstrągi. 
- Przecież nie macie wędki. 
- Pstrągi łowi się na lusterko. 
- W jaki sposób? 
- To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ją wam zdradzę. 
Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe. On tłumaczy... 
- Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go 
kamieniem i już jest mój... 
- Ciekawe... A ile już tych pstrągów złowiliście? 
- Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... 
 
*     *     *

Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. 
Przechodzący turysta pyta zdziwiony: 
- A co to baco, zegarek na sznurku ciągniecie? 
- Ja go wreszcie nauczę chodzić! 
 
*     *     *

- Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu? 
- Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... 
 
*     *     *
 
Baca słyszy krzyki z podwórka: 
- Czego tam? 
- Bacoooo! Potrzebujecie drewna? 
- Nieeee! Przecie mom! 
Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: 
- Gdzie moje drewno?! 
 
*     *     *
 
Zmarznięty w czasie śnieżycy turysta puka do bacówki - otwiera baca. 
- Macie baco coś do jedzenia? - Niii! - To może chociaż wrzątek macie?? 
- Mom... ino zimny. 
 
*     *     *

- Baco, czy pokażecie nam Giewont? - pytają turyści. 
- Jo. Widzita tom pirwszom górke? 
- Tak. 
- To nie je Giewont. A widzita tom drugom górke? 
- Tak. 
- To tyz nie je Giewont. A widzita tom trzeciom górke? 
- Nie. 
- To je Giewont. 

*     *     *
 
Baca był świadkiem wypadku samochodowego; poldek walnął w drzewo. Przesłuchuje go gliniarz: 
- Baco jak to było? 
Na to baca: 
- Panocku widzicie to drzewo? 
- Widzę. 
- A oni nie widzieli... 
 
*     *     *

Bacowa budzi swojego męża w środku nocy. 
- Antoś, pchła mi chodzi po plecach, złap ja i zabij. 
- Zapal światło - doradza zaspany baca. - Jak cię zobaczy, to sama zdechnie ze strachu. 

*     *     * 

Rozmawiają dwie gaździny o swoich dzieciach. Jedna z nich się chwali: 
- A mój Jasiek to teroz studyjuje w takim uniwersytecie, 
co to się tak jako nazywo: ugryz - nie, nie ugryz!... użarł - nie, nie użarł... 
A! Już wim! UJOT! 
 
*     *     *
 
Śpiewa juhas na hali. Baca nie może wytrzymać i woła: 
- Czego się dzes?!! 
- Dyć to nie dzez, to folklol! 

*     *     *
 
Gazdowska rozmowa. 
- Staszek, cy twoj konicek kuzy fajke? 
- Ni. 
- No, to ci si szopa pali.
 
*     *     *

Sędzia do górala: 
- Ile macie dochodów? 
- Wysoki sądzie, do chodów to ja mom dwie nogi, ale obie kipskie. 
 
*     *     *
 
Siedzi baca na skale i liczy: 
- 121, 121, 121... 
Przechodzi turysta i pyta się: 
- Co tak liczycie baco? 
Baca strąca turystę że skały i liczy dalej: 
- 122, 122, 122... 
 
*     *     *
 
Przychodzi hanys do sklepu w W-wie i pyta: 
- Czy są fafkulce? 
Ekspedientka nie kumata mówi: 
- Nie ma 
Na to hanys: 
- To poprosza fa f spray`u  

*     *     *

Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. 
- Baco, wełna drożeje! 
- A kto tak powiedział? 
- Wałęsa. 
- A gdzie on pasie? 

*     *     *
 
Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. 
- Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. 
- Mom, i taką cholerę jak wy, tyz mom. 
 
*     *     *

Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdżającego Mercedesa. 
Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta: 
- A co to panocku, za znacek z psodu? 
- To? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, 
jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. 
- Aha. 
Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi: 
- A weźcie, panocku, tego cłowieka w ten celownik... 
Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", 
ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia, to w ostatniej chwili skręcił, 
aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa: 
- Iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go w ogóle nie trafili. 
 
*     *     *
 
Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. 
- Baco, co wieziecie? 
Baca nachyla się i szepcze: 
- Siano. 
- Czemu tak cicho mówicie? 
- Żeby koń nie usłyszał! 

*     *     *
 
Podczas wizyty prezydent USA zwiedza z Gierkiem Zakopane. 
Nagle słyszą krzyk i płacz kobiety. Patrzą - a gazda za chałupą grzmoci żonę. 
Prezydent pyta go dlaczego tak się znęca nad kobietą. Gazda mówi: 
- Chciała mieć fiata - kupiłem. Chciała mercedesa - kupiłem. Ale teraz jej się 
helikopterem zachciało latać. Nie kupię, bo tu góry i jeszcze mi się baba zabije! 
Prezydent pokiwał ze zrozumieniem, ale Gierek wziął gazdę na stronę i pyta: 
- Gazdo, a tak naprawdę o co poszło? 
- Przeca nie powim obcemu, że mi bździągwa bony na cukier zgubiła. 
 
 *     *     *
 
Baca rozmawia z turystą: 
- Zabiłem wczoraj 10 ćmów - mówi baca. 
- Ciem - poprawia turysta. 
- A kapciem. 

*     *     *
 
Siedzi góral na szczycie Rys i krzyczy: 
- Hej!... Morze, nasze morze... 

*     *     *
 
Idzie baca do sklepu mięsnego i pyta: 
- Cy jest kiełbasa? 
- Jest. Beskidzka. 
- Bez cego???

*     *     *
 
Juhas widzi bacę prowadzącego duże stado owiec. 
- Dokąd je prowadzicie? 
- Do domu. Będę je hodował. 
- Przecie nie macie obory, ani zagrody! Gdzie będziecie je trzymać? 
- W mojej izbie. 
- Toż to straszny smród! 
- Przyzwyczają się.

*     *     *
 
Gazda ma rozprawę w sądzie. Jest posądzony o zabicie gazdzinki. 
Sedzia go pyta: 
- Gazdo, czym zabiliście gaździnę? 
- ano nicym, wysoki sądzie. 
- Gazdo, pytam jeszcze raz.. 
- No dobrze... Ino synecką... 
- ??? A jaką? Wieprzową czy wołową...? 
- Niiii...! Ino kolejową!!

*     *     * 
 
W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. 
- Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. 
- Ni. 
- Ciepło? 
- Ni. 
- A jak wam jest? 
- Jendrzej

*     *     *
 
Baca jest sądzony za zabójstwo turysty, ale się nie przyznaje. Sędzia pyta: 
- No, jak to było, Baco? 
- Ano nijok. Siedziołek se na przyzbie i strugałek osikowy kołecek. A ten turysta 
siad se kole mnie i zacoł jeść cereśnie. I co zjod, to mi pesteckom trach!!! 
w oko. A jo nic, ino se strugom ten kołecek. A on znowu zjad i trach!!! 
mie pesteckom w oko. A jo nic i dalej strugom... A on zjad łostatniom cereśnie, 
rzucił mi torebke pode nogi, wstał i tak niescęśliwie sie potknął, 
że upadł na ten kołecek, com go strugoł. I tak, panie, coś ze 30 razy...
 
*     *     *
 
Wychodzi rano baca przed chałupę, i ospale wykrzykuje: 
- Góry moje kochane, jakiescie wy som pikne!!!! 
A echo z przyzwyczajenia odpowiada: 
-...mać ...mać ...mać

*     *     *
 
Zapisują bacę do spółdzielni produkcyjnej. 
- Dacie krowę do spółdzielni ? 
- Dom. 
- Dacie konia do spółdzielni ? 
- Dom. 
- Dacie traktor do spółdzielni? 
-Dom. 
- Dacie owce do spółdzielni ? 
- Nie dom. 
- A czemu to ? 
- Bo mom.
 
*     *     *
 
Wywiad z bacą: 
- Baco, jak wygląda wasz dzień pracy ? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... 
- Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. 
- Dobrze, więc rano wyprowadzam owce, wyciagąm książkę i czytam. 
W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. 
W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki, które czytamy do wieczora. 
Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. 

*     *     *

Poczatkujący narciarz pyta bacę: 
- Czy ten zjazd jest niebezpieczny? 
- A gdzie tam, panocku, syćka zabijają się dopiero na dole! 

*     *     *
 
Wycieczka będąca w górach dowiedziała się, że na szczycie góry mieszka Baca-Czarodziej. 
Poszli więc do jego chaty. Tam była żona bacy, która powiedziała, 
że mąż jest w ogrodzie. Turyści udali siętam i zobaczyli górala wiszącego 
na jednej ręce na gałęzi drzewa, a w drugiej trzymającego książkę Zapytali: 
- Baco, podobno jesteście czarodziejem? 
A on na to przekładając kartkę ręką, którą trzymał się drzewa( wisząc w powietrzu): 
-Iiii tam, ludziska to takie brednie gadajo....
 
*     *     *

Baca zapisuje sie do SLD. Wypytują go: 
- Był pan już w jakiejś bandzie? 
On im na to: 
- Nie ta bedzie pierwsza.

*     *     *
 
Turysta do bacy: 
- Ile kosztuje ten pies? ? 
- Sto milionów.. 
- Przecież nikt go nie kupi.. 
Po pewnym czasie turysta do bacy: 
- Sprzedaliście psa? ? 
- Tak. Za dwa koty po 50 milionów.

*     *     *
 
Turysta pyta się górala: 
- Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? 
- A co, mam go pchać? 
 
*     *     *
 
Baca pasie owce na hali, gdy nagle zatrzymuje się elegancka limuzyna. 
Wychodzi piękna pani, podchodzi do bacy i pyta: 
- Baco, czy jak Wam policzę te owce, to będę mogła zabrać sobie jedną? 
Baca po namyśle odpowiedział: 
- Dobrze. 
Pani liczy i liczy... wreszcie mówi: 
- 74 sztuki. 
- Zgadza się - odpowiedział baca. 
Pani już Siedzi w samochodzie gotowa do odjazdu. Baca podchodzi i mówi: 
- Droga Pani, czy jak Wam powiem, jaki macie naturalny kolor włosów, to odda mi Pani to, co zabrała? 
- Zgoda - Odpowiada nieznajoma. 
- Blondynka. 
- Jak to baca poznał. 
- Ano bo Pani do auta wsadziła owczarka... 


   


Wasze komentarze:
 Marta LL;D: 22.04.2014, 19:59
 Super ale za mało i niektóre nie są śmieszne
 sexi: 20.04.2014, 19:51
 Ajjjjajjjajjjj
 pih: 17.03.2014, 20:45
 Dobre:p
 anonim: 23.12.2013, 19:31
 Zajebiste
 anonim: 23.12.2013, 19:31
 Zajebiste
 Agata szpytman: 08.02.2011, 13:58
 zioło0
 Agata szpytman: 08.02.2011, 13:57
 zioło0
 m: 27.04.2010, 14:33
 glupie*****
 haj ci w dape: 19.02.2010, 18:46
 haha ostatni najlepszy
 
(1)


Autor

Treść




Poprzedni[ Powrót ]Następny
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej