Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Sens intronizacji Jezusa na Króla Polski

Marcin Majewski
Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie

Intronizacja Jezusa Króla to akt wybrania Jezusa i wartości, które On przynosi – Dekalogu i Ewangelii – jako podstawy dalszego życia. Jeśli wybierającym jest pojedyncza osoba, deklaracja zobowiązuje ją samą; jeśli ślubuje naród, wybór zobowiązuje państwo, które on tworzy.
W Polsce idea intronizacji Jezusa Króla Polski robi ostatnimi laty widoczną karierę i pomimo druzgocącej krytyki, jaka spadła na nią ze strony środowisk lewicowych, prawicowych i kościelnych trwa, a nawet umacnia się. Jest ruchem oddolnym ożywiającym umysły prostego ludu, co jakiś czas można jednak usłyszeć nieśmiałe głosy intelektualistów, polityków czy celebrytów opowiadające się za tą ideą. Często wywołują one zdziwienie i ostracyzm liberalnego środowiska. Światli krytycy i prześmiewcy uznania Jezusa Królem Polski zdają się nie dostrzegać, że „teologia intronizacji stanowi o wiele głębszą odpowiedź na wyzwania nowoczesności, niż sekularne przesądy żywione przez katolicki główny nurt” (Rojek 2014, s. 9) i że lokujące się gdzieś na peryferiach ruchu intronizacyjnego postawy fanatyczne „nie powinny przesłaniać sedna sprawy – Intronizacja Chrystusa Króla łączy się z uznaniem faktu, że to chrześcijaństwo z jego koncepcją danej człowiekowi przez Stwórcę niezbywalnej godności, a nie żadna świecka ideologia, jest aksjologicznym gwarantem porządku społecznego, w którym chronione są prawa obywatelskie” (Memches 2014, s. 17).

MISJA ROZALII
Wszystko zaczęło się od Rozalii Celakówny, a właściwie od otwarcia jej procesu kanonizacyjnego na terenie Archidiecezji Krakowskiej w 1996 roku przez ks. kard. Franciszka Macharskiego dzięki ofiarnym staraniom Fundacji Serca Jezusa i jej założyciela ks. Tadeusza Kiersztyna. Wówczas to światło dzienne ujrzały zapiski krakowskiej pielęgniarki, a w nich przeżycia mistyczne, w których Jezus żąda aktu intronizacji od narodu polskiego i wszystkich narodów świata. Oto kilka cytatów z dzienników prowadzonych przez Rozalię na żądanie kierowników duchowych:
• Za grzechy i zbrodnie popełnione przez ludzkość na całym świecie ześle Pan Bóg straszną karę. Sprawiedliwość Boża nie może znieść dłużej tych występków. Ostoją się tylko te państwa, w których będzie Chrystus królował. Jeśli chcecie ratować świat, trzeba przeprowadzić intronizację (…) we wszystkich państwach i narodach na całym świecie. Tu i jedynie tu jest ratunek. Które państwa i narody jej nie przyjmą i nie poddadzą się pod panowanie słodkiej miłości Jezusowej, zginą bezpowrotnie z powierzchni ziemi i już nigdy nie powstaną. Zapamiętaj to sobie, dziecko moje, zginą i już nigdy nie powstaną!

• Jest ratunek dla Polski, jeśli Mnie uzna za swego Króla i Boga w zupełności przez Intronizację – nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym państwie – z Rządem na czele. To uznanie ma być potwierdzone porzuceniem grzechów, zupełnym zwrotem ku Mnie.

• Polska nie zginie, o ile przyjmie Chrystusa za Króla w całym tego słowa znaczeniu, jeśli się podporządkuje pod Prawo Boże, pod prawo Jego miłości. Inaczej, moje dziecko, nie ostoi się.

• Polska musi w sposób wyjątkowy, uroczyście ogłosić Pana Jezusa swym Królem przez intronizację.

• Polska musi uznać Chrystusa Pana swym Królem nie w teorii, lecz w praktyce (Celakówna 2007, passim).
Sprawa stała się poważna, ponieważ – pomijając na razie treść samych żądań – proces beatyfikacyjny służebnicy Bożej Rozalii przeszedł pozytywnie wszystkie etapy w postępowaniu diecezjalnym i obecnie jest kontynuowany w Rzymie w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Ta w 2013 roku potwierdziła poprawność przebiegu przewodu na szczeblu diecezjalnym, a w kwietniu 2014 jej prefekt, kard. Angelo Amato, wyznaczył już relatora w sprawie.
Postać Rozalii zasługuje na zbadanie kanoniczne, gdyż jest niezwykle ujmująca. Jej ostatni spowiednik, ks. Kazimierz Dobrzycki, pisał po jej śmierci w taki sposób: „Uwzględniając całe, jakby nazaretańskie i kalwaryjskie życie Rozalii Celakówny, tak zwykłe, proste i wzgardzone na zewnątrz, a tak bogate w jej ukrytym i doskonałym dziecięctwie Bożym, szczerze się przyznam, że nie byłem, nie jestem i nie wiem, czy kiedyś stanę się godny tej niezwykłej łaski Bożej, iż byłem jej spowiednikiem. I mniemam, że będzie ona uznana za wielką świętą nie tylko w naszym kraju, lecz w całym Kościele Chrystusowym, że stanie się tak popularną, jak św. Teresa od Dzieciątka Jezus i że kiedyś będzie ogłoszona patronką wszystkich pielęgniarek na świecie oraz chorych, którym tak bardzo była oddana”. Z kolei o. Pius Przeździecki, generał zakonu paulinów, pod którego opieką duchową była Rozalia, pisał do całego zgromadzenia: „Chrystus Pan, nie poprzestając na objawieniach dotyczących czci Jego Najświętszego Serca św. Małgorzacie Marii podanych (…), i naszego narodu nie pominął. Upatrzył Sobie mianowicie pewną ofiarną duszę, światu nie znaną i pragnącą pozostać w ukryciu. Oddana dobrowolnie bardzo ciężkiej i wyczerpującej pracy, całe swe życie wypełniała heroicznymi cnotami, mającymi za cel przede wszystkim miłość Boga i bliźniego. Tej to duszy Pan Jezus dał poznać na modlitwie, żeby w całym naszym narodzie – od najwyższych urzędem i stanowiskiem aż do najmniejszych – wszyscy przez Intronizację oddawali cześć Jego Boskiemu Sercu, a wtedy Pan Jezus nasz kraj i naród otoczy opieką Swą i błogosławieństwem” (oba cytaty za: Dobrzycki, Szafraniec 1998, s. 128 i 210).
Prostota i piękno życia Rozalii robią duże wrażenie, tu jednak chcę skupić się nie tyle na jej osobie, co na żądaniu, które tyle razy usilnie kierowała przez swych spowiedników: „Polska musi w sposób wyjątkowy, uroczyście ogłosić Pana Jezusa swym Królem przez intronizację”. Wezwanie to jest novum w dziejach objawień prywatnych. Nie dotyczy bowiem wprowadzenia żadnego nowego kultu czy nowej formy pobożności (jak było choćby w przypadku objawień Serca Jezusa czy Miłosierdzia Bożego), nie jest też jedynie zachętą do modlitwy (jak było np. w Lourdes, Fatimie czy Guadalupe). Rozalia kieruje wezwanie do narodu i jego władz państwowych z żądaniem, by intronizacja była przeprowadzona „w państwie z Rządem na czele”. Nie ma poleceń skierowanych stricte do hierarchii kościelnej (oprócz tego oczywistego, że Kościół powinien taką uroczystość przygotować), nie ma postulatu ustanowienia jakiejś nowej uroczystości. Jest warunek ocalenia postawiony narodom: intronizacja Jezusa Króla.
Rozalia, choć zachęca każdego człowieka do zawierzenia swego życia Jezusowi w akcie intronizacji, zasadnicze wezwanie kieruje znacznie szerzej. Szczególnym adresatem apeli intronizacyjnych jest naród, państwo polskie i jego rządzący. Starania, aby to żądanie dotarło do władz świeckich za pośrednictwem władz kościelnych, były wielokrotnie podejmowane przez jej spowiedników, generała paulinów oraz rodzonego brata Rozalii, salwatorianina. Rozalia notuje między innymi takie słowa Jezusa: „Powiedz, dziecko, Ojcu [spowiednikowi – M.M.], by napisał do Prymasa Polski przez Ojca Generała, by wszystko uczynił dla przyspieszenia Intronizacji. Jasna Góra jest stolicą Maryi. Przez Maryję przyszedł Syn Boży, by zbawić świat i tu również przez Maryję przyjdzie zbawienie dla Polski przez Intronizację. Gdy się to stanie, wówczas Polska będzie przedmurzem chrześcijaństwa, silną i potężną, o którą się rozbiją wszelkie ataki nieprzyjacielskie” (Celakówna 2007, s. 207). Po jednej z nieudanych prób interwencji u władz Rozalia pisze: „W tej chwili przyszła mi myśl, że Ojciec mój wysłał list do Prymasa Polski, Jego Eminencji Ks. Kard. Hlonda, z prośbą o Intronizację w naszym Państwie, a o tym nikt przecież nie wie. Jakież było moje zdziwienie, gdy na moje myśli otrzymałam odpowiedź: Pamiętaj, dziecko – mówi ta postać – by sprawa tak bardzo ważna nie była przeoczona i nie poszła w zapomnienie. Niech Ojciec o tym pamięta, by nie było za późno. Intronizacja w Polsce musi być przeprowadzona” (tamże). Wspomniany o. Przeździecki, tak pisał do prymasa Polski kard. Augusta Hlonda w 1939 roku, przed wybuchem wojny: „Przedkładając niniejszy jakby testament mój i prośbę przedśmiertną do Waszej Eminencji jako do Najdostojniejszego Protektora naszego Zakonu, oświadczam, że resztę życia mojego poświęcam i ofiaruję za Intronizację (…) w Polsce, nie wyłączając również wszystkich innych narodów na świecie. Jestem stary, nad grobem stojący i świadomie oraz dobrowolnie i bez najmniejszego wahania, owszem, z radością biorę całą odpowiedzialność nie tylko przed Waszą Eminencją, lecz przed Bogiem naszym i Sędzią, przed którego Najświętszym Obliczem mogę stanąć lada dzień, że Boskie Serce Jezusa i Najświętsza Maryja Panna istotnie w sposób nadprzyrodzony łaskawie nam wskazują na Intronizację, jako na niezawodny ratunek dla Polski i świata” (Dobrzycki, Szafraniec 1998, s. 210).
Inicjatywa intronizacji jest zatem wezwaniem do dokonania publicznego aktu wiary narodu, aktu zawierzenia na miarę ślubów lwowskich Jana Kazimierza w 1656 roku, aktem uznania Jezusa jako Króla życia narodowego. Rangę tego żądania wyraża ostrzeżenie kierowane przez krakowską mistyczkę o nadchodzącej na świat karze i zapewnienie, że te narody ocaleją, które autentycznie uznają Jezusa jako swego Króla.

SENS INTRONIZACJI
Powstaje zasadnicze pytanie: Jaki jest sens tego żądania? Dlaczego Jezus domaga się aktu intronizacji od Polski, a za nią od innych narodów? Po co mieszać w to rząd i władze świeckie? Czy ta radykalna ingerencja wiary w politykę nie jest złamaniem zasady neutralności państwa? Do tego dochodzą inne ważne pytania: Po co taka zewnętrzna deklaracja? Czy nie jest to forma narzucania światopoglądu? Czy intronizacja to tylko deklaracja? I tak dalej.
Spróbuję na te kwestie odpowiedzieć. Otóż na pytanie, dlaczego Jezus żąda intronizacji, odpowiedź wydaje się prosta: Dlatego, że dokonała się detronizacja, dlatego, że nie króluje. Oczywiście, nie króluje w sensie moralnym, praktycznym, w życiu ludzi i narodów, gdyż w sensie ontologicznym nie ma sfery, która uchodziłaby królowaniu Jezusa, wszak mówił: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi (Mt 28,18). Konkretniej: Jezus żąda intronizacji od narodu i państwa dlatego, że właśnie na tej płaszczyźnie dokonała się detronizacja, bunt wobec władzy Boga. Chrystus został zdetronizowany w życiu społecznym, wspólnotowym i politycznym państw i narodów. Europa odcięła się od korzeni, z których wyrosła, zdegradowała chrześcijaństwo do mitologii i nieaktualnej etyki, a w życiu publicznym promuje radykalny laicyzm, będący w praktyce programowym ateizmem. Można powiedzieć, że na płaszczyźnie publicznej, państwowej i społecznej dokonała się detronizacja Boga. Oczywiście nie twierdzę, że tylko na tej płaszczyźnie. Wszyscy obserwujemy, jak detronizuje się Boga w sferze moralnej, obyczajowej, edukacyjnej itd. Ale wydaje się, że istota intronizacji, a jednocześnie główne ostrze krytyki skierowane przeciw niej, dotyka właśnie wymiaru politycznego i społecznego tego żądania. Dlatego na nim skupię moją uwagę.
Kościół kieruje orędzie Ewangelii nie tylko do indywidualnego człowieka. Adresatem jego nauczania są także wspólnoty: małżeństwo, rodzina, poszczególne grupy społeczne, naród czy społeczność międzynarodowa. „Posłannictwo Kościoła polega na głoszeniu i krzewieniu Królestwa Chrystusowego i Bożego wśród wszystkich narodów i stanowi zaczątek tego Królestwa na ziemi” (Dominus Iesus, nr 18). Jeszcze silniej podkreślił to św. Jan Paweł II w homilii inaugurującej swój papieski pontyfikat: „Nie lękajcie się. Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi! Dla Jego zbawczej władzy otwórzcie granice państw, systemów ekonomicznych, systemów politycznych oraz kierunków cywilizacyjnych. Nie lękajcie się! Chrystus wie, co jest w człowieku. On jeden to wie”. To papieskie zawołanie inauguracyjne jest dobrym punktem wyjścia dla zrozumienia społecznego aspektu intronizacji; być może także kluczem do zrozumienia w ogóle jego papieskiego nauczania. Wezwanie jest bardzo radykalne. Padają słowa o udostępnieniu dla władzy Chrystusa systemów państwowych i politycznych. Słowa o otwarciu się na Chrystusa i Jego zbawcze działanie w życiu narodów i cywilizacji. To jest wezwanie do intronizacji. To jest wyrażona ustami papieża świadomość Kościoła, że Chrystus jest prawdziwym Panem, ostateczną Odpowiedzią, właściwym Celem i największym Skarbem tak osób, jak i społeczeństw.
Inauguracyjne wezwanie papieża było jednak głosem wołającego na puszczy, gdyż tak jednostki, jak i narody przyjęły inny niż chrześcijański model budowania nowoczesnego społeczeństwa, model sekularny oparty na wyznaczeniu radykalnych granic między wiarą a życiem społecznym, ujmowany najczęściej jako „rozdział państwa od Kościoła”. Ta radykalnie rozumiana antynomia stała się swoistym dogmatem myślenia nowoczesnego. I to jest właśnie detronizacja.

ROZDZIAŁ PAŃSTWA OD KOŚCIOŁA
Kluczowym momentem w historii koncepcji rozdziału Kościoła od państwa była rewolucja oświeceniowa. Wcześniej radykalnie rozumiany rozdział nie istniał. Dzięki nauczaniu Ojców Kościoła, od świętych Klemensa i Cyryla poczynając, przez Orygenesa i Augustyna, a na św. papieżu Leonie Wielkim kończąc, chrześcijaństwo wypracowało model państwa i społeczeństwa chrześcijańskiego, gdzie nie było rozziewu między wiarą a życiem społecznym, liturgią a światem, między tym co publiczne, a tym co prywatne. Za wiarą szło życie. Ortodoksja ujawniała się w ortopraksji. To przednowoczesne rozumienie chrześcijańskiej koncepcji polityki znalazło swój wyraz w chrześcijańskim cesarstwie i w katolickiej monarchii. Święty Augustyn pisał: „Nie skądinąd bowiem szczęście dla państwa, a skądinąd dla człowieka: ponieważ państwo, to nic innego, jak zgodny zespół ludzi” (List do Macedończyków 3). Utrwalił się model sojuszu tronu i ołtarza, Kościoła i państwa.
Gdy pojawiło się oświecenie i oświeceniowe uwolnienie umysłu – także, a może przede wszystkim, od religii i wiary – trzeba było wypracować nowy model społeczeństwa, model laicki, w którym wiara katolicka zostałaby zrównana z innymi wierzeniami i pozbawiona oddziaływania na życie ludzi i narodów (Bajda 2011, s. 89). Chodziło o rozerwanie groźnego przymierza tronu i ołtarza i wypracowanie w kontekście wielowyznaniowości modelu państwa neutralnego światopoglądowo, rządzonego przez kompetentnych ateistów, kierujących się ideałami oświeconego humanizmu. To wymagało tego, by religia katolicka przestała pełnić sobie właściwą funkcję: wskazywania ostatecznego celu człowieka i świata, stawiania wymagań, które z punktu widzenia tego, kto myśli tylko o doczesności, są bezzasadne i utrudniające życie. Nowa myśl miała pozbawić chrześcijaństwo właściwego mu wpływu na społeczeństwo i naród.
Sformułowano postulat rozdziału Kościoła i państwa, wiary i życia doczesnego jako dwóch porządków niestykających się i kierujących się przeciwnymi zasadami. Podstawą państwa laickiego stało się wprowadzenie radykalnego podziału między przestrzenią publiczną i prywatną. W życiu prywatnym obywatel może być czcicielem czegokolwiek, nawet Latającego Potwora Spaghetti, ale publicznie obowiązuje programowy ateizm. Kluczowa jest tu pretensja państwa do własnej neutralności rozumianej jako walka z wszystkim, co tej neutralności się sprzeciwia. Nowoczesne państwo zaczęło pełnić funkcje terminatora, który likwiduje wszelkie przejawy ingerencji w doczesność narodu, na którą to państwo ma przecież wyłączność.
Tak doszło do ubóstwienia państwa, przyznania mu prerogatyw suwerena regulującego każdy wymiar doczesnego życia obywatela; bóg państwa otrzymał charakter nowej religii. Tak pisze o tym zjawisku ks. prof. Czesław Bartnik: „Należy zauważyć, że od późnego średniowiecza rozwija się coraz mocniej szatański dogmat, że państwo ma prerogatywy boskie, a nawet że jest w ogóle Absolutem, bogiem (Hegel, Marks, materialiści, skrajni liberałowie). W całych dziejach ludzkości jest to teza najbardziej niedorzeczna i – paradoksalnie – leży dziś u podstaw przeciwników silnych państw, gdyż faktycznie nie chcą oni państw rządzących się normami etycznymi. Ten szatański dogmat wyziera z ideologii liberalistycznej w Europie i jest już u nas obecny, choć nierefleksyjni ideologowie nie zdają sobie z tego sprawy. Sama laicyzacja jest w istocie swej uznaniem doczesności za boga. Nasi politycy i ideologowie, nawet wierzący, przyjmują w rezultacie dwóch bogów: Boga wiary, Boga kościelnego, Boga w niebie – i boga władzy świeckiej, boga państwowego, boga tego świata. Przy tym Bóg Ťreligijnyť nie ma nic do boga tego świata, do władzy ziemskiej. Na tej zasadzie nawet niektórzy katolicy zwalczają kult Chrystusa, duchowego Króla, w tym i Króla Polski” (Bartnik 2012, s. 14).

POZORNA NEUTRALNOŚĆ
Okazuje się zatem, że idea neutralności światopoglądowej państwa – powstała z chęci pogodzenia różnych religii – sama stała się religią. Bo jeśli coś wyznacza religii jej miejsce, to samo przejmuje funkcję religijną. I czyni z religii pusty emblemat, martwy obiekt muzealny, bo religia bez praxis przestaje być religią. Wybór paradygmatu „neutralności” (państwa laickiego) niczym się więc nie różni się od wyboru modelu motywowanego religijnie (na przykład państwa katolickiego) czy ideologicznie (na przykład państwa komunistycznego czy liberalnego). Tak samo zasadza się na idei narzucenia pewnego wzorca ogółowi społeczeństwa i jest tak samo opresywne wobec konkurencyjnych paradygmatów.
Laickość państwa nie jest wobec wiary obojętna, ale jest wobec niej konkurencyjna. Nie jest tak, że teoria państwa neutralnego dąży do pogodzenia konfliktów światopoglądowych, kulturowych i religijnych. Raczej sama stanowi nowy światopogląd, dodatkowo wynikający z błędnej przesłanki, że konflikt jest dla światopoglądów i religii tylko przygodny i można go zażegnać. To jest niemożliwe, odkąd istnienie różnych wyznań i wizji świata wynika z tego konfliktu i na nim się osadza. Konflikt między światopoglądami w jakiś sposób należy do ich istoty. Jest nieunikniony, gdyż istnienie różnych wyznań i światopoglądów wynika z tego konfliktu.
Nie istnieje zatem coś takiego jak neutralność światopoglądowa państwa, gdyż ona sama także jest światopoglądem. Przekonywanie, by nie nawracać na czyjąś wizję świata jest niespójne, bo samo też jest nawracaniem. Neutralność państwa jest więc neutralnością pozorną, a lai"cité z faktyczną neutralnością nie ma nic wspólnego. Bo jeśli ktoś wiesza krzyż w parlamencie czy uchwala niedzielę dniem wolnym od pracy i handlu oraz zakazuje aborcji, to nie jest neutralny, tylko prochrześcijański; a jeśli nie pozwala wieszać krzyża w parlamencie i ustanawia niedzielę dniem pracy oraz prawo do zabijania nienarodzonych, to nie jest neutralny wobec chrześcijaństwa, ale z nim niezgodny.
Nie możemy się zatem spierać o to, czy religia i religijny światopogląd powinny mieć wpływ na politykę, ale o to jaka religia i jaki światopogląd mają na nią wpływać. Zawsze jakąś „religię” się głosi i faworyzuje. Tylko trzeba być uczciwym i nie robić tego głosząc, że wszystkie religie są równe – gdyż jest to w równym stopniu obraźliwe dla każdej z nich – i że państwo jest ponad tym, jest bezwyznaniowe, bo pod hasłem bezwyznaniowości i neutralności kryje się wyznanie państwa ateistycznego opartego na światopoglądzie materialistycznym.
Neutralność światopoglądowa, jak każda religia, jest zespołem wyjściowych, nadrzędnych i totalnych założeń. Niezależnie od tego, czy owe wyjściowe założenia wywodzimy ze światopoglądu ateistycznego, prawa naturalnego, wiary religijnej czy innego punktu widzenia, u podłoża stoi zawsze jakaś idea religijna, teologia. Teologia polityczna słusznie twierdzi, że spór polityczny jest zawsze zderzeniem dwóch wiar i daje się interpretować w duchu któregoś z problemów teologicznych (nowożytność można określić jako zsekularyzowaną gnozę). Każdy system państwowy sprowadza się do jakiejś teologii. Czy to będzie teologia ortodoksyjna, heterodoksyjna czy pogańska. Nowożytność, twierdząc, że jest sekularna, jest de facto religijna (Carl Schmitt). Sekularyzm proponuje po prostu inny mit, inny dogmat niż chrześcijański.
Intronizacja nie jest zatem bardziej pretensjonalnym i narzucającym punktem widzenia niż idea państwa laickiego. Tak samo jak państwo sekularne jest doktryną teologiczną i absolutyzującą. Jest jednak zasadnicza różnica między heterodoksyjną teologią państwa „świeckiego”, a ortodoksyjną teologią intronizacji. Przywołując znane rozróżnienie między idolem a ikoną – gdzie idol reprezentuje samego siebie, a ikona wskazuje na coś innego – państwo laickie jest idolem, ubóstwia bowiem samo siebie, natomiast państwo katolickie jest ikoną, wskazuje bowiem na Chrystusa. Idea państwa laickiego oparta jest na wzajemnych interesach, logice oskarżania, odpowiadania złem za złe. Idea państwa katolickiego natomiast bazuje na bezinteresowności i solidarności. Jest ideą państwa budowanego według logiki daru, logiki miłości.
Dziś, gdy laickość państwa uczyniono nowoczesnym dogmatem, nawet katolicy przyjęli, że neutralność jest możliwa i zgodna z ich wiarą. W rezultacie coraz częściej słyszymy, że wiara objawiająca się na zewnątrz to obłuda, bo „liczy się to, co w sercu”, że religia wpływająca na politykę czy na cokolwiek innego niż ona sama, jest fanatyzmem lub działalnością polityczną. „Najgorsze jest to, że przekonanie o tym, iż model państwa laickiego jest dobrym, a nawet najlepszym rozwiązaniem, ugruntowało się także w umysłach wielu ludzi Kościoła” (Bartnik 2012, s. 14). Jeszcze mocniej wyraził to ks. abp Francisco Martinez: „Bez wątpienia było w Kościele wiele reakcji wobec liberalizmu, sekularyzmu, laicyzmu itd. Jednak większa część owych reakcji dzieli ze światopoglądem sekularnym tak wiele założeń, że w znaczącej mierze ostatecznie współpracuje we wprowadzeniu Ťtego, co sekularneť i to często bez żadnej świadomości tego faktu” (Martinez 2011, s. 172). To właśnie nazywam detronizacją.

PARADYGMAT OBJAWIENIA
W naszej polskiej dyskusji nad kształtem życia publicznego nie chodzi zatem o przyjęcie modelu państwa neutralnego, takiego bowiem nie ma, ale o to, który światopogląd, która kultura i która teologia będzie nadrzędna wobec innych, która będzie wyznaczać granice wolności, tolerancji i różnorodności. Każda konstytucja odwołuje się przecież do jakiejś aksjologii, a prawo jest pochodną obranego wcześniej systemu wartości. W naszym kręgu kulturowym, zwłaszcza w Polsce, władza ma do wyboru albo światopogląd materialistyczny (ateistyczny), albo światopogląd oparty na nauce Kościoła Katolickiego. Innej możliwości w praktyce nie ma.
Intronizacja to pogląd dotyczący kształtu państwa, który proponuje model katolicki, katolicką naukę społeczną i przyjęcie katolickich wartości. Czy określa konkretny ustrój? Wydaje się, że intronizacja nie narzuca systemu politycznego. Ustrój państwa, jeśli nie ogranicza wolności obywateli, nie jest prawdziwy lub fałszywy – może być tylko skuteczny lub nie – a naród może realizować swe cele w różnych systemach politycznych (Gaudium et spes, nr 74). „Konkretne sposoby, jakimi wspólnota polityczna określa swoją wewnętrzną strukturę i zakres władzy państwowej, mogą być różne zależnie od charakteru ludów i dziejowego postępu” (tamże). Chrześcijaństwo ma charakter wywrotowy i nie spełnia się w jednej, natchnionej koncepcji państwa. Taki ustrój, który będzie sprzyjał przyjęciu Ewangelii, taki będzie skuteczny i dobry. Wezwanie do intronizacji Jezusa Króla skierowane jest do wszystkich państw i systemów politycznych.
Intronizacja to żądanie, by państwo zrzekło się roli suwerena, roli boga społecznego, a przyjęło jako ostateczny paradygmat Objawienia. To koncepcja polityczno-społeczna oparta na Objawieniu. Akt intronizacji Jezusa Króla Polski ma charakter społeczny i narodowy, i nie pozostaje bez wpływu na wymiar polityczno-prawny państwa, Polska ma przecież przyjąć Chrystusa za Króla w całym tego słowa znaczeniu.
Dlaczego zatem idea ortodoksyjnie katolicka, przyjęcia nadrzędności prawa Bożego, budzi taki sprzeciw tak z „lewa”, jak i z „prawa”, tak ludzi niewierzących, jak i wierzących? Dlaczego postulat intronizacji tak razi? Wydaje się, że wskrzesił on upiora, którego liberalny nowoczesny świat dawno już uśmiercił. Tym upiorem dla myślenia nowoczesnego jest religia w życiu publicznym i państwowym, łączenie światów wiary i rzeczy pospolitej. Głos Rozalii Celakówny jest formą upomnienia się samego Boga o obecność wiary w życiu wspólnotowym narodów i państw.
Liberalizm i państwo nowoczesne wyczuwają autentycznego wroga w teologii intronizacji również dlatego, że czują polityczny i wywrotowy potencjał twierdzeń intronizacyjnych. To z tego powodu wystąpienia takie, jak kard. Stanisława Dziwisza, który z okazji uroczystości Bożego Ciała 2013 r. przypomniał, że prawo Boże jest ponad prawem ludzkim, albo deklaracja ponad trzech tysięcy lekarzy w maju 2014 r. o nadrzędności prawa Bożego nad stanowione – wywołują za każdym razem falę protestów i prawdziwą burzę medialno-polityczną. Kardynała Dziwisza oskarżono o próbę wprowadzania państwa wyznaniowego i domagano się reakcji prezydenta wobec naruszenia Konstytucji. Doktor Wandę Półtawską – inspiratorkę lekarskiej deklaracji, a wcześniej więźnia obozów koncentracyjnych – oskarżono przed sądem o nawoływanie do przestępstwa, przestępstwa przeciw państwu laickiemu. Co ciekawe, także w środowisku katolików, zwłaszcza tak zwanego „Kościoła otwartego”, pojawiły się głosy krytyki takich wystąpień. Z dogmatu nowoczesnego państwa wynika przecież, że każda obecność i czynność Kościoła na scenie państwowej jest uznawana za polityczną i wrogą wobec nowego porządku. Te reakcje medialno-polityczne są więc logiczne i nie powinny budzić zdziwienia katolików. Przeniknął nas umysł sekularny, zeświecczony, w samej istocie nowoczesny. I to nazywam detronizacją.
„Obserwowany dziś duch sprzeciwu wobec obecności Chrystusa w życiu publicznym jest kontynuacją polityki księcia tego świata, zmierzającej do wyeliminowania wpływu Chrystusa na życie narodów (…); Polska jako naród i jako państwo ma prawo należeć do Chrystusa i mamy obowiązek to uczynić” (Bajda 2011, s. 90). Sprzeciw przedstawicieli innych światopoglądów jest czymś naturalnym. Dziwi natomiast to, że katolicy uważają, że wprowadzanie ewangelicznego porządku w wymiarze społecznym jest niepotrzebnym narzucaniem się czy naruszaniem rozdziału Kościoła od państwa. Jak sądzę, abp Martinez nazwałby to „zwycięstwem rozumu sekularnego” (Martinez 2011, s. 180).

ROZRÓŻNIENIE I ZALEŻNOŚĆ
Jeśli mówimy o rozdziale Kościoła od państwa to trzeba zaznaczyć, że pewien rozdział jest konieczny. Wynika on z faktu, że obie instytucje mają inną główną tematykę zaangażowania: zbawienie dla władzy duchowej i doczesność dla władzy świeckiej; inne też są środki i sposoby działania. W związku z tym właściwy rozdział przebiega na polu kompetencji. Kościół prowadzi ludzi i narody do zbawienia, a państwo organizuje materialną stronę ich życia. Jako instytucje muszą więc pozostawać odrębne. Natomiast przedmiotem wpływu obu władz pozostaje jeden i ten sam człowiek oraz jeden i ten sam naród. Dlatego w społeczeństwie tradycyjnie chrześcijańskim nie można oddzielić państwa od religii, prawa od Ewangelii, rządzących od odpowiedzialności moralnej, a katolików od polityki.
Stąd błędne wydaje się mówienie o autonomii i niezależności obu władz, gdyż zależność od Boga istnieje zawsze. Polityka jest autonomiczna względem instytucji Kościoła, ale nie jest autonomiczna względem Boga i etyki (Gaudium et spes, nr 20 i 41). „Jeśli słowom Ťautonomia rzeczy doczesnychť nadaje się takie znaczenie, że rzeczy stworzone nie zależą od Boga, a człowiek może ich używać bez odnoszenia ich do Boga, to każdy uznający Boga wyczuwa, jak fałszywymi są tego rodzaju zapatrywania” (tamże, nr 36).
Jest potrzebny rozdział władzy świeckiej od duchowej: Oddajcie Cezarowi, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga (Mt 22,21), zwłaszcza dlatego, by nie wpaść w pułapkę cezaropapizmu (zwierzchności państwa nad Kościołem, nawet w kwestiach teologicznych). Ale nie można oddzielać państwa od religii, od podstaw moralnych, spychając religię do sfery prywatności. Relację Kościół–państwo, wiara–polityka można ująć formułą chalcedońską (opisującą współistnienie natury boskiej i ludzkiej Chrystusa): bez zmieszania, bez zmiany, bez rozdzielania i rozłączania. „Obydwie wspólnoty, choć z różnego tytułu, służą powołaniu jednostkowemu i społecznemu tych samych ludzi. Tym skuteczniej będą wykonywać tę służbę dla dobra wszystkich, im lepiej będą rozwijać między sobą zdrową współpracę uwzględniając także okoliczności miejsca i czasu. Człowiek bowiem nie jest zacieśniony do samego tylko porządku doczesnego, ale żyjąc w historii, zachowuje w całości swoje wieczne powołanie. Kościół zaś oparty w swoich podstawach na miłości Zbawiciela przyczynia się do tego, by w granicach narodu i między narodami szerzej krzewiła się sprawiedliwość i miłość” (Gaudium et spes, nr 76).
Jeśli w nowoczesności rozdział jest uznany za rzecz świętą i nienaruszalną, to z perspektywy chrześcijańskiej „święta” jest akurat zasada jedności państwa i Kościoła. Obowiązywała ona w analogicznych instytucjach już Starym Testamencie. Kościół od początku oparł się na tej zasadzie i od czasu uzyskania swobód w cesarstwie rzymskim dążył do jedności z władzą państwową. Potem przez wiele wieków bronił zasady nierozdzielności swej instytucji od państwa, współistnienia wiary i życia codziennego, także społecznego. Wystarczy wspomnieć encyklikę Vehementer nos, w której papież, św. Pius X, potępił rozdział Kościoła od państwa jako „zasadę fałszywą i niezwykle szkodliwą”: „Państwo, które ustanawia prawa sprzeczne z wiarą obywateli, to królestwo wewnętrznie podzielone, które się nie ostoi”. Państwo i Kościół z istoty swej nie powinny stanowić obcych sobie światów, a uznawać swą komplementarność w służbie pełnego rozwoju człowieka (Słomka 2008, s. 20).
Co się jednak stało w państwie nowoczesnym? Zamiast rozdzielić kompetencje, rozdzielono królestwa. Dominium polityki stał się porządek doczesny, kompetencją Kościoła natomiast porządek wyłącznie nadprzyrodzony (dla ateistów nieistniejący, zatem obojętny). Dogmat o rozdziale stał się fundamentem sekularnego myślenia nowoczesnego, przeniknął również do myślenia katolików – co nazwałem detronizacją – i święci dziś tryumf, zwłaszcza w Europie i Ameryce Północnej. W wielu krajach pozaeuropejskich jest czymś zupełnie niezrozumiałym, gdyż jedność polityki i wiary jest tam aż nazbyt oczywista.
Co ciekawe, według nowoczesnych decydentów Kościół i religia mają być radykalnie oddzielone od państwa, ale państwo wcale nie musi być pozbawione wpływu na Kościół. Państwo rości sobie prawo do ustalania ról dla instytucji Kościoła, a także do jego monitowania i wpływania na jego decyzje. Przekładem tego w Polsce jest sejmowa propozycja karania księży grzywną za głoszenie kazań o tematyce politycznej, czy aktywność prezydenta Bronisław Komorowskiego w zablokowaniu biskupstwa dla infułata ks. płk. Sławomira Żarskiego.

RELIGIA W POLITYCE
W polityce ciągle trzeba decydować o tym co dobre, a co złe, co właściwe, a co nie, co sprawiedliwe, a co nie. Jak ustalić, co jest dobre, co słuszne i sprawiedliwe? To właśnie światopogląd religijny lub parareligijny wskazuje normę. Konsekwentnie oczywiste jest, że podstawowe kryteria wyborów politycznych będą również religijne. Jeśli ktoś jest katolikiem, to gdy podejmuje decyzje polityczne, nie może przekonań katolickich zawieszać, żeby innych nie razić, żeby innym ich nie narzucać. Rażenie i narzucanie jest czymś naturalnym. Przecież biskup, który broni prawa do życia dzieci nienarodzonych, razi i narzuca. Z kolei gdy ktoś inny uważa, że aborcja jest prawem kobiety, to także chce narzucić konieczność tolerowania morderstw. Narzucania nie da się uniknąć. Możemy tylko zadawać pytanie, jakie są granice narzucania, które jest drugą stroną pytania o granice wolności.
Papież Benedykt XVI pisał w Jezusie z Nazaretu: „Tylko władza, która poddaje się kryteriom i osądowi nieba, może się stać władzą służącą dobru. I tylko władza, której towarzyszy błogosławieństwo Boże, może być godna zaufania” (Ratzinger 2007, s. 46). Jest to pogląd Kościoła o niezbywalności optyki katolickiej w dominium polityki. W podobnym duchu wielokrotnie wypowiadał się sługa Boży kard. Stefan Wyszyński czy św. Jan Paweł II (zob. Nęcek 2003; Bartnik 1986).

INTRONIZACJA WYMOGIEM WIARYGODNOŚCI PAŃSTWA
W najróżniejszych dyskusjach światopoglądowych często przywoływana jest – pozornie słuszna – zasada aksjologicznej bezstronności (neutralności) państwa. Wyrażona ona zastała w Konstytucji RP w art. 25: „Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych”. Powyższe postanowienie Konstytucji teoretycznie brzmi przekonująco, ma jednak poważną wadę: jest niemożliwe do spełnienia. Stanowi pustą deklarację. Politycy nie mogą bowiem uchylać się od zajmowania stanowiska w sprawach o fundamentalnym znaczeniu dla życia poszczególnych osób i całej wspólnoty, którą tworzą i którą zarządzają (np. ochrona życia, treść programów szkolnych, związki homoseksualne, sprawy związane z etyką, sumieniem, religią itd.). Gdyby w sprawach religii państwo miało być rzeczywiście bezstronne, to nie powinno się tymi sprawami w ogóle zajmować (np. zakazywać, czy nakazywać czegokolwiek). Jest to jednak niemożliwe. Państwo, wkraczając na te obszary nigdy nie jest bezstronne. Musi bowiem oprzeć się na określonym światopoglądzie: w cywilizacji euroamerykańskiej będzie to albo model chrześcijański, albo ateistyczny. Prawodawca może jedynie zastępować rozwiązania oparte na jednym światopoglądzie regulacjami zgodnymi z drugim. Musi jednak zawsze stanąć po stronie określonych poglądów (por. Oświadczenie Rady Społecznej przy Arcybiskupie Poznańskim: Stosunek Państwo-Kościół a problemy światopoglądowe 2010).
A skoro postulat bezstronności i neutralności państwa jest niemożliwy do zrealizowania, to wymogiem wiarygodności państwa jest otwarte zadeklarowanie podstaw własnej aksjologii. Nie można wmawiać obywatelom, że państwo jest neutralne i bezstronne, gdy do szkół wprowadza edukację seksualną typu B (tzw. seks-edukację) i ideologię gender, gdy zwalnia nauczycieli, lekarzy, prawników i aktorów, którzy bronią wartości chrześcijańskich, gdy legalizuje i promuje homoseksualizm. stawiając go na równi z małżeństwem itd. Podobnie, jeśli chce się budować państwo w oparciu o wartości chrześcijańskie, także nie powinno się robić tego pod płaszczem neutralności. Intronizacja na szczeblu państwowym jest przejawem uczciwości: oświadczeniem, że państwo w swych decyzjach politycznych będzie opierało się na wartościach wywiedzionych z Ewangelii.
Oczywiście zgodnie z zasadą tolerancji i szacunku dla innych poglądów – należałoby w możliwie największym zakresie uwzględniać różnice w sprawach światopoglądowych i filozoficznych. Tolerancja i szacunek wobec innych powinny jednak obowiązywać wszystkich – mniejszość nie powinna narzucać swoich poglądów większości albo wymuszać na niej rezygnację z własnych przekonań.
W sytuacji polskiej – póki co – intronizacja jest wezwaniem do nadania formy politycznej adekwatnej do aktualnego społecznego stanu rzeczy. Polska nie jest jeszcze krajem neopogańskim, a katolicyzm nie jest tu jeszcze mniejszością. Co prawda, za Polski Jagiellonów żyliśmy w państwie wielokulturowym i wieloreligijnym. Jednak dziś, na skutek działań historycznych (rozbiory, nowe ustalenie granic, zagłada Żydów itp.) żyjemy w państwie, które zasadniczo jest monolitem wyznaniowym, jest jednorodne etnicznie i wyznaniowo: tu żyją w większości Polacy i tu żyją w większości katolicy. Intronizacja zatem nie stanowiłaby próby rekonstrukcji starej christianitas wbrew stanowi faktycznemu. Byłaby poszukiwaniem formy adekwatnej do stanu rzeczy, który faktycznie istnieje.
Warto dopowiedzieć – zwłaszcza wobec pojawiających się nieuczciwych porównań z państwem islamskim – że postulat intronizacji nie stanowi próby narzucenia obywatelom wyznawania określonej religii czy ideologii. Straszenie państwem wyznaniowym na wzór niektórych krajów islamskich, gdzie religia jest narzucana siłą, jest manipulacją lub świadczy o nieznajomości nauczania Chrystusa. W postulacie intronizacji chodzi o niesprzeczność działań publicznych z uniwersalnymi zasadami moralności chrześcijańskiej. Uniwersalność tych zasad nie polega na tym, że uznaje je większość, lecz między innymi na tym, że nikomu one nie zagrażają. Nakazują bowiem mądrą miłość (życzliwość, braterstwo, solidarność) wobec każdego człowieka, także wrogo nastawionego. Nie ma przeto racjonalnych powodów, aby taki system aksjologiczny zwalczać, lekceważyć, czy się go obawiać. Oczywiście można lękać się ludzi, którzy deklarują, nieraz hałaśliwie, swoją przynależność do chrześcijaństwa, a własnym zachowaniem łamią jego zasady. Ten argument bywa podnoszony przez przeciwników intronizacji. Jednak nie powinien wpływać na ocenę samych wartości chrześcijańskich, tak jak nie można obwiniać medycyny za błędy lekarzy.

INTRONIZACJA I PONOWOCZESNOŚĆ
O ile laicyzacja jest w istocie uznaniem doczesności za boga, o tyle intronizacja jest adekwatnym głosem sprzeciwu, równie całościową i pretensjonalną propozycją wyboru alternatywnego zespołu przekonań reprezentowanych przez Jezusa Chrystusa. Silnej idei sekularyzacji trzeba przeciwstawić ideę równie mocną, stojącą na pewniejszym fundamencie. W moim odczuciu intronizacja jest taką ideą. Jest solidna doktrynalnie i zawiera olbrzymi potencjał przemieniania. Stoi za nią osobowa relacja z Chrystusem Panem i Królem historii, do której nawiązania wezwany jest człowiek, a także naród (Bartnik 1999, s. 104). Intronizacja wykracza zatem poza akt pobożności prywatnej czy publicznej. Jest wezwaniem do zamiany kluczowego paradygmatu nowoczesności, o którym pisałem wyżej.
Ujmując to inaczej, intronizacja jest propozycją ponowoczesną, atrakcyjną formą przełamania dekadencji nowoczesnej myśli politycznej na temat roli religii katolickiej we współczesnym społeczeństwie. To propozycja, która proponuje nie tylko system prawa, ale przede wszystkim system Osoby. Dostosowanie prawa do paradygmatu Ewangelii jest bowiem zapewne jakimś minimalizmem intronizacyjnym. Istotą jest osobowa relacja z Chrystusem.
Dlaczego potrzebny jest ponowoczesny paradygmat intronizacji Jezusa Króla? Dlaczego wezwanie do intronizacji jest tak bardzo aktualne i naglące? Dlatego, że nowoczesna europejska idea państwa laickiego – ubóstwionego suwerena opartego na heretyckim poglądzie doketyzmu – uniemożliwia wcielenie jakiejkolwiek chrześcijańskiej myśli społecznej. Idea lai"cité siłowo i systemowo wprowadza porządek, który prowadzi Europę do prześladowania religii katolickiej, do eugeniki (badań genetycznych i embrionalnych w celu „uzyskania doskonałego człowieka”), do dyskusji o legalizacji kazirodztwa, legalizacji poligamii, rozszerzenia eutanazji, rozwoju przemysłu aborcyjnego itd. Model sekularny prowadzi nasz kontynent do cywilizacyjnego upadku, a narody do doświadczenia kolejnego totalitaryzmu. Już dziś, jeśli jest tylko możliwość, wprowadza się ateizm systemowo, przy użyciu aparatu państwowego (Gaudium et spes, nr 20). W imię zasady rozdziału Kościoła od państwa, uznanej za obiektywny sposób widzenia świata, wymaga się, żeby katolicy rezygnowali ze swoich poglądów w działaniach publicznych, w tym politycznych. Nikt natomiast nie każe zawiesić swych poglądów tym, którzy wyznają kryptoreligie socjalizmu czy liberalizmu. Na jakiej zasadzie taka niekonsekwencja jest przyjmowana? Na zasadzie pozornej neutralności uderzającej wyłącznie w ludzi religijnych. Takie zakłamanie było potrzebne, by móc katolików wciągnąć w wir nowego ładu społecznego, którego nadrzędną zasadą jest doczesny dobrobyt (Bajda 2011, s. 31). Intronizacja jest transgresywną próbą zatrzymania człowieka wkręconego w ten wir nowego światowego porządku.
Nie jest to koncepcja nowa. Intronizacja jest raczej anamnezą – przypomnieniem i rozpoznaniem na nowo – prawdy biblijnej, że to nie człowiek jest źródłem norm prawa oraz władzy, ale Bóg. Nie jest nowa także w tym sensie, że wiele wydarzeń i postaci w historii Polski przetarło jej wyraźne szlaki. Chrzest Polski, śluby lwowskie króla Jana Kazimierza, poświęcenie Polski Sercu Jezusa czy śluby jasnogórskie to akty narodowe na miarę intronizacji. Romantyczny mesjanizm to wyprzedzający swoją epokę ruch radykalnej przemiany świata w duchu Królestwa Bożego, którego wiele idei można uznać za ortodoksyjne i prorocze (Rojek 2012, passim). Nie będzie przesadą stwierdzenie, że w ponadtysiącletniej historii religia katolicka i wiara w Boga przyczyniły się do uratowania Polski i ocalenia ducha narodu. Od początku naszej historii nie zabrakło też Polsce mężów stanu, świętych, proroków i wielkich teologów narodu w osobach choćby prymasa Stefana Wyszyńskiego czy papieża Jana Pawła II. Pojawiło się w końcu orędzie z Łagiewnik, które zapowiada światu krótki czas miłosierdzia: Zanim przyjdę jako Sędzia Sprawiedliwy, przychodzę jako Król Miłosierdzia oraz to, że właśnie z Polski wyjdzie iskra, która podpali świat i przygotuje do paruzji, powtórnego przyjścia Chrystusa. Wszystko to skupia się w intronizacji jak w soczewce.

INTRONIZACJA I ESCHATOLOGIA
W kontekście ambitnie zarysowanych pretensji intronizacyjnych do przemiany heterodoksyjnej wizji świata oraz w kontekście wspomnianej paruzji trzeba zwrócić uwagę na ważny eschatologiczny wymiar głoszonej Polsce misji intronizacji. Misja Rozalii Celakówny jest kontynuacją misji łagiewnickiej. Notabene, możliwe jest, że obie mistyczki, Rozalia i Faustyna, się znały, żyły bowiem w tym samym czasie w Krakowie i modliły się w tych samych kościołach. Faustyna zwiastuje czas miłosierdzia, po którym nadejdzie czas sprawiedliwości Bożej. Rozalia zapowiada koniec czasu miłosierdzia i nadchodzącą na świat katastrofę, którą utożsamić można chyba tylko z zapowiedzianymi w Ewangeliach wydarzeniami towarzyszącymi powtórnemu przyjściu Chrystusa (Mt 24). Celakówna ostrzega, że na świat nadchodzi straszna katastrofa, widziana przez nią w sugestywnej wizji pękającego globu i lawy niszczącej poszczególne kraje, które nie dokonały aktu intronizacji. Mistyczka dodaje przekonująco: „Trzeba wszystko czynić, by intronizacja była przeprowadzona. Jest to ostatni wysiłek miłości Jezusowej na te ostatnie czasy!” (Celakówna 2007).
W takim świetle wezwanie do intronizacji nabiera dodatkowego znaczenia. Staje się wezwaniem do powrotu do Boga ludzi i narodów wobec zbliżającego się Bożego sądu. Pan nadchodzi, aby sądzić ziemię. On będzie sądził świat sprawiedliwie, a narody z wiernością swoją (Ps 96,13); On będzie sądził świat sprawiedliwie i według słuszności – narody (Ps 98,9); I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jedne od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów (Mt 25,32). Jezus w pismach Rozalii nie straszy natychmiastową zagładą. Wydaje się raczej, że jest to forma ostrzeżenia: Jeśli dalej będzie postępować dechrystianizacja narodów, to świat będzie zmierzać do nieuchronnej zagłady. Ratunkiem jest przywrócenie Jezusowi Chrystusowi właściwego miejsca w społeczności ludzkiej, powrót ludzi i narodów do Boga.
Jako akt uznania Jezusa Króla i przyjęcia Jego władzy intronizacja jest podstawowym wymogiem wiary zapisanym w Ewangeliach. Tego Bóg oczekuje od każdego człowieka. Stąd też przekazane przez Rozalię żądanie Jezusa można rozumieć jako wezwanie do powrotu jednostek i społeczeństw pod duchowe berło władzy Boga, wezwanie do nawrócenia. Takie orędzie usłyszał świat przed pierwszym przyjściem Chrystusa: Bliskie jest Królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię (Mk 1,15). Wydaje się, że bardzo podobne słyszy przed Jego powrotem.

INTRONIZACJA JAKO AKT WIARY
Do dokonania intronizacji Jezusa Króla w narodzie wystarczą przesłanki czysto ludzkie, dzięki czemu popierają ją także niektórzy innowiercy, agnostycy czy ateiści. Czynią to na tej samej zasadzie, na jakiej posyłają dzieci do szkół katolickich, preferują jako żony, jako szefów w pracy oraz sąsiadów ludzi autentycznie religijnych itd. – po prostu czują, że paradygmat katolicki jest pewniejszy, ugruntowany na trwalszych i bardziej ludzkich zasadach niż inne wzorce zachowań. Papież Jan Paweł II był tym, który często odwoływał się do argumentacji rozumowej, naturalnej, filozoficznej (a nie teologicznej), by dotrzeć z Dobrą Nowiną także do inaczej wierzących. Pisał na przykład w Novo Millenio Ineunte: „Trzeba wykonać wielki wysiłek, aby należycie uzasadnić stanowisko Kościoła, podkreślając zwłaszcza, że nie próbuje on narzucić niewierzącym poglądów wynikających z wiary, ale interpretuje i chroni wartości zakorzenione w samej naturze istoty ludzkiej” (nr 51). Taki sam wysiłek trzeba wykonać, by przekonać do intronizacji wszystkich Polaków, także tych inaczej wierzących.
Tym niemniej, intronizacja jest nie tylko aktem chłodnej kalkulacji rozumu pragnącego przełamać anarchię sekularyzmu czy potwierdzić nasze historyczne dziedzictwo kulturowe. Intronizacja jest aktem ufnej wiary. Jest wezwaniem do uwierzenia i do zawierzenia Bogu. Używając słów przypisywanych S?renowi Kierkegaardowi, jest skokiem wiary, gdyż domaga się od człowieka oddania Bogu swojego doczesnego i przyszłego życia. Gdy Bóg Biblii coś obiecuje, to człowiekowi pozostaje akt wiary w Jego działanie. Intronizacja jest aktem na miarę czynu Abrahama: wyjścia z bezpiecznej ojczyzny w drogę z Panem w nieznane. Bóg Biblii prowadzi człowieka domagając się od niego praktycznie tylko jednego: aktu wiary. Nie bój się, wierz tylko! (Mk 5,36) – to wezwanie, które słychać niemal na każdej stronicy Pisma Świętego. Abraham, Izaak, Jakub, Mojżesz, Dawid, Salomon, Eliasz, Judyta, Tobiasz, Maryja, Józef to ludzie ogromnego zawierzenia, zaufania Bogu. Są tak mili Sercu Bożemu właśnie dlatego, że uwierzyli i wydali swoje życie Królowi Wieków.
Intronizacja jest takim aktem zawierzenia. To jest ten akt zaufania Bogu, na którym Mu najbardziej zależy i którego się od człowieka domaga. Do św. Faustyny Jezus powiedział, że grzechem, który Go najbardziej rani, jest nie cała przepaść zła w świecie, ale brak wiary w Jego miłosierdzie. Brak wiary... I odwrotnie, ufność i wiara otwierają niebo, pozwalają Bogu działać, gaszą Jego gniew, czynią cuda. Intronizacja jest takim heroicznym aktem przełamania logiki tego świata.
Czy po intronizacji „wszystko zmieni się na lepsze” – jak karykaturalnie przedstawiają przesłanie Rozalii jej przeciwnicy? Chyba nikt poważnie myślący nie twierdzi, że wszystko samo się zmieni, gdyż idei tej daleko jest do myślenia magicznego. Co prawda w pismach Celakówny, Kowalskiej, Markiewicza, Hlonda, siostry Łucji i innych „proroków” można wyczytać wyjątkowo pomyślne obietnice dla Polski, zatem trzeba je wziąć pod uwagę, jednak to nie one stanowią motywację do działań intronizacyjnych. Pobudką jest osoba Jezusa Chrystusa, Króla Świata, Króla Polski. Jeśli po intronizacji coś na pewno się zmieni, to sytuacja duchowa narodu, który znajdzie się w rękach Boga. Jeśli bierzemy pod uwagę fakt, że w świecie duchowym poza Bogiem działa inny uzurpator, zły duch, który za wszelką cenę usiłuje spętać ludzi i narody, będziemy mogli sobie uświadomić, jak ważne jest to zawierzenie.

INTRONIZACJA JAKO URELIGIJNIENIE POLITYKI
Upolitycznianie religii to instrumentalne wykorzystywanie Chrystusa na potrzeby polityki, próba zdobycia kapitału politycznego na przynależności do Kościoła czy na jego poparciu – zarzut często podnoszony wobec zwolenników intronizacji, także przez pasterzy Kościoła, choć zupełnie nietrafiony. Nie spotkałem żadnego sympatyka tej idei, który miałby cele stricte polityczne, i żadnego opracowania tego tematu, w którym pojawiałyby się aspiracje zdobycia władzy. Mowa o polityce pojawia się jedynie w kontekście potrzeby jej schrystianizowania.
Intronizacja nie jest upolitycznianiem religii, a ureligijnianiem polityki. Nie ma w niej zagrożenia cezaropapizmu – wykorzystania przez władzę Kościoła czy religii do własnych celów. Intronizacja nie daje rządzącym jakiegoś szczególnego namaszczenia, specjalnych uprawnień i przywilejów. Nie jest parasakramentem naznaczającym władzę boskim autorytetem. Przeciwnie, pozwala ocenić jej działanie w świetle obiektywnej doktryny katolickiej.
Intronizacja nie jest też oddaniem politycznej władzy Chrystusowi czy kapłanom. To nie jest próba wprowadzenia państwa wyznaniowego rządzonego przez osoby duchowne. Chodzi raczej o takie ustalenie relacji między władzą duchowną a świecką, aby wszyscy stanowili jedno przynajmniej co do normy zasadniczej: nadrzędności prawa Bożego. Nie idzie ani o teokrację, bezpośrednie rządy Boga, ani o państwo wyznaniowe, pośrednie rządy religii, prowadzące do fuzji struktur państwa ze strukturami konfesyjnymi. To nie jest też kwestia licytowania się, kto ma więcej autonomii kosztem drugiej strony. Intronizacja to wybór normy podstawowej w osobie Jezusa Chrystusa i potwierdzenie chrześcijańskiego historyczno-duchowego dziedzictwa Polski.
Dążenie do ureligijniania polityki nie powinno nikogo dziwić. Religia z natury jest systemem nadrzędnym, regulującym zasadami moralnymi wszystkie sfery życia, także politykę. Z definicji „miesza się do wszystkiego” i z definicji „narzuca” wszystkiemu nadrzędne zasady. Bo religia jest albo wszystkim albo niczym. Wiara jest światopoglądem totalnym, który rości sobie prawo do bycia podstawą każdej decyzji. Inaczej jest martwa. „Religie” sekularyzmu czy ateizmu nie są tu żadnym wyjątkiem. Intronizacja zatem nie jest zaprzęgnięciem religii do władzy, ale czymś przeciwnym: kierowaniem się władzy zasadami religii. A do tego jest zobowiązany każdy chrześcijański polityk. Chrześcijaństwo polega na przyjęciu panowania Chrystusa w każdej sferze życia. I to jest celem intronizacji.
Czy nie można jednak schrystianizować Polski, zbudować christianitas bez intronizacji? Czy nie można przełamać dogmatu nowoczesności bez wielkich deklaracji, zmieniając po prostu rzeczywistość? Być może tak, ale nie jest to, jak wyżej wspomniałem, uczciwe. Po pierwsze, jako ludzie żyjący w społeczeństwie potrzebujemy deklaracji i bezustannie je czynimy, nie tylko przecież w kontekście religijnym. W filmie Wielka cisza jedne z nielicznych słów jakie w ogóle padają, brzmią tak: „W życiu jest wiele znaków. Niektóre z nich nie mają znaczenia. Grunt nie leży w ich usuwaniu, ale w nadawaniu im znaczenia właściwego. Bo człowiek bez znaków czuje się zagubiony”. Intronizacja jest takim właśnie znakiem dla zagubionego współczesnego człowieka.
Po drugie, pewne sytuacje wymagają deklaracji. Para narzeczonych zamierzająca żyć razem deklaruje miłość wierną i wyłączną, wchodząc w związek małżeński. Podobnie naród potrzebuje co jakiś czas, zwłaszcza w ważnych momentach przemian, potwierdzić własną tożsamość i przywiązanie do jakiejś tradycji. Po trzecie, intronizacja – o czym pisałem wyżej – jest aktem zawierzenia Bogu. Taki akt z natury musi zostać wyrażony. Jeśli ma jej dokonać naród, to musi to być akt publiczny. Akt uznania Jezusa Królem Polski musi być narodowym, uroczystym oświadczeniem.
A co zmieni sama formuła, sam akt zewnętrzny? Trzeba powiedzieć, że to nie zwolennicy intronizacji sądzą, że akt uznania Jezusa Królem jest samym tylko zewnętrznym aktem, ale jej przeciwnicy. Rozalia podkreślała: „Intronizacja to nie jest tylko formułka zewnętrzna, ale ona ma się odbyć w każdej duszy” (Celakówna 2007); „Polska ma przyjąć Chrystusa za Króla w całym tego słowa znaczeniu” (tamże). Akt intronizacji jest projektem, wyznaczeniem pewnej drogi, drogowskazem i inspiracją do dalszego działania człowieka. Jest też zawierzeniem Bogu, daje zatem pole do działania także Jemu. Czy intronizacja coś zmieni, tego nikt nie wie, ale Kościół od zawsze wierzył, że akty poświęcenia, oddania się Bogu, zawierzenia Maryi, obrania Jezusa Panem – tak liczne w historii Kościoła – są skuteczne obustronnie: dają wytyczne do działania ofiarodawcy i pozwalają działać Bogu. Na tym przecież polega wiara i zawierzenie.
Odrzucanie intronizacji Jezusa Króla rozumianej jako akt publiczny i państwowy zostało uznane za błędne przez samego papieża Piusa XI w encyklice Quas primas: „Błądziłby bardzo ten, kto by odmawiał Chrystusowi Człowiekowi władzy nad jakimikolwiek sprawami doczesnymi, skoro On od Ojca otrzymał nieograniczone prawo nad stworzeniem tak, iż wszystko poddane jest Jego woli (…). I nie ma tu żadnej różnicy między jednostkami, rodzinami czy państwami, ponieważ ludzie złączeni w społeczeństwie nie mniej podlegają władzy Chrystusa, niż jednostki (…). Niech więc rządcy państw nie wzbraniają się sami i wraz ze swoim narodem oddać królestwu Chrystusowemu publicznych oznak czci i posłuszeństwa, jeżeli pragną zachować nienaruszoną swą powagę i przyczynić się do pomnożenia pomyślności swej ojczyzny (...). O jakiejże szczęśliwości zażywalibyśmy, gdyby tak jednostki, jak rodziny i państwa pozwoliły, aby Chrystus nimi kierował!”.

W niniejszym tekście zająłem się wyłącznie najczęściej kwestionowanym wymiarem społecznym i politycznym intronizacji, nie dotykając jej teologiczno-formacyjnego znaczenia. Ten aspekt duchowy i religijny ujmę podobnie jak rozpocząłem, słowami Jana Pawła II: „Wiara i szukanie świętości jest sprawą prywatną tylko w tym sensie, że nikt nie zastąpi człowieka w jego osobistym spotkaniu z Bogiem. Ale Bóg nam powiada: Bądźcie świętymi, ponieważ Ja sam jestem święty! (Kpł 11,44). On chce swoją świętością ogarnąć nie tylko poszczególnego człowieka, ale również całe rodziny i inne ludzkie wspólnoty, również całe narody i społeczeństwa. (…) Postulat, ażeby do życia społecznego i państwowego w żaden sposób nie dopuszczać wymiaru świętości, jest postulatem ateizowania państwa i życia społecznego i niewiele ma wspólnego ze światopoglądową neutralnością” (Jan Paweł II 2012). Intronizacja jest wezwaniem do świętości na miarę wielkości powołania ludzi i narodów.

CYTOWANE POZYCJE

BAJDA, KS. JERZY
2011. Trzeba, ażeby Chrystus królował. Ustroń: Rycerstwo Jezusa Chrystusa Króla.
BARTNIK, KS. CZESŁAW STANISŁAW
1986. Polska teologia narodu. Lublin: TN KUL.
1999. Teologia narodu. Częstochowa.
2012. Jeszcze raz: Kościół a polityka. „Nasz Dziennik”, 19 listopada.
2014. Prawda i kult Chrystusa Króla Polski. Opinia teologiczna. „Pressje” 36, s. 26-39.
CELAKÓWNA, ROZALIA
2007. Wyznania z przeżyć wewnętrznych. Kraków: WAM.
DOBRZYCKI, KS. KAZIMIERZ ZYGMUNT, I KS. SYSKTUS SZAFRANIEC
1998. Wielkie wezwanie Serca Jezusowego do Narodu Polskiego. Rozalia Celakówna i jej misja. Kraków: WAM.
JAN PAWEŁ II
2008. Przemówienia i homilie Ojca Świętego Jana Pawła II. Kraków: Znak.
2012. Pielgrzymki do Ojczyzny. Przemówienia, homilie. Kraków: Znak.
MARTINEZ, KS. ABP JAVIER
2011. Przezwyciężyć rozum sekularny. Przeł. B. Jakubowski. „Fronda”61, s. 167-200.
MEMCHES, FILIP
2014. Intronizujmy Chrystusa Króla. „Rzeczpospolita” (Plus Minus), 11-12 października.
NĘCEK, KS. ROBERT
2013. Prymas praw człowieka. Kraków: Salwator.
RATZINGER, JOSEPH
2007. Jezus z Nazateru, cz. 1. Od chrztu w Jordanie do Przemienienia. Przeł. W. Szymona OP. Kraków: Wydawnictwo M.
ROJEK, PAWEŁ
2012. Mesjanizm integralny, „Pressje” 28, s. 20-49.
2014. Intronizacja. Ludowy postsekularyzm. „Pressje” 36, s. 8-23.
SŁOMKA, KS. WALERIAN
2008. Państwo świeckie nie znaczy państwo ateistyczne. „Niedziela” 5.




Ręce Jezusa Ręce Jezusa
Pierre Descouvemont
Nasze życie byłoby o wiele bardziej radosne, gdybyśmy z prostotą przyjęli tę najważniejszą prawdę naszej wiary: że Chrystus zmartwychwstał; i gdybyśmy – ufnie jak dzieci – zawierzyli się w Jego ręce, którymi On chce nas przytulać i uzdrawiać... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 profan: 20.11.2016, 09:58
 Co tu dyskutować. Jezus Chrystus - postać BIBLIJNA. Ktoś napisał biblię, stworzył religię - dziś nazywamy to coś Kościołem. Kościół kierując się (mam nadzieję) głosem od Boga tworzy zasady, których człowiek wierzący powinien przestrzegać. Wymyślił,że Jezus Chrystus będzie królem Polski i niech sobie Kościół ma Króla. Ale Państwo Polskie ma Prezydenta i to jest najwyższa władza według przyjętych zasad przyjętych przez ludzi i ja go traktuję jako najważniejszą osobę w Państwie. Gdyby Pan Prezydent chciał uczcić tę uroczystość w należytym porządku i przeżyć ją duchowo, media by się o tym fakcie nie dowiedziały, a sam zainteresowany mógł spokojnie stawić się na uroczystości bez żadnej zapowiedzi - da się. Wyszło niestety upolitycznienie tego wydarzenia z korzyścią dla jego osoby i partii rządzącej no i całego KK. Jestem przekonany,że partię PIS łączy bardzo wiele z Kościołem Katolickim,a to mi się bardzo nie podoba. A jestem z tych,co wierzą w Boga i wyznaję zasadę,że skoro Bóg jest wszechmocny i ponad wszystkim,to poradzi sobie z wszelkimi przeciwnikami - nieprawdaż?
 JAWA: 19.11.2016, 09:55
 a czemu miałby brać udział?
 sylwia: 14.11.2016, 21:47
 czy w obchodach Intronizacji bedzie brał udział nasz prezydent?
 JAWA: 29.07.2016, 10:35
 "Nie każdy, który Mi mówi: »Panie, Panie«, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie". (Mt 7,210 A zatem i nie każdy, kto nie mówi bądź mówi: "Jezu, Królu Polski..." http://wiadomosci.onet.pl/prasa/jezus-chce-byc-krolem-polski/68lbc
 JAWA: 24.07.2016, 22:01
 "Gdy wyznajemy, że Jezus jest Bogiem dostępujemy zbawienia. Natomiast, gdy ogłosimy, że Jezus jest Królem Polski, to będzie to akt polityczny, bez zbawczego sensu. Uznanie Jezusa moim Królem zmienia moje życie i ma wpływ na życie innych. Uznanie Jezusa Królem Polski oznacza pomniejszenie Jego roli i znaczenia." https://ekai.pl/wydarzenia/temat_dnia/x96469/intronizacja-jezusa-chrystusa-rozmowa-z-bp-andrzejem-czaja/
 JAR: 25.03.2015, 11:12
 „Relację Kościół/państwo, wiara/polityka można ująć formułą chalcedońską (opisującą współistnienie natury boskiej i ludzkiej Chrystusa)” Relacja – po jakiemu to jest pisane? I co ma wspólnego wyznanie soboru na temat Chrystusa ze stosunkami państwowo-kościelnymi? „światło dzienne ujrzały zapiski krakowskiej pielęgniarki, a w nich przeżycia mistyczne, w których Jezus żąda” Skąd wiadomo, że to słowa Jezusa? „jeśli ślubuje naród, wybór zobowiązuje państwo, które on tworzy” naród jednomyślnie ślubuje, jak ktoś odmawia nie należy do narodu? Jezus zabronił ślubować Mt 5,33 ”publicznie obowiązuje programowy ateizm” gdzie konstytucja mówi coś takiego? „Intronizacja Jezusa Króla to akt wybrania Jezusa i wartości, które On przynosi Dekalogu i Ewangelii jako podstawy dalszego życia.” Jak wiadomo Dekalog jest starszy od chrześcijaństwa a z ideą „Króla Polski” ma związek żaden. Wyznają go starozakonni i mahometanie http://www.planetaislam.com/jezus/dekalog.html Przykazania Buddy pańcza śila (nie zabijać, nie kraść, nie cudzołożyć, nie kłamać, nie używać napojów odurzających) milczą o Bogu czy bogach, poza tym przypominają Dekalog. Prościej powiedzieć Dekalog ma być obowiązującym prawem Przykazanie 1 – zakaz wolności wyznania, 2 zakaz używania Imienia Pańskiego nadaremno (usunąć z Konstytucji, popieram), 3 cześć rodziców występuje w wielu kulturach, zatem niezależnie od religii http://www.maximus.pl/slownik-bocianie_prawo-215.html 4 świętowanie szabatu, 5 zakaz zabijania obowiązuje w kodeksach karnych bez względu na ideologię, 6 zakaz cudzołóstwa – wprowadzić ukamienowanie jak w Torze? 7 – zakaz kradzieży jak wyżej zabijania, 8 zakaz dawania fałszywego świadectwa – kodeks karny zabrania oszczerstw a Ustawa o IPN negowania zbrodni nazistowskich i komunistycznych – Janusz Kochanowski czy Rydzyk uważają to za naruszenie "wolności słowa". Zakaz pożądania – trudno go penalizować skoro "cogitationis poenam nemo patitur", nie można karać za zły zamiar zanim zostanie ujawniony. Cytat z objawień Rozalii "ogromne są grzechy Narodu Polskiego. Sprawiedliwość Boża chce ukarać ten Naród za grzechy i zbrodnie" wygląda na odpowiedzialność zbiorową. Tymczasem jak oznajmia Pismo każdy ma być rozliczony indywidualnie, za uczynki swe nie cudze i bez względu na przynależność etniczną. "W każdym narodzie miły jest Mu [Bogu] ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie." (Dz 10,35) Jezus rzekł "Królestwo Moje nie z tego świata". Modlitwa Pańska „Przyjdź Królestwo Twoje” Skład Apostolski mówi: "Chrystus ponownie przyjdzie w chwale i Królestwu Jego nie będzie końca". Królestwo Boże nie utożsamia się z ziemskim władztwem. Dekalog zabrania wzywania Imienia Pańskiego "nadaremno" (czy w innym tłumaczeniu "do czczych rzeczy"). Nazywanie Jezusa ziemskim mianem jest przykładem profanacji, użycia Imienia Pańskiego do celów świeckich. A może tytuł "króla Polski" jest "duchowy"? Od kiedy? Batory czy Sobieski zasiadali na "duchowym tronie"?
 grzegorz: 15.02.2015, 01:39
 http://www.citizengo.org/pl/17283-zmiana-godla-polski-z-gwiazdani-piecioramiennymi-na-godlo-z-1919-korona-zanknieta-osmioma?tc=fb
 JAR: 10.01.2015, 13:11
 "postulat intronizacji nie stanowi próby narzucenia obywatelom wyznawania określonej religii czy ideologii"? A czymże jest? Zwłaszcza, że "Wiara jest światopoglądem totalnym". "naród podobnie jak para narzeczonych" po co takie porównanie? "Rozalia nigdy nie mówiła o Intronizacji Chrystusa Króla lub o ogłaszaniu Chrystusa Królem Polski" (Władysław Kubik SJ „Czym jest intronizacja?” http://www.celakowna.pl/rozalia/index.php?option=com_content&view=article&id=15:czym-jest-intronizacja&catid=2:uncategorised&Itemid=106) Aktu Intronizacji dokonano już trzykrotnie. Najpierw, w 1920 r. prymas Polski kard. Edmund Dalbor na Jasnej Górze. Odnowiony został rok później w Krakowie w bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa z udziałem całego Episkopatu Polski. Trzeci raz abp Stefan Wyszyński 28 października 1951 r., w ukryciu przed władzami PRL, w święto Chrystusa Króla. A jeśli o to chodzi, że Jezus ma królować w ludzkich sercach to uchwała Sejmu tego nie sprawi. Co mówi ewangeliczny tekst o Sądzie "byłem głodny a (nie) daliście Mi jeść" etc. Jest tam coś w rodzaju "byłem Królem a (nie) intronizowaliście Mnie" ?
 JAR: 15.12.2014, 14:52
 "Tzw. sojusz tronu i ołtarza jest sprzeczny z Ewangelią" - pisze wybitny rzymskokatolicki teolog Joachim Gnilka ("Jezus z Nazaretu orędzie i dzieje"). „Służebnica Boża Rozalia nigdy nie mówiła o Intronizacji Chrystusa Króla lub o ogłaszaniu Chrystusa Królem Polski” za: http://profeto.pl/homilie/sludzy-slowa/ks-leszek-poleszak-scj,1523.html „Oczywiście łatwo ulec sugestii, że w jej wizjach przemawia do nas bezpośrednio Jezus (któż by nie chciał Go usłyszeć?). Gdy jednak zestawi się treść objawień z Ewangelią, dostrzec można, że postać z objawień Rozalii bardziej przypomina XIX-wiecznego kaznodzieję straszącego piekłem za grzechy nieczyste niż Rabbiego z Nazaretu pytającego kobietę cudzołożną: „Nikt cię nie potępił?”” za: http://badzwolny.eu/index.php?option=com_content&task=view&id=1050&Itemid=198
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej