Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Nasza rocznica

     Śmierć Jana Pawła II była niezwykłym wydarzeniem. Kilkudniowa agonia papieża, relacjonowana przez wszystkie ważne media, zmusiła ludzi do zatrzymania się, zamyślenia nad istotą działań, niektórych skłoniła do nawrócenia. I nawet jeśli to poruszenie było czysto emocjonalne, jeśli nie odwołujemy się na co dzień do tamtej nauki, możemy być pewni, że to wydarzenie wpisało się w naszą tożsamość.

     Ale ta śmierć miała też wymiar głębszy - była mocną ofensywą na froncie cywilizacyjnej wojny. Czego symbolem jest śmierć dzisiaj, kiedy w rankingach gier komputerowych główne miejsca zajmują te, w których gracz wciela się w postać mającą za zadanie wymordowanie wszystkiego, co się rusza? Gdy większość kasowych filmów konstruuje się według schematu "krew, seks, awantura"? Gdy 17-latek z Winnenden "dla zabawy" zabija kilkanaście osób? Z czym nas oswaja, gdy nieustannie próbuje się odebrać godność życiu nienarodzonych dzieci twierdzeniami, że "to nie jest człowiek" i gdy nakłania się ich matki - w imię wolności, a jakże - do przerwania ciąży. Właśnie tak - do przerwania, tak jak przerywa się wycieczkę za miasto, kiedy się już nam znudzi? Czego uczy nas akt umierania, gdy Terri Schiavo i Eluana Englaro są zabijane z zimną krwią, jako zakładniczki paranoicznej ideologii "godnego odchodzenia"? O czym zaświadcza, gdy z jednej strony Josef Fritzl zostaje skazany na dożywocie za gwałty na córce i doprowadzenie do śmierci jednego z dzieci z tego związku, a z drugiej, niemal równolegle, rząd Rumunii rozważa legalizację kazirodztwa?

     Cywilizacja śmierci, którą tak trafnie zdefiniował Jan Paweł II, zabija w nas wrażliwość na śmierć właśnie. Atakowani brutalnymi i zdehumanizowanymi jej obrazami, budujemy w sobie systemy obronne, najczęściej oparte na znieczuleniu. To dlatego nie chcemy słuchać o śmierci, także tej bliskiej. Głęboko w środku wiemy co prawda, że "osoba walcząca ze śmiercią potrzebuje obok siebie przede wszystkim kogoś, kto ją kocha" (Jan Paweł II, "Przemówienie do uczestników sympozjum poświęconego opiece nad umierającymi", 17 III 1992). Ale znieczulenie jest prostsze. Tańsze. Szybsze. Efektywniejsze. A nie chcąc już słuchać o śmierci, tracimy z oczu jej prawdziwy wymiar. Coraz powszechniej staje się ona końcem, limes vitae, za którym nie ma nic, żadnej nadziei.

    Opatrzność Boża chciała, aby odchodzenie Jana Pawła II rozciągało się na okres Wielkiego Tygodnia i Wielkanocy, przez co obrazy jego umierania splotły się symbolicznie z obrazami przedstawianymi nam w tym okresie przez Kościół. Jan Paweł II zachował się jak wytrawny duszpasterz, którym zresztą przez całe życie byl - zgodnie z maksymą verba docent, exempla trahunt (słowa pouczają, przykłady pociągają) zbudował swoisty "spektakl", zmuszając media, żerujące na co dzień na najniższych instynktach, do nadania "audycji" o heroizmie śmierci. Cały świat zobaczył papieża cierpiącego, mającego problem z utrzymaniem w rękach krzyża w Wielki Piątek. Papieża, który mimo ogromnej słabości, wychodzi do okna, by udzielić błogosławieństwa Urbi et Orbi w Uroczystość Zmartwychwstania. Papieża, który umiera w wigilię Niedzieli Miłosierdzia Bożego.

     Nie jest łatwo zrozumieć papieskie postępowanie, jeśli nie zrozumie się jego fundamentu. Fundamentem tym jest miłość, która "mu wszystko wyjaśniła". "Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich: (J 15,13) poucza nas Pan Jezus i to jest właśnie prawdziwa miara śmierci. Jan Paweł II mógł umierać spokojnie, w zaciszu papieskiego domu, otoczony gronem oddanych mu osób. Zdecydował się jednak upublicznić swoje odchodzenie - by dać publiczne i dobitne świadectwo Miłości. By przez to wlać nadzieję w serca wszystkich, którzy dziś boją się śmierci, którzy odwracają głowę od cierpienia Krzyża, nie widząc tym samym następującego po nim Zmartwychwstania. Przyjął przez to postawę tak właściwą męczennikom, którzy od czasów św. Szczepana aż do dziś gotowi są oddawać życie za Prawdę.

     Przed czterema laty cały świat skandował "JP2, we love you". Na kilkanaście dni wszystkich nas opanowały emocje, które można przyrównać do zakochania. Ale miłość - także i ta deklarowana w stosunku do papieża - to nie tylko zakochanie. Gdy emocje opadną, potrzebna jest ciężka i systematyczna praca nad pogłębianiem relacji. Warto, abyśmy wszyscy wciąż na nowo pytali siebie, jak ta nasza miłość wygląda dzisiaj. Czy to właśnie ona jest naszym fundamentem, "wszystko nam wyjaśnia"? Szukajmy jej - to jedyna metoda budowania Cywilizacji Miłości.


Tomasz Sulewski


Tekst pochodzi z Tygodnika

29 marca 2009


Brat naszego Boga Brat naszego Boga
Karol Wojtyła
Jednoaktówka Karola Wojtyły Brat naszego Boga to poetyckie studium postaci Adama Chmielowskiego, późniejszego Brata Alberta. Fascynujący obraz duchowej wielkości powstańca 1863 roku i artysty, który stał się sługą ubogich... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej