Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Swój wśród swoich

     Tu wszystko się zaczęto. Pielgrzymki do rodzinnych Wadowic i pobliskiej Kalwarii Zebrzydowskiej byty pod wieloma względami wyjątkowe: najbardziej osobiste, najbardziej wzruszające, najradośniejsze, pełne wdzięczności i proste w przekazie myśli teologicznej. Wypowiedziane wtedy słowa Jana Pawła II starczają za najlepszy przewodnik.

     Na rynku wadowickim nie sposób zapomnieć, z czego to miasteczko - malowniczo położone na Pogórzu Śląskim nad rzeką Skawą, 50 km od Krakowa - jest najbardziej dumne. Jest godzina 13, więc z wieży kościoła parafialnego Ofiarowania NMP niesie się na miasto piosenka "Tu są twoje okolice, to jest twoje miasto, Wadowice". Zaraz potem słyszymy słynne "Tu, w tym mieście wszystko się zaczęło...". Wadowice pamiętają. Tak jak o nich pamiętał Jan Paweł II.

     - Tak bardzo pragnąłem przybyć tutaj, aby razem z wami Bogu podziękować za wszelkie dobro, jakiego tutaj doznałem - mówił na wadowickim rynku Jan Paweł II, osiem miesięcy po wyborze na Stolicę Piotrową, 7 czerwca 1979 r. Tutaj papież urodził się, wychowywał i uczył, zanim w wieku 18 lat nie przeprowadził się do Krakowa. Tamto wadowickie spotkanie było pierwszym z de facto czterech i stało się początkiem zapisywania przez Ojca Świętego "kroniki serdecznej, która się nie zaciera", w której dla niego "każdy szczegół łączy się ze wspomnieniem najwcześniejszego okresu życia".

     MIEJSCA I LUDZIE

     Pierwsza wizyta Jana Pawła II w Wadowicach była powrotem do tych wszystkich bliskich mu miejsc i ludzi, których "zostawił w Polsce", gdy został papieżem. Dawnym kolegom z wadowickiego gimnazjum Papież nakazał do siebie przyjeżdżać i kolejne "klasowe" spotkania odbywały się głównie w Rzymie i Castel Gandolfo.

     - Przygotowania do pierwszej wizyty Jana Pawła II w Wadowicach to był żywioł. Włączali się niemal wszyscy. Dobrze znali Karola Wojtyłę, bo przecież nie było roku, żeby wcześniej jako biskup czy kardynał nie był w swym rodzinnym mieście na jakiejś uroczystości. Przygotowania odbywały się właściwie w konspiracji, gdyż komuniści utrudniali je - jak wszędzie - na każdy możliwy sposób. Chcieli np. by było kilkuset porządkowych, a jednocześnie chętni do pilnowania porządku mieli trudności z wyjściem wcześniej z pracy podczas pielgrzymki. Spotkanie z Papieżem miało odbyć się na rynku przed kościołem Ofiarowania NMP. Na trawniku rosły wtedy róże. Ówczesne władze wadowickie powiedziały, że jak je tłum zniszczy, to kościół za to będzie płacić - wspomina ks. Filip Piotrowski, w 1979 r. wikary bazyliki przy wadowickim rynku. - Straszyli tłumami, ograniczali możliwość dojazdu, organizowali parkingi tak, by do miejsc spotkania z Ojcem Świętym trzeba było przejść bardzo daleką drogę pieszo. Dlatego, mimo że rynek i wszystkie ulice były zapełnione, nie było ciasnoty i nikt kwiatków nie zniszczył - mówi z kolei o. Honorat Gil OCD, karmelita bosy z wadowickiego sanktuarium św. Józefa "na Górce". Władza zamiast flagami i transparentami, "wystroiła" rynek hasłami o wiodącej roli partii, socjalistycznej przyszłości i tym podobnymi. Nikt jednak nie zwracał na nie uwagi.

     Po przybyciu na rynek, który dziś nosi imię Jana Pawła II, Papież przeszedł drogę, którą teraz codziennie idą rzesze turystów. Wszedł do swojego macierzystego kościoła, gdzie ucałował chrzcielnicę, przy której został wszczepiony w Kościół. Całował ją jako arcybiskup, kardynał, a obecnie - papież. Następnie pomodlił się przed otaczanym szczególną czcią obrazem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. Odwiedził swój dom rodzinny - mieszkanie na piętrze sąsiadującej z kościołem jednopiętrowej kamienicy z dumną tabliczką "Rynek 2", do której wchodzi się od tyłu, od ul. Kościelnej 7. W czasach dzieciństwa Karola Wojtyły należała do Chaima Bałamuta, dziś jest własnością Kurii Krakowskiej. Mieszkanie stanowiły dwa pokoje z kuchnią, których okna wychodziły na kościelny mur z zegarem słonecznym, z napisem "Czas ucieka, wieczność czeka". Zegar towarzyszył Karolowi przez całe jego wadowickie życie - i wciąż służy mieszkańcom. Od 1978 r. dawne mieszkanie Wojtyłów jest muzeum pamiątek po Papieżu, opiekują się nim siostry nazaretanki.

     Kiedy Jan Paweł II wrócił na rynek, zaczął wspominać "królewskie, wolne miasto Wadowice". Wezwał także, jak kilka godzin wcześniej w Kalwarii Zebrzydowskiej, zebranych do modlitwy. - No, moi kochani, proszę was na koniec o to, żebyście nie przestawali się tutaj modlić za mnie przed tą Matką Boską Nieustającej Pomocy, bo papież - kto jak kto, ale papież! - to nieustającej pomocy szczególnie potrzebuje. W ogóle róbcie wszystko, co się da, ażebyście się tego papieża nie musieli wstydzić przed światem - i koniec...

     BARIERY I KREMÓWKI

     Po raz drugi Jan Paweł II przybył do Wadowic w czasie swojej IV pielgrzymki do Polski 14 sierpnia 1991 r., aby konsekrować kościół św. Piotra - wotum wdzięczności za jego wyniesienie na Stolicę Piotrową. - Zanim Papież wszedł do kościoła, udał się w kierunku sektora chorych. Podchodząc do ogrodzenia, chwycił za barierkę i spytał: "to się da rozkręcić?", czym wprawił w zakłopotanie służby ochrony. Wszedł między chorych, rozmawiał z nimi i błogosławił - wspomina Tadeusz Bagiński, pracownik wadowickiego magistratu. We Mszy konsekracyjnej uczestniczyło 70 tys. ludzi. Papież ukoronował wtedy figurę MB Ludźmierskiej dla górali w Stanach Zjednoczonych. I znów padły słowa: "Bogu jestem wdzięczny za to, że mogłem dziś znowu ucałować próg starego wadowickiego kościoła i brzeg chrzcielnicy". - Nie było tak brawurowo, jak osiem lat później, ale też serdecznie - ocenia Stanisław Kotarba, rzecznik wadowickiego samorządu.

     Najbardziej pamiętną wizytą Jana Pawła II w Wadowicach była ta z 16 czerwca 1999 r., kiedy ukoronował tak mu bliski cudowny obraz MB Nieustającej Pomocy.

     - Kiedy dzień wcześniej Ojciec Święty nie pojawił się na krakowskich Błoniach, baliśmy się, że trzeba będzie koronować Matkę Bożą w krakowskiej kurii. Ale wielu wadowiczan modliło się w tej sprawie, bo Matka Boża nie takie cuda wypraszała u Boga! Pomogło! Następnego dnia przed południem Jan Paweł II był w Starym Sączu, gdzie jeszcze czuł się tak źle, że nie mógł mówić kazania i zamiast lecieć, do Sącza przyjechał samochodem. A do Wadowic nie tylko przyleciał, ale i mówił. I to jak! Czy to nie jest cud Matki Bożej Wadowickiej? - zachwyca się ks. infułat Jakub Gil, czyli wspomniany przez Papieża jego seminaryjny wychowanek Kuba, wtedy już proboszcz wadowickiej bazyliki. Jego kolega kursowy, ks. Dziwisz, "zaprosił go" do papamobile w drodze na rynek z wadowickiego stadionu "Skawa", gdzie lądował helikopter. - Widziane z perspektywy Ojca Święte wiwatujące tłumy i ta masa kwiatów rzucanych w jego stronę - tego się nie zapomina - opowiada.

     Wspominając koronację, ks. infułat Gil zaczyna się szeroko uśmiechać. - Ten czerwcowy wieczór 10 lat temu to było coś niezapomnianego. To nie było kazanie o założeniach teologicznych, ale rozmowa z najlepszymi przyjaciółmi. To było spotkanie swojego ze swoimi - podkreśla - ojca, który przybył do domu.

     Na początku - tak, jak zawsze - Papież zaczął dopieszczać wszystkich swoją wdzięczną pamięcią, po synowsku całować próg domu rodzinnego, ze czcią - próg wadowickiej fary i jej chrzcielnicę. Wędrował i "klękał" we wspomnieniach wszędzie tam, gdzie już sam nie dotrze, także do oo. karmelitów bosych z wadowickiej Górki, gdzie jako dziecko chodził z ojcem, i gdzie otrzymał szkaplerz, z którym się nie rozstawał do końca życia. W homilii nawiązał do Maryi jako niezastąpionej przewodniczki na drogach zbawienia i prosił, by przed jej obliczem wadowiczanie otaczali go modlitwą. A gdy z wdzięcznością wspomniał o Domu Samotnej Matki, któremu nadano imię jego matki, Emilii - "popłynął" rzeką wspomnień. Rozpoczęła się jedyna w swoim rodzaju, wzruszająca papieska podróż sentymentalna ulicami Wadowic i okolic, ze sławnymi pomaturalnymi kremówkami w nieistniejącej już cukierni Karola Hagenhubera.

     Mimo prób w rodzaju: "No, dość tych wspominań", "No, kończmy powoli" i "No, kończmy już" - wciągany przez młodzież w tę niezwykłą opowieść Papież ulegał z nieukrywaną przyjemnością, aż po ponad 14 minutach "podróży" brutalnie mu przerwano i podano księgi liturgiczne. Papież machnął z rezygnacją ręką, jednak do końca się nie poddał. Wkrótce po zakończeniu modlitwy Pod Twą obronę znów przypomniał: "Wszyscyśmy razem chodzili do gimnazjum. Nazywali kalwarianów — Ogórcorzami. A wadowiczan — Flacorzami. A żywczan — Szczupakami. Sam smak". I pytał "Czy odbywacie komersy po maturze? Czy chodzicie do kina?". Nic dziwnego, że po Mszy św. wszyscy śpiewali "Hej bystra woda" i "Góralu, czy ci nie żal?".

     Z OKNA HELIKOPTERA

     Czwartą, ostatnią wizytą Jana Pawła II w Wadowicach był przelot helikopterem nad miastem 19 sierpnia 2002. Choć nie przybył fizycznie do Wadowic, to zostawił wadowiczanom list. - To było potwierdzenie, że nie zapomniał o nas - mówi ks. Gil. - Gdy wiadomo było, że przeleci nad Wadowicami, odbyła się w tempie ekspresowym ewakuacja na rynek. Rozdano żółte, papieskie chusty, żeby machać. To był swojego rodzaju test, bo na rynek w ciągu niespełna godziny przyszło ok. 20 tys. osób. Ułożyliśmy na trawniku wielki napis "Kochamy Cię Ojcze Święty" i czekaliśmy. Dwóch wadowiczan-alpinistów wdrapało się na wieżę kościelną i machało wielką biało-czerwoną flagą. Cały rynek był zapełniony ludźmi. Helikopter zrobił kilka okrążeń nad Wadowicami, niemal nad dachami domów - tak, że dochodził do nas podmuch od śmigieł. Z relacji wiemy, że Ojciec Święty nas widział - wspomina Stanisław Kotarba.

     Dziś Wadowice są pełne Jana Pawła II. Nie dziwi bardzo dobra współpraca i wzajemne wsparcie samorządu Wadowic i tutejszego Kościoła. Rynek nosi imię Jana Pawła II, jego dom rodzinny codziennie odwiedza od 1,7 do 4 tys. turystów - tylko w maju było ich 75 tys. U wejścia do gimnazjum im. Marcina Wadowity przeczytamy - jak mały Karol w 1930 r. - "Casta placent superis: pura cum veste venite et manibus puris sumite fontis aquam" (Bogu podoba się to, co czyste: przychodźcie w czystym odzieniu i z rękami czystymi i czerpcie wodę ze źródła). Są tablice pamiątkowe na budynkach, a kremówki idą jak woda. Ale Jan Paweł II obecny jest także przez dzieła, którym patronuje: szpital jego imienia, wspomniany już Dom Samotnej Matki, trzy lata temu otworzono staraniem kard. Franciszka Macharskiego także Dom Pielęgnacyjny im. Edmunda Wojtyły. Miasto wypiękniało, jest zadbane. Przecież tutaj urodził się Papież. Zawsze zachwycał się tym, że "tak małe miasto tak wiele mu dało". Nigdy się tego miasteczka nie wstydził, nigdy nie zapomniał. W tym była jego wielkość.

     KALWARYJSKIE DRÓŻKI

     W Wadowicach "wszystko się zaczęło", ale nabożeństwo dó Matki Bożej kształtowało się w Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie jako mały chłopiec Karol Wojtyła pielgrzymował z tatą. Zaledwie 15 km od Wadowic, leżący na drodze do Krakowa kompleks krajobrazowo-architektoniczny, którym opiekują się oo. bernardyni, rozłożony jest malowniczo między dwoma górami - Lanckoroną (530 m) i Żarem (527 m). Wraz z zabudowaniami klasztornymi oraz 44 kościółkami i kaplicami tworzącymi słynne dróżki kalwaryjskie, został w 1999 r. - jako jedyna na świecie Kalwaria - wpisany na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Tymi właśnie dróżkami - pisał Jan Paweł II w książce "Dar i tajemnica" - prowadziła jego droga do kapłaństwa. - "Często tam przyjeżdżałem, aby samotnie wędrować po owych "dróżkach", omadlając różne sprawy Kościoła, zwłaszcza w trudnym okresie zmagania się z komunizmem" - wspominał lata biskupie.

     "Nie wiem po prostu, jak dziękować Bożej Opatrzności za to, że dane mi jest jeszcze raz nawiedzić to miejsce" - wprost powiedział Jan Paweł II w 1979 w Kalwarii. Atmosfera była rodzinna. Czuło się związek ludzi z Papieżem - do niedawna ich biskupem. Władze robiły, co mogły, by utrudnić ludziom dotarcie na Kalwarię. - Mama pracowała w sklepie przy rynku, gdzie cały personel miał obowiązkowe godziny pracy w czasie papieskiej wizyty. Sklep znajdował się na trasie papieskiego przejazdu, to ściągnęli fartuchy, wyszli przed sklep i Janowi Pawłowi II machali, i cieszyli się, że chociaż tyle mogą zrobić - wspomina Dorota Zajdą, która obecnie oprowadza pielgrzymów po kalwaryjskim sanktuarium. Ale przed ołtarzem papieskim zebrało się wtedy 100 rys. ludzi. - Nie można było ich fotografować. O ile z innych miejsc papieskiej pielgrzymki były transmisje ogólnopolskie lub lokalne, z Kalwarii nie było żadnej, mimo że spotkanie zostało nagrane. Wycinano głównie tłumy i ludzi młodych - wspomina bernardyn, o. Mikołaj Rudnik OFM, który od 46 lat mieszka w kalwaryjskim klasztorze.

     - Papież nie miał za wiele czasu. Przyszedł od placu Rajskiego, poszedł do kaplicy i pół godziny się modlił. Stamtąd przeszedł do polowego ołtarza. Przemówienie miało charakter rodzinny. Zasadniczo tematem było wezwanie do wierności w modlitwie, ale było także wiele wspomnień. Wrócił do kościoła, wpisał się do kroniki i odjechał do Wadowic, a Msza św. była w Oświęcimiu - relacjonuje o. Rudnik. - Ta wizyta była dla nas bardzo radosna, ponieważ Karol Wojtyła - ksiądz, arcybiskup, kardynał, w końcu papież, czuł się tu jak w domu. Jako kardynał często przyjeżdżał niezapowiedziany. Gdy padał deszcz - pożyczał kalosze, parasol i szedł na dróżki, i tylko od jego kierowcy dowiadywaliśmy się, że jest. Miał też w naszej prywatnej kaplicy klęcznik przy okienku z widokiem na bazylikę, gdzie lubił, nie zdradzając swojej obecności, pomodlić się. Znał wiele osób, o które w czasie tej pierwszej pielgrzymki pytał, a gdy je dojrzał - mimo że Ojciec Święty - machał do nich, dawał znak, że widzi i pamięta. Do Kalwarii Jan Paweł II przybył na krótko przejazdem także w czasie IV pielgrzymki w 1991 r.

     OSTATNI RAZ

     Kolejna papieska pielgrzymka do Kalwarii - ostatnia do Polski - odbyła się w 2002 r., w 400-lecie założenia kalwaryjskiego sanktuarium. Jan Paweł II był chory, na ruchomym fotelu. Wszystko odbyło się w bazylice przy głównym ołtarzu. Było wiele telebimów, by ludzie widzieli, co dzieje się w bazylice. - Niemal bez przerwy podkreślał swój osobisty związek z tym miejscem, któremu tak dużo zawdzięcza. Msza św., którą tu odprawił, była jego ostatnią na polskiej ziemi - wspomina o. Rudnik. - Kiedy w 1979 r. Papież w Kalwarii wzywał do nieustawania w modlitwie i do modlitwy za niego, to w 2002 r. dziękował za tę modlitwę i prosił o dalszą pamięć przez modlitwę wtedy i po jego śmierci. Tak więc niejako spiął klamrą swoje polskie pielgrzymki. Przypomniał to Benedykt XVI i także w tym miejscu prosił o modlitwy za siebie i za Kościół - przypomina o. Rudnik.

     Kalwarię Zebrzydowską, także za sprawą Jana Pawła II, odwiedza coraz więcej pielgrzymów z całego świata. Czy papieskie pielgrzymki zmieniły tutejszą społeczność? - Każdy wie, kim jest Papież, ale przez to, że do nas przychodził osobiście, stał się bardziej nasz. Inaczej się wtedy patrzy na jego słowa, kazania i książki, które po sobie zostawił. Wtedy to wszystko bardziej bierze się do siebie. Od 2002 r. encykliki Jana Pawła II są czymś dla mnie, a nie - jak przedtem myślałam - jedynie dla biskupów i księży. I to one mnie zmieniają - mówi Dorota Zajda.


Radek Molenda


Tekst pochodzi z Tygodnika

5 lipca 2009


Dar świętości. Nieznane i zaskakujące wspomnienia o Janie Pawle II Dar świętości. Nieznane i zaskakujące wspomnienia o Janie Pawle II
Krzysztof Tadej
Dla tych, którzy mogli spotkać się z Nim twarzą w twarz, był święty od zawsze. Jako uczeń, poeta, aktor, robotnik, uczony, ksiądz, biskup, kardynał, aż w końcu Następca św. Piotra.... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej