Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Aby niczego im nie zabrakło

     Dobry chrześcijanin księdza Bosko byt po prostu ojcem, mężem, robotnikiem, żyt sercem zanurzony w świecie, odpowiedzialnie. Miat umiejętności potrzebne do pracy i budowania relacji, ale miat też kręgosłup moralny.

     Gdy dobiega końca miesięczna odprawa katechetów w Mainz, przez uchylone drzwi wciska się męska głowa w okularach. Głowa ma długą kitkę i kolczyk w prawym uchu. Należy do pewnego Niemca, który poślubił Włoszkę. Każdej niedzieli przyprowadza na katechezę syna. Chłopiec przyjmie w tym roku I Komunię. Kiedy jego tata wciśnie już głowę do sali katechetów, wtedy z silnym niemieckim akcentem pyta po włosku, co teraz będzie, bo on już syna przyprowadził. W niedziele, w które nie ma spotkań katechetów, zawsze ktoś przyjmuje przychodzące dzieci. Tata wtedy zostawia syna i rusza w swoją stronę. Raz w miesiącu narada katechetyczna zakłóca mu porządek. Udało mi się kiedyś zagadnąć tatę o jego poranny pośpiech. "Bo wie ksiądz, my z żoną jesteśmy wierzący. Zależy nam, aby naszym dzieciom nie zabrakło niczego. Także wychowania religijnego". Nieśmiało zapytałem, czy nigdy nie pomyśleli o tym, aby zostać z dziećmi na katechezie, a potem na mszy św. "Wie ksiądz, mamy tyle spraw. Dwoje starszych dzieci muszę odstawić na judo. A przecież my z żoną też chodziliśmy na katechezę. Mamy kwity!". ,P>      Jak na tutejsze warunki, to są ludzie, którzy naprawdę się starają! Należą do tej grupy rodziców, która postawiła sobie pytanie o rozwój religijny swych dzieci. Mają na niego plan i poświęcają czas i energię, aby go zrealizować. Tak samo przemyśleli sprawę szkoły, nauki języków, zajęć sportowych, ciekawych wakacji. Pracują, aby na to wszystko zarobić. Bardzo się poświęcają, aby dzieci wszędzie zawieźć i odebrać. Oni są naprawdę przekonani, że robią wszystko, aby ich dzieciom niczego nie zabrakło.

     To znaczy czego? Dziś w wyniku globalizacji rzeczy na świecie stają się do siebie podobne. Wręcz takie same. Z euro w kieszeni można zjechać nie tylko Europę, ale i świat. Można zacząć studia w Polsce, ale ukończyć je po kilku latach, np. we Francji. I wszystko będzie ważne. Ma się wrażenie, że do pociągu "życie" można wsiąść w dowolnej chwili i w miejscu. I trzeba szybko się przesiadać. Bo robi się nudno, bo goście obok "nie tacy", bo inne pociągi jadą szybciej. Obecne "klocki" (elementy) kultury zdają się zawsze do siebie pasować. Zawsze coś się z nich ułoży. Czego więc potrzebują dzieci? Dużej ilości nowych "klocków", które pozwolą im wsiadać do coraz to nowych pociągów. Nawet nie rozkładu jazdy, nie mapy. Ważne, żeby się kręciło. Dzieciom i młodym ludziom dokłada się więc dziś coraz to nowych "modułów", takich fragmentów życia i świata. One zawsze do siebie jakoś przystają, choć nie znaczy to, że składają się w sensowną całość. Taka fragmentaryzacja męczy. Nie daje spokoju, poczucia sensu, nie pozwala odpocząć. Wciąż trzeba gonić. Niemiecki tata z mojej parafii wszedł właśnie w takie tryby. Dodaje dzieciom kolejne '"klocki" i niekoniecznie wizję całości. Muszą mieć. Tak na wszelki wypadek.

     Wierzę, że u ks. Bosko także na tę przypadłość znajdziemy receptę. Jego wychowanie integralne, zmierzające do kształtowania "dobrych chrześcijan i uczciwych obywateli", mogłoby się tu bardzo przysłużyć. Jego uczciwy obywatel był właśnie taki, bo wierzył w Boga. Jego dobry chrześcijanin był po prostu ojcem, mężem, robotnikiem, żył sercem zanurzony w świecie, odpowiedzialnie. Miał umiejętności potrzebne do pracy i budowania relacji, ale miał też kręgosłup moralny. Nie oderwane od siebie moduły, "klocki", a człowiek kształtowany jednocześnie we wszystkich wymiarach. Nie wytrych do ręki, a pozwolenie na to, aby wyrósł i dojrzał do tego, do czego jest powołany, stworzony. To dlatego w oratorium, do klasy czy do warsztatu dolatywał zapach domowej zupy gotowanej przez mamę Małgorzatę. Do tej samej klasy dobiegały śpiewy z nabożeństwa w kaplicy i krzyki chłopców grających na podwórku. Nie "klocek do klocka", a nieustanne konfrontowanie się różnorodnych wartości. To proste: nie gotuje się zupy wrzucając do garnka wszystkie niezbędne produkty. Potrzebna jest kolejność. Produkty muszą wejść ze sobą w interakcje, aby smaki dojrzały. Bez tego będzie wszystkd, a zupy nie będzie. Dlatego oratorium to był jednocześnie dom, szkoła, kościół i podwórko. Jednocześnie! Nie osobno! No, tak jak zupa!

Ks. Marek Chmielewski


Tekst pochodzi z pisma
Don Bosko nr 7(178) lipiec/siepień 2017


   


Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan
ks. Tadeusz Chromik SJ
Niniejsza książka zawiera wybór tych fragmentów z Pisma Świętego, które mówią o miłości Boga miłosiernego do człowieka. Można po nią sięgnąć zarówno w chwilach smutku czy zniechęcenia, jak i w chwilach szczęścia, aby kontemplować Boga, który jest dobry, miłosierny i łaskawy... » zobacz więcej

Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2018 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej