Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Ewa Heine

     Ewy Heine miłość na zawsze

     To jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów Polskiego Radia. Przez 35 lat pracy w Jedynce zgromadziła kilometry taśm. Nagrała wypowiedzi osób najważniejszych dla polskiej kultury. Bo Ewa Heine robi wszystko "na dłużej niż na zawsze", jak napisał jej ks. Twardowski w swoim tomiku.

     Wąskie korytarze Polskiego Radia ozdabia aleja portretów: tu Andrzej Zalewski - z Ekoradia, tam Tadeusz Sznuk - prezenter. Wędrując aż do pokoju Ewy Heine bezskutecznie szukam jej fotografii. - Źle wychodzę na zdjęciach - żartuje dziennikarka. Jest niezwykle skromną osobą. Nawet swój jubileusz świętowała kameralnie, w gronie najbliższych znajomych, w "Kamiennych schodkach", założonych przez żonę Stanisława Piętaka, poety. Jej 15-metrowy pokój, który dzieli z radiową koleżanką, założony jest stertami papierów i taśm. Na jednej z półek stoją kasety opisane nazwiskami rozmówców: Jerzy Hoffman, Kazimierz Korcz, Jan Matyjaszkiewicz, s. Blanka z Lasek. Składają się na serię "Mój świat". To dawniejsze dzieje, bo teraz wszystko montuje się komputerowo - mówi Ewa. Szczególną atencją otacza Marię Fołtyn - śpiewaczkę operową, która wielokrotnie gościła w jej audycjach. - Panią Ewę bardzo cenię jako dziennikarkę. Niezwykle życzliwa, zawsze przygotowana merytorycznie - mówi Maria Fołtyn. - Toteż kiedy nadarzyła się możliwość zrobienia w Wiedniu wywiadu z Marcelem Prawym, sekretarzem samego Jana Kiepury, poleciłam Ewę Heine - wspomina Maria Fołtyn. Między północą a godziną trzecią, z poniedziałku na wtorek usłyszeć można Ewę w audycjach na żywo. - Lubię pracę w nocy. Ludzie się wtedy bardziej otwierają, dzwonią, rozmawiają - przyznaje. Po audycji o Laskach - z siostrą Lidią, niewidomym panem Jerzym i panią Martą z fundacji - rozdzwoniły się telefony, by audycję powtórzyć.

     - Jej nocne programy powinno się nagrać na specjalne płyty i wydać jako album. Są pełne erudycji, znakomite artystycznie i - co ważne - komunikatywne. Trafnie dobiera rozmówców. Trudno się dziwić, że słuchacze dopytują się, kiedy właśnie Ewa będzie nocą w radiu - mówi Temida Stankiewicz-Podhorecka, krytyk teatralny.

     Do "Notatnika kulturalnego" przez lata zapraszała artystów. - Zgodnie z norwidowskim hasłem "Piękno i praca", pokazywała w tej audycji ludzi żyjących tymi ideami - zauważa Zdzisław Łączkowski, poeta. - Promowała młodych twórców i dobrą poezję. Tej poezji nie ma w prasie, radiu, telewizji. Dba o język polski, fachowe wypowiedzi osób, które zaprasza do studia. I potrafi łączyć sztukę masową ze sztuką wysoką - podkreśla Zdzisław Łączkowski. - Umiała znaleźć swoje miejsce w kulturze niezależnie od różnego rodzaju fluktuacji, przez lata obecnych w radiu. Bardzo sobie ceniłem audycje z nią i wywiady - mówi poeta Ernest Bryll.

     JÓZIU, MÓW PO POLSKU

     Ewa Heine wyznaje bez ogródek: - Radio to taka miłość bez wzajemności. Nie zawsze stąpa się po różach, ale są takie chwile, kiedy człowiek myśli: "jak wspaniale, że można tu pracować". Z sentymentem wspomina audycję o legendarnym ks. Józefie Warszawskim, powstańczym kapelanie. Poznała go w Rzymie, gdzie osiadł po wojnie. Urodził się w Niemczech, więc kiedy bawił się z dziećmi, matka z trzeciego piętra krzyczała: "Józiu, mów po polsku". Stąd wzięła się nazwa audycji. - Po dłuższym czasie ktoś mi powiedział w rozmowie, że słuchał tej audycji i wciąż ją pamiętał. Dla takich chwil warto pracować - opowiada Ewa.

     Ubiegłoroczny urlop był jednym z pierwszych, na który nie zabrała sprzętu do nagrywania. Kiedyś, w czasie pieszej pielgrzymki do Częstochowy, przez całą drogę niosła ciężki profesjonalny magnetofon. Nagrała materiał z pielgrzymami z parafii Winnica, którzy opowiadali o trudnym życiu w Związku Radzieckim. Audycję usłyszał przebywający w zakładzie psychiatrycznym malarz. I wtedy zdecydował, że będzie przyjmował leki. "Pani Ewo, pani uratowała mi życie" - prosił potem o przekazanie słów autorce reportażu.

     Dziennikarstwo pojawiło się w jej życiu nagle. Z "pierwszego" wykształcenia jest inżynierem geodezji i kartografii, po studiach zatrudniła się w przedsiębiorstwie geodezyjnym w rodzinnej Łodzi. - Ukazywała się wówczas zakładowa gazetka, a ponieważ była już "przestarzała", zlecono mi jej odświeżenie - wspomina Ewa. Kiedy w końcu wyszedł "jej" numer, nikt w zakładzie nie zabrał się do pracy. Wszyscy czytali. Tak została "wydawcą", a ktoś zauważył, że mogłaby być dziennikarzem. Zdała egzaminy na podyplomowe studia dziennikarskie Uniwersytetu Warszawskiego. Chociaż robiła specjalizację telewizyjną, ogromny sentyment żywiła do radia. - W domu często słuchaliśmy "Muzyki i aktualności". Kiedy były ciekawe audycje, nie wolno było przeszkadzać.

     Kiedy w latach 70. Ewa kończyła studia, dowiedziała się, że w "Muzyce i Aktualnościach" jest wolne miejsce. - Poszłam i... zostałam. Nie mogłam uwierzyć, że to się naprawdę zdarzyło. Było ciężko, ale jeśli ktoś ze słuchaczy zauważył to, co chciałam przekazać, to miałam poczucie, że warto pracować dla tego jednego słuchacza - wspomina. Pracowała jeszcze w wiadomościach "Z kraju i ze świata", a w końcu zajęła się kulturą.

     - W tamtych czasach - mówi - kultura była dziedziną najmniej kontrowersyjną, choć oczywiście, jak wszędzie, była cenzura. Kiedy w audycji chciała przedstawić nazwisko prawdziwej pomysłodawczyni Centrum Zdrowia Dziecka - Ewy Szelburg-Zarembiny - okazało się, że w oficjalnej wersji pomysłodawcą powinien być ówczesny minister Wieczorek. - Większość dziennikarzy miała propozycje współpracy ze strony SB - wspomina Ewa. - Mnie chciano wysłać do Radia Wolna Europa. Powiedziano, żebym na antenie zrobiła kontrolowany błąd polityczny, za co oficjalnie zostanę wyrzucona z Polskiego Radia. Wtedy pozwolą mi wyjechać za granicę i dostać się do pracy. Nie zgodziłam się - wspomina. Wiedziała, że nie jest jedyną osobą, której składano podobne "oferty".

     ZBIÓRKA NA KOŚCIÓŁ

     - Poznałyśmy się w Radiu, ale zaprzyjaźniłyśmy, kiedy zobaczyłam Ewę w duszpasterstwie, jak rozdawała przekazy na wpłaty na budowę kościoła środowisk twórczych. Od tej pory częściej zaczęłyśmy się spotykać. Najważniejsze jest to, że Ewce zawsze chce się coś zrobić - mówi Krystyna Gucewicz, dziennikarka. Ewa Heine w Duszpasterstwie Środowisk Twórczych jest od początku. Wtedy, jeszcze przed stanem wojennym, w małej grupie pod wodzą ks. Wiesława Niewęgłowskiego, zaczęli spotykać się w wieży przy kościele św. Anny. Przychodzili wtedy wielcy - nieżyjący już - poeci z Anną Kamieńską na czele. - Dla nas wszystkich tamte spotkania były duchowym "ładowaniem akumulatorów" - podkreśla Ewa. Jerzy Derfel, pianista i kompozytor, wspomina jak za czasów PRL-u w Duszpasterstwie Środowisk Twórczych przygotowywali obchody świąt wykreślanych wówczas z polskiego kalendarza. - Były koncerty na 3 Maja i 11 Listopada oraz niecenzuralne kolędy - mówi Jerzy Derfel. - Były też panele dziennikarskie, których prowadzeniem zajmowała się Ewa - dodaje.

     Do dziś Ewa Heine jest obecna w duszpasterstwie. - Wpisuje się w działalność dyskretną obecnością. Uaktywnia się, kiedy jest potrzeba. Tworzy dobry klimat, ma świetny kontakt z ludźmi, wiele osób ceni ją za jej otwartość - mówi ks. Wiesław Niewęgłowski, rektor kościoła i duszpasterz artystów. Rokrocznie w październiku jeździmy z ks. Niewęgłowskim do Matki Bożej na Jasną Górę. Ewa "dowodzi" w moim autokarze i szczerze ją podziwiam: zawsze jest znakomicie przygotowana, stwarza przyjazny klimat, więc już podróż staje się i modlitwą, i refleksją, i ciekawą opowieścią - opowiada Temida Stankiewicz-Podhorecka.

     Od dziesięciu lat Ewa Heine udziela się w prezydium zakładowej "Solidarności". - Jest bardzo ciepłą osobą, przejmuje się losem człowieka. XdyN&zt zabiega, by pomóc, protestuje, kiedy komuś dzieje się krzywda - mówi Edward Pikula, przewodniczący komisji zakładowej NSZZ "Solidarność" Polskiego Radia. - Tak było chociażby w przypadku Joanny Dukaczewskiej. Choć nie należała do "Solidarności", pani Ewa starała się o przywrócenie jej do pracy. Rozmawiała z poszczególnymi szefami, ryzykując swoją pozycję.

     - Niestety, nie udało się obronić przed zwolnieniem innej osoby, która zajmowała się nagrywaniem programów i opracowywaniem ich na komputerze, choć bardzo dobrze wywiązywała się ze swojej pracy - ubolewa Ewa. Uważa to za porażkę, bo dla tej osoby, chorej na autyzm, praca była całym światem.

      Ewa Heine nie ukrywa, że jest człowiekiem modlitwy. - Na pielgrzymce do San Giovanni Rotondo, u grobu o. Pio, doznałam uczucia "olśnienia" - wspomina. - Już w Polsce rozmawiałam ze znajomym księdzem poetą, który powiedział mi: "Pani Ewo, może otrzymała pani łaskę, proszę modlić się o nawrócenie kogoś bliskiego". W rodzinie nie miałam takiego przypadku, ale spotkałam znajomego, który był walczącym ateistą. Opowiedziałam mu historię, kończąc: "Będę modlić się o Twoje nawrócenie". Ostro zaprotestował, ale powiedziałam: "Ty się nie denerwuj, to nie będzie bolało." Byl październik. Zmarł w maju. Ze zdumieniem zobaczyłam klepsydrę, pogrzeb w kościele. W czasie Mszy św. ksiądz powiedział: "Nie martwcie się. Nawrócił się przed śmiercią" - opowiada pani Ewa.

     Poza pracą najwięcej czasu przeznacza na opiekę nad tatą. - Znamy się z kościoła środowisk twórczych. Najbardziej uderzające jest jej ogromne poświęcenie dla bardzo starego ojca - mówią Małgorzata i Ernest Bryllowie. - W naszych środowiskach szaleje czasami demonek nienawiści, zazdrości, że się nie ma tego, co by się chciało mieć. Ewa nie ma nic z tego, ma pogodę życia, jest szalenie uczynna. Niezmiernie ważna jest obecność takich osób. Bo Ewa jest zwyczajnie bardzo dobrym człowiekiem - podkreśla poeta.


Irena Świerdzewska


Tekst pochodzi z Tygodnika

20 grudnia 2009



   


Internet. Między edukacją, bezpieczeństwem a zdrowiem  Internet. Między edukacją, bezpieczeństwem a zdrowiem
Praca zbiorowa
Przestrzeń komunikacji międzyludzkiej została współcześnie w znacznej mierze "zmediatyzowana". Bez wątpienia przyczynił się do tego dynamiczny rozwój nowych technologii, zwłaszcza globalnej sieci komputerowej – internetu. Wspomniany proces dostrzegalny jest m.in. w obszarze edukacji i zdrowia społecznego. Czy internet wywiera na nasze życie znaczący wpływ? ... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 do Wiatru :): 18.11.2008, 21:30
 Widzę Wietrze, że wiejesz bardzo o poranku ;) ---Czysty jak gołąb, roztropny jak wąż.--- ---Wiejesz i wiejesz, bezustannie wciąż.--- Dając przestanki ku przemyśleniu, wstaniu, powrocie, uspokojeniu. Tępem powietrza pędzisz swe myśli, szumem jesiennym swe uszy napełniasz, w trwodze poranka duszę ukajasz, zaspanym Słońcem swe serce rozświetlasz. Gonisz tą Wieczną Uciekinierkę, jasność co zwie się Niepokalana, nim znów codzienne skierujesz kroki, przed Jej obliczem zginasz kolana. Pędzi cię Ten, co każe Kochać, gdy widzieć, zobaczyć Chwały nie umiesz. Spoglądasz tedy na Tęczy Przymierze -- ufaj, wciąż ufaj, jak Ona - zrozumiesz.
 wiatr: 18.11.2008, 05:04
  UFAJĄC ... BOŻEJ OPATRZNOŚCI ... przyjmować ... Znaki ... Czasu ... Wsłuchiwać się ...w Natchnienia Ducha Świętego ... Wiernie JE WYPEŁNIAĆ ... KOLANA ZGINAĆ ... i Zło w sobie Zwalczać ... dzięki Łasce Pana ... BYĆ CZUJNYM ... na Zagrożenia ... Być jak ...węże ... " przebiegli i sprytni " ... aby ... NIE DAĆ się ... złemu ... zwieść i ukąsić ... i jeszcze ... bardziej ... sprytni ... i jeszcze bardziej ... UKRYCI ... i jeszcze Bardziej OTWARCI ... i ŁAGODNI .... i CZULI ...i DELIKATNI ... i DOBRZY ...i KOCHAJĄCY ... i WSPÓŁCZUJĄCY ... i OFIARNI ... i MIŁOSIERNI ... i UFAJĄCY ...PEŁNI POKOJU i PANA !!! Amen !
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej