Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Teatr Żydowski w Warszawie

     Teatr z misją

     To jedyna taka scena w Europie, a do niedawna jedyna na świecie. Teatr Żydowski w Warszawie ma już 60 lat.

     Jeszcze do końca II wojny światowej ojczyzną prawdziwego słowa żydowskiego, duchową "ziemią obiecaną" był wschód Europy. Tylko Żydom polskim udało się stworzyć własny, specyficzny, jedyny w swoim rodzaju świat duchowy, filozoficzny, obyczajowy. Nie byt podobny do żadnego innego i w gwiazdozbiorze stanowił planetę, na którą skierowane były oczy Żydów i nie-Żydów całego świata. Nie można było, będąc w Warszawie, nie pójść do dzielnicy Północnej. Adolf Rudnicki po latach wspominał w swojej książce "Teatr zawsze grany": "Ilekroć się znajduję na Grzybowie, czuję obecność duchów; ciżba bez twarzy obejmuje mnie kołem. Była to dzielnica handlowa zdominowana przez kupców żelaznych, powroźniczych. Była to również, choć brzmi to nieprawdopodobnie, dzielnica poetów i artystów." Dziś przypomina o1 tym warszawski Teatr Żydowski, który od kilkudziesięciu lat stara się pielęgnować i ocalać od zapomnienia kulturę jidysz - przypominać ją całemu światu.

     - To jest misja - mówi Szymon Szurmiej. - I nigdy nie liczyło się, że jesteśmy z pierwszej Rzeczypospolitej, drugiej trzeciej, piątej. Ważne, że z Polski. Z tego miejsca na ziemi, które przez stulecia było ojczyzną żydowskiej kultury, duchowości, obyczaju. Tu żyliśmy obok siebie. Holocaust sprawił, że największe skupisko Żydów w Europie stało się największym żydowskim cmentarzem świata, ale nie zabił pamięci. I my jako polski Teatr Żydowski nieśliśmy i niesiemy to małe światełko wielkiej kultury - przeciw ksenofobii i nietolerancji, zapędom antysemickim, przeciw złu w człowieku. Mody, idee, ludzie władzy odchodzą. Kultura zostaje.

     SCENA IDY I RACHELI

     Teatr im. Estery Racheli Kamińskiej powstał przed 60 laty, w listopadzie 1949 roku, kiedy połączono dwa zespoły, łódzki i wrocławski, w jeden państwowy Teatr Żydowski. Przez 20 lat kierowała nim Ida Kamińska, córka Racheli, wielka, znakomita aktorka słynąca głównie z ról tragicznych. Do historii przeszły jej kreacje w "Matce Courage" Brechta, "Drzewa umierają stojąc" Casony czy w "Meirze Ezofowiczu" wg Orzeszkowej. Za rolę w czeskim filmie "Sklep przy głównej ulicy" otrzymała w 1967 r. Oscara.

     Za czasów dyrekcji Idy Kamińskiej na scenie teatru, który w 1955 przeniósł się na stałe z Łodzi do Warszawy, oprócz klasyki jidysz zaczęły gościć tłumaczone na język żydowski pozycje literatury światowej, takie jak "Mieszczanie" Gorkiego, "Pan Jowialski" Fredry czy "Strach i nędza III Rzeszy" Brechta. Zespół stanowili wybitni aktorzy: kierująca zespołem Kamińska, jej mąż Marian Melman, Chewel Buzgan, Michał Szwejlich, Juliusz Berger.

     Od 1956, gdy teatr po raz pierwszy wyjechał zagranicę do Paryża, rozpoczął regularną działalność poza granicami Polski. Występował m.in. w Belgii, Anglii, Austrii, Izraelu, Argentynie, Stanach Zjednoczonych.

     - Przejechałem z Idą Kamińska całą Europę, Amerykę Południową, gdy nadszedł rok 1967 - wspomina Szymon Szurmiej. - Pojechaliśmy do Nowego Jorku, graliśmy na Broadwayu. Triumf, stosy recenzji, legenda jedynego w świecie teatru żydowskiego i wielkiej aktorki. I nagle przychodzi telegram: "Przerwać występy". Wkrótce się okazało, że wracaliśmy do innego kraju. Nikt jeszcze nie wyobrażał sobie hańby Marca' 68. W Warszawie Ida zaczęła zbierać się do wyjazdu. Główny adresat teatru tracił grunt pod nogami i pakował się. Zapomniał nawet, że coś takiego jak teatr istnieje na świecie.

     Aktorka żegnała się z krajem w brzydkim baraku przy Królewskiej 13. Tu grała do końca, tu Warszawa żegnała Idę Kamińska. Po latach Szwedzi zbudowali w tym miejscu hotel "Victoria".

     - Zaprosiłem ją po latach, już jako dyrektor Teatru Żydowskiego, na 50-lecie śmierci Estery Racheli - mówi Szymon Szurmiej. - Powiedziała wtedy ze sceny: "Drodzy warszawiacy. Ja wyjechałam, inni zostali. Nie wiem, kto z nas miał rację."

     Jej wyjazd pociągnął za sobą dużą część zespołu; zostało 8-9 osób. Gdyby ten teatr wtedy zniknął, nie został uratowany, to byłoby największą katastrofą dla jednego i drugiego narodu - dodaje dyrektor. Zawsze, wszędzie, kiedy polityka włącza się w kulturę, to jest największe nieszczęście.

     JEDNAK PRZETRWALIŚMY

     Po wyjeździe Idy Kamińskiej z Polski uruchomiono teatr z inną ekipą, którą kierował Juliusz Berger. W zespole grali głównie nie-Żydzi, których od razu rozpoznawano po słabej znajomości jidysz - języka dość trudnego dla tych, którzy w nim nie wyrośli. Podczas spektakli teksty tłumaczono równocześnie na polski, a widownia ze słuchawkami przypominała salę konferencyjną. W tajemnice języka i obyczajów nowych adeptów wprowadzali starzy aktorzy, którzy pozostali w kraju.

     Od września 1969 r. sceną kieruje Szymon Szurmiej. Przed wyjazdem Ida Kamińska budowała nowy teatr, ale nie doczekała otwarcia. Przeprowadzka z "budy" odbyła się dopiero w 1970 r.

     Nowy budynek stoi na pl. Grzybowskim w kompleksie zabudowań oddanych gminie żydowskiej, w pobliżu synagogi Nożyków. - Nowy adres, niby dobry - mówi dyrektor - ale niekoniecznie. Zła akustyka, teatr mały. Projektanci nie lubili aktorów, bo garderoby nawet w baraku były lepsze niż tu.

     Teatr, jako spadkobierca całej żydowskiej kultury scenicznej, pielęgnuje wielką klasyczną dramaturgię żydowską. - Zaczęliśmy działalność nowej sceny od "Dybuka" Szymona Anskiego - przypomina Szurmiej. - To żydowskie "Dziady", magiczna opowieść o wnętrzach ludzi, świętość nad świętościami. Dlatego tym tekstem rozpoczęliśmy odbudowywanie polskiego teatru żydowskiego, ratowanie ducha naszej wspólnej kultury. W stałym repertuarze znalazły się też dzieła Abrahama Goldfadena, Szotem Alejchema, Icchaka Pereca. Ale Teatr Żydowski nie chce być jedynie "świątynią narodowych pamiątek". Czerpiąc obficie ze skarbnicy przeszłości chce jednocześnie być teatrem nowoczesnym, dlatego w repertuarze są sztuki Izaaka Babla, Artura Millera i inne współczesne teksty o tematyce żydowskiej.

     Świadomy braków w najmłodszych kadrach aktorskich Szurmiej powołał do życia przyteatralne studio aktorskie, które stało się ratunkiem dla zespołu i świetną szkołą zawodu.

     REPORTAŻ

     Uczyli tu najwięksi polscy aktorzy: Aleksander Bardini, Ryszarda Hanin, Władysław Hańcza, Jan Świderski. Absolwenci studia zaczęli stawać Się czołowymi aktorami teatru. Wielu z nich do dziś stanowi trzon zespołu: znakomita aktorka i piosenkarka Gołda Tencer (prywatnie żona Szymona Szurmieja), a także Henryk Rajfer, Waldemar Gawlik, Ernestyna Winnicka, Marek Węglarski, by wymienić tylko niektórych. - Warszawska publiczność przyjęła teatr jako swój - mówi dyrektor. - Kiedyś przychodzili z ciekawości: 50-100 osób to już było wydarzenie. Dziś, mimo 400 miejsc, często nie mamy gdzie posadzić widzów. Przychodzi mnóstwo młodzieży.

     Teatr objechał z występami cały świat, a jego aktorzy zaczęli pojawiać się regularnie w filmach. Do najbardziej znanych i najlepszych należą: "Sanatorium pod klepsydrą" Hasa, "Austeria" Kawalerowicza, "Wichry wojny" Dana Curtisa czy "Ziemia obiecana" Wajdy. W 1979 trzy spektakle teatru zostały sfilmowane i są do dziś jedynym przykładem polskiego kina w języku jidysz po wojnie. To "Dybuk" i "Komedianci" Stefana Szlachtycza i "Gwiazdy na dachu" Jerzego Gruzy.

     WRACAJĄ DO GNIAZD

     Zmiany po 1989 r. zmusiły teatr do grania żydowskiego repertuaru także w języku polskim. Mimo to warszawski Teatr Żydowski nadal jest jedyną sceną w Europie grającą w jidysz; dopiero od kilku lat podobna działa w Izraelu. Teatr, jaki dziś znamy, bardzo wiele zawdzięcza Gołdzie Tencer. - Gołda, moja żona, dziecko tradycyjnego żydowskiego domu, wie, że pamięć nie trwa wiecznie - wyznaje Szymon Szurmiej. - Już przed laty założyła Fundację "Shalom"; robi niezwykle rzeczy, choćby słynną wystawę "I ciągle widzę ich twarze", która do dziś jeździ po kontynentach, dając świadectwo czasom i ludziom, którzy zginęli w piekle zagłady. Każde, nawet najdrobniejsze działanie przypominające obyczaje, wielką literaturę w jidysz, muzykę, taniec - jest ważne.

     Od kilku lat Teatr Żydowski jest współorganizatorem festiwalu kultury żydowskiej "Warszawa Singera", stworzonego przez Fundację "Shalom". Teatr użycza na potrzeby festiwalu swoją scenę i inne pomieszczenia, aktorzy biorą udział w organizowanych w ramach imprezy działaniach artystycznych.

     - Ci Żydzi, którzy opuścili Polskę w 1956 czy w 1968 r. mówiąc, że nigdy tu nie wrócą, przyjeżdżają, bawią się, płaczą razem z nami, śpiewają razem z nami - mówi Gołda Tencer. To jest wartość singerowskiego festiwalu. Żydzi wracają. Wracają do gniazd.

Kamila Szymańczyk


Tekst pochodzi z Tygodnika

17 stycznia 2010



   


Zamieszkać w katedrze Zamieszkać w katedrze
Wojciech Wencel
Zbiór manifestów literackich, analiz kultury, interpretacji twórczości Eliota, Koehlera, Macheja, Podsiadły oraz kąśliwych polemik. Obrona przedoświeceniowych ideałów życia i sztuki... » zobacz więcej

Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej