Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Katolicki głos w prasie

     Podczas gdy w Polsce świętujemy pięciolecie tygodnika "Idziemy", w Niemczech zostaje zlikwidowany katolicki tygodnik "Rheinis-che Merkur". Jak to jest, że w Polsce katolickie gazety i periodyki pomimo kryzysu gospodarczego zwiększają liczbę czytelników, podczas gdy w Niemczech największy katolicki magazyn zostaje z dnia na dzień zamknięty? Niemniej muszę przyznać, że mogłem się spodziewać takiego końca gazety, patrząc na jej rozwój, a raczej regres, w ciągu ostatnich lat.

     "Rheinische Merkur" został założony w 1946 r. w Bonn i od samego początku finansowany był przez Konferencję Episkopatu Niemiec. Założenia były dobre: katolicki tygodnik prezentował katolicki punkt widzenia, trzymając się jasno nauczania Kościoła. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że był konserwatywny, co dawniej po prostu oznaczało, że szedł po linii doktryny katolickiej, trzymając ster na Watykan. Do tego stopnia, że niemiecki pisarz i npblista, a zarazem zaciekły liberał, Tomasz Mann, nie szczędził mu swojej krytyki.

     Z biegiem lat, niestety, "Rheinische Merkur" coraz bardziej odchylał się od kierunku rzymskokatolickiego, stając się hybrydą różnych światopoglądów, nie mających za wiele wspólnego z katolicyzmem. Otwierając się na różne prądy myślowe i różnorakie duchowości w łonie Kościoła katolickiego (albo i poza nim), redakcja pragnęła zdobyć szersze grono czytelników, dotrzymując jednocześnie kroku biegnącym na oślep zglobalizowanym i wszechtolerancyjnym Niemcom. Zabieg nie bardzo się powiódł, co dowodzą nawet suche liczby: z około 220 tys. egzemplarzy nakład spadł w ostatnim czasie do około 65 tys. Ciekawe dlaczego? Czyżby katolicy nie chcieli czytać tekstów "oświeconych" autorów prezentujących nowe podejście do wiary i duchowości, niekoniecznie "zaściankowe" i trzymające się kurczowo linii Bonn-Watykan, ale swobodnie interpretujących odchodzenie od starego i entuzjastyczne witanie nowego? Najwidoczniej nie chcieli. Bo i po co. Takie teksty znajdą w każdej innej gazecie, czasopiśmie czy periodyku. Smutne, że niemieccy biskupi nie zauważyli tego w porę, aby odpowiednio zareagować, zmieniając kurs gazety.

     Teraz cięcia finansowe w niemieckim Kościele dotknęły ten najbardziej prestiżowy katolicki tygodnik w zachodnich Niemczech, który rocznie kosztował biskupów 2,5 min euro. Posłano na bruk 50-osobową redakcję. To kolejna szkoda, bo wielu dobrych katolickich dziennikarzy znajdzie się bez pracy, gdyż jedyną katolicką gazetą krajową, jaka pozostała w Niemczech, i która nigdy nie otrzymywała wsparcia ze strony Konferencji Episkopatu, jest "Die Tagespost", z pełnym już składem redaktorskim. Kolejne pytanie: czy "Die Tagespost" uda się wykorzystać pozycję monopolisty na rynku katolickiej prasy, dążąc do pozytywnego rozwoju i zdobywania nowych grup czytelników, nie rezygnując ze swojej tożsamości? Zobaczymy.

     Nie daje mi jednak spokoju podobieństwo "Rheinische Merkur" do polskiego "Tygodnika Powszechnego". Z całym szacunkiem dla jego długiej historii i wybitnych autorów dla niego piszących, "Tygodnik Powszechny" zdaje się być na podobnej drodze, co niemiecki gigant. Zarówno pod względem merytorycznym, obrotu sprzedaży, a także wygórowanej samooceny. Przestrogą powinien być dla niego koniec tygodnika "Rheinische Merkur", który od 2011 r. będzie jedynie sześciostronicowym dodatkiem do gazety "Die Zeit", która rozpoczęła kampanię pozyskiwania nowych czytelników pośród katolików i protestantów. Niedawno zainaugurowała inny nowy dodatek zatytuowany "Wiara i wątpliwość", w którym opisuje sprawy wiary i duchowości "pod znakiem zapytania". Ciekawy to zabieg: najpierw prezentacja prawd religijnych, a do tego komentarz dowolnie interpretujący lub nawet negujący dane zagadnienie. Mam jednak cichą nadzieję, że osoby wierzące nie połkną takiego haczyka.

     Czy w takim razie niebawem "Tygodnik Powszechny" stanie się wkładką "Gazety Wyborczej"? Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie.* Pozostaje więc życzenie, aby młode, świeże, pełne prawdy i autentyzmu czasopisma katolickie, jak nasze "Idziemy", prężnie się rozwijały i zapełniały lukę na rynku wydawniczym po katolickich "gigantach", które utraciły swój pierwotny kształt, skazując się na samozagładę. Zwłaszcza te, które nie wybrały pogańskiego patrona, jak Merkury z mitologii rzymskiej, mają całkiem niezłe szansę.


Stefan Meetschen


Tekst pochodzi z Tygodnika

3 października 2010


Słownik symboli Słownik symboli
Juan Eduardo Cirlot
Cirlot – poeta, badacz i krytyk sztuki – porządkuje wyobrażenia symbolu i próbuje odkryć jego dominujące znaczenie. Dzięki niepowtarzalnemu stylowi autora hasła w słowniku są zwięzłe i oryginalne... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej