Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Co słychać w Wilkowyjach?

     Po długiej przerwie znów gościmy na planie serialu "Ranczo". W piątej serii, już wiosną, czeka nas wiele niespodzianek. Sprawdziliśmy!

     Kiedyś życie Jeruzala toczyło się zgodnie z tempem pór roku, cicho i spokojnie, jednak od niedawna zaczął dominować tu temperament Wilkowyj. Wozy ekipy filmowej na ryneczku, kable pod nogami i wielkie zamieszanie towarzyszące nagraniu piątej serii to drugie oblicze Jeruzala - po planie filmowym oprowadza mnie "prawdziwy" proboszcz ks. Andrzej Sobczyk.

     Nie pierwszy to mój reportaż z Wilkowyj, a jednak idąc wzdłuż nawy ku postaciom w ornatach stojącym w prezbiterium, ' bezwiednie mówię: - Szczęść Boże! - ku wielkiemu rozbawieniu obu aktorów Cezarego Żaka i Bartosza Kasprzykowskiego. - Dziękujemy za miłe słowo, ale nie mamy jeszcze święceń - odpowiada ze śmiechem filmowy wikary.

     POD DUSZPASTERSKĄ OPIEKĄ

     Dziś trudny dzień, nagrywane są bowiem sceny zbiorowe w kościele. Ksiądz Piotr Kozioł vel Cezary Żak ćwiczy przed mikrofonem ogłoszenia duszpasterskie. Dużo się zmieniio od pierwszej serii, kiedy pół godziny zajmowało mu zapięcie wszystkich kilkudziesięciu guzików sutanny - bo nie wkładał jej przez głowę. Ćwiczył "profesjonalne" błogosławieństwo i kontemplacyjną postawę. Jak przyznaje wielu księży, dziś trudno znaleźć jakiekolwiek niedociągnięcia u proboszcza z Wilkowyj.

     - Chociaż wnikliwy widz znajdzie jeszcze kilka pomyłek - po usilnych prośbach zdradza ks.. Sobczyk - jak w scenie z kancelarii parafialnej, gdzie pani scenograf powiesiła prawie obok siebie dwa portrety prymasa Wyszyńskiego: jeden czarno-biały z lat młodzieńczych, drugi późniejszy, kolorowy. A powinien być papież i nasz ordynariusz - śmieje się. - Nie upilnowałem i tak zostało. Ale może nikt nie zauważy?

     Proboszcz z Jeruzala dostaje komplet scenariuszy na każdą serię i zdarza się, że sugeruje coś reżyserowi, aby wyglądało bardziej wiarygodnie, a przede wszystkim "odpowiadało duchowi Bożemu". Serial jest bowiem pod "duszpasterską opieką". Ogląda go nawet kuria!

     W dniu nagrania serialowy kościół w niczym nie przypomina typowej świątyni. Na ławkach poprzyklejane karteczki, żeby każdy wiedział, gdzie siedzi i nikt nie zmienił miejsca. Kilka masywnych kamer z wysięgnikiem, dużo światła, kabli i ludzi poruszających się według poleceń bezkompromisowego głosu z reżyserki.

     W pierwszych ławkach czekają aktorzy, którzy wkrótce będą odgrywać swoje role. Tuż za nimi dwóch scenarzystów Robert Brutter i Jerzy Niemczuk: - Myśmy już swoje zrobili, dziś jesteśmy tu tylko gościnnie. - A skąd pomysły na scenariusze, żarty i nowe postacie? - pytam. - Stamtąd - wskazuje ku górze palec Jerzego Niemczuka. Jak wieść gminna niesie, autorzy nie zamknęli furtki do kolejnej serii. A jeśli scenariusz jest otwarty, to pracy swojej jeszcze nie zakończyli.

     Najtrudniejsze są zdjęcia na plebanii. - W piątej części wreszcie się nauczyli - mówi gospodyni, pani Anna - że jak chcą pożyczyć jakiś kwiatek czy garnek, to muszą zapytać, bo mogę się zdenerwować! A z gospodynią księdza, jak wiadomo, trzeba żyć w zgodzie, bo takich ciast jak ona nikt nie piecze.

     ZAINTERESOWAĆ WIDZA

    - Jest miło, bo jak się ludzie znają, lubią i wiedzą, co chcą zrobić, a jeszcze mają na to środki i minimum czasu, można dokonać wiele. Atmosfera jest ważna, bo serial zwykle ma długi dystans. To 80 dni zdjęciowych w różnych warunkach - mówi reżyser Wojciech Adamczyk. Sytuacje nerwowe zaczynają się dopiero, gdy zdjęcia przeciągają się do godzin nocnych, kręcone są sceny na zewnątrz, a ktoś nagle zacznie pracować ciągnikiem na polu, lub też gdy grając w listopadzie wiosenne klimaty, trzeba się powstrzymać od szczękania zębami.

     Dziś Ilona Ostrowska, czyli serialowa Lucy, ma po ogłoszeniach duszpasterskich wygłosić oświadczenie. Kilka prób, nagrań, potem dubli. Kilkuminutowe przerwy między każdym z nich, kiedy szybko wraca do swojej puchowej kurtki. - Zimno przeszkadza, szczególnie w momencie, kiedy gram lato, a naprawdę nadeszła zima - mówi aktorka.

     - Pomimo aury, jest to najcieplejszy plan, na jakim udało mi się wystąpić - mówi Ewa Kuryło. - Szybko udało nam się stworzyć rodzinną atmosferę i wspólnie zagrzewamy się do kolejnych scen. Chodzą słuchy o kolejnej serii, ale na razie jesteśmy skupieni na tej! - Bywa i tak - śmieje się Wojciech Adamczyk. - Ale trudność piątej serii polega na tym, żeby zainteresować widza na tyle, żeby chciał obejrzeć odcinek 45. czy 53. Żeby w trakcie emisji, kiedy jest tyle atrakcji na innych programach, nie odszedł od ekranu. Bo jak już się wejdzie do kina, zapłaci za ten popcorn, to się siedzi, bo szkoda wyjść. W domu wysiłek włożony w zmianę programu jest zerowy i chodzi o to, żeby widz tego wysiłku nie wykonał! - tłumaczy z pasją reżyser. - Piąta seria rzeczywiście pomogła wyeliminować wiele błędów, ale uważam, że trzeba je tuszować, a nie się nimi chwalić.

     - Telewizja jest bezlitośnie sprawiedliwa - twierdzi Wojciech Adamczyk. - Jeżeli się okaże, że widzowie nas oglądają, to pewnie będą kolejne serie. W tej chwili nie ma jeszcze emisji premierowych odcinków, natomiast powtórki idą przy trzyipół- do czteromilionowej publiczności, i cieszymy się z tego ogromnie.

     Po przerwie zrelaksowany ks. Robert vel Bartosz Kasprzykowski nie potrafi usiedzieć w miejscu. W oczekiwaniu na kamery rozśmiesza wszystkich śpiewając, tańcząc lub przedrzeźniając ekipę. Ksiądz Piotr Kozioł, starając się jak najbardziej wejść w rolę, co chwila kręci głową i protekcjonalnie mruczy: - Ach, ci młodzi...

     - Przez chwilę było nieciekawie, bo zginęła mi sutanna, teraz mam więc zastępczą. Jest dla mnie trochę za krótka i nie potykam się o nią tak często jak wcześniej kolega Cezary - śmieje się Bartosz Kasprzykowski. - Do tego pierwszy raz mam do czynienia z tak dobrze napisanym scenariuszem, w którym nic nie chcę zmieniać i który naprawdę mnie bawi. Razem z kolegami staramy się nie psuć tego, co jest napisane, bo czasami wystarczy przestawić jedno słowo, zmienić szyk zdania i już gubi się dowcip.

     - W serialu jest trochę trudniej niż w filmie - zaznacza aktor - bo jest mniej czasu, nie mamy komfortu robienia 4-5 scen w ciągu dnia, lecz trzeba zrealizować ich 10 albo i więcej, więc musimy być dobrze przygotowani.

     KLIMATY I ZYSKI

     - Ma pani może ostatni numer "Idziemy", bo nie zdążyłem kupić? - pyta na wjeździe do Jeruzala pan w pomarańczowej kamizelce z napisem "Kierowanie ruchem". Pilnuje porządku na parkingu koło kościoła. - Grywam też jako statysta - mówi z dumą Józef Kluczek. - Kiedyś potrzebowali konika do filmu, żeby Pietrka przywieźć, jak z Anglii wracał, innym razem mieliśmy wójta wywieźć na taczce - wspomina swoje epizody na planie. - Ludziom bardzo się to podoba, przynajmniej parę groszy zarobią.

     - Kiedy wiadomo już, że ekipa ma u nas kręcić, podaję w ogłoszeniach parafialnych, że pani kierownik produkcji prosi, aby nie parkować na rynku albo że potrzeba statystów. I odzew jest zawsze - mówi ks. Sobczyk.

     Podobnie jak zainteresowanie turystów, które z biegiem lat nie słabnie. Przyjeżdżają fani z całej Polski, a nawet zagranicy. Chcą zobaczyć kościół, plebanię, budynki, które widać na filmie, biorą udział w dożynkach i odpustach. Mieszkańcy Jeruzala do tej pory powtarzają historię turysty, który przyjechał kiedyś już po zamknięciu sklepu. Tak mu zależało, żeby kupić buteleczkę "mamrota", że chodził biedak po rynku i pytał miejscowych, czy mają chociaż pustą, bo chętnie by odkupił.

     - Dzięki temu ruchowi wokół Jeruzala udało się nazbierać fundusze na remont zabytkowej świątyni - przyznaje proboszcz. - Koszt wyniósł ponad 800 rys. zł. Dla naszej niewielkiej wspólnoty byłaby to niewyobrażalna suma. Aktorzy pomagali nam ją zbierać, prowadzili aukcje i loterie. Gromadziliśmy w ten sposób około 20 tys. dwa razy w roku: na odpust św. Wojciecha i na dożynki. Wdzięczny jestem także moim parafianom, którzy przychodzili do pracy. Udało nam się uratować kościółek, któremu zaczął już przeciekać dach, a spróchniała konstrukcja nośna przechylała się na lewą stronę. A to jeszcze nie koniec - zostały parkan i plebania, która w tym roku kończy sto lat. Tam wszystko nadaje się do kapitalnego remontu.

     Serialowy klimat Wilkowyj sprawił, że dziś Jeruzal wygląda zupełnie inaczej - ku przyjemności widzów i pożytkowi mieszkańców.


Marta Troszczyńska


Tekst pochodzi z Tygodnika

26 grudnia 2010


Słownik symboli Słownik symboli
Juan Eduardo Cirlot
Cirlot – poeta, badacz i krytyk sztuki – porządkuje wyobrażenia symbolu i próbuje odkryć jego dominujące znaczenie. Dzięki niepowtarzalnemu stylowi autora hasła w słowniku są zwięzłe i oryginalne... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej