Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Świat bez telewizji

     Rośnie liczba osób, które świadomie wybierają życie bez telewizora. Czy mamy do czynienia nową rewolucją?

     Młode małżeństwo urządza mieszkanie. Pokazuje rodzicom, gdzie będzie stała kanapa, gdzie regał z książkami. - A gdzie będzie telewizor? - ojciec zadaje sakramentalne pytanie. - Telewizora nie będzie - pada zaskakująca odpowiedź. - To my wam kupimy! - oferują przejęci rodzice. Wytłumaczenie, że brak odbiornika nie wynika z problemów finansowych, lecz jest świadomą decyzją, okazuje się nie lada wyzwaniem. Rodzice kręcą z niedowierzaniem głowami. Jak to: dom bez telewizora? Ależ tak!

     KOMU BIJE DZWON?

     Podobne rozmowy toczą się w niejednym domu. Przeprowadzone przez TGI MillwardBrown SMG/KRC badania wyraźnie pokazują, że rośnie liczba osób, które w ogóle nie mają telewizora albo włączają go tylko sporadycznie. Tak jest już w 700 tys. gospodarstw domowych. Autorzy badań przewidują, że trend ten nie tylko się utrzyma, ale będzie się pogłębiał. Znaczącą zmianę widać w porównaniu z wynikami badań z 2007 roku, kiedy posiadanie przynajmniej jednego odbiornika było niemal obowiązkowe, natomiast zaledwie w co trzecim domu był komputer. Jeszcze gorzej było z dostępem do internetu.

     - Kiedy wyprowadziłam się od rodziców, nie kupiłam telewizora. Po prostu nie mam potrzeby, żeby go mieć - twierdzi Marta Cudna, studentka fizjoterapii na WUM. - Ślęczenie przed ekranem to strata czasu. Naprawdę znam ciekawsze zajęcia.

     Wbrew obiegowym opiniom ci, którzy telewizji nie oglądają, nie są wcale gorzej zorientowani w sytuacji w kraju i na świecie. Często są aktywniejsi w życiu społecznym niż tzw. mainstream.

     - Celem naszych badań było określenie, czy społeczeństwo jest świadome, jaki wpływ wywierają media na życie jego członków - mówi Lucyna Koba z Pan Media Western. - Wyniki potwierdzają, że rośnie grupa osób, które nie pozostają bierne, lecz chcą świadomie konsumować media. Nazwaliśmy tę grupę odbiorcami "kontrolującymi".

     Kim są "kontrolujący"? To osoby, które nie zgadzają się na proste płynięcie z prądem w myśl zasady: wracam do domu i włączam telewizor, bez względu na to, co tam zobaczę. Uznają, że w dobie nieustannego zalewu informacji trzeba umieć oddzielić ziarno od plew - po to, żeby nie zgłupieć. Zwłaszcza kiedy widzą, że ostatnimi czasy telewizja ma im do zaoferowania niemal same plewy.

     KOSZMARY Z RAMÓWKI

     - Porównując t co widzieliśmy w telewizji 25 lat temu z tym co widzimy dziś, mam wrażenie, że paradoksalnie w ustroju komunistycznym władza bardziej promowała wartości kultury wyższej - mówi dr Grzegorz Łęcicki, medioznawca, prorektor Wyższej Szkoły Humanistycznej im. Bolesława Prusa, dyrektor Instytutu Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa na UKSW.

     - Program telewizyjny musiał prezentować jakiś poziom. Nie lansowano zachowań, które uważano za niemoralne. Teraz media nastawione są głównie na zysk. Tworzy się paradoks: władze tłumaczą, że dostosowują ramówkę do potrzeb telewidzów. Z drugiej strony widzowie narzekają, że coraz mniej jest ciekawych, wartościowych programów.

     Myślących odbiorców denerwuje nonszalancja nadawców i osób występujących w mediach. W tej chwili coraz silniejszy staje się trend, w myśl którego przekaz telewizyjny ma zostać sprowadzony całkowicie do rozrywki - z programami informacyjnymi i publicystyką na czele. Dziennikarz staje się celebrytą, celebryta z doskoku pełni rolę dziennikarza. Osoba znana z telewizji automatycznie staje się autorytetem. W rezultacie piosenkarka czy modelka zostaje zaproszona do programu, gdzie wypowiada się na tematy polityczne. Rośnie grupa znanych z tego, że są znani. W ten sposób zaciera się granica między idolem i autorytetem. Może więc "kontrolujący" to ci, którzy nie dają sobie wciskać ogłupiającej papki i postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce?

     - Widza zmusza się, żeby oglądał jakieś koszmarki, a wszystko to uzasadniają słupki oglądalności - twierdzi dr Łęcicki. - Przykładem są perturbacje z Teatrem Telewizji. To była największa scena w Polsce, nadawana zawsze w poniedziałek. Kiedy okazało się, że oglądalność spada, przesunięto seans na zupełnie absurdalną porę. W ten sposób obniża się w narodzie poziom kultury.

     - Poziom emitowanych programów jest różny, choć zasadniczo rządzi zasada najniższego wspólnego mianownika. A więc dużo kiepskiej rozrywki i zrobionych na odczepnego dość tanich seriali - mówi Jacek Karnowski, redaktor naczelny portalu www.wpolityce.pl. - Jest więc wiele dni, gdy w ogóle nie oglądam telewizji. Informacji szukam niemal wyłącznie w internecie i w prasie. Realne debaty toczą się dziś poza telewizją.

     Jako wroga numer dwa świadomi telewidzowie wskazują reklamy. Absurdalnie długie, natrętnie pojawiające się w najciekawszych momentach filmu i pozostające niemal bez wyjątku na żenująco niskim poziomie. Dwadzieścia lat temu furorę wśród publiczności zrobiła reklama odwołująca się do cytatu z Sienkiewiczowskiego "Potopu": "Ojciec, prać?". Dlaczego dziś twórcy odwołują się w nich jedynie do najniższych instynktów?

     - Reklamy są takie, jak ich twórcy odczytują społeczeństwo - podsumowuje dr Łęcicki. - Jeśli reklamy są coraz głupsze, oznacza to, że twórcy nie mają dobrego zdania o poziomie intelektualnym telewidzów. Poza marną ofertą zdetronizowana królowa mediów przegrywa z internetem w innej jeszcze dziedzinie. Telewizyjna ramówka, niezależnie od jakości proponowanych programów, z natury jest sztywna. Najwspanialszy nawet film czy serial emitowany jest o konkretnej porze, do której widz, chcąc nie chcąc, muszą się dostosować. Dalekie jest to od ideału społeczeństwa informatycznego, w którym każdy dostosowuje to, co i kiedy ogląda, do własnych potrzeb. Telewizja nie zostawia pola manewru.

     JUTRZENKA WOLNOŚCI

     W internecie kryminał, romans, serial albo sceny z życia ślimaka winniczka mam wtedy, kiedy chcę. Co więcej, mogę to oglądać, gdzie chcę. Na wycieczkę nie wezmę ze sobą 32-calowego telewizora. Ale laptop - czemu nie? Można więc powiedzieć, że część społeczeństwa postanowiła wyrwać się z telewizyjnej niewoli, a laptop stał się dla niej jutrzenką wolności.

     - Telewizja zabiera mnóstwo czasu w sposób zupełnie niekontrolowany - twierdzi dr Karol Kowalski, pracownik naukowy, ojciec Stasia (6 lat) i Marysi (4 lata).

     - Dlatego z żoną zaczęliśmy ogiądać filmy na DVD. Był moment zawahania, skąd będziemy czerpać informacje, ale w dobie internetu to nie jest problem. W ten sposób mamy mnóstwo czasu dla siebie, a przede wszystkim kontrolę nad tym, z jakimi treściami stykają się nasze dzieci.

     Specjaliści ostrzegają: od internetu można uzależnić się równie łatwo jak od telewizji. A co za tym idzie, spędzać długie godziny, bezrefleksyjnie przeglądając witryny. To jednak nie grozi "kontrolującym". Są to ci, którzy nie pozwalają, żeby cokolwiek rządziło ich życiem.

     - Sądzę, że trzeba ograniczać to, co współczesna cywilizacja niesie w nadmiarze, a więc tempo, hałas, krzyk, agresję. Jest tego wokół tak dużo, że hamuje nasz wewnętrzny rozwój - mówi Jacek Karnowski.

     - Wielu ludzi nie ma nawet chwili ciszy, by pobyć samemu ze sobą. Ja nie umiem wypocząć przy grającym telewizorze, to mnie męczy.

     Wielu rodziców wreszcie dostrzegło to, o czym psycholodzy mówią od lat. Niezaplanowane i nielimitowane oglądanie telewizji upośledza relacje w rodzinie i negatywnie wpływa na rozwój dzieci. Groźne jest zwłaszcza oglądanie zastępcze, kiedy dorośli uznają, że włączony telewizor zwalnia ich z obowiązku poświęcania czasu dzieciom i sobie nawzajem.

     - Doskonale się sprawdza wprowadzony w wielu rodzinach zwyczaj wyznaczania czasu na rodzinne oglądanie specjalnie dobranego filmu - mówi ks. dr Stanisław Tokarski ze Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich. - Rodzice wiedzą, co dzieci oglądają, po seansie można o tym porozmawiać. Mogą to być dwa wieczory w tygodniu. Wtedy telewizja nie szkodzi, lecz zbliża.

     ELITY ERY INFORMATYCZNEJ

     Choć jeszcze do niedawna posiadanie wielkiego telewizora, a najlepiej kina domowego, świadczyło o materialnym statusie, tendencje się odwracają. Wyniki najnowszych badań jasno pokazują, że mówiący zdecydowane "nie" telewizyjnej papce to osoby dobrze sytuowane, wykształcone, aktywne i przejawiające krytyczny stosunek do rzeczywistości. Czy mamy do czynienia z wyodrębnianiem się ze społeczeństwa czegoś na kształt nowej elity, której znakiem rozpoznawczym jest świadomy odbiór mediów?

     - Zawsze w narodzie znajduje się grupa osób, którą możemy nazwać elitą. Dawniej było to proste: elitę stanowili ludzie wykształceni, którzy mieli wyczucie prawdy, dobra, piękna - mówi dr Łęcicki. Część intelektualistów Anno Domini 2011, widząc telewizyjne prostactwo, po prostu wyłącza telewizor. Grupa ta rośnie z każdym dniem.

     Czyżby nadciągała kolejna rewolucja, tym razem pod hasłem wolności... od telewizyjnej dyktatury?


Iwona Świerżewska


Tekst pochodzi z Tygodnika

24 października 2011



   


Ikona w życiu, kulturze, wierze i historii Kościoła Ikona w życiu, kulturze, wierze i historii Kościoła
Tadeusz Dionizy Łukaszuk
Ikona a Biblia, historia ikony od czasów najdawniejszych aż po XXI wiek, dlaczego ikona rozwinęła się bardziej w kościele prawosławnym, rozwój nauki o ikonie w Kościele katolickim, kult ikony… czy to nie przesada?... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 justi: 24.10.2011, 15:37
 Też nie oglądam TV. Stoi nowy telewizor a ja go włączam raz na tydzień, żeby się nie zepsuł. Ale i tak po 10 min wyłączam, bo stwierdzam, że mam ciekawsze zajęcia. Dostałam go na urodziny, od rodziców, w ramach przymusowego uszczęśliwiania i teraz nie wiem co mam z nim zrobić. Dobrze, że mogę laptop pod niego podłączyć, to przynajmniej czasem jakiś film obejrzę w 32 calach a nie 15 :)
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej