Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Uduszona wrażliwość

     Przemoc w kinie to żadna nowość. Nigdy jednak nie miała ona takiego oblicza jak we współczesnych filmach grozy. Nie dość, że pokazana nadrealistycznie, z maksymalną dawką sadyzmu i okrucieństwa, to jeszcze pozbawiona jakiegokolwiek uzasadnienia.

     Takich filmów w ostatnich latach powstało całe mnóstwo. Przykładami mogą być "Hostel" i "Nocny pociąg z mięsem", jednak najbardziej charakterystyczny obraz to "Piła". Dlaczego? Bo na ekranach multipleksów można zobaczyć kolejną, piątą już część tej - wydawałoby się - niekończącej się głupawej sagi. A to rodzi wniosek, że skoro nakręcono tyle części z wykorzystaniem tego samego pomysłu, to znaczy, że wciąż jest rzesza widzów, którzy chcą to oglądać. To z kolei nasuwa pytanie: cóż trzeba pokazać w piątej części, by była równie "dobra" jak pierwsza?

     SCENARIUSZ

Pomysł na film jest banalnie prosty. Oto psychopatyczny morderca, nie wiedzieć skąd, nie wiedzieć czemu, porywa specjalnie "wyselekcjonowane" przez siebie osoby, które mają "coś" na sumieniu i zamyka je w odosobnionym miejscu, tak by nie mogły wezwać znikąd pomocy. I rozpoczyna grę, w której ceną jest życie lub śmierć. W sumie to nic nowego, bo na podobnej kanwie zostały oparte inne horrory czy filmy grozy. Sęk w tym, że owa gra ma znamiona wcześniej niespotykanego na szeroką skalę w kinie, perwersyjnego sadyzmu. Nie dość, że ofiary, by przetrwać, zmuszone są dokonywać skrajnych wyborów takich jak zabicie współtowarzysza niedoli czy okaleczenie samego siebie, to jeszcze wszystko jest ukazane w sposób dosadny i realny. Sto procent dosłowności, nic nie pozostawia się domysłom czy wyobraźni. Sceny przemocy najpierw psychicznej, a potem fizycznej, sprowadzają się więc na przykład do odcinania kończyn piłkami do metalu czy "rozpruwania" własnego ciała w celu poszukiwania klucza do śmiercionośnej maski. - To, co mnie wciąga w tym filmie, to możliwość rozwiązywania zagadki razem z bohaterem. Ten rodzaj gry, w którą został zaangażowany przez tego psychopatę, absorbuje w jakimś sensie także mnie - mówi Marta, miłośniczka filmów "Piła". - Dla ludzi, którzy to oglądają, to dobra zabawa, przy której ze spokojem można zjeść popcorn - mówi z kolei Ewa, miłośniczka horrorów.

     TYLKO ZABAWA?

     Psychologowie twierdzą zgodnie: tego typu rozrywka nie jest tylko rozrywką. To musi mieć wpływ na psychikę każdego człowieka. Żaden z rozmówców nie potwierdził jednak, że oglądanie takich scen w prostej linii prowadzi do eskalacji agresji. Wojciech Kruczyński, psycho-terapeuta pracujący w poradni przeciwdziałania przemocy w rodzinie:

     - Najprostsza odpowiedź na pytanie, czy takie filmy pozostają bez wpływu na dorosłego człowieka jest taka, że nie, nie pozostają bez wpływu. Jednak każdy psycholog odpowie, że rzecz jest jednak bardziej skomplikowana. Wszystko zależy, na jakiego widza padnie. Jeśli ogląda to osoba, która ma jakieś zasady, jest wrażliwa, to niekoniecznie może to prowadzić u niej do eskalacji agresji. Dla takiej osoby jest to sposób na radzenie sobie z narastającym wewnętrznym napięciem. Jeśli natomiast film obejrzy ktoś, kto wcześniejszego przygotowania nie miał, a sam film takiego przesłania moralnego przecież ze sobą nie niesie, taki odbiorca może zacząć się uczyć, że rozładowywanie napięcia przez agresję jest przyjemne.

     Zastanawiające jest więc tutaj jedno. Skoro w każdym z ludzi znajdują się pokłady agresji, które potrzebują "wentyla bezpieczeństwa", a taki film może nim być, to czy rozładowanie i satysfakcja będą następowały za każdym razem w równym, "pełnym" zakresie? Oddajmy głos miłośniczce "Piły":

     - Zobaczyłam wszystkie części. Chyba pierwsze trzy były najfajniejsze. Teraz ta ostatnia, piąta to już bardziej powtórka tego, co było - mówi Marta. Czy to oznacza więc, że w widzu następuje osłabienie reakcji na ten sam bodziec i potrzebuje wciąż czegoś mocniejszego, by doznać tej samej satysfakcji?

     Paweł Droździak, psychoterapeuta pracujący ze sprawcami przemocy, mówi, że istnieje coś takiego jak zasada tzw. habituacji bodźca, czyli osłabienia jego efektu w miarę, jak organizm się do niego przyzwyczaja:

     - Badania laboratoryjne pokazują też wiele innych ciekawych efektów związanych z oglądaniem agresywnych scen. Wiadomo na przykład, że po ich obejrzeniu zmienia się zakres pojęć przywoływanych w wolnych skojarzeniach, inaczej wychodzą testy "niedokończonych zdań", które badany ma spontanicznie uzupełniać, inaczej interpretowane są też wieloznaczne obrazki. Ludzie mają tendencje do skracania dystansu między sobą w kilka minut po obejrzeniu materiału, bardziej agresywnie grają w gry wymyślone przez eksperymentatorów, mniej chętnie dzielą się żetonami z innymi uczestnikami badań i tak dalej. Wiele osób twierdzi, że skoro takimi badaniami dysponujemy, to wnioski praktyczne powinny być jednoznaczne - mówi Droździak.

     Rzeczywistość pozalaboratoryjna jest jednak bardziej skomplikowana. -W prawdziwych warunkach liczy się przede wszystkim szerszy kontekst, w jakim dany materiał zostaje podany, i sposób, w jaki umysł go używa - tłumaczy Droździak. Nie ma więc jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, co się dzieje z ludźmi, którzy oglądają takie filmy. Co zatem z ich wrażliwością? Wydaje się, że zdrowy i wrażliwy człowiek nie powinien czerpać przyjemności z oglądania takich scen. A są przecież ludzie, którzy podobne sceny w życiu widzieli i nawet przeżyli. Dla nich to w żadnym w razie nie była rozrywka.

     BAŁBYM SIĘ TYCH LUDZI

     Postępowanie psychopaty z filmu rodzi proste skojarzenie: Druga wojna światowa, niemiecki obóz koncentracyjny Auschwitz-Birkenau. Może dla niektórych to niestosowne. Dla mnie jednak pytanie o to, czy sadyzm jednego człowieka wobec drugiego, choćby tylko na ekranie, może być rozrywką, skierowane do osoby, która tamto piekło przeżyła, wydawało się kluczowym.

     - Dziś rozrywką może byó wszystko - mówi August Kowalczyk, były więzień KL Auschwitz, a po wojnie aktor i reżyser. - Ja jednak bałbym się tych ludzi, ich wrażliwości. W każdym z nas jest jakaś ciekawość tego, jak wygląda przemoc, jej skutki i uwikłany w nią człowiek - mówi. Kowalczyk pamięta, że każda decyzja w obozie w konsekwencji była za życiem albo przeciw życiu. - Obóz był pełen sadyzmu i okrucieństwa. Czasami wydawało się, że człowiek podejmuje słuszną decyzję, a potem się okazywało, że wcale nie - mówi były więzień. Pojawia się więc analogia: tak jak w filmie, była to gra, w której cena może być tylko najwyższa. Jednak dla miłośników filmów to za daleko posunięte skojarzenie:

     - Nie doszukujmy się w tych filmach głębszych przesłań - mówi Ewa, miłośniczka horrorów. Przecież ludzie oglądają to, bo w jakimś sensie chcą się "zrestartować". - Dla mnie to jest tylko film - mówi Marta, miłośniczka "Piły". Staram się za bardzo nie wczuwać, bo bym potem po nocach nie spała - mówi.

     - W życiu to ja bym się bał tych wszystkich sytuacji - mówi natomiast August Kowalczyk. A oni idą do tego, szukają tych sytuacji, chcą to oglądać. Czyli albo ja jestem nienormalny, albo oni są nienormalni - stwierdza Kowalczyk. I wypadałoby dodać, że chodzi przecież tylko o chęć oglądania przemocy dla niej samej. Bo przemoc była, jest i będzie. W sztuce także. Musi być jednak uzasadniona, musi w efekcie skłaniać do pozytywnego myślenia o życiu, cierpieniu i sensie ludzkiego istnienia. Na koniec jeszcze oddajmy głos byłemu więźniowi: - Nie ciekawi mnie taki człowiek, który chce oglądać przemoc i sadyzm. To nie jest zabawa, która pozostaje bez śladu w człowieku. To uderza w jego ciemną stronę, która przecież istniej! Inaczej nie byłoby tych wszystkich nieszczęść, zbrodni i podłości. Tylko albo potrafimy to pokonać w sobie, albo następuje w nas wyzwolenie tej "mocy". Wtedy jest niedobrze, bo człowiek jest jakby stracony...


Kuba Witkowski

Autor jest dziennikarzem,
Programu III Polskiego Radia.


Tekst pochodzi z Tygodnika

6 stycznia 2009


Nowoczesna telewizja, czyli bliskie spotkania z kulturą masową Nowoczesna telewizja, czyli bliskie spotkania z kulturą masową
Krzysztof Łuszczek
Telewizja stała się integralnym elementem naszego życia. Współcześni poświęcają jej coraz więcej czasu i zastępują nią inne formy aktywności. Staje się ona często „towarzyszem życia”. Przeciętny Polak poświęca jej dziennie około 4 godzin, a w weekendy od 6 do 8... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 mat: 16.03.2009, 17:03
 ano racja ale teraz niestety, ludzie przestają myśleć i idą za głosem reklamy i ogółu.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej