Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Matka Łukaszewicza

     Postawna, wysoka, siwe włosy splecione do tyłu w kok. Twarz o regularnych rysach znaczona delikatnymi zmarszczkami, duże szaroniebieskie oczy w czarnej oprawie. Ciemnoczerwony golf, jasna spódnica, pantofle, jasna biżuteria - przemyślana prostota zwracała uwagę. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się: wzbudziła zainteresowanie i zaufanie. Takie było moje pierwsze spotkanie z Haliną Łukaszewicz, matką aktora - Olgierda i reżysera - Jerzego oraz Krzysztofa, który jest specjalistą górnictwa.

     Panią Halinę poznałam kilkanaście lat temu, podczas letniego wypoczynku i nasza przyjaźń trwała do końca jej życia. Zmarła pięć lat temu, a urodziła się w 1921 r. na Kresach, skąd przeniosła się z rodzicami do Warszawy. Tuż po wojnie wyjechała do Katowic, gdzie jej mąż znalazł pracę jako lekarz. Tam na świat przyszły dzieci, najpierw Krzysztof, potem bliźniaki: Olgierd i Jerzy. Dzieci były wychowywane z miłością w atmosferze dobrej muzyki, poprzez kontakt ze sztuką, z przyrodą i poprzez rozmowy. Gdy chłopcy usamodzielnili się, mama zdobyła kwalifikacje i uczyła języka angielskiego. Urzekła mnie u pani Haliny jej szczególna wrażliwość na piękno w człowieku i w przyrodzie. W każdym szczególe umiała je zobaczyć i odnieść do Boga, Stwórcy piękna. Bóg był dla niej Bogiem bliskim, relację z Nim przeżywała w kategoriach nie tylko woli, rozumu, emocji, ale i estetyki.

     Zakochanie w Bogu - Stwórcy piękna pani Halina przekładała na rzeczywiste relacje z ludźmi. Własnym dała dzieciom wolność i przestrzeń, by mogły żyć w sposób twórczy i niezależny. Zawsze mówiła, że było to najtrudniejsze doświadczenie, ale owocne. Owocem tej przemiany było bogate macierzyństwo duchowe pani Haliny. Swój czas, swoje zdolności, talenty a nade wszystko delikatne, czułe serce miała i dla swoich najbliższych i dla tych, których spotykała na drodze życia. Zachwycała się pięknem w duszy człowieka i dookoła, stąd - tak sądzę - łatwiej jej było ogarnąć życzliwością i miłością ludzi, świat.

     Piękno utrwalała na slajdach. Miała ich mnóstwo. Zdecydowanie najbardziej interesowało ją wnętrze człowieka. Utrwalała ludzką pracę, zaangażowanie człowieka, wypoczynek, ciekawe ludzkie twarze dorosłych, dzieci. Fotografowała śnieżnobiałe zawilce z kroplami rosy, poziomkę w deszczu, pola dojrzewających zbóż, łąki z gąszczem dzikich traw. Niezapomniane do dziś wrażenie zrobił na mnie cykl "Buki" i "Zimowe impresje w górach". Umiała bawić się światłem i wodą, często w jej slajdach są.woda, morze, jezioro.

     Potrafiła w drobnych rzeczach odnaleźć cechy odrębności i niepowtarzalności. Podczas wycieczki w Góry Świętokrzyskie uczyła mnie kadrowania. Szłyśmy zboczem, wokół pola i łąki. Powiedziała wówczas: Popatrz przez wizjer, ile widzisz i co widzisz, wszystko zależy od tego, co chcesz sfotografować. Wizjer pomaga Ci zobaczyć mały wycinek rzeczywistości, ułatwia skupienie i dostrzeżenie mocnych punktów obiektu. Patrząc oczyma, widzisz wszystko, co masz przed sobą, to utrudnia zobaczenie piękna w szczegółach.

     Nie zapomnę najbliższych memu sercu spotkań w domu w Katowicach Ligocie. Miały w sobie zapach wspomnień z dzieciństwa i taki spokój, w którym na moment spotkania zatrzymywał się czas. Analizowałyśmy zdjęcia, ale bardzo często były one tłem do rozmów egzystencjalnych. Jak łączyć swoje życie, pragnienia i ideały z Bożą miłością? Umiała słuchać godzinami i zawsze miała radę i podpowiedz. Umiała o sobie mówić z lekkim, eleganckim poczuciem humoru. Od niej dowiadywałam się o dobrej lekturze duchowej, religijnej, psychologicznej, o ciekawych wydarzeniach artystycznych. Ciągle dynamiczna w przeżywaniu piękna i spokojna. W południe obowiązkowo słuchałyśmy koncertów muzyki poważnej, z reguły Chopina.

     Cechowała ją też ogromna skromność. Nigdy nie akcentowała, że jest matką wspaniałych synów. Jeżeli wspominała, to zazwyczaj w kontekście rodzinnym, tak jak matka mówi o swoim dziecku. Zawsze delikatna, nienarzucająca się, raczej wyczekująca, nigdy nie stawiała zbyt wielu pytań, swoim wewnętrznym ciepłem i szczerością potrafiła otworzyć serce.

     Jej pogoda życia brała się z jej ideału piękna, które ocala, które ukazuje swoją istotą nadzieję na przyszłość nawet w momentach czasem bardzo trudnych, burzliwych, zawiłych. Szczególnego piękna ta niezwykła kobieta nabrała dzięki udanej, wiernej przyjaźni z Bogiem. A przyjaźń ta z kolei zaowocowała szczególnym ładem, harmonią, pięknem duchowym jej osobowości.


Alicja Janiak


Tekst pochodzi z Tygodnika

4 stycznia 2009


Bon Ton Bon Ton
Jasminka Petrović
Możesz zadać sobie pytanie: "Po co mi ta książka? Przecież jestem przyzwoitym, kulturalnym człowiekiem znającym dobre maniery". Jeśli przez dobre maniery rozumiesz tylko zespół zasad bon tonu, wtedy twoje pytanie jest właściwe. Ale jeśli chcesz traktować dobre zachowanie jako filozofię życiową, musisz przeczytać tę książkę... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej