Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Obrona Skowrońskiego

     Miał być filozofem. Został dziennikarzem. Jest jedną z najwyrazistszych postaci polskich mediów. Bezkompromisowy. Odbudował radiową Trójkę i... przed tygodniem został odwołany przez Zarząd Polskiego Radia.

     Jak mówi stare porzekadło, historia lubi się powtarzać. Wiadomość o nagonce i odwołaniu z funkcji dyrektora Trójki zastała go w czasie urlopu. Tak jak przed pięcioma laty, kiedy prowadził "Salon polityczny Trójki". - Rzeczywiście zdarzyło się dwukrotnie, że nie musiałem wracać z urlopu. Ale z tego powodu nie mogę jeszcze stawiać żadnej naukowej tezy - żartuje z właściwym sobie humorem Krzysztof Skowroński. O planach zwolnienia go z Trójki huczało w mediach przez ostatnich kilka tygodni.

     Zbulwersowana część środowiska dziennikarskiego i przedstawiciele świata kultury wystosowali do zarządu Polskiego Radia list protestacyjny. - Moje nazwisko znalazło się tam z oczywistych powodów. Trójka w obecnym kształcie to zasługa Krzysztofa. Uważałem, że byłoby zbrodnią zwalnianie go z kierowania tą stacją. A jednak tak się stało - komentuje gorzko Bogdan Rymanowski z TVN24.

     Michał Karnowski, zastępca redaktora naczelnego dziennika "Polska", dodaje: - Nie było żadnych merytorycznych przesłanek do zwolnienia Krzysztofa. Był zbyt niezależny. Odnosił duże sukcesy. To jeden z najbardziej uczciwych ludzi, jakich znam. Przykre jest, jak próbowano "opluć" tego człowieka. Wydaje mi się, że chodziło zwyczajnie o przejęcie radia. To pokazuje, że w "tej grze" wszystkie chwyty są dozwolone - komentuje Karnowski.

     Część Zarządu Polskiego Radia przegłosowała zwolnienie Krzysztofa Skowrońskiego, zarzucając, że sam sobie podpisywał wypłatę honorariów autorskich. Paradoksalna sytuacja: w ten sposób Zarząd zgłasza zarzut pod swoim adresem, bo bez podpisu członków Zarządu żadnych wypłat dokonać nie można! Uzasadniając zwolnienie Skowrońskiego, orzeczono, że w dobie kryzysu ekonomicznego Radiem lepiej niż on pokieruje Magdalena Jethon. Dziennikarka, która pracuje w radiowej Trójce od lat, pracowała też w Jedynce.

     Michał Karnowski powołuje się na opinię prof. Jadwigi Staniszkis: Skowroński to człowiek, który zawsze szedł własną drogą. Zawsze miał własną wizję i zawsze był wierny sobie.

     CHŁOPAK Z SASKIEJ KĘPY

     Wychował się na Saskiej Kępie. Jak mówi, nie myślał o zawodzie dziennikarza. - Kończyłem trzy licea ogólnokształcące. Był to czas po stanie wojennym. Zostałem wyrzucony ze szkoły, bo wydawało mi się, że wolność jest ważniejsza niż szkoła - opowiada. - Na przejeżdżającym ulicą Żuku zobaczyłem napis: "Żądamy rejestracji Solidarności". Razem z kolegami zaczęliśmy identyfikować się z działaczami opozycji. Nosiliśmy bibułę, tworzyliśmy kółka samokształcenia z historii. Jeśli w "Tygodniku Mazowsze" napisane było, że "coś" trzeba zrobić, to we wszystkich akcjach braliśmy udział. W domu znajdowały się pisma z drugiego obiegu. Czytałem je, słuchałem z babcią "Głosu Ameryki". Mama była zaangażowana w Solidarność - opowiada Krzysztof Skowroński. - Z liceum usunięto mnie za złe stopnie, które otrzymałem bynajmniej nie z powodu braku zdolności. Choć jedni nauczyciel mnie lubili, przez innych byłem tępiony. Te antypatie przekładały się na oceny.

     Po maturze wybrał się na filozofię na UW. - Niekonwencjonalny, dowcipny, lubiany, ceniony przez innych. Był duszą towarzystwa - mówi Jerzy Haszczyński, kolega z roku Skowrońskiego, kierownik działu zagranicznego w "Rzeczypospolitej".

     - Miał czasem różne pomysły. Potrafił wdrapać się po rynnie, żeby wręczyć komuś kwiaty. Był człowiekiem odważnym - wspomina Robert Krasowski, redaktor naczelny dziennika "Polska". - Często robiliśmy u niego imprezy, bo miał największe mieszkanie - dodaje. Z Haszczyńskim zaprzyjaźnieni są do dzisiaj. - Krzysztof miał swój własny kanon lektur, lubił Jamesa Joyce'a. Miał obsesję na punkcie Dublina i Irlandii - wspomina.

     - Na studiach niewiele myślałem o przyszłości i karierze - mówi Krzysztof Skowroński. Lata 80., stan wojenny. Nie planowałem przyszłości. To był czas solidarności, dyskusji, zabawy. Na pewno nie myśleliśmy wtedy o dziennikarstwie. Wydział dziennikarski umiejscowiony był razem z naukami politycznymi, a w czasach komunizmu oznaczało to przyznawanie się do określonych poglądów. - Na pierwszy rzut oka było widać, że studenci dziennikarstwa i filozofii to "zupełnie inny rodzaj osobowości" - mówi Haszczyński.

     Skowroński mówi, że dziennikarstwo w jego życiu pojawiło się przypadkowo. - W radiu usłyszałem ogłoszenie o naborze do powstającej Zetki. Mimowolnie zapamiętałem termin, choć nie zamierzałem się tam wybierać. Umówiłem się w tym czasie z kolegami na piłkę. Ale żaden z nich nie przyszedł. Poszedłem więc do Zetki. Przyjechałem spóźniony. Marysia Wiernikowska mówi do mnie: "Przyjdź jutro na Nowy Świat, będziemy pracować. Zostałem. Przechodziłem przez kolejne sita. Po czterech miesiącach zacząłem prowadzić "Rozmowy polityczne. Gość Radia Z". Po 10 latach pracy w Zet-ce miałem rok przerwy na życie rodzinne. W tym miłe doświadczanie sytuacji, kiedy nie ma z czego zapłacić rachunku - wspomina Krzysztof Skowroński.

     Potem była praca w Trójce, a wreszcie z radiowca stal się dziennikarzem telewizyjnym. W TVP 1 poprowadził "Gościa Jedynki". W TV Puls "Rozmowę dnia" i "Pytania". W 2003 r. w Polsacie realizował "Wywiad Skowrońskiego" oraz większy program "Biały kot - czarny pies". W TVP 1 były jeszcze "Wywiady i opinie". - W radiu czuję się lepiej niż w telewizji - mówi Krzysztof Skowroński. - To moje medium. W pracy pomaga mi filozofia - dodaje.

     - Krzysztofa znam z czasów, kiedy pracował w Radio Zet, potem spotkaliśmy się w TV Puls - mówi Piotr Semka, publicysta "Rzeczpospolitej". - Jest człowiekiem głęboko patriotycznym. Pochodzi z rodziny z tradycjami, w której pewne wartości się szanuje, ale się o nich nie mówi. Jest bardzo taktowny. Niewielu w swoim życiu spotkałem ludzi o takim wyczuciu taktu jak on. Krzysztof nie podkreśla swoich zalet. Widać je w dziełach, które po sobie zostawia. To nie przypadek, że tyle osób zaangażowało się w jego obronę. On sam bardzo ostro reaguje na przykłady nieuczciwości. Pamiętam, jak w "Rzeczypospolitej" zwolniony został Bronisław Wildstein. Krzysztof przemawiał wtedy na wiecu pod redakcją. Przy ogromnej niechęci do demonstrowania poglądów wie, kiedy trzeba zająć zdecydowana postawę.

     NA MYŚLIWIECKIEJ

     Michał Karnowski zna Krzysztofa Skowrońskiego z Trójki, gdzie przez dwa lata prowadził "Salon Polityczny". - Krzysztof podniósł ją z ruin - mówi.

     - Zachował to, co dobre ze starej stacji i dołożył trochę nowych elementów. To przykład sukcesu w mediach publicznych na miarę dekady. Nie znam kogoś, kto by podobnie jak on przywrócił charakter inteligencki stacji, zbudował twórcze radio, a jednocześnie tak radykalnie zwiększył słuchalność - mówi Karnowski. W czasie odwołania Skowrońskiego okazało się, że Trójka ma największe w swej historii wyniki słuchalności.

     - Stacja stała się miejscem, gdzie ludzie potrafili ze sobą rozmawiać od lewa do prawa. Czuli, że trzeba trzymać pewien poziom i nie wchodzić w pyskówki. Przychodzili politycy, którzy widzieli, że my uciekamy od palikotyzacji. Musi być spór, debata, mocna bieżąca polityka. Trzeba mieć coś do powiedzenia. To jednocześnie budowało takie przekonanie, że zaproszenie do Trójki jest nobilitacją - mówi Michał Karnowski. - Skowroński odcisnął piętno swojego charakteru na Trójce - ocenia - uczył wolności i odpowiedzialności.

     Karnowski chwali wiele pomysłów Skowrońskiego, jak choćby nadawanie około 8.00 rano "Myśli dnia", gdzie czasem przypominane było słowo Jana Pawła II. - Krzysztof ma niezwykłą zdolność skupiania ludzi wokół siebie i przekonywania ich do siebie - ocenia. W życiu prywatnym najważniejsza jest dla niego rodzina. - Czasem, kiedy w pracy miał wolne godziny, wpadał do domu do dzieci - mówi Jerzy Haszczyński. Codziennie odprowadza dzieci do szkoły: 12-letniego Tymoteusza, 8-letnie-go Józefa, zaś 5-letnią Marysię do przedszkola. Potem idzie na Mszę św.

     Żeby mieć czas dla rodziny, zdecydowali z żoną Anną, że w domu nie będzie telewizora. Po powrocie z pracy zajmuje się dziećmi. Od dwóch lat, po przyjściu na świat Jadwigi, mają ich czwórkę. - Gramy w ulubione gry. Z synkami chodzimy grać w piłkę nożną. Zdarza nam się, że przez płoty. Chodzimy do kina i teatru - opowiada. Na dłuższy wypoczynek wyjeżdżają na narty z grupą przyjaciół. W tym roku padł rekord: na ich zimowym wyjeździe było w sumie 53 dzieci.

     - Czy nie żałuje pan, że związał się z mediami publicznymi - pytam Krzysztofa Skowrońskiego? - Wśród rozgłośni radiowych nie ma podobnego radia do Trójki - odpowiada. - W żadnym prywatnym radiu nie mógłbym zrobić tego, co udało mi się zrobić z zespołem Trójki. Lubię kulturę, literaturę, politykę. To wszystko możliwe było do realizacji tylko w radiu publicznym. Podoba mi się słowo "misja". Radio komercyjne boi się tego słowa jak ognia, walcząc o słuchalność. Media publiczne zachowują się czasem jak macocha w stosunku do ludzi, którzy poświęcają dla nich czas i energię, wyobraźnię. Są jednak wielką wartością. Jestem dumny, że udało mi się zbudować zespół, który uwierzył, że można stworzyć coś wielkiego - mówi szef - niestety były już - radiowej Trójki.


Irena Świerdzewska


Tekst pochodzi z Tygodnika

8 marca 2009



   


Europa dla Chrystusa. Chrystus dla Europy. Reewangelizacja cywilizacji zachodniej Europa dla Chrystusa. Chrystus dla Europy. Reewangelizacja cywilizacji zachodniej
Bogdan Giemza SDS (oprac.)
Na książkę składają się artykuły dotyczące teraźniejszości i przyszłości Kościoła.... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 Elka: 25.03.2008, 23:35
 Nie byłam w tym kościółku w Przasnyszu już przeszło 22 lata, tęsknię za tymi dwoma kochanymi zakonnymi kościołami Tam się urodziłam, tam na msze święte chodziłam. Jako dziecko próbowałam zawsze zobaczyć te pięknie śpiewające niewidoczne siostry, ale nigdy żadnej nie widziałam. Ponieważ był to zakon ścisły. Raz słyszałam z za tego muru krzyk wielkiej radości, wypływający z samej miłości, Karol Wojtyła został ogłoszony właśnie papieżem. My cieszyliśmy się pod murkiem klasztoru, a za murami cieszyły się i śpiewały zakonne siostry.
 anna: 06.12.2007, 20:06
 Szczęść Boże!Naprawdę dogłębne refleksje.Ja również na podstawie niektórych fragmentów przemyśleń Sióstr napisałam artykuł do Albertówki,czyli parafialnej gazetki parafii Św.Brata Alberta w Iławie.
 siostra: 15.12.2006, 21:52
 Przepiękne i głębokie przemyślenia, skorzystałam do pisemka parafialneggo.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej