Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Dom Aktora Weterana w Skolimowie

     Teatr, w teatrze, z teatrem. W rozmowach pensjonariuszy Domu Aktora Weterana w Skolimowie wraca stale: teatr świętość, teatr ołtarz, teatr wartość najwyższa. I żal, że świat się zmienia, wykorzystując ich nieobecność. Że sława stała się łatwa. Że sztuka już nie wzrusza, tylko szokuje. Że najlepsi zdradzają scenę dla filmów i seriali. - A teatru nie można się wyzbyć, nawet dla pieniędzy. Bo to się mści - mówiła Renata Kossobudzka, dawna gwiazda Teatru Polskiego, która w Skolimowie spędziła ostatnie lata swego życia. Aktorce do ostatnich chwil śnił się teatr. Śnił się strasznie, jak matura: spóźnia się na przedstawienie albo stoi na scenie i nie pamięta tekstu. W takim śnie wszystko trwa wieki. Człowiek budzi się przerażony.

     Kiedy dzień jest słoneczny, Karolina Borchardt spędza czas w parku. Wychodząc mruży oczy, jak w światłach rampy. - Wszystko przeleciało tak szybko. Smutno i pusto - wzdycha. Przez ponad 30 lat grała w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Dobre role, u dobrych reżyserów, z dobrymi partnerami. - I nikt już tego nie pamięta - mówi z żalem. Ale nawet o Zelwerowiczu zapomnieli. Na rocznicę śmierci nikt ze Szkoły Teatralnej jego imienia nie przyniósł kwiatów, nie zapalił świeczki. Pani Karolina grała także w filmach. To ona jest w pierwszej scenie "Zezowatego szczęścia". Przychodzi do krawca do miary, stoi w gorsecie, a mały Piszczyk ją podgląda. Ale potem proponowano jej wyłącznie epizody i to działaczek prowadzących partyjne zebrania. W końcu powiedziała, że więcej tego nie zagra, za żadne pieniądze. Od ponad 20 lat jest na emeryturze i ciągle nie może się przyzwyczaić do bezczynności. - Boże, jak ja bym chciała jeszcze coś zagrać, choćby małą rolę, nawet w serialu. Raz zaprosili mnie do "Klanu" i od tej pory nic. Nikt mi niczego nie proponuje. Jakbym nie istniała.

     Maria Garbowska miała więcej szczęścia. Grała w Powszechnym, Narodowym, ale z teatru odeszła w porę i bez żalu, bo nie była jej dana wielka popularność. Dziewięć lat temu w Skolimowie zorganizowano casting do roli wdowy Marceliny w serialu "Plebania" i wygrała. - To zabawne, ale byłam rozpoznawana na ulicy, czasem ktoś prosił o autograf. Popularność chadza dziwnymi drogami. Popularni byli także "Złotopolscy", bo tam grał kapelan Domu Aktora w Skolimowie, ksiądz Kazimierz Orzechowski.

     W Domu Aktora w Skolimowie teatry powraca w gestach, rozmowach, plotkach, snach. Czasem w niespodziewanie wybuchających sporach o spektakle sprzed lat. W jadalni, wśród antycznych mebli wiszą portrety dawnych pensjonariuszy. - To Stanisława Wysocka, wielka przedwojenna tragiczka - wskazuje jeden z mieszkańców. Ona jest tą tajemniczą postacią z "Dziadów": imię jej czterdzieści i cztery, bo podobno miała bardzo duże stopy - żartuje pani Maria. Dalej fotografie Ireny Netto, właścicielki pensjonatu z filmu "Pożegnania", i Tadeusza Kondrata, któremu udała się rzadka sztuka upicia trębacza z Wieży Mariackiej.

     Jedną z wieczornych rozrywek mieszkańców Domu są plotki o dawnych pensjonariuszach: o aktorce, która lubiła biegać z nożem, bo Balladyna była jej rolą popisową; o panu Stanisławie, który, jak stwierdziła z przerażeniem jedna z mieszkanek - zachorował na jogę, bo obejmował drzewa w parku; o kapryśnej śpiewaczce, która rzucała w salową nogą od kurczaka, bo miała być pierś. Koleżanka, która poszła ją utemperować, wróciła z zacierkami na głowie.

     Znana i lubiana piosenkarka Danuta Rinn, która spędziła tu ostatnie lata swego życia, żartowała, że to dom niespokojnej starości.

     Gwiazda przedwojennych rewii, Zofia Wilczynska, zaczynała karierę jako girlsa w kabarecie, potem już jako solistka tańczyła w teatrach całej Polski. - Największe przejścia miałam z Loda Halamą - opowiada. - Nie znosiła, jak ktoś przed nią miał brawa. Grałyśmy razem w rewii i miałam przed nią numer. Wchodziłam na scenę, mając po jednej stronie 12 chłopaków w czarnych frakach, a po drugiej 12 w białych, którzy śpiewali "Bo kobiety są jak klejnoty". Lodkę tak denerwowały nasze brawa, że kazała nas dać na koniec rewii. Nina Andrycz załatwiała to inaczej - dodaje złośliwie. Jak Ela Barszczewska dostawała brawa po monologu Marii Stuart, Nina odpychała inspicjenta i wkraczała na scenę, że to niby brawa na jej wejście. Zofia Wilczynska 700 razy zagrała hrabinę Cielecką w "Trędowatej", była Hanką w "Pani Dulskiej", babcią w "Tangu" Mrożka. Występowała w filmach m.in. w "Przygodzie na Mariensztacie". Miała ponad 60 lat, gdy dyrektor Sławomir Pietras zaangażował ją do baletu w Operze Łódzkiej.

    - Właściwie tylko w cyrku nie występowałam - mówi. Urodziła się w 1915 r. i podkreśla, że z podróży zagranicznych najbardziej podobała jej się Piramida Cheopsa, bo wreszcie zobaczyła coś starszego od siebie. Sąsiadkom, które skarżą się, że za głośno słucha radia, odpowiada: "Szpitalik na dole". W Skolimowie nazywają ją rajskim ptakiem, bo potrafi wejść do jadalni ubrana na różowo, w peruce i wianku, oświadczając: "Dziś gram Ofelię." - Starość nie musi być straszna, jeśli człowiek potrafi zachować do siebie dystans - mówi.

     Kiedyś skolimowską hierarchię wyznaczał telewizor. Gwiazdy decydowały, który program włączyć i siedziały z przodu, zostawiając rozgoryczonym "halabardom" tylne rzędy. Dziś każdy ma telewizor w swoim pokoju, a hierarchię zastąpiły kręgi towarzyskie. Jest grupa karciarzy, grupa karmicielek kotów i salon niezależnych, w którym dyskutuje się o wszystkim poza polityką, bo do tego stuży loża szyderców - dwie ławki przed wejściem do domu. Opowiadają o przeczytanych książkach, obejrzanych filmach, plotkują, wspominają, jakie słabości mieli wielcy.

     - W szerokich kulisach życie trwa dalej, aż do ostatka - pisał przed laty Jerzy Waldorff. Rywalizacja już nie o posady, role i wielkość nazwisk na afiszach, lecz - na wspomnienia. Kto może pochwalić się wspanialszymi, a takie wzruszające pojedynki starszych ludzi należą do skolimowskiej codzienności. Jedne z piękniejszych napisała przed laty nieżyjąca już pensjonariuszka Domu Aktora Władysława Skwarska: "Jak opowiedzieć o wielkim pragnieniu zdobycia zawodu aktora? Pochodziłam z rodziny robotniczej. Nie stać mnie było na studia aktorskie w Instytucie Sztuki w Warszawie." Pisze o podartych butach maskowanych farbą "fibra". Długich wędrówkach z teatru do domu, bo brakowało pieniędzy na bilet tramwajowy. O pokorzze wobec autorów i ról: "Co 3-4 tygodnie była premiera, musieliśmy umieć zagrać każdą rolę - od najbłahszej farsy poprzez polską klasykę, Szekspira i Moliera". Pisze też o chlebie jedzonym na obiad, bo tylko to było na stołówkowych obiadach bezpłatne. W końcu o swoich wielkich rolach, skoro, jak wspomina: "Nigdy nie było się Eichlerówną, tylko aktorką z prowincji."

     Film Jacka Bławuta - "Jeszcze nie wieczór" (pisaliśmy o nim w numerze 20 z 17 maja) opisuje zamknięty świat podobny do tego, w którym żyją mieszkańcy podwarszawskiego Domu Aktora Weterana. "Faust" w ich wykonaniu staje się zdumiewającym widowiskiem, każdy ma prawo zagrać wymarzoną, ostatnią rolę, jakiej w ciągu długiej, wieloletniej kariery nigdy nie otrzymał, "chociaż każdy z nich chciał zagrać Hamleta".

     - Tutaj większość ciągnie za sobą przeszłość - powiedziała w jednym z wywiadów Wanda Węsław-Idzińska, pensjonariuszka Skolimowa. - Ja zamknęłam drzwi. Nie wolno żyć do tyłu. Co zostało z teatru? Wspomnienie prawdziwego szczęścia, gdy człowiek stoi za kulisami i za chwilę ma wejść na scenę.


Kamila Szymańczyk


Tekst pochodzi z Tygodnika

9 sierpnia 2009


Bo piekno na to jest, by zachwycało. Jan Paweł II w kulturze polskiej Bo piekno na to jest, by zachwycało. Jan Paweł II w kulturze polskiej
Praca zbiorowa
Osoba, twórczość i misja Jana Pawła II mają bez wątpienia niebagatelny wpływ na kształtowanie się systemu wartości nie tylko Polaków. Karol Wojtyła odcisnął swój ślad np. w teatrze zanim został papieżem, zaś jego postać zainspirowała wielu filmowców już w czasie jego licznych podróży w charakterze Głowy Kościoła. Nie oparli mu się też malarze i rzeźbiarze, miał swój udział w myśli filozoficznej oraz wpływ na język polski... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 mariarita1948: 27.12.2011, 22:40
 ach jak ja tęsknie za rozmowami z TAKIMI ludżmi ! Moglabym godzinami wysłuchiwać ich historii.Gdy będziecie chcieli mojego towarzystwa to z chęcią WAS odwiedze.Od WAS wiele mogłabym się nauczyć.Jestem aktorka amatorką z Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Brakuje mi wzorca i doświadczenia . Kocham scene....
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej