Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Cezary Żak

     Komediant z wyboru

     - Tylko proszę mnie nie pytać o to, jakie byty różnice między graniem księdza i wójta - śmieje się już na wejściu Cezary Żak - nie znoszę tego. W mrocznej garderobie teatru Polonia stawia na stole niewielkie espresso i siadamy do rozmowy.

     Trudno ma wójt, pan i pleban - pisał kiedyś Mikołaj Rej w słynnej "Rozprawie". A co dopiero, kiedy wszyscy trzej są jedną i tą samą osobą?

     Chodził już w wielu obcych butach. Znany jako Piotr i Paweł Kozioł, czyli wójt i proboszcz w Wilkowyjach, Karol Krawczyk z "Miodowych lat", pułkownik Jabłuszenko w "Halo Hans!". Ostatnio użyczył głosu Garfieldowi, Stefanowi Malutkiemu czy Kokoszowi z bajki "Kajko i Kokosz" z polskich wersji dubbingowych. No i jest - oczywiście - ukochany teatr...

     Nigdy nie grał ról amantów filmowych. Zawsze wyglądał jak wyglądał i dzięki temu nie był utożsamiany z "pięknisiem". Najczęściej grał role starszych od siebie, zaczynając już od dwóch przedstawień dyplomowych. Jako dwudziestokilkuletni chłopak zagrał w "Świętoszku" Moliera główną postać ojca rodziny Orgona, zaraz potem carskiego generała.

     Nie wiedzieć czemu, role komediowe prześladowały go jednak zawsze. Nawet w scenariuszu, który nie miał być z założenia komediowy, zawsze znalazła się jakaś zabawna męska rola dla aktora "o większych rozmiarach". I w końcu przyszła myśl: - Dosyć tego. To nie tak, że nie lubię ról komediowych, ale miałem ich po prostu przesyt i gdybym mógł teraz wybierać, to pewnie wybrałbym dramatyczną. Komedie stają się po pewnym czasie nudne, a ja chciałem pogrzebać trochę głębiej - mówi aktor.

     Trzeba było coś zmienić, wziął się więc za odchudzanie. W trzy lata zgubił 30 kilogramów. Jednak - podkreśla - to było stopniowe zrzucanie wagi, a nie katowanie się jakimiś "dietami cud". - Najwięcej pomogła mi wtedy żona - wspomina Cezary Żak.

     Decydujące okazało się pierwsze pół roku, zmiana przyzwyczajeń i nawyków żywieniowych. Dawniej nie zawsze udawało się zostawić stres za drzwiami teatru. Odreagowywał więc, objadając się nocami niezdrowymi posiłkami. Aż do uzyskania postury serialowego Karola Krawczyka. - Kiedy skończyliśmy nagrania do ostatniej serii, wiedziałem, że musze coś zmienić w swoim wyglądzie, żeby ludzie nie zapamiętali mnie tylko jako grubego tramwajarza. To wystarczyło - podkreśla aktor. Po wieczornych próbach, kiedy wracał zmęczony z teatru, żona czekała już na niego z miską pożywnej... sałaty.

     - Dalej nie będziemy już drążyć tego tematu - ucina w pewnym momencie. - Mam ten etap za sobą - protestuje zmęczony nieustannymi pytaniami: jak to się stało, że skurczył się o połowę.

     Zamienił role zabawnego tramwajarza na oficera SS, kata znęcającego się nad więźniami, szefa ochrony zamku Książ w serialu "Tajemnica Twierdzy Szyfrów". Na koniec i tak wrócił jednak jako wójt i proboszcz w jednej osobie, aby zagrać w słynnym serialu "Ranczo". - Mam wrażenie, że potrafię wybrać odpowiednią rolę dla siebie i dodatkowo mam szczęście, że gram w serialach, które mają dobrą opinię u krytyków i publiczności. Dzisiaj pociąga mnie jednak bardziej kamera niż teatr. Może to dlatego, że już się troszkę zestarzałem. W teatrze trzeba się więcej napracować i przeważnie kończy się to i tak porażką, bo tych wybitnych przedstawień jest naprawdę niewiele - dodaje Cezary Żak. - Natomiast w filmie szybciej się pracuje, a efekt jest widoczny od razu. Chociaż każdą recenzję czytam z wielkim niepokojem i stresuję się każdą premierą.

     Sława to jedynie większa możliwość wyboru. Dzięki niej może sobie pozwolić na odrzucenie jakiejś propozycji, chociaż - twierdzi - odrzuca tylko te nieciekawe. - Każda rola jest wyzwaniem, a wejście w nią wymaga dogłębnego poznania postaci. Aktorstwo polega na obserwowaniu świata - uważa. - Lubię podglądać ludzi szczególnie na lotniskach i dworcach. Zwracam uwagę na "typki", które specyficznie się zachowują albo wyglądają i później lepię sobie postacie, które mam zagrać - opowiada Cezary Żak.

     - Ksiądz z "Rancza" jest właśnie takim zlepkiem różnych księży. Wstyd przyznać, bo jestem wierzącym człowiekiem i regularnie chodzę do kościoła, ale kiedy rozpoczęły się zdjęcia do pierwszych odcinków serialu, chodziłem do różnych kościołów bardziej obserwować księży niż się modlić - śmieje się serialowy ks. Piotr Kozioł. - Musiałem się przecież dowiedzieć, jak ci księża się zachowują, jak się ruszają, jak mówią, jak są ubrani i jak trzymają ręce, aby umieć odtworzyć ten ulotny nastrój i spojrzeć w końcu na wszystko oczami proboszcza z Wilkowyjów. - I podobno z odcinka na odcinek robiłem się coraz bardziej pobożny - śmieje się aktor.

     Kiedy spotkał się kiedyś z biskupem lubelskim na koncercie organowym, miał akurat w ręku Listy św. Pawła. - Proszę pana! Pan jest jak żywy ksiądz! Takie ruchy i postawa, że gdybym nie wiedział, że pan jest aktorem, to bym pomyślał: to prawdziwy duchowny! - wykrzyknął biskup na ten widok. I to jest właśnie dla mnie najlepsza recenzja - podsumowuje Cezary Żak. - Niektórzy twierdzą, że ja w ogóle jestem dzieckiem szczęścia i dużo mi się w życiu udało. Może dlatego, że staram się nie rozpamiętywać swoich błędnych decyzji. Po szkole myślałem, że jeśli przez pięć-siedem lat nie zrobię tzw. kariery, to należy się wycofać i robić coś innego - wspomina aktor. Jako dziecko chciał być lekarzem, po maturze postanowił zdawać na romanistykę. Porażka. - Myślałem, że będę nauczycielem, że skończę jak większość mojej rodziny, a tu - nie zdałem egzaminów. Wtedy ktoś doradził mi, żeby zdawać do szkoły teatralnej. Można więc powiedzieć, że mam zawód z przypadku - śmieje się.

     Po studiach był taki czas, kiedy nienajlepiej szło w branży, więc razem z kolegą, również aktorem, pomyśleli, że zajmą się biznesem. Założyli nieformalną firmę obwoźniczą i jeździli po prawdziwe pierniki w czekoladzie aż do Torunia, żeby sprzedawać je z łóżka na placu we Wrocławiu. Interes się rozkręcał, bo kupić prawdziwą czekoladę - a jeszcze pierniki! - to był sukces w końcówce lat osiemdziesiątych. Po kilku miesiącach obaj dostali jednak propozycje pracy w zawodzie. - Ale dalej myślę, że gdyby się to nie rozpadło, to bylibyśmy dziś potentatami w sprzedaży słodyczy na cały Dolny Śląsk! - żartuje aktor.

     Czy nie było mu wtedy żal zamienić aktorstwa na pierniki? - Aktorstwo to jest wciągający zawód, ale nie należy go przeceniać - odpowiada Cezary Żak. Nie czuje w nim żadnej misji, chociaż czasem daje duże możliwości.

     Współpracował więc z wieloma fundacjami, brał udział w akcjach charytatywnych, nie odmawia też wysłania gadżetów na aukcje, prowadzi koncerty, maluje nawet bombki dla dzieci, a kiedy znajduje się akurat na wybrzeżu, chociaż na chwilę musi odwiedzić dzieciaki w zaprzyjaźnionym domu dziecka w Stargardzie Szczecińskim.

     Odkąd zaczęli kręcić "Ranczo", razem z głównymi bohaterami pojawia się także na corocznym festynie w Jeruzalu, gdzie wspólnie prowadzą licytację, aby wspomóc renowację serialowego kościoła.

     Wszystko nazywa jednak "szlachetnym odcinaniem kuponów od swojej popularności" i dziwi się tylko tym, którzy tego nie robią.

     - Aktorstwo jest łatwym zawodem w branży artystycznej i jeśli aktorowi chce się pracować, to zawsze zarobi na siebie i na rodzinę. Mój zwrot w karierze zaczął się jednak od narzekania - wspomina Cezary Żak. Siedząc w teatralnym bufecie jako mało znany aktor we Wrocławiu słuchał rozmowy znajomych, którzy narzekali na swoją dolę. To zakończyło pewien etap w jego życiu. Postanowił, że nigdy nie będzie narzekającym aktorem siedzącym w bufecie. Kiedy jednak złapał się na "narzekactwie", zapaliła się czerwona lampka i wraz z żoną opuścili Wrocław i uciekli do Warszawy.

     Dopiero wtedy zaczęła się powolna droga do sukcesu. Codzienne próby, wielokrotnie powtarzane role nigdy go nie znudziły. Nie wpadł w rutynę.

     Zawsze trzeba grać na 100%, nawet jeśli robię to setny raz - mówi. Pewnie dlatego, jak twierdzi, czasami nie jest w stanie powstrzymać się od śmiechu na scenie. - Trudno. Ludzie muszą wiedzieć, że to jest teatr, że my tu udajemy i czasem może nas coś rozśmieszyć. Kiedy więc zagotuję się na scenie, to tego nie ukrywam - twierdzi Cezary Żak.

     - A potem się tego wstydzę - dodaje ze skruchą po chwili milczenia.


Marta Troszczyńska


Tekst pochodzi z Tygodnika

13 września 2009


Słownik cytatów łacińskich. Wyrażenia, sentencje, przysłowia Słownik cytatów łacińskich. Wyrażenia, sentencje, przysłowia
Zbigniew Landowski, Krystyna Woś
Słownik cytatów łacińskich" to alfabetycznie ułożony zbiór łacińskich sentencji, aforyzmów, przysłów, "złotych myśli", inskrypcji, fraz i cytatów literackich, terminów naukowych, logicznych i prawniczych... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 CEzary Żak: 27.10.2009, 06:52
 Pozdrawiam wszystkich fanów.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej