Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Sztuka planowania rodziny Sztuka planowania rodziny
Josef Rötzer
Książka prof. med. J. Rötzera na temat metody objawowo-termicznej miała już ponad trzydzieści wydań w krajach niemieckojęzycznych. Została również przetłumaczona na kilkanaście języków. W przystępny sposób przedstawia ona, na podstawie solidnych badań naukowych, zasady jednej z najskuteczniejszych metod rozpoznawania płodności... » zobacz więcej
Kasi na szczęście udało się przeżyć

     "Przyrzekamy Ci z oczami utkwionymi w żłobek Betlejemski, że odtąd staniemy wszyscy na straży budzącego się życia. Walczyć będziemy w obronie każdego dziecięcia i każdej kołyski równie mężnie, jak ojcowie nasi walczyli o byt i wolność narodu płacąc obficie własną krwią. Gotowi jesteśmy raczej śmierć ponieść, aniżeli śmierć zadać bezbronnym. Dar życia uważać będziemy za największą łaskę Ojca Wszelakiego życia i za najcenniejszy Skarb Narodu".

     Tak cały Naród Polski w Ślubach Jasnogórskich przyrzekał bronić prawa do życia dla najbardziej niewinnych i bezbronnych. Kto złoży ślub, nie może łamać swego słowa, lecz winien dokładnie wypełnić to, co przyrzekał (por. Lb 30, 3). Każdy Polak jest zobowiązany do oddania serca w walce o życie najmniejszego i bezbronnego człowieka. Pani Maria od wielu lat cały swój'czas i wszystkie swoje siły oddała sprawie obrony życia nie narodzonych na terenie Warszawy. Uratowała od śmierci tysiące nie narodzonych dzieci. Historia, którą opowiedziała zdarzyła się 15 lat temu.

     Elżbieta była pielęgniarką i w pracy miała kontakt z dziećmi upośledzonymi. Kiedy po raz drugi zaszła w ciążę, zaraz na jej początku zachorowała na ostrą odmianę grypy. Zaczęła obawiać się, że w czasie choroby płód został uszkodzony i dziecko, które urodzi będzie upośledzone. W ten sposób zrodziła się w niej pierwsza myśl o aborcji swojego dziecka. Pobiegła do pani gi- i nekolog, która jeszcze bardziej pogłębiła jej obawy twierdząc, że dziecko może mieć ciężką wadę serca. Pani ginekolog bez zastanowienia wypisała skierowanie na aborcję. Sama już nie wykonywała "zabiegów" dlatego, że przeżyła szok po tym, jak jej sąsiadka zmarła podczas dokonywania aborcji. Widząc codziennie dwójkę osieroconych dzieci zaprzestała sama usuwać ciąże, tylko prosiła koleżanki i kolegów o "przysługę". Elżbieta była przekonana, że wskazanie lekarskie jest słuszne. Sytuację pogarszał mąż, który był bardzo przeciwny narodzeniu się dziecka i mocno nalegał, aby ciążę szybko "usunąć".

     Faktem jest, że rodzina ta miała wtedy bardzo trudne warunki mieszkaniowe, ale czy to może być wystarczający powód do uśmiercenia dziecka? Kiedy dowiedziałam się o całej sprawie - wspomina pani Maria - robiłam wszystko, co było możliwe, aby dziecko uratować. Każdy mój nieodpowiedni ruch mógł przekreślić całą sprawę. Potrzebna była wielka dyplomacja. Skierowałam najpierw Elżbietę do pana prof. Troszyńskiego. Profesor jednoznacznie stwierdził, że nie ma żadnych podstaw do przeprowadzenia aborcji. Prosiłam również innych znajomych ginekologów, którzy także orzekli, że nie ma powodu do uśmiercenia dziecka. Zachęcając j ą do j eszcze innych badań powiedziałam, że każda matka, nawet najzdrowsza, nie wie do końca, czy urodzi zdrowe dziecko. Po skończeniu wszystkich badań poszła ponownie na wizytę do prof. Troszyńskiego, który uświadomił jej, że nikt nigdy nie może mieć pewności, że urodzi się zdrowe lub chore dziecko. Elżbieta jednak, mimo wszystko nosiła w sobie irracjonalny lęk, że dziecko, które w sobie nosi będzie upośledzone i dlatego zdecydowana była ciążę usunąć. Planowała natomiast, aby za rok po aborcji, zdecydować się na poczęcie i urodzenie dziecka. Zapytałam, czy zdaje sobie sprawę z tego, że już nigdy więcej może nie urodzić dziecka. Te argumenty również nie skutkowały. Po jakimś czasie pojechałam do jej domu. Pamiętam, że miałam wtedy wysoką gorączkę. Na dworze temperatura sięgała -14°C. Przeszło trzy godziny rozmawiałam i przekonywałam również męża Elżbiety, niestety bezskutecznie. Dopiero tuż przed moim odejściem Elżbieta powiedziała mi, że zmieniła decyzję i mimo wszystko pragnie urodzić to dziecko. Uspokoiłam się. Jednak kilka dni później zadzwoniła do mnie i powiedziała, że przemyślała całą sprawę i decyduje się jednak na przerwanie ciąży. Kilka razy jeździłam do jej domu. Mąż był niewzruszony jak głaz, natomiast widziałam, że w sercu Elżbiety toczy się straszne zmaganie. Po każdej wizycie, dawała mi do zrozumienia, że urodzi dziecko. Była osobą wrażliwą. Dużo mówiła mi o okrucieństwie ZOMO i Milicji. Myślałam, że to już jest zwycięstwo, że udało mi się ją przekonać. Zaczęłam być spokojna o życie dziecka. Kilka tygodni później, będąc w przychodni po trudnej rozmowie z jedną z pacjentek, nie wiem dlaczego, wyszłam z gabinetu drzwiami prowadzącymi nie do położnej, ale wprost do poczekalni. Na korytarzu zobaczyłam męża Elżbiety, który wstał na mój widok i z drwiącym uśmiechem oznajmił, że ostatecznie zdecydowali się z żoną na aborcję. Dowiedziałam się od niego, że Elżbieta została przyjęta na oddział i za chwilę będzie miała zabieg. Przyznam, że był to dla mnie szok. Natychmiast z pośpiechem udałam się do niej. Czekała przed gabinetem. Chciała mi podać rękę, ale odmówiłam, mówiąc: «Ja ręki ci nie podam, bo brzydzę się zbrodniarzy i morderców. Oskarżasz ZOMO i Milicję o nieludzkie zachowanie, a kimże ty jesteś, chcąc zabić swoje dziecko? Chcesz pozwolić, aby ktoś za chwilę poszarpał je, poćwiartował na części i wyrzucił do ubikacji? Czy będziesz mogła pójść w dniu Wszystkich Świętych na cmentarz, aby zapalić świeczkę na grobie tego dziecka? Czy będziesz mogła spokojnie na Sądzie Ostatecznym spojrzeć w twarz Jezusowi Chrystusowi, który oddał swoje życie za każdego człowieka? Czy będziesz mogła żyć spokojnie jako matka i spoglądać bez wyrzutów sumienia na żyjące swoje dzieci, wiedząc, że jedno pozwoliłaś zabić?" Spuściła głowę i słuchała w milczeniu. Pd chwili zaczęła płakać. Dodałam: "Będzie to w takim razie twoja największa zbrodnia. Najwięcej cierpienia przyniesie ci śmierć tego dziecka. Wszystko, co powiedziałaś mi na temat ZOMO i Milicji, jest o wiele mniej brutalne aniżeli aborcja na którą się zdecydowałaś. Zomowcy byli bardziej humanitarni niż ty, dlatego, że oni męczyli i zabijali ludzi, którzy przynajmniej mogli się bronić. Dziecko żyjące w twoim łonie, które powinno być najbardziej bezpieczne, znajdując się pod sercem matki, jest w tej chwili najbardziej zagrożone, i za chwilę zginie z twojej winy brutalną i nieludzką śmiercią». Elżbieta stała ze spuszczoną głową i płakała. Widziałam, że bardzo mocno przeżywała tę sytuację. Zostawiłam ją samą i wróciłam do swojego gabinetu.

     Kilka godzin później zadzwoniła Elżbieta i z radością oznajmiła mi, że wypisała się ze szpitala i jest zdecydowana urodzić dziecko, pragnie tylko, bym została jego matką chrzestną. Natomiast jej mąż był bardzo zdenerwowany. Powiedział mi z wyrzutem: «Łatwo jest pani mówić, że trzeba urodzić dziecko, ale warunki są tak trudne, że nie poradzimy sobie».

     Tuż przed porodem Elżbieta opowiedziała mi o swojej matce, która będąc z nią w ciąży poważnie zachorowała. Proponowano jej aborcję, jednak kategorycznie odmówiła. Dzięki tej decyzji, Elżbieta przeżyła, a matce uratowano życie. Zapytała mnie o moją rodzinę. Opowiedziałam jej o swojej mamie, która często mi powtarzała: «Żyj tak, abyś umiała spojrzeć Panu Jezusowi prosto w oczy. Kiedy spotkasz Boga twarzą w twarz, nie będzie obok ciebie ani mamy ani taty, ani księdza, ani nauczycielki ze szkoły. Pamiętaj, żyj tak, abyś mogła spotkać Go z czystym sercem». To był największy testament mojej mamy. Nie znałam przyczyny jej śmierci. Kiedy uratowałam już wiele dzieci, rozmawiałam raz ze swoją ciocią. Widziała moją wielką radość, kiedy mówiłam, że czuję się szczęśliwa biorąc na ręce i tuląc dziecko, które miało zginąć a żyje. Właśnie wtedy ciocia spytała, czy znam przyczynę śmierci mojej mamy. Nie znałam. Wtedy ciocia opowiedziała mi, że w latach 60-tych, kiedy mama zaszła w kolejną ciążę, stan jej zdrowia był bardzo ciężki. Lekarze mówili, że trzeba dokonać aborcji, aby uratować jej życie. Przekonywali ją, że jeżeli nie zgodzi się na aborcję, to osieroci dzieci, które pójdą do domu dziecka. Mama nie zgodziła się. Powiedziała, że skoro jest taka wola Boża, to tak się stanie, jak Bóg chce. Finał był taki, że mama zmarła razem z dzieckiem. Moje rodzeństwo i ja zamieszkaliśmy w domu dziecka. Kiedy skończyłam opowiadać, Elżbieta zapytała o imię mojej mamy. Odpowiedziałam, że miała na imię Katarzyna. Wtedy drżącym ze wzruszenia głosem przyrzekła, że jeżeli urodzi się dziewczynka, otrzyma imię Kasia.

     W czasie kiedy Elżbieta rodziła, jej mąż siedział w poczekalni. Na mój widok wstał, wyprostował się i powiedział, że jeżeli się urodzi chore dziecko to i tak go nie przyjmie. Oznajmiłam mu, że wtedy ja się nim zaopiekuję, i nawet go nie zobaczy. Po porodzie zatelefonowała rozpromieniona Elżbieta dzieląc się ogromną radością. Między innymi mówiła: «Miałam bardzo częsty kontakt z noworodkami, ale to moje dziecko jest wyjątkowe. Po pierwsze ono płacze tak, że widać łzy, co przecież u noworodka jest niespotykane. Poza tym, Kasia jest taka zdrowa i silna, że już w drugim dniu podnosiła główkę!». Po porodzie, również ojciec szybko zmienił nastawienie, i z radością przyjął córkę. Kasia j est wielką radością całej rodziny. Teraz ma już 14 lat. Bardzo pięknie mówi i recytuje. Chodzi na różne zajęcia teatralne. Posiada wrodzony, wielki talent artystyczny. W szkole jest najlepszą uczennicą; wygrywa konkursy i olimpiady. Aż strach pomyśleć, jak wiele dzieci w Polsce nie miało takiego szczęścia jak Kasia i zostało skazanych na śmierć decyzją ginekologów o zdeprawowanych sumieniach, oraz rodziców, którzy nie zawsze zdawali sobie sprawę z tego, co czynią. Módlmy się o to, aby wszyscy Polacy z odwagą bronili każdego poczętego życia uważając je za «największą łaskę Ojca Wszelakiego życia i za najcenniejszy Skarb Narodu»".


Maria Bienkiewicz
opr. kl. Tomasz Ludwicki TChr


Publikacja za zgodą redakcji

nr 11-12/1998



Nauczanie moralne Jana Pawła II: Bioetyka Nauczanie moralne Jana Pawła II: Bioetyka
Jan Paweł II
Doskonały przewodnik po nauczaniu Jana Pawła II. Między innymi: aborcja, eutanazja, homoseksualizm, klonowanie, sztuczne zapłodnienie, transplantacja organów... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 terenia: 02.09.2008, 22:09
 wspaniale świadectwo, aż sie poplakalam czytając
 Alladynka: 31.08.2008, 23:47
 Cudowne świadectwo odwagi i miłości!
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
Aborcja. Przyczyny, następstwa, terapia Aborcja. Przyczyny, następstwa, terapia
Bogdan Chazan, Witold Simon (red.)
Procedura medyczna, której celem jest przerwanie życia zarodka ludzkiego lub płodu, dotyka istoty naszego sensu istnienia i podstawowych praw ludzkich. Temu właśnie poświęcona jest książka będąca zbiorem prac naukowych dotyczących badań nad zagadnieniem wzbudzającym wielkie emocje, a tak słabo rzetelnie rozpoznanym.... » zobacz więcej
Eutanazja nie jest alternatywą Eutanazja nie jest alternatywą
Władysław Ochmański
Problem eutanazji znajduje się obecnie w centrum zainteresowania wielu społeczeństw. Jest ona jednym z najbardziej niepokojących znamion tak zwanej "kultury śmierci". Cechuje się tendencją do zakończenia życia w takim momencie i w takich okolicznościach, w jakich zadecyduje o tym wolna wola człowieka... » zobacz więcej
 Partnerzy medialni:

ABC | Modlitwy | Psalmy | Perełki | Miłość | Czystość | RCS | Szczęście | Opowiadania | Zamyślenia | Anioły | Ludzie | Jezus | Aforyzmy | Jan Paweł II | Sakramenty |
Dewocjonalia | Ciekawe | Cuda | Maryja | Miłosierdzie | Mp3 | Czytelnia | Poezja | miłość czy Miłość? | Rozważania | Świadectwa | Pro-Life | Niepłodność | Małżeństwo |
Powołanie | Wieczność | Zagrożenia | Czytania | Skrzynka Intencji | Download | Relaks | Gry on-line | Galeria | Rodzina | Muzyka | Turystyka | Narzeczeństwo | Linki |

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2015 Pomoc Duchowa