Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Sztuka planowania rodziny Sztuka planowania rodziny
Josef Rötzer
Książka prof. med. J. Rötzera na temat metody objawowo-termicznej miała już ponad trzydzieści wydań w krajach niemieckojęzycznych. Została również przetłumaczona na kilkanaście języków. W przystępny sposób przedstawia ona, na podstawie solidnych badań naukowych, zasady jednej z najskuteczniejszych metod rozpoznawania płodności... » zobacz więcej
Świadectwa lekarzy

     Życie jest bezcenną wartością. Jest darem. Nikt nie ma prawa pozbawić życia. W wielu gabinetach, szpitalach wciąż toczy się bestialska wojna z niewinnym człowiekiem. Czasem potrzeba wielu wstrząsów, by Ci, którzy sprzeniewierzają się życiu, nawrócili się. Poniżej przedstawiamy drogę nawrócenia lekarzy i pielęgniarki, którzy dokonywali lub uczestniczyli w tzw. aborcjach. Teraz działają za życiem, wygłaszają konferencje, ostrzegając innych przed straszliwym złem, jakim jest zabijanie dzieci poczętych. Wobec drastycznych opisów dokonywanych zabójstw nie można być obojętnym. To zło dzieje się również teraz. Potrzeba więc naszej modlitwy, naszej wiedzy, byśmy byli świadkami życia.

Dina Madsen: Zostawiałam sumienie

     Pracę w gabinecie aborcyjnym rozpoczęłam w pierwszym tygodniu września 1990 roku. Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, czym jest naprawdę tzw. aborcja. Moje życie pozbawione było zupełnie refleksji o świętości życia.

     Funkcję, którą pełniłam w tym gabinecie, określano jako "health worker", co znaczy "pracownik zdrowia". Wykonywałam szereg prac ambulatoryjnych, do których należało: przygotowywanie grup kobiet do tzw. aborcji (dziś wiem, że było to zwykłe oszustwo) oraz asystowanie przy "zabiegach" - to zadanie polegało na pomaganiu lekarzowi, jak też sprawdzaniu, czy wszystkie członki zabitego dziecka znalazły się przeznaczonym na "szczątki" pojemniku.

     Na zawsze zostanie w mojej pamięci obraz dobrze ukształtowanej stópki zabitego w drugim trymestrze ciąży dziecka. Musiałam potwierdzić wiek dziecka przez porównanie jego stópki z odpowiednikiem na planszy...

     Podobnie jak inni pracownicy gabinetu kpiłam z osób manifestujących przeciw tzw. aborcji, którzy stali przy wejściu do przychodni. Zabijałam w ten sposób swe sumienie, chciałam je zagłuszyć. Myśli o tym, co naprawdę się tu dzieje, przygnębiały mnie. Starałam się więc nie traktować poważnie tego procederu, w którym uczestniczyłam. Mimo mojej zatwardziałości Pan Bóg pukał do mojego serca. Zaczęłam przeglądać materiały pozostawione przez obrońców życia w gabinecie, sięgnęłam po szersze publikacje dotyczące obrony życia.

     Przede mną otwierał się zupełnie inny wymiar tego, co dotychczas robiłam. W tych zabijanych dzieciach dostrzegłam istoty ludzkie. Było mi niezmiernie trudno przyjąć tę prawdę. Wszak do tej pory musiałam zostawiać sumienie i rozum w domu, by móc robić, to co robiłam. W tym czasie otwierałam się na Boga, czasami przychodziłam do kościoła, sięgałam po Pismo Święte.

     Wiem, że jedyną rzeczą, która nie pozwalała mi zaakceptować Jezusa Chrystusa w moim życiu był fakt, że brałam udział w zabójstwach tych, którzy byli stworzeni na obraz i podobieństwo Boga. Po ośmiu miesiącach pracy w tym gabinecie nie byłam w stanie dłużej odrzucać mojego Stwórcy. To On uświadomił mi zło tzw. aborcji. Zdałam sobie sprawę, że w każdej tzw. aborcji zabijana jest nie tylko jedna istota ludzka - dziecko, a umiera również część matki.

     W maju 1991 roku, gdy definitywnie kończyłam pracę w gabinecie aborcyjnym, byłam przekonana, że zamykam rozdział okropnych doświadczeń z tzw. aborcją w moim życiu. Wówczas dopiero w pełni mogłam żyć w zgodzie ze swoim sumieniem i zaprosić Boga do mojego życia. Po latach poszukiwań i doświadczeń w Kościele katolickim odnalazłam mój prawdziwy dom. Dnia 2 kwietnia 1994 roku przyjęłam sakrament Chrztu Świętego.

     Wkrótce potem wyszłam za mąż i zostałam szczęśliwą matką. Gdy byłam w stanie błogosławionym, zaczęły powracać natrętne myśli o zbrodniczych zabiegach, w których uczestniczyłam. Teraz wiem, że doświadczałam wówczas syndromu poaborcyjnego, tyle że był on o tyle dotkliwy, gdyż miałam świadomość, że z moim udziałem dokonały się setki zbrodni. Na szczęście Pan Bóg nie pozostawiał mnie samej, okazując mi swoje miłosierdzie. Uświadomił mi, że skoro On mi przebaczył, muszę przebaczyć też sama sobie.

     Na początku 1994 roku rozpoczęłam publicznie angażować się w walkę o życie, wygłaszałam konferencje, w których - na podstawie swoich doświadczeń - mówiłam o wielkim złu, jakim jest zabijanie poczętych dzieci.

     Dziękuję Bogu, że wyciągnął mnie z mroku zła do światła. Pokazał mi, jak okrutnym złem jest tzw. aborcja. Odsłonił mi prawdę, jak cenne jest życie ludzkie. Pokazał mi, że każdy poczęty człowiek jest jego dzieckiem i nikt nie ma prawa odebrać mu życia. Pokazał mi, że w Nim jest uzdrowienie i przebaczenie. Tak zwana aborcja to nie wybór, lecz zniszczenie, odebranie życia, które rodzi ból i straty dla wszystkich, którzy w niej uczestniczą!

Dr David Brewer: Twarde serce

     Początek mojej praktyki lekarskiej po studiach przypadł na okres legalizacji tzw. aborcji w wybranych stanach USA.

     Pierwszą pracę rozpocząłem w szpitalu w Nowym Jorku na oddziale położniczo-ginekologicznym. Wywodzę się z niewierzącej rodziny, więc nie miałem żadnych etycznych podstaw wyniesionych z domu. Pamiętam, gdy asystowałem przy pierwszym zabiegu tzw. aborcji, widziałem, jak lekarz dokonujący aborcji wkładał rurę, która miała wyssać poczęte dziecko. Widziałem zakrwawione członki ciała spływające do dużego słoja. Był to mój pierwszy kontakt z tzw. aborcją. Nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać.

     Moim zadaniem było sprawdzić, co znajduje się w pojemniku. Była to po prostu dla mnie kolejna lekcja przygotowująca do zawodu, była to część programu szkoleniowego i zupełnie nowe doświadczenie. Chciałem nauczyć się czegoś nowego i to było dla mnie najważniejsze. Nie byłem chrześcijaninem, nie miałem żadnych poglądów na temat tzw. aborcji. Stawało się to coraz ciekawsze. Kiedy otworzyłem słoik, miałem wyjmować poszczególne członki ciała i układać je na ręczniku. Musieliśmy się upewnić, że wszystkie części ciała zostały "usunięte". Na medycynie studiowałem anatomię i kiedy wykładałem poszczególne członki ciała na ręcznik, wiedziałem, na co patrzę. Widziałem małą głowę, ramiona, widziałem kilka żeber, kawałek nóżki, małą rączkę.

     Pomimo że nie byłem chrześcijaninem, to jednak to, co zobaczyłem, powodowało wyrzuty sumienia. Asystowanie przy tzw. aborcji było dla mnie bardzo trudnym emocjonalnie doświadczeniem. Chociaż odczuwałem, że to, co obserwuję i w czym uczestniczę, nie jest w porządku, chodziłem na kolejne "lekcje", obserwowałem i uczestniczyłem w aborcjach. Za każdym razem ranił mnie ten widok, ale za każdym razem ranił mniej. Następnym krokiem było to, że sam dokonałem tzw. aborcji - według zasady: sam zobaczysz, wykonasz i nauczysz kogoś innego. Ta pierwsza, którą sam wykonałem, bardzo mną wstrząsnęła. Ale z czasem ta czynność stawała się dla mnie normą, przestawała ranić, budzić wyrzuty sumienia. Było to podobne doświadczenie, jak to, które pamiętam z mojej młodości. Kiedyś dostałem od ojca kosiarkę do trawy. Przy pierwszym użyciu zrobiły mi się odciski, ale gdy założyłem rękawice, mogłem pracować długo bez odczuwania bólu. To samo stało się z moim sercem, które twardniało przy obserwowaniu i wykonywaniu tzw. aborcji. Aż wreszcie moje sumienie zupełnie uodporniło się na fakt, iż jestem mordercą.

     Kolejnym krokiem w moich "praktykach" było uczestniczenie w tzw. aborcjach polegających na sztucznym poronieniu w wyniku wstrzykiwania roztworu solnego. W ciągu jednej nocy lekarz był w stanie wykonać pięć takich "zabiegów". Podczas mojego nocnego dyżuru pielęgniarka wezwała mnie do sali, gdzie były "pacjentki" oczekujące na "zabieg". Jedna z kobiet, która dokonała tzw. aborcji, była w strasznym szoku. Biegała po sali, krzycząc i płacząc. Przebywające tam pielęgniarki i "pacjentki" były przerażone. W sali zobaczyłem roztrzęsioną matkę i jej poronione w wyniku tzw. aborcji, ciągle jeszcze żyjące dziecko. Widziałem, że dziecko ruszało jeszcze nóżkami, zanim zmarło z powodu palenia w płucach. Słona substancja dostaje się do płuc i je pali... Normalnego człowieka, gdy uderzy się w głowę, budzi się. Niestety, moje sumienie było zbyt twarde, by taki szok mógł spowodować przebudzenie. Teraz zastanawiam się, co powodowało to, że tak wstrząsające doświadczenia nie zmieniły mojego postępowania. Nie robiłem tego dla pieniędzy, nie było to kwestią braku odwagi, by się sprzeciwić temu, co wykonywałem, lecz po prostu nie miałem ugruntowanego przekonania, uformowanego sumienia.

     Kolejnym krokiem była "pomoc" przy dokonywaniu tzw. aborcji przez cesarskie cięcie. Kobieta była już w zaawansowanej, cztero-pięciomiesięcznej ciąży. Było już za późno, by dokonać tzw. aborcji metodą wysysania. Gdy lekarz dokonał nacięcia, zobaczyliśmy małe dziecko w wodach płodowych. Kiedy lekarz spuścił wody płodowe, bez których dziecko nie mogło przecież żyć, czułem straszny ból w sercu, jak przy obserwowaniu pierwszej tzw. aborcji. "Lekarz" wydobył dziecko z łona matki. Nie byłem w stanie go dotknąć, tylko stałem obok. Rzeczywistość tego, co tam się działo, zaczęła przenikać przez grubą zasłonę obojętności mojego sumienia. Prowadzący położył żyjące dziecko do metalowej misy na stole. Za każdym razem, gdy spoglądałem na dziecko, widziałem, jak się porusza i kopie nóżkami. Z upływem czasu ruchy dziecka słabły. Kiedy już skończyliśmy operację cesarskiego cięcia u matki, dziecko jeszcze żyło. Widziałem ruchy klatki piersiowej powodowane bijącym jeszcze sercem, dziecko próbowało nabierać powietrza i chciało oddychać...

     To zdarzenie zraniło mnie głęboko i zacząłem dostrzegać, czym jest tzw. aborcja.

     Uznałem wtedy, że życie człowieka zaczyna się wówczas, kiedy jest w stanie przeżyć poza łonem matki, a każdy zabieg dokonany na dziecku powyżej 28. tygodnia jest tzw. aborcją. Pozwoliło to na pewien czas uspokoić moje sumienie i w dalszym ciągu dokonywać morderstw dzieci poniżej 28. tygodnia życia. W momencie gdy dowiedziałem się, że rozwój medycyny pozwala przeżyć 26-tygodniowemu dziecku poza ustrojem matki, przesunąłem "moją granicę życia" do 24. tygodnia. Niedługo potem doszedłem do wniosku, że poczęte dziecko jest osobą ludzką w momencie wykształcenia się u niego już wszystkich organów, czyli od 12. tygodnia życia. Zdecydowałem więc, że nie będę dokonywał tzw. aborcji po 12. tygodniu. Z biegiem czasu przesuwałem "moją granicę początku życia".

     Kiedy zostałem chrześcijaninem, wreszcie zdałem sobie sprawę, że życie zaczyna się w momencie poczęcia. Kiedy dokonałem tego odkrycia, nie trzeba było nic więcej, by zaprzestać wykonywania tzw. aborcji. Po jakimś czasie, gdy przyjąłem chrzest, do mojego gabinetu przyszła dziewczyna z życzeniem, bym dokonał zabójstwa na jej poczętym dziecku. Wahałem się przez chwilę, czy nie "pomóc". Dzięki łasce Bożej odmówiłem. To był cudowny moment w moim życiu.

Dr Anthony Levatino: Byłem płatnym mordercą

     Będąc lekarzem w Troy w stanie Nowy Jork, przez osiem lat dokonywałem tzw. aborcji w moim gabinecie. Byłem przekonany, że prawem kobiet jest dokonanie "wyboru" i podjęcie decyzji o zabiciu własnego dziecka. Pomimo tego iż proceder dzieciobójstwa nie był główną częścią działalności mojego gabinetu, powodował on coraz głębszy konflikt w moim sumieniu.

     Od dłuższego czasu z żoną podjęliśmy decyzję o adoptowaniu dziecka. Za każdym razem, gdy wyrzucałem do kosza zwłoki 9-, 10-tygodniowego zamordowanego dziecka, zadawałem sobie pytanie, czy któraś z moich "pacjentek" nie mogłaby oddać nam swojego dziecka.

     Nasze starania o adopcję zakończyły się pomyślnie i udało nam się adoptować dziewczynkę o imieniu Heather. Nasza radość trwała krótko. 23 czerwca 1984 roku Heather potrącił samochód. Wskutek tego wypadku nasza córeczka zginęła. W chwili gdy traci się swoje dziecko, życie staje się zupełnie inne; wszystko się zmienia. Od tego momentu zmieniło się też moje podejście do aborcji. Zdałem sobie sprawę, jak nigdy dotąd, że dziecko, które zabijałem w każdej aborcji, było czyimś upragnionym dzieckiem. Doświadczenie straty mojego dziecka dało mi jeszcze silniej odczuć wartość ludzkiego życia.

     Czułem się jak płatny morderca. Rzeczywiście nim byłem! Tak jak straciłem poczucie własnej wartości, zainteresowanie aborcją również mocno osłabło. W końcu w roku 1985 definitywnie zakończyłem straszny proceder zabijania dzieci poczętych.

     Teraz, kiedy przyznaję się publicznie do mojego nawrócenia na drogę cywilizacji życia, chcę, aby wszyscy wiedzieli, że każde poczęte dziecko jest człowiekiem.


Red.


Kiedy jestem płodna a kiedy nie Kiedy jestem płodna a kiedy nie
Alina Lichtarowicz
Książeczka przedstawia trzy niezależne metody określania dni, kiedy kobieta jest płodna, i dni, kiedy nie jest płodna. Pozwala przez to każdej kobiecie poznać własny rytm biologiczny, w którym płodność jest ograniczona tylko do kilku dni w każdym cyklu... » zobacz więcej

Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
Aborcja. Przyczyny, następstwa, terapia Aborcja. Przyczyny, następstwa, terapia
Bogdan Chazan, Witold Simon (red.)
Procedura medyczna, której celem jest przerwanie życia zarodka ludzkiego lub płodu, dotyka istoty naszego sensu istnienia i podstawowych praw ludzkich. Temu właśnie poświęcona jest książka będąca zbiorem prac naukowych dotyczących badań nad zagadnieniem wzbudzającym wielkie emocje, a tak słabo rzetelnie rozpoznanym.... » zobacz więcej
Eutanazja nie jest alternatywą Eutanazja nie jest alternatywą
Władysław Ochmański
Problem eutanazji znajduje się obecnie w centrum zainteresowania wielu społeczeństw. Jest ona jednym z najbardziej niepokojących znamion tak zwanej "kultury śmierci". Cechuje się tendencją do zakończenia życia w takim momencie i w takich okolicznościach, w jakich zadecyduje o tym wolna wola człowieka... » zobacz więcej
 Partnerzy medialni:

ABC | Modlitwy | Psalmy | Perełki | Miłość | Czystość | RCS | Szczęście | Opowiadania | Zamyślenia | Anioły | Ludzie | Jezus | Aforyzmy | Jan Paweł II | Sakramenty |
Dewocjonalia | Ciekawe | Cuda | Maryja | Miłosierdzie | Mp3 | Czytelnia | Poezja | miłość czy Miłość? | Rozważania | Świadectwa | Pro-Life | Niepłodność | Małżeństwo |
Powołanie | Wieczność | Zagrożenia | Czytania | Skrzynka Intencji | Download | Relaks | Gry on-line | Galeria | Rodzina | Muzyka | Turystyka | Narzeczeństwo | Linki |

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2015 Pomoc Duchowa