ks. Jerzy Popiełuszko

(1947 - 1984)

Męczeństwo

     19 października 1984 r. to data, która utkwiła w umysłach i sercach milionów Polaków. Przebieg wydarzeń tego tragicznego wieczoru możemy poznać z relacji świadków: ks. Jerzego Osińskiego, który wspólnie z Księdzem Jerzym odprawiał Mszę św. o godz. 18.00 w kościele pw. Świętych Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy oraz pana Waldemara Chrostowskiego - kierowcy, któremu udało się uwolnić z rąk porywaczy.

Pamiątkowy krzyż przy
tamie we Włocławku
     "O godz. 18.00 w kościele, wspólnie z Księdzem Jerzym, sprawowaliśmy koncelebrowaną Mszę świętą, po której Ksiądz Jerzy odprawił nabożeństwo różańcowe. Około godz. 20.00 - po skończonym nabożeństwie - udaliśmy się do mojego mieszkania. Za Księdzem Popiełuszko weszła do Domu Parafialnego grupa uczestników nabożeństwa i odbyło się na miejscu - w sali konferencyjnej - zaimprowizowane spotkanie z Księdzem Jerzym. Ksiądz Popiełuszko opowiadał o swojej pracy duszpasterskiej w Warszawie. W związku z tym, że Ksiądz Jerzy spieszył się z powrotem do domu, przebywał jeszcze tylko krótko w moim mieszkaniu, spożywając kolację w małym gronie przyjaciół i znajomych mi osób. Około godz. 21.00 udałem się z kierowcą p. Waldemarem do garażu, gdzie był umieszczony volkswagen. Po wyprowadzeniu samochodu, udałem się do mojego mieszkania, aby poinformować, że samochód jest gotowy do odjazdu. (...) Osobiście zauważyłem, że w trakcie odjazdu samochodu p. Marka i samochodu, w którym jechał Ksiądz Jerzy, ruszył za nimi samochód, który już wcześniej miał zapalone światła i włączony silnik (...)".

ks. Jerzy Osiński

     "Ok. godz. 22.00 - 20 lub 30 km za Bydgoszczą - dogonił mnie jasny duży fiat. Kiedy zrównał się z nami, zobaczyłem czerwoną latarkę, którą wskazywano, bym stanął na poboczu. (...) Wykonałem manewr wyprzedzający i wtedy obaj z Księdzem zauważyliśmy w samochodzie człowieka w mundurze milicji drogowej. Ksiądz Jerzy powiedział: "Zatrzymaj się, żebyśmy nie mieli kłopotów". Stanąłem około 4 metrów przed nimi. Mężczyzna w mundurze podszedł do mnie i zażądał dokumentów. Następnie poprosił mnie do swego samochodu na kontrolę trzeźwości. (..) Otworzyłem drzwi ich "fiata" obok kierowcy i wtedy zostałem popchnięty. Drzwi zatrzaśnięto, a kierowca powiedział: "Dawaj rękę". Kiedy ją wyciągnąłem, poczułem zatrzaśnięcie kajdanek. Wiedziałem już, że to nie jest zwykła kontrola drogowa. Zobaczyłem, jak Ksiądz Jerzy wysiada z samochodu, oburzony, a dwóch mężczyzn trzyma go za rękaw. Został przeprowadzony na tył fiata i nie mogłem już dostrzec, co się z nim dzieje. Usłyszałem tylko głos Księdza: "Panowie, co robicie?", głuche uderzenie, łoskot wrzuconego do bagażnika ciężkiego przedmiotu i trzask zamykanej klapy. Na tylne siedzenie wsiedli dwaj inni, któryś złapał mnie za szyję i wepchnął w usta knebel. Na karku poczułem ucisk metalu. Jeden z nich założył mi sznurek na knebel: "Żebyś nie krzyczał w swojej ostatniej drodze" - powiedział. Musiałem coś zrobić. Nie mogłem pozwolić, byśmy razem z Księdzem zginęli bez śladu. Myślałem o spowodowaniu wypadku, ale bałem się, że Ksiądz może znajdować się w bagażniku. Ślad jakiś musiałem jednak zostawić. Po omacku, małym palcem zacząłem szukać klamki. I wtedy, niecałe 5 km od miejsca napadu, pojawiły się światła miejscowości, a fiat z dużą szybkością - 80 lub 90 km/godz. - wyprzedził malucha. Zdecydowałem się wyskoczyć. Szarpnąłem klamkę i całym ciałem naparłem na drzwi. Poczułem szarpnięcie rwącej się marynarki (...)".

Waldemar Chrostowski

Narzędzia zbrodni:
sznury i drewniana pałka
     W czasie dalszej drogi funkcjonariusze zauważyli, że samochód jest niesprawny a ponadto ks. Jerzy próbował uwolnić się z bagażnika. Zatrzymali się w lesie. Wtedy ks. Popiełuszko zaczął uciekać. Gdy go schwytano, liczne uderzenia spowodowały utratę przytomności. Ponownie umieszczono księdza w bagażniku. W Toruniu funkcjonariusze skierowali się w stronę Włocławka. Zatrzymali się na krótko niedaleko stacji benzynowej. Cały czas ks. Popiełuszko próbował się uwolnić. Dlatego zatrzymano się na polnej drodze. Bito księdza pałkami, grożono mu bronią, a gdy stracił znów przytomność, związano jego nogi i ręce. Po przejechaniu następnych kilometrów, zatrzymano się. Znów bito księdza. Dodatkowo założono tampon, który utrudniał oddychanie. Do nóg przywiązano worek z kamieniami, a "następnie (Leszek Pękala) przystapił do zakładania księdzu Popiełuszce pętli na szyję. Pętlę założył w ten sposób, że jej końcówki, które biegły wzdłuż grzbietu, przywiązywał do podkurczonych nóg ks. Jerzego Popiełuszki. Taki sposób założenia pętli powodował, że przy próbie prostowania nóg zaciskała się ona na szyi ks. Jerzego Popiełuszki" (cytat z uzasadnienia wyroku). Wtedy ks. Jerzy jeszcze żył. Zabójcy zastanawiali się, co robić dalej. Grzegorz Piotrowski postanowił, że ksiądz zostanie zatopiony przy tamie we Włocławku. To właśnie uczynili, nie sprawdziwszy nawet, czy do wody wrzucają żywego człowieka czy zwłoki. Lekarze nie mogli ustalić, czy ksiądz przeżył ostatni etap drogi.

     30 października 1984 r. zmasakrowane ciało Księdza Jerzego wyłowiono z Zalewu Wiślanego we Włocławku. Bezpośredni sprawcy zbrodni zostali osądzeni w procesie toruńskim i skazani na kary więzienia. Dziś już wszyscy są na wolności. Może pomińmy ich nazwiska...

Marianna i Władysław
- rodzice Księdza Jerzego
     Cząstkę tajemnicy męczeństwa Księdza Jerzego odsłania opinia biegłego sądowego lekarza dr. Jóźwika z Białegostoku, zaś przygotowania do pogrzebu możemy poznać z relacji ks. Grzegorza Kalwarczyka.

     "Strach, ból, wstrząs doprowadzały dręczonego człowieka do granicy życia i śmierci. Za każdym postojem od miejsca porwania ksiądz był słabszy i mniej odporny. Bito go także w Toruniu na parkingu, potem przed stacją CPN, na koniec w lesie. Ruchy Księdza, które oprawcy słyszeli lub obserwowali w bagażniku fiata, mogły być nieświadomymi zmaganiami ciała z nadchodzącą śmiercią. Człowiek był czterokrotnie bity do utraty przytomności, lub do zamroczenia, a następnie wtłaczany pod klapę bagażnika w nienaturalnej pozycji. Zakneblowany nie krwawił na zewnątrz, krew przedostawała się przez tchawicę do płuc".

dr Jóźwik

     "Zamordowany Ksiądz Jerzy ubrany został w białą koszulę, czarne spodnie i pantofle oraz w sutannę. Do sutanny przypięto Mu trzy znaczki: znaczek z główką Matki Bożej Częstochowskiej na tle biało-czerwonej flagi, znaczek z napisem "Solidarność" na tle orła, 1980 Sierpień, 1984 Huta Warszawa, znaczek z wizerunkiem kościoła św. Stanisława Kostki z napisem "Msza za Ojczyznę", Warszawa. Na sutannę nałożono Mu albę z wyhaftowanymi czerwonymi krzyżykami i zielonymi listkami oraz czerwony gotycki ornat ze złotym haftem: znak P, kłosy oraz gałązki winogron. Do ręki włożono Zmarłemu sporych rozmiarów krzyż z pasyjką i naklejonymi na końcach ramion napisami "Solidarność" oraz różaniec z masy perłowej, który otrzymał od Ojca Świętego Jana Pawła II (...)".

ks. Grzegorz Kalwarczyk

     20 października 1984 r., dzień po porwaniu, telewizja podała wiadomość o uprowadzeniu Księdza Jerzego. Od tej chwili przed zamkniętym już kościołem św. Stanisława Kostki na Żoliborzu zaczęły gromadzić się tłumy wiernych. Ludzie płakali, odmawiali różaniec.

Ojciec Święty Jan Paweł II
całuje grób Księdza Jerzego
     Kościół otworzono i o godz. 22.00 odprawiona została pierwsza Msza św. w intencji ocalenia Księdza Jerzego. Wielka bolesna modlitwa trwała nieprzerwanie przez 11 dni. 30 października nadeszła tragiczna wiadomość o odnalezieniu ciała Księdza Jerzego w Zalewie Wiślanym. Zrozpaczeni wierni zgromadzeni w kościele usłyszeli krzepiące słowa ks. F. Folejewskiego: "Błogosławieni, którzy umierają w Panu, bo oni żyć będą. Bracie Jerzy, który jesteś przed Bogiem i Matką Niepokalaną, którą umiłowałeś - dlatego nie ze starości, ale z miłości umarłeś, czyli żyjesz, bo miłość się nie kończy. (...) Dlatego, że kochałeś - żyjesz. Żyjesz!".

     Pogrzeb Księdza Jerzego odbył się 3 listopada 1984 r. Ciało kapłana spoczęło w grobowcu przy kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu.

     Księdza Jerzego żegnało około tysiąca kapłanów i ponad 600 tys. wiernych z całej Polski.

     "Ta śmierć jest także świadectwem. Ja modlę się za ks. Jerzego Popiełuszkę. Jeszcze bardziej modlę się o to, ażeby z tej śmierci wyrosło dobro, tak jak z Krzyża - Zmartwychwstanie... Niech będzie ta śmierć źródłem nowego życia..."


Jan Paweł II, 5 listopada 1984 r.

     Matka Sługi Bożego Księdza Jerzego, po pogrzebie syna (30 listopada 1984 r.): "Niech im [zabójcom] Pan Jezus daruje, a oni się nawrócą i wspomną, z kim oni to popełniali. Przecież nie z synem, tylko z Bogiem walczyli..."


Red.


[ Powrót ]