Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy? Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy?
John Eldredge, Stasi Eldredge
"Bóg stwarza Adama i Ewę - mężczyznę i kobietę. Zbliża ich do siebie tak blisko, jak to tylko możliwe. Morderczo blisko. Łączy ich w małżeństwo. A potem żyją już na zawsze szczęśliwie..." Ta historia potoczyła się zupełnie inaczej...... » zobacz więcej
Dziewictwo po ślubie?

     Jeśliby porównać - jak proponuje sławny o. Ksawery Knotz - seks małżeński do piłki nożnej, Kościół temu sportowi wiernie kibicuje. Niestety, zawodnicy często rezygnują z kariery piłkarskiej, nie wychodzą na boisko lub schodzą z niego przed końcem meczu.

     O Krzysztofie i Beacie znajomi przed ich ślubem mówili: "dwie połówki jednej pomarańczy" i tak mówią do dziś. Nie wiedzą, że już pierwsze tygodnie młodej pary okazały się pasmem rozczarowań. Ona odruchowo broniła się przed zbliżeniem, on zastanawiał się, co z nim jest nie tak. Szybko wpadli w tak wielkie poczucie winy - on, że ją krzywdzi; ona, że nie jest w stanie sprostać "małżeńskiej powinności" - że przestali o seksie rozmawiać. Potem stopniowo zaniechali choćby prób współżycia.

     Znajomy ksiądz mówił jej: "dziękuj Bogu, że cię nie zostawił", a jemu: Krzysiek, jeśli nie ma innego wyjścia, to spij ją, potem bądź bezwzględny, a będzie ci dziękować". Tak też zrobił. Po pięciu latach małżeństwa urodziła się Karolinka. Problem jednak zamiast zniknąć, spotęgował się. Beata skoncentrowała się na córce, Krzysztof uciekł w pracoholizm. Kiedy, podczas jednej ze sporadycznych prób zbliżenia z Beatą, zauważył u siebie początki impotencji, przestraszył się. Namówił ją, by zaczęli szukać pomocy. W czasie terapii wróciło do Beaty wspomnienie "złego dotyku" ze strony sąsiada, kiedy miała 5 lat. Wyzwala się z tej traumy, a Krzysztof uczy się asertywności i - jak mówi - męskości w łóżku. Po ośmiu latach małżeństwa zaczynają odkrywać, że "seks jest super".

     NIE JEST JAK NA FILMIE

     Trudno określić, ile małżeństw pełnosprawnych fizycznie ma nieudane życie seksualne i w jakim stopniu. Pewne jest natomiast, że równie często, jak problemy z rozbuchanym, trudnym do okiełznania popędem seksualnym, mamy problemy odwrotne, związane z zahamowaniami w dziedzinie seksu. Z pewnością także jest to ostatnia rzecz, którą chcielibyśmy się przed innymi pochwalić. - Kiedy przyszedłem do poradni rodzinnej, a potem do seksuologa, do którego zostaliśmy skierowani, z początku nie umiałem przełamać wstydu. Mówiłem: "no, mamy pewne problemy w łóżku". Tymczasem przez ostatnie 12 miesięcy, zanim podjęliśmy terapię, próbowaliśmy współżyć trzy razy - aby wywiązać się z otrzymanego w czasie spowiedzi nakazu. I była to kompletna klapa - wspomina Krzysztof.

     - Często nowożeńcy wyobrażają sobie wspaniałą - jak w filmie - relację na płaszczyźnie ducha i ciała, że będzie pięknie, romantycznie i żarliwie! A tu nic! Przypatrują się sobie, zastanawiają, co się dzieje, a potem zaczynają się konflikty, przerzucanie się winą. Unikanie współżycia się utrwala - mówi Ewa Maciocha, psychoterapeuta, seksuolog kliniczny z ponad 20-letnim stażem, jedyny seksuolog katolicki - ekspert w Sądzie Metropolitalnym w Warszawie. Według jej szacunków, małżeństw, które zupełnie nie współżyją ze sobą, jest nie więcej niż 10%, jednak różnego rodzaju zahamowania życia seksualnego przeżywa 30-40% par. - Każdy ma jakiś problem, jakąś trudność w sferze seksualnej. Nie ma w tej kwestii ludzi bezproblemowych. Zresztą wszystkie problemy małżonków przekładają się na ich seks - tłumaczy o. Ksawery Knotz OFMCap, znany rekolekcjonista, redaktor portalu www.szansa-spotkania.net i autor książek ukazujących piękno małżeńskiego aktu seksualnego.

     LĘKI I BÓL GŁOWY

     Przyczyn, dla których pozornie udane, pełnosprawne fizycznie małżeństwa nie współżyją ze sobą, może być wiele. Jedną z najczęstszych jest lęk któregoś z małżonków, głównie kobiety, przed zbliżeniem. - Ten lęk bierze się z historii naszego życia. Już jako dzieci obserwujemy, jak do siebie odnoszą się rodzice, jakie modele społeczne i wzorce nam przekazują. Ważne jest, czy w naszych domach, ale także w szkole, mówiło się o seksie jako czymś dobrym i radosnym, czy złym, brudnym,i wstydliwym. To wszystko warunkuje, czy mamy pozytywny, czy negatywny stosunek do naszego ciała i ciała drugiego człowieka. Niestety, takie złe podejście do spraw seksu często zdarza się w rodzinach osób wierzących - tłumaczy Ewa Maciocha. Innymi dość powszechnymi przeszkodami we współżyciu seksualnym są: obawa przed ciążą i porodem, lęk przed kolejnym dzieckiem oraz lęk przed stratą dziecka - kiedy poprzednia ciąża skończyła się poronieniem.

     - Przed małżeńskim seksem uciekają także kobiety, wobec których w dzieciństwie przekroczone zostały pewne granice. Trauma spowodowana "złym dotykiem" wraca najczęściej właśnie przy okazji inicjacji współżycia seksualnego. Niemal zawsze wymaga leczenia. Głowa spycha ją do podświadomości, ale ciało nie zapomni - tłumaczy Ewa Maciocha. - Ucieczka przed seksem cechuje także m.in. osoby, które mają urazy związane z zabiegami medycznymi okolic intymnych oraz - co może zaskakiwać - kobiety niezależne, kontrolujące wszystko. Nie dopuszczają partnera, ponieważ boją się stracić kontrolę nad sytuacją, nad sobą samą. U wszystkich wspomnianych kobiet sama myśl, że wieczorem może dojść do współżycia, powoduje rozdrażnienie i narastający przez cały dzień lęk - mówi psychoterapeutka.

     Często mężowie skarżą się, że żonę ciągle boli głowa, że przedłuża toaletę w łazience i czeka aż on zaśnie, lub myje się pierwsza, a kiedy ten, czysty i pachnący, wychodzi z łazienki - ona śpi lub udaje, że śpi, a gdy ją obudzić - "wszelka złość, byle nie złość żony" (por. Syr 25,13). Są też takie żony, które szukają okazji do konfliktu, co pozwoli którejś ze stron obrazić się i odstąpić od współżycia. - Te wszystkie kobiety zrobią wszystko, żeby do aktu seksualnego nie doszło. Takich par przychodzi do mnie wiele - sumuje Ewa Maciocha. Jednocześnie zastrzega, że wiele z powyższych lęków może dotyczyć także mężczyzn: - Spotykam się z przypadkami, kiedy mężczyzna nie ma w momencie ślubu pewności, czy robi dobrze. Nie chce uciekać od ołtarza, więc mówi "tak". Wie jednak, że "nieskonsumowane" małżeństwo łatwiej rozwiązać, więc od początku unika współżycia, aby mieć możliwość odwrotu - mówi.

     Oczywiście, olbrzymim problemem we współżyciu małżonków może być zdrada, która często może wręcz uniemożliwiać osobie zdradzonej współżycie z niewiernym współmałżonkiem.

     CEL: DZIECI!

     Kulą u nogi wszelkiej radości, jaką może dać małżonkom akt seksualny, jest kupczenie seksem, instrumentalne jego traktowanie. Często seks nie jest darem dla współmałżonka, ale narzędziem kary, nagrody, szantażu, zemsty lub innego rodzaju manipulowania współmałżonkiem, w czym celują kobiety. - Seks, gdy staje się argumentem, przestaje być wspólnym spotkaniem, doświadczeniem jedności małżonków, miłości i akceptacji - tłumaczą zgodnie psychoterapeuci rodziny. Taki seks nie dostarcza przyjemności, ale ją niszczy.

     Klasyczny przykład instrumentalnego traktowania seksu to także zgłaszające się do seksuologów pary, które chcą współżyć jedynie po to, aby mieć dziecko. Zależy im na "złotym strzale", który uczyni ich rodzicami, a potem seks idzie w kąt. - To bardzo trudne dla partnera, słyszeć: "nie chcę ciebie, ale chcę mieć dziecko, które mi dasz". A gdzie wzajemne oddanie, bycie dla siebie prezentem? - pyta Ewa Maciocha. Dlatego terapia małżeństw przeżywających kłopoty z seksem nie zmierza bezpośrednio do prokreacji, ale koncentruje się na przywracaniu normalności: najpierw małżeństwo, czyli seksualność, wzajemna relacja, radość i przyjemność ze współżycia, a potem rodzina i dziecko.

     Takie postępowanie potwierdzają także procedury stosowane wobec rodziców adopcyjnych. Zdarzają się "zapracowane", zajęte rozwojem kariery zawodowej pary, które nie mają czasu na kontakty seksualne, a na pytanie o dzieci odpowiadają: najwyżej adoptujemy. Ale warunkiem adopcji jest uporządkowanie najpierw sfery kontaktów seksualnych małżonków starających się o adopcję. - Jeśli nie są otwarci na życie, które powinno przyjść drogą naturalną, to prawie na pewno nie będą otwarci na życie, które przyjdzie do nich drogą adopcji. Nim zacznie się być rodzicami, trzeba być w pełni małżonkami. Bliskość fizyczna jest darem, ale i zadaniem - mówi Anna Lipska, psycholog rodzinny z Katolickiego Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego w Warszawie.

     NIE ZANIEDBYWAĆ SIEBIE

     Brak komunikacji jest jednym z najważniejszych problemów we wzajemnych relacjach małżonków. - Na wrażliwej płaszczyźnie seksualnej bardzo łatwo odbijają się wszelkie zranienia z innych płaszczyzn - brak zaufania, gniew, niezrozumienie, niewyjaśnione spory, zaniedbania wobec współmałżonka, zaniedbania bliskości z nim itd. Wtedy ludzie wypalają się, zaczynają tracić zainteresowanie seksem - tłumaczy Anna Lipska. - I nie jest prawdą, że po pięćdziesiątce płomień wewnętrzny gaśnie. Jak się płomienia nie podtrzymuje, to gaśnie! - dodaje. - Nieprawdą jest, że aktywność seksualna kobiet po menopauzie całkowicie wygasa - potwierdza Ewa Maciocha.

     - Ona się jedynie zmienia: kobieta nie ma już balastu nieplanowanej ciąży, ma więcej czasu, może zadbać bardziej o siebie. To raczej stereotypy dyktują, że seks ludzi starszych nie wygląda dobrze - kontynuuje Ewa Maciocha. - Ludzie już "pomarszczeni" także potrzebują seksu. Potrzebują dotyku, bliskości - mówi wprost o. Knotz. - Tymczasem często ludzie starsi poświęcają więcej czasu swoim dzieciom, wnukom, sąsiadkom czy wysiadywaniu w kościele niż współmałżonkom.

     - Do współżycia można wrócić nawet po latach i to w starszym wieku - zapewnia Ewa Maciocha.

     W końcu trzeba powiedzieć, że wielu po prostu nie docenia tej dziedziny życia, jaką są kontakty seksualne w małżeństwie.

     - Żyjemy w pośpiechu, nie dajemy tym kontaktom priorytetu. Dobrze jest celebrować akt seksualny, zaplanować go, zadbać o nastrój, o to, by być dla współmałżonka atrakcyjnym. Jeśli mąż, zamiast zająć się żoną, do drugiej w nocy siedzi przy pracy, niech nie liczy na udany seks - zauważa o. Ksawery Knotz.

     IM PRĘDZEJ, TYM LEPIEJ

     I co z tym robić? Przede wszystkim trzeba ze sobą porozmawiać. Potem wybrać kompetentnego specjalistę. Nie z ogłoszeń w prasie, ale przez osobę, do której mamy zaufanie. Można zasięgnąć opinii w poradni przykościelnej, których jest w stolicy wiele. - Najlepiej iść do seksuologa, który podziela wyznawane przez nas wartości. Ale jeśli mamy mocne fundamenty wiary - pomoże nam każdy seksuolog,- także ten, od którego możemy usłyszeć: "niech pan/i poszuka innego partnera". Nie ze wszystkich rad trzeba przecież korzystać - tłumaczy Ewa Maciocha.

     Im prędzej zaczyna się terapię, tym lepiej. - Duża w tym rola otoczenia pary małżeńskiej: znajomych, rodziny, duszpasterzy. Powinni naciskać na małżonków, aby szukali fachowej pomocy. Jeżeli zwlekają, negatywne skutki braku współżycia się nawarstwiają. W efekcie mamy nieraz piękne, młode pary, które sypiają pod dwoma kołdrami, w oddzielnych pokojach - dodaje Ewa Maciocha. Najmłodsza para, która zwróciła się do niej o pomoc, miała 8-miesięczny staż małżeński. Byli jednak i tacy, którzy zgłaszali się po 15 latach niepowodzeń i frustracji. - W terapii chodzi zazwyczaj o rozpoznanie tego, co nas blokuje. Pracujemy nad obrazem ciała, zmianą schematów myślowych co do siebie, współmałżonka, seksualności, zakazów i nakazów - opisuje Ewa Maciocha.

     Terapia trwa zazwyczaj od kilku miesięcy do roku. Zawsze dotyczy obojga małżonków, choć pracuje się z nimi w przeważającej mierze osobno. - Seks jest ich wspólną sprawą, jednak w ich porażkach na ogół mają różny udział. Pracuje się głównie z osobą, której udział jest większy, czyli najczęściej z kobietą. Jednak, kiedy żona w czasie zbliżenia syknie na męża, a on od razu odstępuje, to i z nim trzeba popracować nad asertywnością, aby mądrze prowadził żonę przez kolejne próby zbliżeń - tłumaczy Ewa Maciocha i zastrzega: - Terapia zmierza nie tyle do tego, żeby wreszcie zaczęli współżyć, ale aby uzyskali radość z tej formy kontaktu, aby akt seksualny dostarczał im przyjemności i wzmacniał więzi, bo po to go Pan Bóg stworzył.

     BIAŁE MAŁŻEŃSTWA?

     Brak współżycia spowodowany zranieniami i traumami jest bardziej zrozumiały niż przypadki świadomej i dobrowolnej rezygnacji z małżeńskiego seksu. - Jeśli to decyzja obojga, jeśli to małżonkom nie dokucza, to mają do tego prawo. Nie można nikogo zmusić do współżycia. Pozostaje jednak pytanie, co robią ze swoim popędem seksualnym? - pyta Anna Lipska, - Nie rozumiem, jak można sobie normalnie w małżeństwie odmawiać seksu, bo seks jest bardzo ściśle związany z biologią. Kobiety często myślą, że jeśli one nie potrzebują seksu, to mężczyzna także się obejdzie. Tymczasem on ucieknie w pornografię. Gdy jest zdrowy, produkuje ponad 25 min plemników na godzinę. Nie współżyjąc seksualnie ze swoją żoną przeżywa napięcia. Przychodzi do mnie wielu panów, którzy tak właśnie wpadli w uzależnienie od masturbacji - tłumaczy Ewa Maciocha. - Obiecywanie sobie, nie tylko na progu małżeństwa, że "nie będziemy współżyć", to objaw niedojrzałości - twierdzą zgodnie zajmujący się małżeńskimi problemami duszpasterze i terapeuci.

     - Święty Tomasz pisał o nakierowywaniu pożądliwości. Nad seksem jest rozum, a życie bez seksu jest możliwe. Jest przecież celibat kapłański, zakonny czy ten, do którego zobowiązują się konsekrowane dziewice. Nie każdy jednak ma powołanie do celibatu - tłumaczy ks. Marek Kruszewski.

     - Każdy stan życia, powołanie, sytuacja zdrowotna wymaga adekwatności. Jeśli się jest kawalerem lub panną, celibatariuszem lub wdowcem - żyje się we wstrzemięźliwości seksualnej. To samo dotyczy czasu choroby czy menstruacji u kobiet. Może to być także rodzaj postu w jakiejś intencji, ale każdy post jest z zasady czasowy. Jeśli zaś jest się mężem swojej żony, nie należy jej zaniedbywać - mówi Anna Lipska.

     W tym kontekście trzeba spojrzeć na tzw. białe małżeństwa, których Kościół nie propaguje. - Para, która z jakichś powodów ze sobą nie współżyje, to niemal zawsze nie małżeństwo białe, ale dotknięte problemem - mó-iwi o. Knotz. Co innego, gdy sprawa dotyczy osób rozwiedzionych, będących w nowych związkach niesakramentalnych, z których wspólnie wychowują dzieci. Osoby te cały czas zobowiązane są do wierności swoim sakramentalnym małżonkom, ale dla dobra dzieci prowadzą wspólne życie. Wtedy deklarują całkowitą wstrzemięźliwość seksualną, aby na ściśle określonych warunkach móc uczestniczyć w życiu sakramentalnym Kościoła. Choć potocznie można je nazwać "białymi małżeństwami", to nie są to de facto małżeństwa.

     KTO STWORZYŁ SEKS?

     Czy uprawnione jest kojarzenie seksu z czymś, co się Panu Bogu nie podoba? Dlaczego artykuły na ten temat w prasie katolickiej albo kazania o współżyciu seksualnym wydają się wciąż czymś niestosownym, a w niektórych domach na czas małżeńskiego aktu odwracane są do ściany święte obrazki "żeby się Pan Jezus nie zgorszył"? Takie manichejskie podejście jest jednym z największych nieporozumień. Nie dopracowaliśmy się nawet - poza językiem fachowym - odpowiedniego słownika pojęć, którym moglibyśmy się bez skrępowania posługiwać, mówiąc o sprawach seksu. Tymczasem Kościół naucza jednoznacznie, że "akty, przez które małżonkowie jednoczą się z sobą w sposób intymny i czysty, są uczciwe i godne" ("Gaudium et Spes", 49).

     Nie bez racji łoże małżeńskie przyrównuje się do ołtarza, na którym małżonkowie ofiarowują się sobie. Nie bez racji też mówi się, że przykazanie "Nie będziesz pożądał żony bliźniego swego" znaczy to samo, co "będziesz pożądał żonę swoją". - Pan Bóg, choć mógłby zaludnić ziemię w każdy inny sposób, wybrał nam akt seksualny, zrobił z nas swoich współpracowników - ocenia Ewa Maciocha.

     Jeśli seks porównać - za o. Ksawerym Knotzem - do piłki nożnej, to nie powinniśmy oddawać gry walkowerem. Trzeba tylko grać w stałym składzie i wg przyjętych na ślubie zasad. Czasem faulujemy i jesteśmy faulowani, czasem piłka wychodzi na aut, jednak "gra polega na tym, że trzeba jak najszybciej odzyskać piłkę i mecz toczy się dalej". Są tacy, którzy w tym samym składzie grają od 40 lat i na ogół wygrywają.

     Gdzie "naprawić" małżeński seks?

  • Archidiecezjalna Poradnia Katolicka, ul. Nowogrodzka 49; tel. 022 629 02 61 (pon-pt: godz. 15.00-19.00)
  • Ośrodek Pomocy Psychologicznej SPCh i Caritas A.W., ul. Bednarska 28/30; tel. 022 828 54 83 (pon-pt: godz. 10.00-20.00); www.opp.bednarska.wawrszawa.pl
  • Centrum Pomocy Duchowej - Wspólnota Trudnych Małżeństw SYCHAR, ul. Skaryszewska 12; tel. 022 670 17 33 (od. godz. 15); www.sychar.org
  • Szansa Spotkania - portal prowadzony przez o. Ksawerego Knotza OFMCap., www.szansaspotkania.net
  • Poradnia Seksuologiczna i Patologii Współżycia, ul. Dolna 42; tel. 022 841 26 13 (cięższe przypadki - ośrodek specjalistyczny, nie typowo chrześcijański)



Radek Molenda


Tekst pochodzi z Tygodnika

6 grudnia 2010



Rodzina. Szczęście i droga krzyżowa Rodzina. Szczęście i droga krzyżowa
Bp Jan Szkodoń
Niniejsza książka to zbiór rozważań na temat powołania do życia małżeńskiego i rodzinnego. Współczesny Kościół na nowo odkrywa i podkreśla rolę, jaką mają w nim do odegrania świeccy. Refleksje krakowskiego pasterza wpisują się w ten nurt. Biskup podkreśla, że życie w małżeństwie i rodzinie też jest powołaniem, a wszyscy członkowie rodziny są wezwani do realizacji Chrystusowego "Pójdź za Mną!". ... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 a: 02.03.2017, 12:03
 Jesteśmy miesiąc po ślubie i nie umiemy współżyć. Wszyscy mówią, że to natura, instynkt, a nam nie wychodzi :(
 walkaplci: 22.01.2017, 23:53
 Jestem w szoku, jak bardzo ludzie są w stanie walczyć z wiatrakami, przykładając temu łatkę świętości. Na początku pomyślałem, że to rozdmuchane ego, świadczyłyby o tym teksty o "prawdziwej miłości", atakowanie "brudnych ludzi" i poczucie wyższości nad tymi zwierzętami, pragnącymi się dotykać i robić inne rzeczy z osobami które kochają. Może jednak to po prostu obrona ? Większość osób, nawet tutaj, została poddana indoktrynacji i ma seks skojarzony z konkretnymi emocjami i działaniami. I właśnie to próbował (a jak nie, to powinien) zrobić powyższy artykuł (niezbyt mu to wyszło). Zniszczona, zniesmaczono to co zbliża nas nie tylko do drugiego człowieka, ale daje siłę i moc do działania, robiąc z tego coś złego. Część ludzi którzy są aseksualni (nawet jeśli nie wiedzą, że są) lub mają silną wiarę, jest w stanie to wytrzymać (wytrzymać, dobre słowo, bo czytając np. @myslecinaczej widać ile ich to kosztuje i jak zmienia to postrzeganie ich samych), ale większości puszczają w pewnym momencie hamulce i zatracają się, zupełnie tracąc kontrolę i wpadając często na przeciwny biegun wahadła. Szatan musi się nieposiadać z radości, jak coś co Bóg stworzył do umacniania więzi i zbliżania ludzi do niego, jest przez nich wykorzystywane do autodestrukcji. Czy nikt z was nie pamięta, że zostaliśmy stworzeni na obraz Boga? Objawia się to nie tylko przez miłość, ale i pragnienie stwarzania. Gdy dwie kochające się osoby łączą się w trakcie seksu, tworzą nowe życie ! To jest moc dana nam przez Boga i radość jaka z tego płynie jest jedną z największych radości jaka została nam dana. Też dlatego, że umiejętnie przeżyta, zbliża nas do Boga (przynajmniej ja tak to czuję). Dodatkowo inne myślenie, chęć tworzenia dla dobra całego świata i bezinteresowna miłość, to może być udziałem wszystkich ludzi. Oczywiście, to co obecnie się pokazuje w mediach to tylko śmieszna namiastka, ale dla ludzi oddalonych od Boga, ta namiastka jest jak woda dla człowieka umierającego z pragnienia. Ps. Ponieważ mam wykształcenie pokrewne do medycyny, dla tych, których to przekonuje, proponuję poczytać o biologi seksu. Oksytocynie (hormonie przywiązania, wydzielanym głównie w trakcie orgazmu i podczas karmienia dziecka, który udowadnia, że jednym z podstawowych zadań współżycia jest tworzenie przywiązania i "łagodzenie obyczajów". Dodatkowo na jego podstawie nawet ateiście można wytłumaczyć, że seks przed ślubem to głupota). Ryzyku związanym z SSRI, które nie tylko szkodzą w przypadku pragnienia kobiety bycia w stanie błogosławionym, ale niszczą libido i psychikę (są zamienniki, nie rozumiem czemu jeszcze się to sprzedaje i krzywdzi ludzi). Jak seks jest powiązany z naszym zdrowiem i dlaczego masturbacja jest taka negatywna (zarówno dla kobiet jak i mężczyzn) z biologicznego punktu widzenia, a nie tylko dlatego, że robi z nas egoistów.
 myslecinaczej: 28.03.2016, 23:49
 portal propagujacy seks raczej nie jest portalem katolickim! Seks to zlo, ktore jest konsekwencja grzechu pierworodnego! To zlo meczy nas mezczyzn kazdego dnia, zabija nasza godnosc i czlowieczenstwo, nie pozwala patrzec na nasze zony z miloscia doskonala, przyslania nam rozum tym tragicznym uczuciem popedu! Ale takie sa skutki grzechu....
 Małżonek: 10.12.2014, 16:24
 To może zaskakiwać - kobiety niezależne, kontrolujące wszystko, nie dopuszczają partnera, ponieważ boją się stracić kontrolę nad sytuacją, nad sobą samą. Co z tym "fantem" zrobić kiedy jest już dziecko?
 Magdalena: 22.09.2014, 21:58
 Kochani (a zwracam się zwłaszcza do kilku ostatnich osób komentujących), jeśli już usiłujecie przekonywać jak Waszym zdaniem ten, jak to piszecie 'seks' jest niezastąpienie ważny i krytykować wszelkie odmienne opinie, to przynajmniej starajcie się podkreślać o jaki ten 'seks' powinno chodzić, aby móc stwierdzić, że jest on rzeczywiście 'dobry'. Bo zbyt wiele osób niestety rozumuje to w kontekście uprawiania 'seksu dla seksu', dla zażywania rozkoszy i zaspokajania się, a nie o to powinno w tym chodzić, aby móc uznać to za moralnie prawdziwie 'dobre', stąd nieporozumienia. Pani Agnieszko, nikt nie mówi, że coś jest samo w sobie 'złe i zwierzące', ale nie można też twierdzić, że każdy tzw. 'seks' jest dobry, byle w małżeństwie - wszystko zależy od tego, w jaki sposób się go przeżywa i czy rzeczywiście jest w nim miłość czy tylko sam 'seks'. Natomiast wszystkie osoby o odmiennym zdaniu próbują zwrócić uwagę na coś szalenie ważnego - a mianowicie na to, iż 'seks' nie może być aż tak ważny, aby jego ewentualny brak miał zagrażać miłości! - bo wtedy rzeczywiście trudno mówić o jej istnieniu w formie autentycznej. A co w wyniku wypadku czy choroby niepozwalających na ten rodzaj aktywności fizycznej - rozwód, koniec miłości?! Dlatego właśnie trzeba umieć kochać prawdziwie, nawet w takich okolicznościach, kiedy nie można już zażywać razem przyjemności (choć wcale nie o przyjemność powinno tu chodzić). Prawdziwa miłość w takiej sytuacji potrafi przetrwać i kwitnąć z wielką czułością i opieką nad drugą osobą, natomiast ta uzależniona od seksu nie. Dlatego tak ważne jest, aby potrafić kochać drugiego człowieka autentycznie, a nie dopóki będzie można przeżywać razem przyjemność i tylko pod warunkiem jej przeżywania - to nie świadczy o miłości autentycznej, która jest bezwarunkowa i nie umiera z powodu braku tej czynności, lecz potrafi zastąpić ją czułością i prawdziwym oddaniem się drugiej osobie na zawsze, na dobre i na złe (a nie dopóki jest miło i przyjemnie).
 nie mama: 31.07.2014, 09:31
 a ja chce sie kochać a mój mąż wiecznie zmeczony.... u nas seks nie istnieje :/
 anonim: 26.05.2014, 22:47
 Artykuł całkiem ciekawy. Moim zdaniem zabrakło w nim tylko wpisy że motylki w brzuchu niezbędne są do złamania bariery wstydu. Tak jesteśmy stworzeni że natura poprzez te motylki w brzuchu ułatwia nam cielesne zbliżenie. Kościół kłamie że seks po ślubie będzie czymś wspaniałym po latach poznawania i oczekiwania bycia mężem i żoną. Motylki łamią kompleksy i zachamowania. Wiem bo przeżyłem to na własnej skórze. Seks musi być przed ślubem bo jest testem czy pasujemy do siebie też w tej materii tak jak i zamieszkanie razem. Po latach wiem że dziewictwo w późnym wiekiem może być przekleństwem. Ludzie dają się zmanipulować i seksualnie zniewolić w imię wiary. A tracą pewność siebie i swą seksualność. Kościół ma rację że do seksu trzeba dojrzeć. Myli się że nie należy go poznać przed ślubem.
 Max: 19.03.2014, 12:45
 Oczywiscie ze seks jest wazny tak samo jak inne "dziedziny"zycia. Problem wielu ludzi jest to ze bedac cielesnymi i duchowymi istotami staraja sie poprzez swoje zycie pokazac ze tak nie jest (tylko nie wiadomo po co) Tzn albo "uzywaja" tylko ciala albo tylko ducha a to blad w wiekszosci przypadkow zwyklych ludzi (a takich jest 99,9% na ziemi) Bo wiekszosc ludzi poki co ma na tyle silny poped ze seks jest dla nich wazna sprawa. I nie ma co opowiadac bajek ze taki ktos kocha mniej albo gorzej. Analogicznie jest z posilkami jeden zje na obiad kromke chleba a drugi trzy daniowy obiad. Czy w zwiazku z tym ten drugi jest gorszy? Nie po prostu ma inne potrzeby. Kazdy jest inny i przewaga zawsze bedzie w jedna albo druga strone ale nie powinna to byc skrajnosc . Czesto skrajnosci koncza sie u psychiatry. Poczytajcie sobie ile jest ludzi sfrustrowanych i z poczuciem winy w zwiazku z tematem seksu i jak to fatalnie wplywa na ich zycie. Wszystko przez skarajnosci bo albo majac poped zagluszaja go co z czasem uderza ze zdwojona sila albo niezdrowo go zaspakajaja wpadajac w dewiacje seksualne. Wypierac sie ze potrzebuje cos dla ducha jest tak samo nierozsadne jak twierdzic ze nie potrzeba mi nic dla ciala. Owszem wiecej czy tez mniej ale wiekszosc ludzi potrzebuje. Jesli chodzi o malzenstwo Kto nie potrzebuje niech nie wspolzyje i to jest ok. ale jesli nie "meczy" swoim postanowieniem drugiej osoby. Kto natomiast potrzebuje to podobnie tylko "niech nie meczy" tej drugiej osoby. Dlatego nalezaloby spotkac sie gdzies w polowie drogi wtedy byloby to idealne rozwiazanie.
 Max: 19.03.2014, 10:26
 Oczywiscie ze seks jest wazny tak samo jak inne "dziedziny"zycia. Problem wielu ludzi jest to ze bedac cielesnymi i duchowymi istotami staraja sie poprzez swoje zycie pokazac ze tak nie jest (tylko nie wiadomo po co) Tzn albo "uzywaja" tylko ciala albo tylko ducha a to blad w wiekszosci przypadkow zwyklych ludzi (a takich jest 99,9% na ziemi) Bo wiekszosc ludzi poki co ma na tyle silny poped ze seks jest dla nich wazna sprawa. I nie ma co opowiadac bajek ze taki ktos kocha mniej albo gorzej. Analogicznie jest z posilkami jeden zje na obiad kromke chleba a drugi trzy daniowy obiad. Czy w zwiazku z tym ten drugi jest gorszy? Nie po prostu ma inne potrzeby. Kazdy jest inny i przewaga zawsze bedzie w jedna albo druga strone ale nie powinna to byc skrajnosc . Czesto skrajnosci koncza sie u psychiatry. Poczytajcie sobie ile jest ludzi sfrustrowanych i z poczuciem winy w zwiazku z tematem seksu i jak to fatalnie wplywa na ich zycie. Wszystko przez skarajnosci bo albo majac poped zagluszaja go co z czasem uderza ze zdwojona sila albo niezdrowo go zaspakajaja wpadajac w dewiacje seksualne. Wypierac sie ze potrzebuje cos dla ducha jest tak samo nierozsadne jak twierdzic ze nie potrzeba mi nic dla ciala. Owszem wiecej czy tez mniej ale wiekszosc ludzi potrzebuje. Jesli chodzi o malzenstwo Kto nie potrzebuje niech nie wspolzyje i to jest ok. ale jesli nie "meczy" swoim postanowieniem drugiej osoby. Kto natomiast potrzebuje to podobnie tylko "niech nie meczy" tej drugiej osoby. Dlatego nalezaloby spotkac sie gdzies w polowie drogi wtedy byloby to idealne rozwiazanie.
 mocno wierzący: 12.03.2014, 18:04
 To prawda ze ludziom przed ślubem maja czesto zbyt duży wstyd by rozpocząc oddanie sie nie tylko emocjonalnie ale i w akcie osobowym. w wielu przypadkach pomocne jest obu pólne zaufanie np;ze oboje w zaufaniu stopniowo zwalczymy ten nadmiar wstydu,trzeba by w pełni zaufac Bogu i drugiej stronie.a zdrugiej strony to niedojrzałośc emocjoalna ma na to spory wpływ,ponadto kompleksy ,lęki.jestem taką osobą.Nie bójcie sie otworzyć drzwi serc na przyjęcie Jezusa Chrystusa.pozdrawiam .Odwagi.
 Agnieszka: 05.02.2014, 01:48
 Dopiero teraz trafiłam na ten artykuł, bardzo mądrze napisany swoją drogą. Potem przeczytałam komentarze i włos jeży się na głowie, bo albo ktoś nie potrafi czytać ze zrozumieniem, albo usilnie próbuje wmawiać jakieś chore racje. Jesteśmy istotami, które mają potrzebę bliskości cielesnej, tak stworzył nas Pan i o ile ta bliskość jest realizowana w małżeństwie, pomiędzy dwiema kochającymi się osobami, to jest wspaniała. W komentarzach pojawia się natomiast zarzut stawiania w artykule seksu na piedestał, co nie jest prawdą. Seks jest tu pokazany jako ważna część małżeństwa, ale nie najważniejsza. Napisane jest też ( i to zapewne tak zdenerwowało komentujące), że brak pociągu seksualnego w zwykłym małżeństwie (nikt tutaj nie mówi o jakiś szczególnych przypadkach typu choroba) jest nienormalny, bo nie jest. Dwoje kochających się ludzi odczuwa do siebie pociąg, a hamowanie go na siłę nie jest dobre w takim przypadku. Ludzie w dziwny sposób próbują się umartwiać, uważając, że im bardziej zrezygnują z czegoś pięknego, tym bardziej przypodobają się Bogu. Panie z poniższych komentarzy powinny się zgłosić do specjalisty jeśli są w małżeństwie i uważają seks za coś 'złego i zwierzęcego', bo to nie jest normalne. Seks u dwojga kochających się ludzi w sakramentalnym związku to jedna z najpiękniejszych rzeczy i nic w niej nie ma upadlającego czy brudnego i nieczystego.
 tilt 67: 25.01.2014, 13:57
 jak to czytam (opinie ludzi) to jestem trochę przerażony dlatego ludzie (katolicy) jak negatywnie pod chodzą do seksu .przecież to jest na prawdę piękne i dobre .Ja przez długi czas byłem bardzo zahamowany w tej dziedzinie( z wyjątkiem częstej masturbacji bo popędu nie się oszukać niestety ) nie chciałem się na kobiety "rzucać" ciągnąć ich jak najszybciej do łózka. Z domu bardzo ortodoksyjnie katolickiego wyniosłem przed świadczenie że seks jest brudny zły ze to negatywna strona człowieczeństwa...... miałem ciągłe wyrzuty sumienia za masturbacje chciałem się nawet wykastrować by nie czuć popędu i ciągłym wyrzutów sumienia .Potem się poddałem przestałem chodzić do spowiedzi bo właściwie ciągle spowiadałem się z tego samego Kobiety- kochałem je romantycznie z daleka od tego "brudnego seksu" "na kolanach" i uwielbieniu dawałem kwiaty pisałem piękne wiersze byłem na każde ich skinienie szczytem perwersji seksualnej było wzięcie ich za rekę. Kobiety na początku mówiły że lubią delikatnych romantycznych facetów ale potem odchodziły z pełnymi seksu menami. I tak dotrwałem prawie 30 lat coraz bardziej samotny i zgorzkniały .Moja obecna Zone tez pokochałem ta żarliwo romantyczna miłością ona nie dawała mi Żadnej szansy na związek ( z przekąsem mówiła że" mam jedna szanse na milion") - potrafiła mnie wyprosić za drzwi znudzona moja natarczywością i skomleniem Kochała się bardzo w pewnym marynarzu przy którym ja nie miałem najmniejszych szans. Los a ja myślę , że Bóg chciał abyśmy pojechali wspólnie do pracy na wakacje (nie miała pieniędzy na utrzymanie po skończeniu studiów i musiała koniecznie pracować - tam ten związek z marynarzem uległ zerwaniu )Tam poznała mnie bliżej i od innej strony ....ze jestem dobrym delikatnym opiekuńczym facetem zaradnym i zdecydowanym kiedy trzeba. Kiedyś trochę przypadkowo doszło miedzy nami do zbliżenia i mówię mam było to najpiękniejsze doświadczenie mojego życia jakie przeżyłem dotąd (wiem że powiedzie ze zgrzeszyłem ciężko .zhańbiłem ciało itp. wiem to bo wywodzę się z rodziny gdzie Telewizja Trwam i radio Maryja dotąd jest obecne na okrągło) Ja nie żałuje niczego okazało ze cieleśnie posujemy do siebie prawie idealnie. JA byłem prawiczkiem (w wieku prawie 30 lat to cos dziwnego prawda) ona miała już kilku partnerów Po latach powiedziała ze nigdy nie spodziewała się ze taki zakompleksiony, fajtłapowaty zaniedbany facet będzie takim czułym i dobrym kochankiem Potem pokochała mnie prawdziwie. Od 15 lat jesteśmy małżeństwem- mamy dwójkę kochanych bardzo dzieci i mimo poważnego kryzysu (nie dawno ) udało mam się z niego wyjść ( z wielkim trudem ale warto było walczyć to historia ma osobny post) i jest teraz tak jak na początku małżeństwa. TAK na marginesie dodam że widzieliśmy się na rok przedtem jak się poznaliśmy ja na fotografii koleżanki (już wtedy chciałem ja bardzo poznać) ona na koncercie Rockowym ten długowłosy "metalowiec" i podbitym przez bramkarzy okiem to byłem ja) Po zerwaniu związku mojej kobiety z poprzednim facetem ona modliła się do BOGA o faceta który ja bardzo pokocha ..mówiła z płaczem że może być bez ręki ... ale jak - czy utrzyma rodzinę pomyślała - to niech będzie bez palca .... i ja nie mam palca od urodzenia ..... dziwne prawda a ja myślę że BOG tak chciał ...... dlatego ludzie cieście się z seksu to prawdę łączy i spaja kochających się ludzi w jedno . Nie chodzi mi tu o zdrady uprawianie sex -u z przygodnym partnerem dla sportu sex grupowy czy inne tego typu zachowania tylko o sex w stałym związku i trwałość małżeństwa. Na prawdę ciężko jest utrzymać trwałość związku ( bo był JUŻ sakrament- ja jestem po ślubie sakramentalnym) bez jedności i szczęścia w tej dziedzinie POZDRAWIAM SERDECZNIE TILT 67
 Ania: 14.10.2013, 19:50
 wlasnie.Autor tego textu mial klapki na oczach piszac ten artykul. A co z osobami chorymi?Sa skazani na samotnosc?TEn co to pisal nie zna zycia tylko powtarza frazesy. Biale m. jak najbardziej dotyczy osob chorych ktore nie moglyby wychowac dzieci. Ksieza przeciez tego nie uczynia ani Kosciol.Czemu nie bylo mowy o chorych? Co za zawezenie horyzontow i zascianek
 katoliczka: 05.02.2013, 22:43
 Sex jest bardzo mocno w naszej kulturze przereklamowany. Dodatkowo jedynie słuszna wydaje się być opinia większości (tylko oni mają rację, reszta to "odmieńcy"). Wyobraźmy sobie sytuację: jedna z osób w małżeństwie z jakiegoś powodu przestaje móc współżyć (np. choroba) z przyczyn od siebie niezależnych. Druga strona nie przyjmuje tego z radością... A chcą być razem i chcą być sobie wierni bo tak było do tej pory. I CO? TO KONIEC ZWIĄZKU!? Są z góry straceni bo sex jest aż tak ważny? W moim odczuciu podstawą związku, jak i wszystkiego innego w życiu, jest prawdziwa MIŁOŚĆ (nie mylić z "motylami w brzuchu"). To na niej opieramy wszystko to co w pełni wartościowe i prawdziwie dobre. Sex jest dobry i z niej powinien wypływać i jej służyć. To on jest sługą miłości, a nie na odwrót. Nigdy nie powinien być traktowany tylko jako zaspokajanie naturalnych potrzeb. Naprawdę jeśli coś wypływa z miłości służy związkowi. Dlatego uważam, że białe małżeństwo, nawet z wyboru, to niekoniecznie musi być fenomen na skalę ogólnoświatową, dziwactwo i zaprzeczenie naturze człowieka itp. Być może, w pewnych szczególnych wypadkach, może być tej NATURY WSPANIAŁYM UWZNIOŚLENIEM. Kościołowi Katolickiemu życzę natomiast odświeżenia nieco zagadnień i zasad regulujących życie seksualne małżonków. Są oni niejako "skazani" na sex. Skazani na dzieci. Małżeństwo jest tu wybitnie nastawione na dzieci. A mam odczucie że jego jedynym prawdziwym sednem jest MIŁOŚĆ, jej urzeczywistnienie w życiu dwojga ludzi. Z tego dzieci mogą wynikać, choć NIE MUSZĄ. Nie tylko z powodu bezpłodności ale też wyboru. Nie mam oczywiście nic przeciwko współżyciu i dzieciom. Szczególnie dzieci to wielki dar. Jednak są też dary inne. One często wymykają się czysto ludzkiemu rozumieniu i bywają rzadkie. Nie udawałabym jednak że ich nie ma. Trochę więcej wolności i zdrowego indywidualizmu w podejściu do tych spraw byłoby zbawienne. Małżeństo to odbicie miłości Chrystusa, to zdecydowanie więcej niż sex i dzieci. To prawdziwa tajemnica między dwojgiem ludzi. Coś co warte jest najwyższego szacunku. Pozdrawiam wszystkie "standardowe" i "niestandardowe" związki. Życzę miłości.
 Ana: 16.01.2013, 18:42
 "znajomy ksiądz mówił jej: dziękuj Bogu, że cię nie zostawił, a jemu: Krzysiek, jeśli nie ma innego wyjścia, to spij ją, potem bądź bezwzględny, a będzie ci dziękować" - czy coś takiego ma cokolwiek wspólnego z miłością? właśnie przez takie osoby duchowne można stracić wiarę... :/
 Ana: 16.01.2013, 15:41
 Pozwolę sobie na kilka uwag: 1."a gdzie wzajemne oddanie, bycie dla siebie prezentem?" - otóż oddać się drugiej osobie trzeba umieć przede wszystkim w życiu, oddanie w seksie to najprostsza rzecz. 2."aby akt seksualny dostarczał im przyjemności, bo po to go Pan Bóg stworzył" - Pan Bóg nie powołał nas do upajania się rozkoszą cielesną, tylko do miłości, a w konsekwencji założenia rodziny. 3."nie będziesz pożądał żony bliźniego swego znaczy to samo, co będziesz pożądał żonę swoją" - tymczasem pożądliwość jako skutek grzechu pierworodnego nie jest dobra i nie może być motywem współżycia. 4."Pan Bóg, choć mógłby zaludnić ziemię w każdy inny sposób, wybrał nam akt seksualny, zrobił z nas swoich współpracowników" - otóż Pan Bóg wybrał ten sposób nie tylko nam, ale i prawie wszystkim zwierzętom, to nie jest tylko kwestia ludzka... A co najistotniejsze: 5."dlaczego artykuły na ten temat w prasie katolickiej wydają się wciąż czymś niestosownym?" - ponieważ większość osób wypowiadających się na ten temat w imieniu Kościoła nie potrafi robić tego w sposób dobry i czysty, nie osłabiający odbiorcom wiary. Niestety prawie w ogóle nie podkreśla się tego, co najważniejsze, a mianowicie kwestii czystości - tego, że tu nie chodzi wcale o "seks", lecz o miłość i bliskość intymną, o spotkanie skoncentrowane na miłości i osobie, a nie na "seksie dla seksu". Trzeba to bardzo mocno podkreślać, gdyż w dzisiejszym świecie ogarniętym obsesją seksualną słowo "seks" źle się kojarzy, jest bardzo nakierowane na "zażywanie seksu", instrumentalne dostarczanie sobie nawzajem jak najsilniejszych doznań erotycznych, ale nie na miłość. Nie bez powodu w sercach osób głęboko wierzących budzi się niesmak, gdy ktoś wypowiada się w imieniu Kościoła, a zupełnie tej istoty rzeczy nie podkreśla, albo co najgorsze, gloryfikuje w tej sferze przede wszystkim to "zażywanie". Niestety po części dotyczy to również tego artykułu (i to nie tylko w kwestii nadużywania słowa 'seks')
 M: 23.07.2011, 08:52
 A co jeśli dla danych małżonków najważniejsza jest miłość duchowa a nie fizyczna? Mają siebie zmuszać do seksu mimo że to ich absolutnie nie interesuje? Oczywiście to jest pytanie retoryczne. " do 'ak' i 'Ktosi' " - zgadzam się z Tobą w 100 %. "białe małżeństwo jest dla mnie wręcz ideałem - ideałem miłości... - takiej pięknej, duchowej, prawdziwej i bezinteresownej... Co to za "miłość", kiedy nie potraficie siebie kochać bez seksu? Nie wiem, w jaką "miłość" co niektórzy wierzą, ale ja wierzę w zupełnie inną Miłość..." Otóż to. Białe małżeństwo jest czymś pięknym; tu istnieje prawdziwa Miłość. Tylko nieliczni potrafią to zrozumieć.
 do 'ak' i 'Ktosi': 19.07.2011, 23:00
 To smutne, że kiedy ktoś staje w obronie miłości, to od razu bezczelnie wmawia się mu aseksualność... - cóż za wąskie i krzywdzące horyzonty myślowe. Doprawdy nie trzeba być aseksualnym, aby nie być uzależnionym od swojego popędu, aby być na wyższym poziomie rozwoju duchowego i mieć w sercu wartości, które każą się sprzeciwiać znieważaniu prawdy o miłości, a co najważniejsze - aby umieć kochać drugiego człowieka bez "wyżywania i zaspokajania się seksualnego". Nie skomentuję już naiwnego argumentu o prokreacji, gdyż wiadomo, że w 99% aktów seksualnych nie chodzi Wam wcale o żadne poczęcie dziecka, a wręcz przeciwnie! Po drugie, skoro już piszecie, że w seksie chodzi o rozładowanie popędu, o przyjemność, o doznania i zaspokajanie się, to nie nazywajcie tego "miłością"!!! Bo egoistyczna kopulacja dla przyjemności nie ma z miłością nic wspólnego... I jeszcze przesadne ubóstwianie tego, mówienie o szczególnej roli w życiu - wręcz obsesja na tym punkcie... Mądrzy i wartościowi ludzie są WOLNI, a nie uzależnieni od doznań seksualnych! Miłość to miłość, a nie seks... I proszę, nie próbujcie wmawiać ludziom, że białe małżeństwo jest bez sensu, "bo człowiek jest zwierzakiem, który 'musi' zaspokajać swój popęd..." Nie, człowiek jest przede wszystkim istotą duchową, a bez zaspokajania popędu można żyć i mieć się wspaniale. I choć jestem osobą jak najbardziej seksualną (podkreślam: seksualną, a nie aseksualną), to białe małżeństwo jest dla mnie wręcz ideałem - ideałem miłości... - takiej pięknej, duchowej, prawdziwej i bezinteresownej... Co to za "miłość", kiedy nie potraficie siebie kochać bez seksu? Nie wiem, w jaką "miłość" co niektórzy wierzą, ale ja wierzę w zupełnie inną Miłość...
 ja34: 29.06.2011, 07:57
 a ja jestem zdrowa i mam ogromne potzreby ktore rozladowuje sama. kobiety - jesli nie lubicie seksu nie zawierajcie malzenstwa - zostawcie mezczyzne dla takich jak ja.. nie niszczcie u zycia i nie kazcie szukac poza malzenstwem seksu, tak bedzie lepiej dla wszystkich.
 Ktosia: 27.06.2011, 10:45
 Mam wrażenie że niektóre kobiety które tu piszą są aseksualne i tyle.Oczywiście że rozładowanie napięcia też jest ważne.Tak zostaliśmy stworzeni że mamy popęd.I to jest zdrowe i dobre.Tylko nie można tego stawiać na piedestale.Powinno być to połączone z bezinteresownym darem z siebie.A nie albo przyjemność albo poświęcenie?Powinno być i to i to.Każdej osobie która sie zdecydowała na małżeństwo a jest osobą zdrową i seksualną seks jest wskazany.Inaczej ludzkość by wygineła.
 
(1) [2]


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej