Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy? Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy?
John Eldredge, Stasi Eldredge
"Bóg stwarza Adama i Ewę - mężczyznę i kobietę. Zbliża ich do siebie tak blisko, jak to tylko możliwe. Morderczo blisko. Łączy ich w małżeństwo. A potem żyją już na zawsze szczęśliwie..." Ta historia potoczyła się zupełnie inaczej...... » zobacz więcej
Antykoncepcja w małżeństwie

     Proszę o wymienienie konkretnych powodów, dla których antykoncepcja PO ŚLUBIE jest grzechem. Oczywiście nie chodzi o tzw. środki poronne, ale o te, które zapobiegają ZAPŁODNIENIU, czyli, np. prezerwatywa. Dlaczego małżonkowie, którzy zaplanują sobie, że będą mieli dwoje-troje dzieci w określonym czasie, stosując potem ww. środki popełniają grzech? (NN.)

     Mogę oczywiście podać konkretne powody, dla których antykoncepcja również po ślubie jest grzechem. Obawiam się jednak, że zrozumienie odpowiedzi bez szerszego komentarza dla człowieka żyjącego w naszej cywilizacji będzie zarówno intelektualnie, jak i emocjonalnie niemal niemożliwe do przyjęcia.

     Intelektualnie. Powszechnie brakuje ludziom elementarnej wiedzy na temat płciowości człowieka. Ciekawe, dlaczego ciągle, w wolnej Polsce, uczymy dzieci, ile węgla wydobyliśmy w kolejnych latach "kwitnącej" gospodarki socjalistycznej, i które miejsce w świecie zajmowaliśmy pod względem wydobycia, a całkowicie przemilczamy wiedzę o naturze płciowości człowieka? Czyż nie logicznym wydaje się wniosek, że ta rzetelna wiedza "komuś" przeszkadzałaby, psuła interes? Gdyby tak ludzie nagle zmądrzeli i zaczęli traktować teren płciowości poważnie (jak Pan Bóg przykazał)?... Zaprzestaliby niebezpiecznych zabaw na polu "seksu", a wiązali się w trwałe dozgonnie małżeństwa, "co gorsza", kochające swoje dzieci. Pomyślmy, ile znakomicie funkcjonujących interesów jednego dnia okazałoby się niepotrzebnymi. Zbędne byłyby kliniki aborcyjne, tzw. środki - antykoncepcyjne (zwykle poronne), domy publiczne (dziś pięknie nazywane agencjami towarzyskimi), panienki stojące przy drogach w okolicach większych miast, cały przemysł pornograficzny i napędzający mu klientów przemysł erotyczny wraz z licznymi tytułami czasopism dla dziewcząt i kobiet... itd. itp. Nie dziwmy się, że ludzie nie mają rzetelnej wiedzy, która nieuchronnie prowadziłaby ich do wniosku, że przyjęcie powyższych propozycji wyniszcza człowieka i jego relacje, szkodzi zdrowiu fizycznemu i psychicznemu, niszczy duchowo, jest szkodliwe i nieopłacalne - słowem: dla głupców. Jednak wymienione, i im pokrewne, przemysły dobrze potrafią dbać o swoje zyski. Nie tylko utrudniają szerzenie prawdziwej wiedzy, lecz próbują ją wypaczać, dyskredytować, a nawet ośmieszać. Dotyczy to choćby wiedzy o metodach naturalnego planowania rodziny (tzw. NPR). Weźmy dla przykładu tylko wyrwaną z kontekstu skuteczność tych metod. Otóż, współczesne wielowskaźnikowe metody naturalne mają skuteczność wyższą (!) od najnowszych hormonalnych preparatów antykoncepcyjno-poronnych (z wypowiedzi brytyjskiego specjalisty będącego zwolennikiem antykoncepcji). Jeżeli to zdanie wydaje się komuś nieprawdziwe, znaczy to tylko tyle, że został skutecznie zmanipulowany przez wspomniane wyżej lobby. Oprócz ośmieszania prawdziwej wiedzy, wiele wysiłku wkłada się w propagowanie wiedzy fałszywej, napędzającej wspomnianym przemysłom stałych (czytaj: uzależnionych) klientów. Tworzy się najprzeróżniejsze mity, które zastępują wiedzę. I tak mamy mit niedopasowania i konieczności sprawdzenia się przed ślubem (szerzenie cudzołóstwa), mit spontaniczności działań w dziedzinie płciowości (wykluczenie kontroli rozumu), mit konieczności działania seksualnego (pod rygorem choroby), mit wysokiego temperamentu uniemożliwiającego opanowanie (zakwestionowanie panowania woli nad czynami człowieka), czy mit dodatkowego jajeczkowania (podważanie sensowności stosowania NPR), itd. To, że mity te nie mają żadnego związku ani z prawdą o człowieku, ani z najnowszą wiedzą biologiczno-medyczną, czy chociażby ze zdrowym rozsądkiem, nie przeszkadza, by masowo w nie wierzono, by były "szanowane", ba, otaczane wręcz bałwochwalczą czcią - są święte, nietykalne, niepodważalne, są oczywistością i każdy, kto myśli inaczej to oszołom, głupiec... wróg ludu. Oto prawdziwy sukces propagandy wspomnianego lobby żerującego na ludzkiej niewiedzy, słabości i krzywdzie...

     Emocjonalnie. Trudno jest człowiekowi uznać za słuszne, że to, co robi z wyboru, lub jeszcze gorzej - to, co musi robić, bo został zniewolony (uzależniony) jest złe, niemądre, szkodliwe... Można spokojnie rozmawiać o antykoncepcji w małżeństwie z osobą, której to nie dotyczy. Wówczas wszystkie argumenty rozumowe są brane pod uwagę - toczyć się może rzeczowa dyskusja. Gdy jednak ktoś jest uwikłany w to działanie, potrafi na swój użytek wytworzyć całą masę usprawiedliwień. Może nawet dojść do zupełnie absurdalnego wniosku o niezbędności antykoncepcji dla szczęścia małżeńskiego.

     Obawiam się, że Autor listu jest intelektualnie i emocjonalnie związany z antykoncepcją (jakże bardzo chciałbym się w tym miejscu mylić), ale spełniam prośbę o podanie listy konkretnych powodów przeciwko antykoncepcji, ufając, że zostaną uznane przez niego za słuszne, wiarygodne i warte uszanowania.

     Oto obiecana lista powodów odrzucenia antykoncepcji:

  • antykoncepcja zniekształca osobowość człowieka (zwalnia z wysiłku rozum i wolę, jest zatem nie wychowawcza i sprzyja degradacji człowieka);

  • powoduje dezintegrację (wewnętrzne rozbicie) osobowości (człowiek podejmuje działanie, ale jednocześnie odrzuca jego naturalny skutek);

  • niszczy zdrowie człowieka (płodność jest wyrazem zdrowia, nie choroby, tak więc każdy atak na płodność jest atakiem na zdrowie; mówienie o całkowicie nieszkodliwej dla zdrowia antykoncepcji jest z logicznego punktu widzenia wewnętrznie sprzecznym bełkotem).

  • degraduje pozycję dziecka w rodzinie (przestaje być ono upragnionym darem, a staje się zagrożeniem dla "miłości" jego rodziców. Tu można by rozwinąć wątek negatywnych skutków postawy antykoncepcyjnej rodziców na wychowanie ich dzieci);

  • sprzyja decyzji o zabiciu poczętego dziecka w przypadku tzw. zawodu (potwierdzone badaniami, jest w pewnym sensie konsekwentną postawą: nie miało być dziecka, zawinił producent - nie my - trudno, "musimy dziecko usunąć");

  • niszczy więź małżonków (w czasie intymnego spotkania boją się sami siebie i skutków swego działania, a lęk powoduje blokadę przeżyć wyższych, pozostawiając ich jedynie na poziomie przeżyć fizycznych, z czasem zresztą słabnących; przeżywają rozczarowanie i frustrację z powodu powierzchowności ich wzajemnego kontaktu);

  • zaburza przebieg współżycia i czyni je coraz mniej atrakcyjnym (zwłaszcza dla kobiety);

  • przyczynia się do rozpadu małżeństw (w USA 50% małżeństw stosujących antykoncepcję rozwodzi się, a w grupie nie stosujących antykoncepcji - 1,7%. Antykoncepcja jest wyraźnie zauważalnym skutkiem rozpadu więzi również w poradnictwie małżeńskim w Polsce);

  • fakt, że jest odrzucana przez Kościół, powoduje konflikt sumienia u jej wierzących "użytkowników" i wpływa w sposób oczywisty na ich więź z Kościołem, sakramentami, Bogiem (nie postulujmy jednak, by w imię powyższego, Kościół zmienił swe stanowisko - byłoby to sprzeniewierzeniem się jego misji troski o prawdziwe dobro człowieka, z którym postawa antykoncepcyjna jest jednoznacznie sprzeczna).
    Listę można by jeszcze znacznie wydłużać, wchodząc w szczegółowe zagadnienia, jednak nie o liczbę argumentów chodzi. Trzeba się zastanowić nad własną postawą wobec sfery płciowości, a przyjemności seksualnej w szczególności:

  • Czy gotów jestem uznać, że życie dziecka jest ważniejsze od mojej przyjemności seksualnej? Wówczas naturalną postawą będzie podjęcie współżycia właśnie w dniach, które dają szansę na poczęcie, gdy planujemy dziecko, lub rezygnacja ze współżycia w dniach płodnych, kiedy jeszcze nie planujemy poczęcia. Taka postawa jest rozwojowa dla małżonków i więzi małżeńskiej i stwarza właściwy klimat do przyjęcia i wychowywania dzieci.

  • Czy może uznaję, że przyjemność seksualna jest ważniejsza od życia mojego dziecka? Wówczas stosowanie antykoncepcji jest logicznie uzasadnione. Można zażywać przyjemności seksualnej na zawołanie bez względu na przebieg naturalnego rytmu płodności wpisanego w ciało kobiety, lecz będzie to nieuchronnie przyjemność malejąca. Należy się liczyć ze wszystkimi negatywnymi skutkami tej postawy sprzecznej z naturą człowieka. Stare powiedzenie mówi: Pan Bóg szczerze żałującemu przebacza zawsze, człowiek czasem, natura nigdy.
     Co jednak mają zrobić osoby, które dały się oszukać propagandzie lobby antykoncepcyjnego? Co mają zrobić ci, którzy dali się oszukać intelektualnie, albo jeszcze gorzej skorzystali z "dobrodziejstw" antykoncepcji i związali się z nią emocjonalnie? Trudnością podstawową jest przyznanie się do popełnionego błędu. Dotyczy to szczególnie mężczyzn, którzy namawiając żonę do antykoncepcji, używali argumentów rozumowych, niejako "rzucali na szalę" swój rozum. Zauważmy jednak, że zmiana decyzji po zdemaskowaniu oszustwa i uzyskaniu nowej wiedzy jest mądrością, a nie głupotą. Przypowieść o synu marnotrawnym pokazuje, że z każdego miejsca można powrócić do Ojca. Trzeba jednak odwrócić się od zła: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i Tobie... Trzeba powrócić do planu Stwórcy zapisanego w naturze stworzenia. Dzisiejsza wiedza o człowieku pozwala rozumem objąć żywioł ludzkiej płodności tak precyzyjnie, że umożliwia zależnie od planów prokreacyjnych małżeństwa maksymalne zwiększenie szansy na poczęcie lub nawet całkowicie wykluczyć nieplanowane poczęcie się dziecka. Trzeba jedynie dostosować wyrażanie miłości małżeńskiej przez współżycie do naturalnego rytmu płodności wpisanego w ciało kobiety. Szczegółowym rozpoznaniem rytmu płodności i zasadami postępowania małżonków w zależności od planów prokreacyjnych zajmują się wyżej wspomniane metody naturalne planowania poczęć. Tak więc nie środki techniczne, a przymioty stwórcze: rozum i wola, mają prawdziwą moc rozwiązywania wszelkich ludzkich problemów. Dotyczy to również problemu płciowości i płodności ludzkiej.

     Pozdrawiam. Z Bogiem!


Jacek Pulikowski


Publikacja za zgodą redakcji

nr 3-2004



Rodzina. Szczęście i droga krzyżowa Rodzina. Szczęście i droga krzyżowa
Bp Jan Szkodoń
Niniejsza książka to zbiór rozważań na temat powołania do życia małżeńskiego i rodzinnego. Współczesny Kościół na nowo odkrywa i podkreśla rolę, jaką mają w nim do odegrania świeccy. Refleksje krakowskiego pasterza wpisują się w ten nurt. Biskup podkreśla, że życie w małżeństwie i rodzinie też jest powołaniem, a wszyscy członkowie rodziny są wezwani do realizacji Chrystusowego "Pójdź za Mną!". ... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 Anka: 17.09.2016, 09:02
 No... Pewnie. A później niech kościół daje na Utrzymanie Rodziny... Kobieta jest rozplanowanie krowa i po 6 porodzie będzie sikala robiąc każdy krok. Zaraz Jeszcze powiedzą że Znieczulenie do porodu to grzech bo " w bólach rodzic będziecie" chore Jestem katoliczka ale coraz bardziej irytuje mnie postawa kleru Niech każdy z nich urodzi raz dziecko....
 Anka: 17.09.2016, 09:00
 No... Pewnie. A później niech kościół daje na Utrzymanie Rodziny... Kobieta jest rozplanowanie krowa i po 6 porodzie będzie sikala robiąc każdy krok. Zaraz Jeszcze powiedzą że Znieczulenie do porodu to grzech bo " w bólach rodzic będziecie" chore Jestem katoliczka ale coraz bardziej irytuje mnie postawa kleru Niech każdy z nich urodzi raz dziecko....
 Anka: 17.09.2016, 08:33
 No... Pewnie. A później niech kościół daje na Utrzymanie Rodziny... Kobieta jest rozplanowanie krowa i po 6 porodzie będzie sikala robiąc każdy krok. Zaraz Jeszcze powiedzą że Znieczulenie do porodu to grzech bo " w bólach rodzic będziecie" chore Jestem katoliczka ale coraz bardziej irytuje mnie postawa kleru Niech każdy z nich urodzi raz dziecko....
 maciej: 23.12.2015, 22:53
 niegodziwe praktyki mające na celu odrzucenie daru życia prowadzące do nieczystości i zniewolenia przez złego..to właśnie ta cała antyk...a nie dokończyłem bo uwarzam to słowo za ochydne..wychowywałem się w rodzinie gdzie przez niegodziwe praktyki odrzucono dar życia a ja jestem jakby wciśnięty na siłę przez Bożą opatrzność ,moi rodzice grzeszyli tym ochydzctwem i zło panowało w ich małżeństwie ..kłótnie wyzwiska złorzeczenia rękoczyny ..przestrzegam wszystkich aby nie zrobili ze swego małżeństwa wielkiej obrazy boskiej,
 ja: 30.03.2015, 13:09
 a ja Ciebie, zrozpaczona, doskonale rozumiem i mam takie same dylematy i odczuwam takie samo rozdarcie jak Ty :(
 Do zrozpaczona: 09.01.2011, 11:47
 Tutaj w ogóle nie ma miejsca na dyskusje. Antykoncepcja łamie odwieczne prawa Dekalogu. Nie bądź letnia dla Boga... Walka idzie na znacznie większą stawkę.
 zrozpaczona: 09.01.2011, 11:22
 Wybacz, ale takim komentarzem w ogóle nie pocieszasz... ba! nawet utwierdzasz w przekonaniu, że nie mogę liczyć na dojrzałą dyskusję. To naprawdę przykre.
 Do zrozpaczona: 09.01.2011, 09:35
 zrozpaczona to dopiero będziesz jak zaczniesz stosować.
 zrozpaczona: 08.01.2011, 22:20
 Witam! Jestem mężatką od (dopiero) pół roku i od pół roku jestem bardzo sfrustrowana faktem (bo w końcu odczułam to na sobie), że małżeństwa nie mogą stosować antykoncepcji (oczywiście nie mówię o wczesnoporonnej, gdyż tego w ogóle nie akceptuję). Niestety nie potrafię zrozumieć, dlaczego KK nie jest w stanie spojrzeć na sprawę z drugiej strony... Głęboko wierzę w to, że wiele kobiet (oraz mężczyzn) podziela moje zdanie... Ten problem powoduje niesamowite rozdarcie we mnie... Tak aby sprostować: Stosuję NPR, jestem przeciwna aborcji itd... W związku z moją głęboką frustracją chciałam dowiedzieć się, kto i kiedy wpadł na ten pomysł... okazuje się, że początki sięgają papieża Pawła VI, który pisze o tym w swojej encyklice Humanae vitae... Ciekawe jest to, że powołał do tego świecką komisje, która miała zrobić "badania" i wypowiedzieć się co do faktu czy antykoncepcja powinna, bądź nie powinna być dopuszczona dla małżeństw... Zaskakujące jest to, że owa komisja stwierdziła, że nie widzi nic złego w tym aby małżeństwa mogły korzystać z antykoncepcji... Niestety, Paweł VI "olał" komisję... Dlaczego? Była tam przedstawicielka rodziny wielodzietnej, która głęboko zawiodła się i poczuła się bardzo dotknięta decyzją papieża... Tak czy inaczej, prawdopodobnie duży wpływ na tę decyzję miał Karol Wojtyła, który prawdopodobnie był pod wpływem Wandy Półtawska (poruszony jej opowiadaniami z II wojny światowej). Karol WOjtyła był głęboko poruszony fatkem, że jego przyjaciółka przezyła w obozie najstraszliwsze męki - była medycznym królikiem doświadczalnym... Wszystko to sprawiło, iż antykoncepcja, aborcja i eutanazja została wrzucona do jednego wora... Ja tego nie jestem w stanie zrozumieć, gdyż jeśli nawet zdarzyło by mi się zajść w ciąże przenigdy nie usunęlabym dziecka... A obiecana lista powodów odrzucenia antykoncepcji jest dla mnie tym bardziej niezrozumiała i bardzo "naciągnięta": 1. antykoncepcja zniekształca osobowość człowieka (zwalnia z wysiłku rozum i wolę, jest zatem nie wychowawcza i sprzyja degradacji człowieka); zwalnia z wysiłku rozum i wolę?? co to w ogóle znaczy??? Nie wydaje mi się by prezerwatywa mogłaby w jakikolwiek sposób zmienić moją osobowość - raczej pomogłaby mi w moich frustracjach i lękach jakie mam w sobie teraz.... 2. powoduje dezintegrację (wewnętrzne rozbicie) osobowości (człowiek podejmuje działanie, ale jednocześnie odrzuca jego naturalny skutek); Dezintegrację przeżywam z powodu, że nie uwazam środków antykoncepcyjnych (podkreślam - NIE wczesnoporonnych), jako MORALNIE ZŁE! I w ten sposób właśnie czuję że jest we mnie jakaś irracjonalna walka, że nie mogę zrobić czegoś co według mnie i tak nie jest złe... Tak to jest dezintegracja emocjonalna... 3. niszczy zdrowie człowieka (płodność jest wyrazem zdrowia, nie choroby, tak więc każdy atak na płodność jest atakiem na zdrowie; mówienie o całkowicie nieszkodliwej dla zdrowia antykoncepcji jest z logicznego punktu widzenia wewnętrznie sprzecznym bełkotem). JAK prezerwatywa ma niszczyć moje zdrowie !? Czy NPR nie jest atakiem na płodność???? Przecież mam uprawiać sex tylko w dni niepłodne! Z logicznego punktu widzenia: fakt, dopuszczanie NPR a niedopuszczanie prezerwatyw jest wewnętrznie sprzecznym bełkotem. 4. degraduje pozycję dziecka w rodzinie (przestaje być ono upragnionym darem, a staje się zagrożeniem dla "miłości" jego rodziców. Tu można by rozwinąć wątek negatywnych skutków postawy antykoncepcyjnej rodziców na wychowanie ich dzieci); NPR w czasie dni niepłodnych jest również zamachem na płodność i jest również uprawianiem seksu dla przyjemności. Ani NPR ani prezerwatywa nie zmienia mojego podejścia do dziecka. 5. sprzyja decyzji o zabiciu poczętego dziecka w przypadku tzw. zawodu (potwierdzone badaniami, jest w pewnym sensie konsekwentną postawą: nie miało być dziecka, zawinił producent - nie my - trudno, "musimy dziecko usunąć"); Mogę zapewnić, że powyższe stwierdzenie jest bardzo mylne z prawdą. Nie popieram aborcji i jeśli zaszłabym w ciążę czy przy NPR czy przy prezerwatywie - moje postępowanie byłoby takie samo. Dodatkowo, czy są przeprowadzone badania jak wskaźnik aborcji maleje gdy stosuje się antykoncepcje? Bo czytałam, że Watykan nie bierze ich pod uwagę... a ciekawe jest to, że wskaźnik aborcji maleje... 6. niszczy więź małżonków (w czasie intymnego spotkania boją się sami siebie i skutków swego działania, a lęk powoduje blokadę przeżyć wyższych, pozostawiając ich jedynie na poziomie przeżyć fizycznych, z czasem zresztą słabnących; przeżywają rozczarowanie i frustrację z powodu powierzchowności ich wzajemnego kontaktu); wydaje mi się, że frustracje to ja przeżywam ale z powodu bardzo dużej niesprawiedliwości wobec kobiet w temacie antykoncepcji - akurat kiedy doświadczam mój naturalny popęd seksualny (a są to niestety moje dni płodne) to nie mogę oddać się mężowi. Ja naprawdę cierpię z tego powodu... 7. zaburza przebieg współżycia i czyni je coraz mniej atrakcyjnym (zwłaszcza dla kobiety); Tak prawda - najlepszy jest stosunek bez prezerwatywy, ale czy rzeczywiście mniejsza atrakcyjność stosunku jest moralnie zła? czy jest to argument który może o tym świadczyc?? Ponadto: jeśli chodzi o moj organizm, to najbardziej atrakcyjny stosunek miałabym gdy mam naturalny popęd seksualny, ale wtedy mam dni płodne... :( :( :( 8. przyczynia się do rozpadu małżeństw (w USA 50% małżeństw stosujących antykoncepcję rozwodzi się, a w grupie nie stosujących antykoncepcji - 1,7%. Antykoncepcja jest wyraźnie zauważalnym skutkiem rozpadu więzi również w poradnictwie małżeńskim w Polsce); Po pierwsze nie wydaje mi się, że antykoncepcja się przyczynia do rozpadu małżeństw! O takich badaniach jeszcze nie słyszałam... ale kto wie być może... raczej wydaje mi się, że chodziło tu o to, iż spośrod ropadających się małżeństw 50% z nich stosowało antykoncepcje itd... i to prawda Ci co stosują NPR są bardzo praktykującymi katolikami więc logiczne jest to, że się nie rozwodzą, gdyż prowadzą bardzo głęboką relację małżeńską... I to jest fakt niezaprzeczalny - gdy jest Bóg, jest piękne małżeństwo... ale zeby małżeństwo rozpadało się Z POWODU antykoncepcji ???? przepraszam, ale autor chyba się pomylił.... A czy jest zrobione badanie, jak wiele zdrad jest ponieważ jedna strona nie chce stosować antykoncepcji (z powodu wiary) ale nie chce juz więcej dzieci = brak seksu w małżeństwie w ogóle... stąd druga stona jest odrzucona i cierpiąca... czytałam w necie o takich przypadkach, może powinno się spojrzeć też z tej strony na ten problem... 9. fakt, że jest odrzucana przez Kościół, powoduje konflikt sumienia u jej wierzących "użytkowników" i wpływa w sposób oczywisty na ich więź z Kościołem, sakramentami, Bogiem (nie postulujmy jednak, by w imię powyższego, Kościół zmienił swe stanowisko (...) Tak, to prawda. Jestem głęboko dotknięta faktem, że antykoncepcja jest niedopuszczalna w KK... nie raz już płakałam z tego powodu, że nie wiem co robić. Budzi się we mnie wściekłość, kiedy myślę, że prezerwatywa jest wsadzona do jednego wora z aborcją i gdy słyszę argumenty takie jak powyżej opisane... Mogłabym dyskutować o tym godzinami i tak, postulować by KK zmienił zdanie... Głęboko wierzę w to, że kiedyś to zrobi... Poza tym wydaje mi się, że KK powinien zostawić sprawę sexu małżonkom... Naprawdę cięzko jest się kochać z ciągłymi pytaniami w głowie czy to co robię to już grzech czy jeszcze nie... :( to jest naprawdę smutne, że KK - bardzo brzydko ujmując - wchodzi małżonką "do łóżka" tam, gdzie małżonkowie mają miejsce na miłość, gdzie nie powinni się przejmować zakazami i nakazami ale wielbić siebie i Boga w tym najpiękniejszym akcje... to bardzo boli i jest bardzo trudne, zwłaszcza gdy moj cykl to 8 dni plamień, potem ok 2 tyg dni płodnych (używam specjalnego urządzenia, ktory wg temperatury wyznacza mi dni płodne)... na seks zostaje mi nieco ponad tydzien (max 10 dni) w miesiącu... :'( :'(
 do Krzyśka: 02.01.2011, 09:36
 Czemu piszesz tyle komentarzy? (sam do siebie)
 natalia: 26.12.2010, 02:37
 mam dwoch malych synkow, miedzy nimi jest rok roznicy a mam24 lata, kocham nad zycie moje skarby i nigdy nie zalowalam ze nie zabezpieczalismy sie z mezem jak mielismy juz wymarzonego malca,tym bardziej przenigdy nie zalowalam.... ale niektorzy ludzie nie rozumieja ze ktos pragnie miec duza rodzine... nie raz spotykalam sie zniemilymi komentarzami typu: ,, biedna jak ona sobie radzi" albo ,,tak to jest jak sie nie zabezpiecza" a najbardziej boli mnie ten komentarz:,, nie uwazala to wpadla aby dzieci szkoda". Nie wiem dlaczego kazdy uwaza ze jestem zla matka bo mam dwoje dzieci, przeciez to moje marzenie, moje aniolki, kochane skarby... przykro mi, ze ludzi to razi i ze obarczaja wina mlode wielodzietne malzenstwa ktore sie kochaja a owocem ich cudownej wielkiej milosci sa dzieci...
 Do Krzyśka: 16.11.2010, 20:33
 Daj sobie spokój. Jeśli chcesz być katolikiem, rób co Ci każą i nie myśl, a za żonę weź sobie równie bezmyślną katoliczkę. Myślenie to pierwszy krok do odejścia z Kościoła.
 Krzysiek: 13.08.2010, 18:42
 "Jezus (...) mówił o umartwianiu, poście, modlitwie i obłudzie, której wielu przy tych dobrych uczynkach się dopuszcza" Katarzyna Emmerich str.677
 Krzysiek: 04.08.2010, 21:28
 Katarzyna Emmerich: "Jezus (...) objaśniał wszystko w sposób prosty, prawie dziecinny". str. 576 ; "Postępował jak dobry nauczyciel, który stosuje się do dziecinnych pojęć" str.649
 Krzysiek: 03.08.2010, 22:39
 W nawiązaniu do tego co wcześniej pisałem, słowa Jezusa u Katarzyny Emmerich a dotyczące rad jak młody nauczyciel ma uczyć: "Jezus bowiem tłumaczył mu, jak ma nauczać, nie tak jak faryzeusze, ktorzy na innych wkładają ciężary, a sami ich nie chcą ponosić, lecz przez własny przykład" str.642 ; Jezus: "nauczał o miłości bliźniego i dobrym przykładzie" str.643 ; "Mówił przystępnie i obrazowo, jak do dzieci" str. 646
 Krzysiek: 29.07.2010, 22:43
 Niech Bóg ma litość nad nami grzesznikami
 Krzysiek: 28.07.2010, 08:59
 Krytykowalem bunczuczne mowy ludzi kosciola, ktorzy nie nauczaja z prostota i prawie dziecinnoscia jak Jezus. Spojrzcie kto jest wielbicielem wyszukanych slow u ksiezy, w przypadku zarzutow diabla skierowanych do sw. Proboszcza z Ars: "Powiedz dlaczego tak wczesnie wstajesz. Jestes nieposluszny fioletowej sukni... (swemu biskupowi). Czemu tak proste kazania mowisz?... To sprawia ze uchodzisz za nieuka. Czemu nie glosisz kazan w wielkim stylu, jak to bywa w miastach?"
 Krzysiek: 27.07.2010, 22:26
 Ksiądz Pawlukiewicz mówił iż niekiedy dobrze jest sie posprzeczać nawet z samym Bogiem, więc dlaczego poniższe sprzeczki z ludźmi kościoła miałyby być czymś złym? Czy ludzie kościoła są wyżsi od Boga że nie można im powiedzieć co sie myśli? Przypomnijcie sobie co mówiła Emmerich o oskarżaniu przez faryzeuszy uczniów Jezusa: "zarzucali uczniom nieporządek, niechlujstwo (...) grubiaństwo i wiele podobnych rzeczy. Głównie zaś obwiniali Piotra, że jest kłótliwy i zapalczywy, podobnie jak jego ojciec" str.622 Poza tym czy pamiętacie jak zarzucałem obłude w przypadku zakazu prezerwatyw i seksu dla przyjemności przez "sprawiedliwych", przy jednoczesnym ich dogadzaniu sobie w analogicznych sytuacjach związanych z jedzeniem - nie dla zaspokojenia głodu ale przyjemności? Emmerich pisze o podobnej przypowieści Jezusa: "Ci, którzy mówią, że są czyści, a jedzą i piją co tylko pragną, podobni są do tych, co chcą ugasić ogień suchym drewnem" str. 628
 Krzysiek: 27.07.2010, 14:32
 Jest rozwiazanie trudnego tematu. Jesli ludzie kosciola cos glosza, czego nie ma w Biblii, a do czego mozna sie przyczepic - argumentami mozna by wojowac bez konca za "za i przeciw". Jesli istnieje nawet ryzyko ze ludzie kosciola sie myla, mowcie tak opornym: "Wykarzcie pokore jaka wykazywal ojciec Pio gdy byl niesprawiedliwie traktowany. On nawet gdy mial racje, z pokora sluchal przelozonych, a Bog pozniej wykazal jego racje". Zatem jesli sprawa nie jest krancowa jak oskarzenie Joanny Darc, mozna sie starac posluchac ludzi kosciola, w tym co mowia. My za takie posluszenstwo nie bedziemy sadzeni, ale jesli oni sie myla to na nich Bog pozniej Bog skupi swa uwage. Coz z tego ze niekiedy w imie zgody z ludzmi kosciola trzeba bedzie uznac ze ziemia jest plaska. Swiat sie od tego nie zawali, a i pieklo nam nie grozi. Lepiej siedziec i bawic sie w piasku niz plywac w morzu gdy byle fala nas morze przewrocic. Niemniej, w sprawie ze Tybet wciaz nie jest oddany Jezusowi - usprawiedliwienia raczej nie ma.
 Krzysiek: 22.07.2010, 21:39
 Poniższy tekst nie dotyczy ludzi którym sumienie nie wyrzuca poczucia winy za podobne zachowania.
 
(1) [2] [3] [4] [5] [6] [7]


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej