Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy? Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy?
John Eldredge, Stasi Eldredge
"Bóg stwarza Adama i Ewę - mężczyznę i kobietę. Zbliża ich do siebie tak blisko, jak to tylko możliwe. Morderczo blisko. Łączy ich w małżeństwo. A potem żyją już na zawsze szczęśliwie..." Ta historia potoczyła się zupełnie inaczej...... » zobacz więcej
Sytuacja była bez wyjścia

     Jeszcze kilka miesięcy, a spakowałabym po cichu walizki i wyprowadziła się z domu - mówi Ola. - Czułem się bezsilny. Myślałem, że ten koszmar nigdy się nie skończy, a ja będę musiał w nim trwać - dodaje mąż Oli Tomek.

     Kiedy się pobierali, byli w sobie zakochani do szaleństwa. Dwa lata później pojawiło się pierwsze dziecko, Kacper. Po kolejnych dwóch latach przyszła na świat Marta. Niczego nie powinno im brakować do szczęścia. A jednak między Olą i Tomkiem zaczął powstawać mur. Choć niby nic się nie wydarzyło, nie było awantur, nikt nikogo nie zdradził, nie oszukał, oddalali się od siebie coraz bardziej. Rozmawiali coraz rzadziej, a jeśli już pojawiał się jakiś dialog, to dotyczył głównie codziennej logistyki. - Rezygnowałam z rozmowy, bo byłam bezsilna. Potwornie niewyspana i zmęczona dziećmi, domem. Miałam poczucie, że nawet jeśli zacznę rozmawiać z Tomkiem, to i tak już nic się nie zmieni - mówi Ola.

     Tomek przyznaje, że się bał rozmowy. Czuł lęk, że jeśli coś wypowie, to się to stanie. - Miałem przekonanie, że jedynym rozwiązaniem konfliktu jest kompromis. A nad nim wisi groźba, że się przegra, że odsłoni się "nagi brzuch", a wtedy druga strona to wykorzysta. Z tego powodu robiłem wszystko, żeby unikać niewygodnych tematów. Z czasem jednak ilość nagromadzonej irytacji rosła. Gdy osiągnęła szczyt, wystarczył drobiazg, żeby wywołać lawinę złości - dodaje.

     Nie obrażali się na siebie, nie krzyczeli. Każde z nich zamykało się w sobie. Coraz bardziej. - To było raniące dla nas obojga, ale nie rozmawialiśmy o tym. "Nie rozumiesz mnie, nie chcesz mnie zrozumieć" - chciałam wykrzyczeć, ale nie potrafiłam - przyznaje Ola. Frustracja, poczucie głębokiego żalu narastały. - Pamiętałam dobrze uwagi z rodzinnego domu: "nie kłóć się, zawsze powinnaś wiedzieć, co trzeba robić". Ja nie wiedziałam. Jedyne, czego byłam pewna, to rozczarowanie małżeństwem. Zamiast wzajemnego wspierania się i radości - tysiące obowiązków i umęczenie. Byłam jednak przekonana, że muszę spełnić wszystko to, czego oczekuje się od matki, żony, i gospodyni. Dzieci, pies, obiad, mycie okien, sprzątanie, pranie - i od nowa. Grając wiele ról społecznych w końcu zauważyłam, że tak naprawdę w żadnej z nich nie ma mnie samej. Pilnowałam jednak tych ról. Nie wyobrażałam sobie, że mogę odpocząć i że to będzie tak samo dobre, jak intensywna praca - wspomina Ola.

     Podobnie czuł Tomek. - Żona, rodzina, dzieci, ciągle coś trzeba załatwić, coś naprawić. Odziedziczone kulturowo wzory zachowań, wyzwania codzienne i brak umiejętności odnajdywania się w nim w zdrowy sposób powodowało, że czułem się coraz bardziej bezsilny - mówi.

     NOWA NADZIEJA

     Jednak ani on, ani ona, zmęczeni, rozżaleni i osamotnieni, nie potrafili ze sobą rozmawiać o tym, co czują. - Utknęliśmy -przyznają zgodnie - nie wiedzieliśmy, co dalej. - W głowie kołatała mi jedna myśl: nie ma sensu. To mnie dusiło - zwierza się Ola. Wydawało się, że trzeba albo to wszystko rozwiązać, albo trwać w udręce do końca życia. Choć to drugie coraz bardziej wydawało się nieznośne. Nawet dzieci stawały się coraz bardziej rozdrażnione. To były koszmarne trzy lata.

     Tomek z racji swojego zawodu - jest psychologiem - zaczął uczyć się mediacji. Nie myślał wtedy, że może mu to pomóc w życiu osobistym. - Rozwiązywali na zajęciach różne symulowane problemy. I wychodziło. Pewnego dnia Tomek nie był w stanie ćwiczyć. - Zaproponowałem, że na kolejne zajęcia przyjdę z żoną. Wtedy zobaczą prawdziwy konflikt. Stanąłem przed brakiem alternatywy: jeśli to nie pomoże, to już nie wiem, co robić - wspomina. - Po pierwszym spotkaniu pojawiła się we mnie nadzieja.

     Ola myślała inaczej. - Nie miałam nadziei, że coś się zmieni. Nie widziałam rozwiązania. Miałam jednak gotowość do rozmowy - mówi. - Czy czuliśmy wtedy, że się już nie kochamy? - zastanawia się Tomek. - Nigdy nie miałem poczucia, że jej nie kocham - dodaje. Oli trudno powiedzieć to samo. Na co dzień towarzyszył jej ból i żal, że wszystko nie układa się tak, jakby chciała. - Ale jeśli ktoś by mnie zapytał, czy go kocham, nie umiałabym powiedzieć: nie. Jednocześnie nie mogliśmy się porozumieć.

     USŁYSZEĆ SIĘ NAWZAJEM

     - Najważniejsze w mediacji było to, że ktoś pomagał nam się usłyszeć. Dzięki temu słowa inaczej zaczęły do nas docierać - opowiadają Ola i Tomek. Szukali odpowiedzi na pytanie, co się kryje za ich słowami pełnymi pretensji.

     - Oskarżałam Tomka, że wraca do domu zbyt późno. Miałam o to do niego żal. Nie umiałam powiedzieć, że chodzi mi o naszą relację, o jego kontakt z dziećmi. Moje zdawkowe komunikaty blokowały go. W końcu, po kilku spotkaniach, na których tłumaczono, że za oskarżycielskimi komunikatami kryją się głębokie potrzeby, dostrzegłam frustrację męża, a on - moją. Uczyliśmy się docierać do sedna naszej motywacji. Choć nie dostawaliśmy konkretnych rad, zaczęliśmy patrzeć na nasze życie z innej perspektywy. Odkrywaliśmy coraz więcej i dochodziliśmy do rozwiązań, choć nie było łatwo. Wiele razy zadawaliśmy sobie pytanie, dlaczego na mediacjach jest tak dobrze, a w domu nic nie wychodzi. Po pewnym czasie odkryliśmy, że nasza rozmowa to nie dialog, ale dwa monologi, i to wygłaszane w tym samym czasie. Zaczęliśmy więc ustawiać sprawy "w kolejce" i nadawać problemom hierarchię. Czasami któreś z nas mówiło: już nie jestem w stanie cię słuchać - i drugie to szanowało.

     Każda mediacja rozwiązywała konkretny węzeł. I tak zaczęli się uczyć wzajemnej komunikacji. Okazało się, że Tomek wcale nie chce widzieć żony w roli perfekcyjnej pani domu. -Wolę, żeby następnego dnia Ola była wypoczęta i zadowolona, niż mieć dwa dodatkowe serniki na święta - mówi.

     Zaprocentowała suma doświadczeń i aktywność w przenoszeniu wzorów rozmów z mediacji do domu. Coraz częściej okazywa- ło się, że po mediacji problem jest już nieistotny. - Już po trzech spotkaniach widziałam zmianę. Na nowo wystartowaliśmy we wspólne życie. Kiedy ponownie pojawiała się trudność, z którą nie umieliśmy sobie poradzić, wracaliśmy na mediacje - mówi Ola.

     TRUDNE OCZYSZCZENIE

     I wszystko układałoby się dobrze, gdyby pewnego dnia nie wyjechali z grupą na warsztaty psychologiczne. - Cały dzień spędziliśmy razem, było wino. Relacje się zacieśniły - opowiada Tomek.

     Podczas wieczornego spotkania Ola zauważyła, że dwie koleżanki posuwają się za daleko, głaszcząc jej męża po głowie i po plecach. Jeszcze gorsze było dla niej to, że on nie reagował. - Wzburzenie tak we mnie narosło, że nie umiałam nic powiedzieć - przyznaje. Tomek był przekonany, że jeśli Ola nic nie mówi, to znaczy, że wszystko jest w porządku. - A ja wtedy nabierałam przeświadczenia, że skoro mój mąż pozwala kobietom na tak wiele, nie mogę już mieć do niego zaufania. Próbowaliśmy o tym rozmawiać według zasad wyuczonych na mediacjach, ale nie wychodziło. Nie przychodziło oczyszczenie. Wtedy znów poprosiliśmy o pomoc. - Ta sytuacja uświadomiła nam, że życie zawsze może przynieść coś, na co nie jesteśmy gotowi i że tam, gdzie są ludzie, zawsze będą pojawiały się konflikty - mówią Ola i Tomek. -Możemy jednak zmienić sposób ich postrzegania. Nie traktować ich jak końca świata, nie zrywać definitywnie relacji, nie rezygnować z chęci rozwiązania ich i po prostu się rozstać. Bo rozwiązywanie konfliktów w małżeństwie to podróż, która nigdy się kończy.


Monika Florek-Mostowska


Tekst pochodzi z Tygodnika

19 grudnia 2010




   


Małżeństwo o jakim marzysz Małżeństwo o jakim marzysz
Gary Chapman
Niezależnie od tego, czy jesteście nowożeńcami, czy też weteranami, mającymi już za sobą wiele wyzwań, powinniście zdawać sobie jasno sprawę, że tak naprawdę jedynym celem małżeństwa jest osiągnięcie prawdziwej jedności we wszystkich dziedzinach życia. Bez osiągnięcia tego celu nie ma szansy, aby małżeństwo mogło być udane... » zobacz więcej

Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej