Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy? Miłość i wojna. Jak znaleźć małżeństwo o jakim marzymy?
John Eldredge, Stasi Eldredge
"Bóg stwarza Adama i Ewę - mężczyznę i kobietę. Zbliża ich do siebie tak blisko, jak to tylko możliwe. Morderczo blisko. Łączy ich w małżeństwo. A potem żyją już na zawsze szczęśliwie..." Ta historia potoczyła się zupełnie inaczej...... » zobacz więcej
Bliskość cielesna w małżeństwie

     Okresowe zawieszenie aktywności seksualnej w małżeństwie jest najczęściej związane z decyzją odłożenia poczęcia. Unikanie współżycia w tym okresie rodzi napięcie między potrzebą bliskości drugiej osoby a koniecznością oddalenia się od jej ciała. Zbyt duża bliskość powoduje pobudzenie seksualne, którego w którymś momencie nie można już opanować. Z kolei utrzymywanie zbyt dużego dystansu często rodzi sztywność w zachowaniu, pozbawia relację małżeńską serdeczności i czułości. Może osłabiać wzajemną miłość, rodzić oschłość i poczucie samotności. Może być źle zrozumiane przez współmałżonka jako oznaka niechęci do niego.

Ideał - obdarowywanie się znakami czułości, szacunku i uznania

     Relacja małżeńska w okresie zawieszenia aktywności seksualnej ma swoją wyjątkową specyfikę, która wymaga szczególnego podejścia. Ideałem w tym czasie nie jest ani pełna swoboda seksualna związana z szukaniem największej przyjemności ani upodobnienie relacji między małżonkami do związku brata z siostrą, a więc pozbawienie jej odczuć seksualnych, wyeliminowanie ich, odseksualizowanie się. Małżonkowie w tym okresie są nadal małżonkami i dlatego muszą nauczyć się kochać w sposób odpowiedni dla małżeństwa. "Oznacza to poszukiwanie nowych sposobów wyrażania wzajemnego zainteresowania i miłości, a więc czegoś na wzór przedmałżeńskich zalotów" (J. S. Kippley, Sztuka naturalnego planowania rodziny, s.121.).

     Czas oczekiwania na pełnię jedności cielesnej jest w myśl tej koncepcji przede wszystkim czasem adoracji, czułości, okazywaniem sobie szacunku i uznania. Kochający się małżonkowie uświadamiają sobie wtedy, że łączy ich głęboka więź, wspólnota miłości, że odczuwają siebie w najbardziej ukrytych drganiach duszy. Czują się duchowo i psychicznie zespoleni ze sobą, ogarnięci poczuciem bliskości.

     Przybliżyć się czule, to znaczy zakomunikować kochanej osobie zrozumienie, współodczuwanie, szacunek i uznanie. Dokonuje się to poprzez ciepłe słowa, objęcia, przytulenia, pocałunki. Są to wszystko sygnały żywych uczuć, miłosne gesty, delikatne i subtelne, które rodzą się wobec osoby drugiej płci. Różnią się one od pocałunków, gestów i pieszczot podejmowanych z zamiarem rozpoczęcia współżycia seksualnego, mających na celu szybkie rozbudzenie sfery zmysłowej. Kobiety bardziej potrzebują przytulenia, romantyczności, opieki; mężczyźni szacunku i uznania. Jest bardzo ważne, aby w tym okresie mąż zadbał o emocjonalne potrzeby żony, zaopiekował się dziećmi, dając jej chwile wytchnienia, okazję pozostania samą, przytulał ją, zaznaczał, że pamięta o niej; a ona doceniała męża, szanowała go, dostrzegała jego pracę zawodową, sukcesy, troskę o dom i rodzinę. Wrażliwość na swoje potrzeby, zdolność obdarzania się czułością, szacunkiem i uznaniem jest barometrem twórczej relacji między mężem a żoną.

     Okres powściągliwości seksualnej u małżonków (którzy nie decydują się na poczęcie dziecka) musi przypadać, kiedy kobieta jest w okresie płodnym. A właśnie wtedy - zgodnie z prawami natury - jest najbardziej pobudzona, spragniona współżycia seksualnego: zachęca męża do rozpoczęcia godów, nawet nieświadomie, wysyła mu subtelne sygnały, wyczuwalne przez niego miłosne fluidy. Jeżeli małżonkowie nie decydują się na poczęcie dziecka, a tym samym na współżycie seksualne, to nie mogą bez gwałtu na swojej naturze pozostać nieczuli wobec siebie. Zaloty, okazywanie sobie czułości i uznania stają się w tym wypadku konieczną odpowiedzią na pragnienie natury (choć subiektywnie nie wystarczającą, ale jednak bardzo płodną psychicznie i duchowo).

     Naturalne pragnienie bliskości cielesnej kochających się małżonków, choć w pełni niezaspokojone, musi być koniecznie zrekompensowane przez okazywanie sobie czułości. "Takiej czułości ogromnie wiele potrzeba w małżeństwie, w całym tym wspólnym życiu, gdzie przecież nie tylko «ciało» potrzebuje «ciała», ale przede wszystkim człowiek potrzebuje człowieka" (K. Wojtyła, Miłość i odpowiedzialność, s. 184). Czas powściągliwości jest nie tylko czasem umiarkowanego dystansu cielesnego, ale także, a nawet przede wszystkim, czasem rozmowy, budowania małżeńskiej przyjaźni.

     Nie można zapominać, że liczna grupa małżonków nie jest wychowana do okazywania sobie czułości. "Czułość bowiem domaga się pewnej czujności zwróconej ku temu, aby różnorodne jej przejawy nie nabrały innego znaczenia, nie stały się tylko formami zaspokojenia zmysłowości i wyżycia seksualnego. Dlatego czułość nie obejdzie się bez wyrobionego opanowania wewnętrznego, które w tym ujęciu staje się wykładnikiem wewnętrznej subtelności i delikatności względem osoby drugiej płci" (K. Wojtyła, Miłość i odpowiedzialność, s.181). Wielu małżonków nie ma w sobie tyle wrażliwości, aby w okresach wstrzemięźliwości seksualnej umieli wykreować nowy styl bycia razem. Do takiej wrażliwości trzeba dorosnąć, a czasami rozwiązać zadawnione problemy rodzinne. Na pewno niedocenioną wartością na drodze uczenia się takiej postawy jest zachowanie czystości przedmałżeńskiej. We współczesnej kulturze nie jest ona jednak ceniona.

Radykalny dystans - smutne oblicze braku współżycia

     Zdarza się czasami, że małżonkowie nie chcą w ogóle współżycia seksualnego albo przesadnie je ograniczają, nie tylko z powodu lęku przed poczęciem dziecka, ale w wyniku wielu problemów we wzajemnej komunikacji, nawarstwionych i zadawnionych urazów. Życie we dwoje staje się wtedy puste i smutne, naznaczone cierpieniem zamiast radością.

     Zachowania paraliżujące miłość, choć wypływają z urazów lub lęków, znajdują pozorne wsparcie w zasadach moralnych, które małżonkowie katoliccy chcą zachowywać. Może nawet być tak, że głównym powodem podawanym współmałżonkowi na uzasadnienie oziębłości, radykalnego oddalenia od siebie, a nawet odrzucenia, stają się wymagania Kościoła. W takich przypadkach manipulacja moralnością katolicką, traktowanie jej jako parawan skrywający rzeczywiste motywacje, jest szczególnie szkodliwa. Małżonkowie przekonują siebie wzajemnie, że lepiej, ze względu na Boga, zrezygnować radykalnie i jednoznacznie z intymności, z wszelkiego rodzaju gestów, pieszczot, a nawet z czułości. Czułość przecież też bardzo łatwo może przerodzić się w zmysłowe pragnienie, trudne do opanowania. Wtedy jako jedynie moralny, zgodny z wolą Bożą, sposób życia widzi się unikanie siebie wzajemnie, spanie osobno, zasłanianie przed sobą swojej nagości, zrezygnowanie z pocałunków.

     Wytworzony dystans oznacza oziębłość, oddalenie emocjonalne, życie w odosobnieniu. Siła do wytrwania we wstrzemięźliwości płynie nie z miłości, nie ze zgody na czekanie na upragnione współżycie seksualne, ale z niechęci do drugiej osoby, lęku przed pobudzeniem, współżyciem i poczęciem dziecka. Czym większy lęk, tym większy dystans. Im większe ryzyko pobudzającej bliskości, tym większa surowość moralna. Sens i wartość okresu powściągliwości zostaje wypaczony i sprowadzony przede wszystkim do wysiłku unikania siebie. Bycie z sobą oznacza uciekanie przed intensywnością wysyłanych i odbieranych bodźców seksualnych. Konsekwencją takiego podejścia są potem trudności uzyskania satysfakcji w czasie współżycia seksualnego w okresie niepłodnym. Nie można bowiem nagle przejść z zagrożenia w ufność, ze sztywności w spontaniczność, z zamknięcia w otwartość.

Szukanie złotego środka

     Mając na uwadze wyżej sygnalizowane zagrożenia trzeba nauczyć się w okresie rezygnacji ze współżycia elastycznego poruszania się, oscylowania między bliskością a oddaleniem, intymnością a samotnością. Na tej drodze małżonkowie powinni unikać dwóch skrajności. Pierwszej - radykalnej rezygnacji z całkowitego obdarowywania się ciepłem, bliskością, intymnością i drugiej - regularnego poszukiwania bliskości i intymności poprzez zbyt intensywne, mocno rozbudzające pieszczoty.

     Życie pokazuje, że znalezienie złotego środka nie jest łatwe. Sztuka ta może być dla niektórych małżeństw podobna do chodzenia po linie. Utrzymanie równowagi okazuje się bardzo trudne, a czasami wydaje się niemożliwe. Szczególnie wtedy, gdy pragnienie współżycia jest bardzo silne. Gdy jednak po okresie prób, błędów i grzechów uda się dobrze opanować sztukę równowagi, wzrośnie więź małżeńska, zwiększy się wzajemne zaufanie. Zanim to jednak nastąpi małżonkowie muszą dojrzeć w swojej miłości i dlatego nie powinni dramatyzować trudności seksualnych, pojawiających się właśnie w okresie wstrzemięźliwości. Nie mogą zrażać się porażkami, lecz ciągle, nieustępliwie uczyć się sztuki panowania nad siłą swoich zmysłów.


O. Ksawery Knotz OFM CAp.


O. Ksawery jest wiceprowincjałem prowincji krakowskiej zakonu
Braci Mniejszych Kapucynów. Studiował na PAT w Krakowie, a także
we Fryburgu i na KUL. Wykłada teologię pastoralną, jest spowiednikiem
i kierownikiem duchowym wielu małżeństw. W2001 roku ukazała się
jego książka "Akt małżeński". Redaguje także interesujący serwis
internetowy: www.szansaspotkania.net



Kobieta i mężczyzna. Boska miłość Kobieta i mężczyzna. Boska miłość
O. Joachim Badeni
Książka powstała po to, aby jej Czytelniczki i Czytelnicy mogli na nowo odnaleźć nadzieję dla swojej być może zwietrzałej miłości. Skoro o. Joachim Badeni znalazł receptę na młodość i entuzjazm w wieku 95 lat, to szansę na odświeżenie miłości ma także niejedno rozlatujące się małżeństwo... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 prosta metoda: 27.05.2010, 10:42
 prosta i jest ale malo ludzi jest wyedukowanych i konsekwentnych, a potem pod MOPSami wystaja dlugie kolejki, w ktorych stoja ludzie z wielodzietnymi rodzinami na glowie... pozal sie Boze i zlituj nad nami. Moze dobrze ze wymysliles bezplodnosc.... Oby byla skuteczniejsza...
 Małgorzatka: 06.03.2009, 23:31
 A mnie już mój mąż nie kocha :(
 bercia: 29.07.2008, 14:48
 jesli chodzi o nasze malzenstwo to widze ze jesli robi sie po Bozemu ,wiecej sie otrzymuje pomocy bozej ,wiecej maz moze zniesc ,wstrzemiezliwosc uczy szacunku do ciala kobiety ,ze nie jestem rzecza aby meza zaspokoic ,maz darzy mnie wkoncu miloscia wieksza niz kiedys,nie klocimy sie ,rozmawiamy wiecej ,i jestesmy szczesliwy niech bedzie CHWALA PANU ZA JEGO MILOSC DO NAS ,ZACHECAM WSZYTKICH DO STOSOWANIA METODY OBJAWOWO TERMINCZEJ ,JEST PROSTA
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej